12.12.2023

ECHA WYDARZEŃ: Przed myślą o sporcie- dowód, że… wciąż się uczę… O kur…dybanek! Nie znałem ani słowa, ani rośliny o tej nazwie- ale słowo jakoś wpadło w ucho oraz ją popieściło.
Dzięki Pani Beacie Rozwadowskiej, która się tym podzieliła na FB… I zacząłem się słowem bawić, nie na zasadzie „łaciny podwórkowej”, lecz dla wyrażenia stanu zadziwienia… Czasem pewnie też z racji krytycznej oceny, czasem i uznania… Jakoś miło mi brzmi; i wydaje się „pojemniejsze”, niż owo „łacińsko-podwórkowe”…
O kur…dybanek. Teraz zachwytu nie będzie. A jeśli odruch zdziwienia, to dlatego by pomyśleć, że ja to się jednak uczę. Zaś taki świat ( światek i półświatek) piłkarski ukochał… odporność na wiedzę i doświadczenia dnia.
Jest, jak jest- a głową, nawet jeśli ma się za rozsądną- murów nie przebijesz…
Przykład pierwszy. Głośne i publiczne dywagacje w kwestii wyników losowania grup EURO 2024. Okrutnie się podniecamy jak wypadliśmy, i co nasi mogą zdziałać w grupie – Holandia, Austria, Francja i … Polska.
Jakiś odległy plan, że potencjalni rywale już „są” , i będą grali, my dopiero, i może się tam wdrapiemy. Ale kuchennymi schodami, przez baraże.
Dziś prognozowanie grupowe jest parzeniem kawy, gdy ta dopiero w młynku. Jakby taka wielkość… małości A skromność i logika niżej powinny się ukłonić…
Wygrajmy baraże; trzymajmy w pamięci, że z grupy „ŚMIESZNEJ” wynieśliśmy bańki- nie łatwy awans, wtedy – po awansie dzielenie skóry na misiu będzie naturalne. Dziś mnie nie bawi; śmieszy…
Przykład drugi. PZPN kocha być największym z wielkich. Kasa, wpływy, książki o pięknej przeszłości, tłity, kucharz specjalny dla kadry, zadęcia konferencyjno-prasowe ( jakby z ograniczoną szczerością), stawka na „front antymedialny” ( z rewanżami na chyba jeszcze większą skalę), z igły-widły, i różne podobne takie. Wielkość …udawana. Wielkość małości…
Przykład kolejny.- Stawka na gry wewnętrzne. Nie na to, by na boisku było lepiej. Ale w głębi zaplecza. Daleko od kurtyny.
Wniosek powyższy wywodzę z medialnego szumu w kwestii zmian personalnych. A właściwie – w ich tle, jako że same zmiany to normalka. Rządy się zmieniają, biznes modeluje wciąż nowe układy, w PZPN taka norma również ma prawo życia.
Mnie też kiedyś redakcja się pozbywała, i dyskusja – poza „ja ze sobą” w grę nie wchodziła.
Ale PZPN nie może tak po prostu. Muszą być dwuznaczności. Że dawno się przymierzano do usunięcia kogoś, bez zważania na dorobek i popularność. Że czarę zamierzeń przelała kropla, iż wśród delegowanych na losowanie ME ( o czym mowa wyżej) nie było tego, kto chciał być, ale… zaproszeń nie starczyło. Więc- była wina, musi być kara. Bez zważania na tło, sympatię, antypatię, ocenę dorobku, przydatności, popularności…
Znów- wielkość małości. I pytanie coraz częściej medialnie powtarzane; Gdzie jest prezes? Czy ktoś TAM rządzi, czy tylko dał się wybrać, a kierują humory, nastroje dnia, nie szef związku?
Jakoś nie mogę przejść obok pytań- postawionych i pokrewnych. Bo zakochanie się w sobie, a nie w relacjonowanie, czy „BOISKO” sygnalizuje obiecany m.in., w gaworzeniu kampanijno- wyborczym rozwój , czy też – prezes i wice są już szczęśliwi, bo wybrani… A medialiści? Pogadają, napiszą, pocytują głosy oburzonych, lecz… Jak z tym psem oraz karawaną…
Nie znam prezesa PZPN inaczej niż z komunikatów i opowiadań: „To nie ja…; nie wiedziałem; nie słyszałem; był wniosek, który bez mojego udziału został decyzją”…, ale te echa już mi stają za wątpliwości… Czy leci z futbolem pilot?
Przyczepiłem się do szefa piłki, i zwietrzyłem trop. Ten zawiódł mnie do prezesa łyżwiarstwa szybkiego, który też mnie nie zachwycił aktywnością i roztropnością w rządzeniu.
Cytat: Natalia Maliszewska została zawieszona na 14 miesięcy w związku z naruszeniem przepisów antydopingowych — poinformowała Polska Agencja Antydopingowa. Na tak dotkliwy wyrok zgodziła się sama multimedalistka i aktualna wicemistrzyni Europy. W sprawie jest tylko jeden pozytyw – POLADA cofnęła dyskwalifikację o cztery miesiące. We wrześniu polska łyżwiarka została zawieszona po trzykrotnym złamaniu przepisów antydopingowych. Sprawa nie dotyczy zażywania przez nią niedozwolonych substancji, ale błędów w informowaniu o aktualnym miejscu pobytu. Okazało się, że przy trzeciej takiej sytuacji Maliszewska spóźniła się na kontrolę, której wynik ostatecznie był negatywny.””
Jedna z gwiazd sportu, na reprezentacyjnym poziomie. Olimpijskim. I taki sygnał o braku formalnej dyscypliny uszedł prezesowskiej uwadze? Trzy razy taki sam konflikt z regułą?
Oczywiście, sportowiec doświadczony sam powinien na wylot znać reguły, a około 28-latka dawno przecież wyszła z fazy nauki. Straciła więc dużo czasu, zdobyte premie i nagrody, ale gdzie byli opiekunowie? Ktoś przyznaje stypendia i ma kontrolować, jak się tym przywilejem obraca; jest opieka trenerska- zgoła codzienna; jest jakiś sztab olimpijski, jakaś komisja sportowa w PKOl, boć to przecież poziom olimpijski. Jest zarząd związku, jest prezes, jest komisja rewizyjna- i co? Ten sam rażący błąd po trzykroć? To jakby bolesne zderzenie amatorszczyzny z profesjonalizmem, który dziś niby innymi niż drzewiej normami wymagań w dowodzeniu sport oprawia.
Proszę brać to za sygnał, że może związki sportowe mają kłopot z dogonieniem wielu ważnych problemów, które zawodowe uprawianie sportu niesie. I mnoży. A TAM- wciąż przedwyborcze wyże i za dużo powyborczego spokoju…
Prezesowi Adamowi Małyszowi dam dziś spokój. Że tak kiepsko skaczą na nartach- mnie też boli. A tacy byli znakomici?
Jeszcze będą? Wierzę, wraz z panem Adamem, że tak. Ale optymizm kibicowski optymizmem, lecz pewność się nie pcha.
Jeśli znajdą się błędy do poprawienie w treningu, i będzie gdzie spokojnie nad eliminacja wad popracować – OK. Ale, jeśli to zmiana w głowach- wraz ze zmianą w metrykach, i np. zmęczenie „ sobą w bańce” – przez tyle już haftowanymi sławą latami… To życie na walizkach. Zabobonnie odpukuję…
Smuteczek. Bokser zawodowy Mateusz Masternak- sympatyczny, elokwentny był blisko mistrzostwa świata w swojej konkurencji. Na finiszu kariery ( urodzony w 1987 roku) prowadził na punkty (i wrażenie) w walce o tytuł. I wtedy, gdy szansa się zbliżyła… nie stanął do kolejnej rundy. Ból, trudność z oddychaniem; trzeba było powiedzieć pas… Sport bywa okrutny, a boks ma jeszcze to, że … Nawet na oko i na kartach punktowych lepszego też może bardzo mocno zaboleć…
Nawiasem- jakoś tak sobie skonfigurowałem sieć, że codziennie raczy mnie boksem. Sławne nazwiska, walki-legendy, ponad 100 kg żywej wagi w każdym z dwóch partnerów. Patrzę, i… często już od patrzenia głowa boli, a wątroba dolega. Tak zawodowcy-kolosy się tłuką, że nawet rzadko zwycięzcy przechodzą przez pojedynek, jak kajakiem przez jezioro.
Byłem latami blisko sportu ringowego, ale wyznam, że ten- czasów zwanych stammowskimi- bardziej mi odpowiadał niż ów Tysona, Lewisa, Kliczki; ba nawet Claya, który tańczył boksując, ale co dostał, to jego… Stammowski też mocny cios miał w cenie, ale sztukę, chytrość, czasem ochotę do ośmieszenia rywala cenił. Nie- kto pierwszy będzie prawdziwie „dobrze trafiony”, a kto zostanie w roli o jeden przyjęty cios „uboższego”… Tak sobie czasem myślę oglądając na youtubie stukilogramowych herosów i np. naszych dawnych tuzów…
Miałem zamiar na koniec wpis ploteczkami rozluźnić. Ale- ECHA nie z gumy, na plotki przyjdzie czas…

Andrzej Lewandowski
Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.
Więcej w Wikipedii
