16.12.2023
Mimo zarzekania się, że o PiS-ie nie będę już wspominał, jakoś nie sposób przejść do porządku dziennego nad tym, co się w przestrzeni publicznej dzieje za sprawą ideowego i medialnego zaplecza tej formacji.
Tak znienawidzony przez odchodzącą formację marksizm, czy – jak czołowi ideolodzy PiS lubili powtarzać „neomarksizm” – jest bardzo użyteczny, by opisać to, co się w tej chwili dzieje. Ci z Czytelników SO, którzy pamiętają wykłady z marksizmu, wiedzą, że jego podstawą są pojęcia bazy i nadbudowy. Zwykle ta pierwsza określa tę drugą. Okazuje się jednak, że PiS i to klasyczne rozróżnienie odwrócił. Bazy już nie ma, a nadbudowa trzyma się mocno. Przynajmniej tak jej się wydaje.
Otóż ideologiczna nadbudowa PiS-u nie odpuszcza. Instytucje, ludzie i struktury podporządkowane i gorliwie służące partii przez osiem lat, które wydatnie przyczyniły się do zdemolowania demokratycznej Polski nie tylko nie rezygnują z walki, ale przeszły do ataku. Oto prezydent Duda, słusznie nazwany bezwolnym długopisem, stroi się w piórka obrońcy Konstytucji i przyjmując zaprzysiężenie nowego rządu dał do zrozumienia, że będzie nowym ministrom uważnie patrzył na ręce i najchętniej widziałby ich z codzienną wizytą w pałacu prezydenckim. Mgr Przyłębska zaktywizowała swój Trybunał zapewniając posłów PiS, że nie muszą się niczego obawiać, bo ona stoi na straży ich interesów. Szef PAP i od 2016 Przewodniczący Rady mediów Narodowych Czabański (pamiętający skuteczność nadbudowy z czasów PZPR, do której należał od 1967 do 1980), wiernie służący przekazom dnia PiS-owskiej centrali, dramatycznie domaga się obrony wolności słowa dla demagogicznej TVP.
Zapewne Orwell nie wymyśliłby lepszego scenariusza dla spektaklu odsłaniającego mechanizmy funkcjonowania nowomowy. Wszystkich przebił głos Michala Adamczyka, który na zorganizowanej w obronie swoich interesów przez pracowników TVPiS demonstracji mówił: „Dziękujemy za to, że jesteście, za to, że przyszliście, za to, że bronicie Telewizji Polskiej. Jednocześnie chciałbym państwa uspokoić, że nic złego się nie dzieje, dlatego, że zmienić zarząd Telewizji Polskiej może wyłącznie Rada Mediów Narodowych”. Jak się wydaje, Adamczyk się myli. Szczególnie groteskowo zabrzmiał głos szefowej pisowskiego radia Kamińskiej, która przejdzie do historii jako najbardziej brutalnie wyrzucająca dziennikarzy z pracy. Jej zdaniem, po przejęciu mediów przez nowy rząd „Odbiorcy mediów nie będą mieli swoich informacji. Nie będą mieli dostępu do pełnej informacji, a to Konstytucja im gwarantuje. Tych mediów trzeba bronić za wszelką cenę”. Doprawdy trudno o większe zakłamanie.
Również obecny szef TVPiS Matyszkowicz powołał prokurenta, który ma uniemożliwić zmiany w jego firmie. To też nic nie da. Warto posłuchać ekspertów. Nawet jeśli TK Przyłębskiej wydał zabezpieczenie na mocy którego minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz (podlegają mu media publiczne) ma się powstrzymać od jakichkolwiek działań wobec TVP i Polskiego Radia, to eksperci mówią, że ta decyzja jest funta kłaków warta.
Na przykład Okopress przytacza opinie prof. Katarzyny Bilewskiej, kierowniczki Katedry Prawa Handlowego na Uniwersytecie Warszawskim, która twierdzi, że prokura wygaśnie, jeśli sąd ustanowi dla TVP kuratora. Podważa ona też wydane teraz przez TK Przyłębskiej zabezpieczenie. Na platformie X napisała: „Zabezpieczenie wydane przez Trybunał Julii Przyłębskiej jest nie tylko wadliwe ze względu na skład, ale także nie jest prawnie skuteczne ani wobec Skarbu Państwa, ani ministerstwa kultury. Według kodeksu postępowania cywilnego, który się tu stosuje odpowiednio, sąd może skierować nakazy i zakazy w trybie zabezpieczenia tylko wobec stron postępowania, a według wniosku uczestnikami tego postępowania są tylko Sejm i Prokurator Generalny – nie Skarb Państwa i nie Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego”. W podobnym tonie wypowiedział się znany adwokat i obrońca prześladowanych przez Ziobrę sędziów, Michał Romanowski.
Można śmiało powiedzieć, ze lisy ruszyły na odsiecz kurnikowi, który przez osiem lat pozwał im się utuczyć. Perspektywa utraty sowicie opłacanych posad napawa ich przerażeniem. Zapomnieli też z jakim zapałem przejmowali te same media w 2015 roku nie bacząc nie tylko na prawo, ale i przyzwoitość.


Piewcy jedynie słusznej narracji, nazywanej potocznie szczujnią ale także szujnią, zapowiadają poważną walkę w obronie głoszonych „wartości”. Powstaje wrażenie, że temu towarzystwu a zwłaszcza jego wyznawcom poznanie prawdy może poważnie zaszkodzić. Tych ludzi widocznie nie dotyczy. chrystusowe przekonanie:
„Prawda was wyzwoli”. Potrzebują chyba innych bodźców….
Przeciwko pisowi zaczną wreszcie działać 'cztery prawa dialektyki marksistowskiej’ – każde na swój sposób. Dlatego warto je przypomnieć młodym pokoleniom wychowanym na dekalogu i przykazaniach kościelnych. Oto one:
1) Wszechzwiązek zjawisk; .2) Walka przeciwieństw, 3) Przechodzenie ilości w jakość; 4) Wieczny ruch i rozwój. Można je dowolnie (a nawet wybiórczo) stosować do aktualnej sytuacji/ ustępującej formacji. Rym niezamierzony…
Mam wrażenie, ze analizy marksistowskie są wyjątkowo użyteczne przy dekonstrukcji zjawiska społecznego jakimjest PiS. Ta deklaratywnie najbardziej antykomunistyczna formacja ma w swoich szeregach wielu byłych aparatczyków PZPR, a w każdym razie ludzi, którzy się o partie komunistyczna w takiej czy innej formie otarli, łącznie z prezesem J. Kaczyńskim, ktory bodajże Lenina w swojej pracy doktorskiej życzliwie przywoływał. Ta wodzowska partia, której najwyższa cnota jest ślepe posłuszeństwo wodzowi ma tez wiele wspólnego ze strukturami kościelnymi. Stad zapewne naturalne lgnięcie do siebie katolickiego kleru i aparatczyków PiS-owskich. Wiem, co mówię, bo wielu ich znam, a jedna posłanka to nawet moja koleżanka z klasy z LO w Lubaczowie. Tym ludziom bardzo trudno zaakceptować demokratyczne reguły gry, które postrzegają, i słusznie zreszta. Jako śmiertelne zagrożenie.
Dziadek Marx i jego nauczyciel Hegel byliby dumni jak ich narzędzia dialektyczne mogą być przydatne we współczesnej depisizacji naszego kraju. Ich przypadkowi spadkobiercy – bolszewicy stosowali nieco twardsze metody odwołujac się psim swędem do dialektyki. Aż ciśnie się na usta: „raz sierpem raz młotem…”
Nie mogę się oprzeć pokusie przywołania rezolucji PiS:
„Rząd Donalda Tuska zapowiada przejęcie mediów publicznych oraz weryfikację i wyrzucanie z pracy dziennikarzy. Ma do tego dojść z pogwałceniem obowiązującego w Polsce porządku prawnego. Wolność słowa i niezależność dziennikarska to fundament demokracji – zapowiadane działania rządzących i ich ataki na dziennikarzy są uderzeniem w jej podstawy i zdradzają antydemokratyczny charakter obecnego rządu” – czytamy w uchwali przyjętej przez radę polityczną PiS. Cytuje za GW, która jedynie referuje co się dzieje w centrali. Szkoda, ze dziennikarze tej zasłużonej dla bronienia demokracji gazety są tak wstrzemięźliwy w wykazywaniu absurdów i zakłamania tego rodzaju deklaracji. Bez tego utrzymuje się wiara wiernego elektoratu, który tak bardzo leży na sercu jednemu z najbardziej problematycznych publicystów tej gazety. Zreszta prawnik z tytułem profesorskim.
Myślę, ze jakikolwiek komentarz jest zbędny.
„najbardziej problematycznych publicystów tej gazety”… Pękam z ciekawości, o kogo chodzi. Tak w ogóle, to GW czasami robi na mnie wrażenie pisemka parafialnego. Natychmiast opisuje każde bekniecie Episkopatu. Nie chce się wyrazić dosadniej. Mi się wydaje, ze większość tych beknięć można by pominąć milczeniem. GW mogłaby je podsumowywać raz w tygodniu z odpowiednim komentarzem.
Kto ma podsumować: GW czy SO? Bo mam niejasność 'w temacie’…
W SO takie niezwykle kompetentne podsumowania pisze pan profesor Obirek. To moim zdaniem wystarczy. GW mogłaby brać przykład.