15.11.2023
Dziewięć godzin, od 12 do 21, tyle trwał przekaz telewizyjny z pierwszego posiedzenia Sejmu i Senatu w dniu 13 października 2023 roku. Dziewięć godzin to długo, ale warto było śledzić ten spektakl.
Pierwszym, najważniejszym uczuciem było – nareszcie, stało się, to koniec ośmiu lat rządów Jarosława Kaczyńskiego, małego człowieka, człowieka pełnego kompleksów i nienawiści do całego świata i wszystkich ludzi. człowieka, który po stracie brata pozostał sam na obcym mu świecie.
Jarosław Kaczyński od dwudziestu już lat rządzi partią polityczną, którą sam sobie wymyślił, sam napisał jej statut, który daje mu władzę absolutną – nic nie może się zdarzyć bez jego zgody. W tych latach dwukrotnie już zdobywał władzę, był nawet premierem a ostatnio wicepremierem, który rządził premierem, prezydentem, Trybunałem Konstytucyjnym, Sądem Najwyższym i Prokuraturą. Jego partia rządziła w Sejmie, opanowała media, kiedyś publiczne. Jarosław Kaczyński przez osiem ostatnich lat miał poczucie, że państwo to on, że to jego wola liczy się przede wszystkim, że wszyscy muszą słuchać jego, prezesa PiS rządzącego wszystkim i wszystkimi ze swojego biura na Nowogrodzkiej.
Osiem lat, to wystarczająco długo, by wytworzyć przekonanie o swojej nieomylności i wyjątkowości. Osiem lat to wystarczająco długo by uwierzyć, że mogę wszystko, że będzie tak jak ja chcę, że nic i nikt nie przeszkodzi mi w realizacji moich planów, że to świat dostosuje się do moich wymagań, a nie ja do świata.
Tak było. W Polsce budowała się satrapia małego wzrostem, a wielkiego ambicjami człowieka, pełnego kompleksów, oderwanego od normalnego życia, niemającego rodziny, prawa jazdy, nieznającego żadnego obcego języka, wykluczonego z wirtualnego świata elektronicznych mediów, wspominającego swój pobyt w stolicy jakiegoś europejskiego kraju sprzed wielu lat jako szokujące doznanie obcości wobec tamtej kultury. Człowieka, który dla politycznych korzyści atakował kobiety, wobec których zawsze demonstrował staroświeckie już zachowania całując je w rękę i pomawiając je równocześnie o „dawanie w szyję”, co miało być, jego zdaniem, przyczyną znaczącego spadku urodzeń w Polsce mimo 500+…
W Polsce budowana była satrapia z satrapą, którego bezpieczeństwa strzegły prywatne firmy ochroniarskie, policja państwowa i wszystkie służby polskiego państwa. Pamiętamy te obrazy kilkudziesięciu policyjnych radiowozów blokujących rejon zamieszkania satrapy. Takiej ochrony nie miał nawet prezydent Stanów Zjednoczonych. Może tylko satrapa Putin jest tu lepszy.
Jarosław Kaczyński wszędzie poruszał się w obstawie kilku ochroniarzy. Wszędzie, nawet po korytarzach sejmowych, chodził z obstawą. To oczywisty dowód, że to nie jest zdrowy człowiek, mówiąc zdrowy mam na myśli zdrowie psychiczne, a nie fizyczne, bo tu braki widać od dawna.

Czas jakiś temu na stronie Studia Opinii wisiał tekst o potrzebie zapewnienia stałej opieki psychiatrycznej dla polityków sprawujących najwyższe urzędy w państwie. Pamiętam, że apel spotkał się z pozytywną reakcją ze strony wybitnych specjalistów, takich jak prof. Ewa Woydyłło-Osiatyńska i innych.
Tamten tekst napisałem obserwując prezesa budującego swoją satrapię, wczoraj obserwowałem jego reakcje na to, co działo się w Sejmie, a co było zapowiedzią końca państwa PiS, końca satrapii Jarosława Kaczyńskiego. To jest groźniejszy moment, chwila dziejowa, groźna dla nas wszystkich. To, co mówił Jarosław Kaczyński pod pomnikiem Józefa Piłsudskiego w piątek 10 listopada, co rozwinął następnego dnia w Krakowie i wszystko, co mówił 13 listopada, w trakcie posiedzenia nowo wybranego sejmu, świadczy o głębokiej frustracji, o przekraczaniu granicy szaleństwa w niezgadzaniu się na werdykt wyborców, którzy w wyborach 15 października odsunęli PiS od władzy. Tego nie rozumie i nie przyjmuje do wiadomości Jarosław Kaczyński i jemu podobni najbliżsi członkowie jego partii. Postawienie na wojnę, wojnę w dosłownym sensie tego słowa, z Europą i Niemcami, którzy zdaniem Jarosława rządzą w Europie i chcą zniszczyć polskie państwo, by w nim rządzić przez podstawionego swojego człowieka, jakim jest – zdaniem Jarosława Kaczyńskiego – Donald Tusk, jest przekroczeniem wszystkich granic dozwolonych w politycznym sporze czy walce.
To są słowa szaleńca, człowieka, który jest poza rzeczywistością, człowieka, który gdyby miał w ręku przycisk opalający atomowe rakiety nie zawahałby się go użyć.
Jarosław Kaczyński nie dysponuje taką bronią, na szczęście. Ma jednak jeszcze wystarczająco dużo złej woli, by szkodzić Polsce, nowemu rządowi (którego jeszcze nie ma), nam wszystkim
Czy lekcje, jakie już odebrał:
- Od tych ludzi, stojących w kolejce, by oddać głos w lokalu wyborczym w Kielcach. Ludzi, którzy odesłali Jarosława Kaczyńskiego na jej koniec, gdy chciał – jak zawsze – pominąć kolejkę. A zwłaszcza od tego młodego człowieka, który pokazał palcem Kaczyńskiemu, że to jeszcze nie tu, że tam dalej jest koniec kolejki…
- Od marszałka seniora, który nie poczekał z inauguracją posiedzenia na Jarosława Kaczyńskiego, który, jak zawsze, wszedł ostatni na salę, gdy byli na niej już wszyscy posłowie, był prezydent i inni ważni zaproszeni goście. Jarosław nie doszedł do swojego miejsca, rozległ się hymn i wszyscy wstali. Stał i Jarosław Kaczyński w przejściu sejmowym i nie śpiewał hymnu, jak zawsze…
- Gdy to po jego rekomendacji, by panią Witek wybrać na stanowisko marszałka sejmu, Sejm nie posłuchał prezesa i pani Witek pozostała zwykłą posłanką Witek, a nie marszałkiem…
To dopiero początek zmian w życiu prezesa. Świat mu się wali, a pomocy żadnej znikąd.
Dlatego stawiam wniosek, by w Sejmie RP wprowadzić stały dyżur wysokokwalifikowanych lekarzy psychiatrów i psychoterapeutów w celu udzielenia natychmiastowej pomocy posłom nieradzącym sobie ze stresem powodowanym utratą władzy, a zwłaszcza statusu władcy Polski.
To może się nam, jako społeczeństwu opłacić. Szaleńcy są zdolni do szaleńczych czynów…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

No i – wielkie nieba! – chciał Pan „zdezerterować” z łamów SO. A chociaż powodów tej ucieczki lub przerwy w aktywności nie znam, może są dosyć poważne, to cieszę się z poślizgu w egzekucji, bo kto by tak ciekawie w kilku zdaniach zaordynował pigułkę rzeczywistości. Wszystkiego optymistycznego.
To samo zauważyłem 🙂
Pod tekstem zapowiadającym koniec przygody z SO pojawiły się liczne komentarze namawiające do zmiany decyzji.
„Prosił, prosił i uprosił?”. Czy może jednak należałoby inne przysłowie przytoczyć: „ciągnie wilka do lasu”.
Tak czy inaczej – bardzo miła niespodzianka, że jednak przygoda jeszcze się nie skończyła.
.
Przechodząc do, że tak zażartuję, „Adremu”:
Zgadzam się z postulatem, by generalnie Sejm miał opiekę psychiatryczną. Tylko to fatalny moment.
Od lat mowa o tym, że w szkołach dzieciom brakuje opieki psychologicznej i zamiast wykwalifikowanych psychologów opiekę sprawują np. katecheci.
Rozumiem i różnicę między psychologiem i psychiatrą i zgoła inną skalę wyzwania. Jednak byłby to też jakiś symbol, że narastający od lat problem jest ignorowany, a władza sobie zapewnia opiekę. Należałoby choćby rozpocząć program naprawczy w szkołach przed zajęciem się sobą.
I z drugiej strony w tym momencie – niebywałe paliwo dla pisowskich szczujni: „Oto opozycja przejęła władzę i zrobiła z Sejmu dom wariatów stawiając psychiatrów na czele państwa.”
Zbigniew Szczypiński
Prawdopodobnie jakaś koncepcja to jest. Lecz czy nie lepiej by było, gdyby PRZED powołaniem rządu, przebadać wszystkich desygnowanych po względem psychiatrycznym? A nie dopiero po ośmiu latach. Malec zdrowy na umyśle nie był w zasadzie od wejścia do polityki, a od śmierci brata zwłaszcza. Szczególnie od Smoleńska zakolebało my się w główce w sposób widoczny. Reasumując takim ludziom nie można powierzać jakichkolwiek odpowiedzialnych funkcji.
W moje ocenie, to że w Polsce budowana była satrapia przez tego czy innego polityka nie jest kluczowym problem. Fundamentalnym zagadnieniem do natychmiastowego rozwiązania jest to że system władzy pozwala na takie bezkarne rujnowanie tego systemu, że nie ma żadnych skutecznych instrumentów, mechanizmów które absolutnie nie dopuściłyby do takiej destrukcji, że nie wpisano w ten system żadnych bezpieczników które z automatu mogłyby skutecznie przeciwdziałać realizacji takich podłych zamiarów podporządkowania niemal całego państwa jednej osobie. Co z tego, że zmieniliśmy jednych polityków na innych. Jeżeli nie zmienimy reguł, zasad według, których powinno funkcjonować państwo demokratyczne to za 4, 8 czy 12 lat pojawi się nowy, chory z urojenia satrapa, któremu zamarzy się podporządkowanie obywateli swojej woli i znowu zrobi to zgodnie z regułami systemu demokratycznego i znowu my obywatel będziemy bezsilnie przyglądać się kolejnej demolce.
Percepcja JK przez Autora jest bliska wielu obserwatorom – mnie także. Ten mały człowieczek (fizycznie, umysłowo i moralnie, a także politycznie) pragnący wedle swoich słów być emerytowanym zbawcą narodu, co samo w sobie jest pomysłem groteskowym, został w ciągu całej swojej kariery politycznej Naczelnym Szkodnikiem Polski. Kiedy wreszcie koalicja demokratyczna zaczyna naprawiać szkody po okresie rządów autorytarnych, ten konus próbuje wywołać psychozę wojny domowej Psychozę mającą uratować jego partię przed upadkiem i rozpadem. Sam fakt, że musimy oglądać tego szkodnika i jego trutnie jest okolicznościa nieprzyjemną i niekomfortową dla nas. Rozumiem postulat dyżurnych psychiatrów i psychoterapeutów, choc obawiałbym się o ich bezpieczeństwo. Tego osobnika i całą wierchuszkę akolitów przed przymusowym leczeniem psychiatrycznym należałoby izolować, aby zlikwidować zagrożenie dla otoczenia i dla całej Polski. Do parlamentu powinna wrócić polityka a nie paranoja.
Przepraszam, słabością naszego państwa nie są źli ludzie, bo ci byli, są i będą, ale niezdolność wszelkich instytucji do samokontroli i samooczyszczania się. Regulaminy i prawo stosowane jest tylko względem malutkich. Wyżej automatycznie działa pisany lub domyślny immunitet. Medycyna tu nie pomoże. Każdy kto potrzebuje lekarskiego zaświadczenia o zdolności do wykonania zawodu,… nie będę pisał. Tylko nowa ordynacja wyborcza i nowy immunitet mogą być tu pomocne. Większość powiedzonek kłamie, ale że „ryba psuje się od głowy” jest prawdą.
Moim zdaniem największa korzyścią po 15.10.2023 jest fakt ze nie musimy się zajmować obywatelem JK
Szanowni Państwo, chciałbym zatem zainicjować dyskusję zmierzającą do dopracowania poniższej dwustopniowej ordynacji. Na początek wybory samorządowe.
Formą egzaminu może być tania wersja prawyborów. W salach widowiskowych okręgów wyborczych powinna odbyć się preselekcja chętnych kandydatów na zasadzie działania konklawe. Udział w takiej preselekcji obowiązkowo powinni brać wolni od formalnych oskarżeń sami zainteresowani kandydaci uzbrojeni w listy poparcia, komisja wyborcza, przedstawiciele ustępującej rady, dziennikarze i nieobowiązkowo mieszkańcy okręgu. Każdy kandydat powinien na walnym forum przedstawić swoje polityczne CV i (pod postacią biznesplanu) program. W wyniku tego kabaretowego spektaklu (kolejne będą bardzo poważne) sami kandydaci wybieraliby najodpowiedniejszych dwóch kandydatów na każde miejsce. Można też zastosować jakąś inną formę egzaminu, może autoprezentacji, prezentacji, np. inscenizacji pracy nad samorządowym zagadnieniem. Technika weryfikacji polegałaby zawsze na wzajemnej ocenie / wyłonieniu najbardziej kreatywnych przez samych pretendentów.
To byłby pierwszy etap, po którym w drugim właściwym etapie z dwóch kandydatów wyborcy bezpośrednio glosowaliby na jednego z każdej listy. Nie powinno być tak, że działacze i urzędnicy nie mają nic do stracenia i nie dbają o własne dobre imię. Do spełnienia tego warunku potrzebny jest nowy immunitet, który należy dopiero wskrzesić; dawny rytuał składania protestu w żeglarskich regatach.
Spodziewam się sprawniejszej weryfikacji i mniejszych kosztów wyborów. Może być i tak, że pominąłem jakieś istotne warunki do spełnienia,…
Kandydat powinien przejśc test ze znajomości Konstytucji i ustaw ustrojowych
,… do Sejmu? Zgoda, znajomość (przeczytanie) Konstytucji i po pokonaniu szczebla niższego jak województwo czy miasto. Dostęp do tytułów naukowych, wojskowych jest demokratyczny ale po pokonaniu ścieżki awansu a nie z kapelusza. Obecni do Sejmu z protestu na drodze lub innego zjawiska, tak z marszu? Powyższa propozycja (zarys?) dotyczy wyborów do samorządów.
Też się cieszę, że Autor zawiesił swoją aktywność, jak strzelbę na kołku… Aby pogodzić PT Komentatorów, przypomnę felieton, ba – esej Jonasza sprzed trzech lat pt. 'Paranoja, czyli poza wiedzą i rozumem’. Stanowi dowód, że SO jest na bieżąco, trzyma rękę na pulsie, diagnozuje i wytycza kierunki… Warto by je upowszechnić wśród polityków, którzy – dbając o nasze dobro – nie mają czasu na czytanie, unikają książek, a wszelką wiedzę o świecie czerpią ze 'służbowych’ smartfonów. Co innego Internet… Spróbujmy zatem dotrzeć z 'dziaderskim’ portalem do świeżych posłów; nieświeży już nie rokują…
Czytam te wszystkie komentarze i propozycje dotyczące tego jak wybierać, jak wyłaniać grupę „trzymającą władzę” i cieszę się, ze ten temat wywołał takie zainteresowanie.
Te pomysły -jak wyłaniać kandydatów, jak ich sprawdzać i badać kompetencje to tylko drobne zmiany. Sądzę, że zmianą zasadniczą byłoby odejście od tak robionej „demokracji” i zastąpienie jej po prostu merytokracją. Podejmowanie decyzji na szczeblu rządu to czysta merytokracja, tu powinny decydować przesłanki oparte o wiedzę, wynikające z analizy procesów i znajomości faktów a nie z emocji i chęci przypodobania się tym, którzy w „wyborach” dają mandat do rządzenia. Wybory to targowisko i gra na emocjach, o wynikach decydują w ogromnej mierze zastosowane narzędzia w kampanii, którą robią wyspecjalizowane firmy za wielkie pieniądze. To pieniądze kształtują decyzje wyborców a nie merytoryczne przesłanki – wybory we współczesnym świecie nie są ani równe ani wolne ani demokratyczne. To, że Donald Trump czy Władymir Putin wygrywają kolejne wybory – a Trump je wygra, nawet siedząc w więzieniu, jest dowodem na to, ze to trzeba zmienić. Są już narzędzia do takiej zmiany, trzeba tylko woli by to zrobić.
Lubię czytać Pańskie artykuły, jednak w tej kwestii mam nieco inne zdanie. Skoro nasz system opiera się na powszechnych wyborach, czyli wszyscy jak leci, posiadają przywilej: wybierać i być wybranym, to nie dostrzegam najmniejszych możliwości wpływu na jakość działania-poprawy elit /jeśli zasługują na to miano/.Jeśli wszyscy życzą sobie lepszych rządów, lepszego społeczeństwa i kultury, to jest to życzenie, aby elity mądrzej nam przewodziły. Nasz system uzasadnia i betonuje obecną hierarchię. Ani te, ani kolejne wybory nie wniosą nowej jakości. Będzie u nas na jakiś czas nieco lepiej, ale Zachód już zaczyna przypominać socjalizm. Kiedy i za pomocą jakich środków możemy my, wyborcy cokolwiek wyegzekwować? Tylko w trakcie wyborów, głosując na właściwych posłów a nie na chętnych do spania w poselskich ławach. Cóż z tego, że o jakości ideologii i polityki świadczą kierunki migracji średnich i niskich warstw społecznych świata. Azymutem nie są kraje wyznaniowe, reżimowe, socjalistyczne, inne a demokracje typu zachodniego, który to system właśnie słabnie. Tej ewidentnej przesłanki nikt nie dostrzega i nie docenia.
Mamy do czynienia z indolencją i beztroską,… Stara ordynacja jest bezużyteczna. Mam nadzieję, że warto się zastanowić i coś poprawić lub zaproponować jeszcze bardziej nowatorskiego.
I jeszcze to, jako przykład postawy eliminującej wybranego polityka od rządzenia
– jeżeli taki mandatariusz, patrz Andrzej Duda mówi, że katastrofy klimatycznej nie ma i nie będzie bo przecież kiedyś też były zlodowacenia a nie było przemysłu jak teraz i tych kominów to taki człowiek nie powinien mieć stanowiska decyzyjnego
– jeżeli ktoś mówi, ze życie kilkudniowego płodu ludzkiego jest tym samym co człowiek to jak wyżej
– jeżeli świadomie stosuje mowę nienawiści dla swoich celów i swoich korzyści to jak wyżej
– jeżeli ktoś sądzi, ze 248 jest mniejsze niż 194 to jak wyżej
I można tak długo ale jako przykłady to starczy
„Sądzę, że zmianą zasadniczą byłoby odejście od tak robionej “demokracji” i zastąpienie jej po prostu merytokracją. Podejmowanie decyzji na szczeblu rządu to czysta merytokracja, tu powinny decydować przesłanki oparte o wiedzę, wynikające z analizy procesów i znajomości faktów a nie z emocji i chęci przypodobania się tym, którzy w “wyborach” dają mandat do rządzenia.”
*
To swojego rodzaju ideał rządzenia we współczesnym świecie – nauka i wiedza jako kryteria wyboru zamiast emocji. W takim rozumowaniu są dwie, istotne słabości.
Pierwsza słabość to taka, że interesy różnych grup społecznych niekoniecznie pokrywają sie z merytorycznymi kryteriami podejmowania decyzji. Tak długo jak długo będa istnieć interesy, tak dłługo musimy je uwzgleniać w procesie decyzyjnym, a z interesami nierozerwalnie związane są emocje.
Druga słabość to konieczność efektywnej kontroli społecznej nad osobami podejmujacymi decyzje w imieniu i na rzecz społeczeństwa. Tutaj ludzkość, jak dotąd, nie opracowała doskonalszego systemu jak znany nam model demokracji liberalnej. Nawet najświatlejszy autorytaryzm takiej kontroli nie zapewnia. Tymczasem demokracja przy wielu swoich ułomnościach oferuje kontrolę.
*
Zastanawiając się zatem nad modelem ustrojowym, dopóki ludzkość nie opracuje systemu doskonalszego od demokracji liberalnej, należy pracować raczej na rzecz doprowadzenia do jak nasilniejszego wpływu wiedzy i nauki na decyzje pojedynczego wyborcy, z jednoczesnym osłabieniem wpływu manipulacji i propagandy wmawiających pojedynczemu wyborcy jego rzekome interesy.