25.10.2023

Oburzyło mnie określenie tego typa, jako człowieka „szalenie inteligentnego”. Gdyby padło ze strony głupka, to chętnie bym się zgodził, gdyż każdy, choć trochę bystrzejszy od niego, jak najsłuszniej zakrawa na takie miano. Ale problem w tym, że określenie to wypsnęło się spod pióra człowieka niegłupiego. Nad czym ubolewam, ponieważ tendencja do pobłażania złu, zatacza coraz szersze kręgi. Niedługo stanie się tak powszechna, że jej przeciwieństwo, czyli walka z przejawami zła i niszczenie go w zarodku, zejdzie do podziemia z mózgowcami.
Zestawienie inteligencji z nieżyciowymi poglądami konfederata nazywam zgrzytem, dysonansem, jazdą po bandzie. Słowo to uległo znaczeniowej dewaluacji. To, że facet potrafi grać w brydża, nie naraża go na opinię inteligentnej jednostki; ta przywara mu nie grozi.
O Januszu Korwinie M. pozwoliłem sobie bazgrać przed stu laty. Już wtedy gadał od rzeczy. Szczególnie cięty był na niepełnosprawnych. Odmawiał im bycia nadludźmi, czyli takimi, jak on. O jego innych seksistowskich i pseudo ekonomicznych mamrotach nawet nie wspomnę; dysponuje ogromnym repertuarem bredni. Wypowiadane śmiało, publicznie i bezkarnie, głoszone w stylu znudzonego pajaca i z taką pewnością, jakby były prawdami, co najmniej objawionymi, dziwią i zmuszają do zadania sobie pytania o to, dlaczego pozwala się podobnym kreaturom istnieć w medialnym obiegu? Jeżeli na tym ma polegać inteligencja, to ja po tysiąckroć wolę być tumanem.

Na razie wypadł za burtę. Ale dla pewności może by go upchać w jakiej rozklekotanej szafie na bezludnym strychu, by już nie straszył.
Ze słowami autora tekstu można się jedynie zgodzić. Dobrze się stało, że one wybrzmiały. Mimo dość zaawansowanego wieku wspomnianego mędrca jakoś trudno dostrzec jego wielkie osiągnięcia. Również podzielam pogląd, że lepiej z mądrym zgubić niż z tym „innym” znaleźć.
Korwin Mikke, podobnie jak wiele innych postaci tego środowiska politycznego należy do ludzi o poglądach osobliwych. Ludzie ci, najczęściej nie uznajacy rzeczywistości XX i XXI wieku, żyją mentalnie na początku wieku XIX czy nawet u schyłku XVIII. Część z nich to zwyczajni idioci, a część – i za takiego uchodzi JKM – to prowokatorzy. Ich poglądy wyrażane publicznie mają szokować, ciekawić słuchaczy i/lub widzów i dzięki temu przysparzać popularności osobistej, także politycznej ich nosicielom. JKM, prezentując jak sam mawia poglądy libertariańskie (TO OCZYWIŚCIE MISTYFIKACJA, BOWIEM Z POGLĄDAMI LIBERTARIAŃSKIMI NIE MA TO WIELE WSPÓLNEGO) dożył sędziwego wieku głosząc wszem i wobec bzdury wierutne i poglądy, łagodnie mówiąc idiotyczne. Umiał na tym zarabiać pieniądze i tworzyć kolejne ugrupowania polityczne, które te jego pieniadze w różny sposób pomnażały. Wszyscy Ci, którzy dawali i nadal dają się nabrać na tę strategię JKM są ewidentnymi frajerami i tak JKM ich postrzega. Zgadzam się z Autorem, że tego rodzaju osobowość cechuje nie inteligencja a osobliy spryt i cwaniactwo życiowe.
*
Dość podobnym człowiekiem jest Jarosław Kaczyński. Onże spóźniony jest nie o 250 lat a „jedynie” o 150 i jego postać również nie cechuje inteligencja, a cwaniactwo i spryt życiowy, a przez realizację całego życia prawie wyłącznie w sferze politycznej – cwaniactwo i spryt polityczny. O ile jednak JKM jest raczej pajacem i niezbyt szkodliwym politykiem, o tyle z JK jest inaczej. To ewidentny szkodnik, a pewnie w trakcie odkrywania jego wszystkich decyzji i działań ktoś znacznie bardziej złowieszczy niż tylko szkodnik. Jego wpływ na życie polityczne spowodował, że Polska w okresie 2005-2007, a następnie 2015-2023 cofneła się o kilkadziesiąt lat w rozwoju instytucji państwowych, zwłaszcza demokratycznych, ze znacznym regresem zaufania społecznego i zupełnym upadkiem kultury w ogóle i kultury poltycznej w szczególności. Szkody i rany zadane Polsce przez JK i jego politycznych żołnierzy, będziemy jako jako społeczność naprawiać jeszcze wiele lat po jego zniknięciu z życia publicznego.