Jacek Breczko: Truciciele studni12 min czytania

()


27.12.2023

Pozwolę sobie zacząć od pewnej myśli ogólnej (nieco rozbudowanej), aby potem przejść do pewnego szczegółu.

*

Owa myśl (teza) ogólna brzmi tak: „Ostanie trzy dekady to był wielki rokosz Jarosława Kaczyńskiego”.

Nie postkomuniści byli największymi kontestatorami przejścia od socjalizmu do kapitalizmu, od autorytaryzmu do liberalnej demokracji, ale właśnie on. Trzy dekady trwający rokosz… To długo, ale nie na tle historii Polski. Kaczyński wpisuje się w bogatą tradycję polskich warchołów, działających poza wszelkim trybem: władczych, aroganckich, pysznych, upartych, zawziętych, zajadłych, niezdolnych do kompromisu, pamiętliwych (trzymających urazę w sercu) i mściwych.

Rokosz w imię czego? W wersji wzniosłej i zarazem „na pokaz” – w imię radykalnego rozliczenia z komunizmem i komunistami, a zatem przeciw kompromisowi Okrągłego Stołu i pokojowej transformacji. Lepsza byłaby transformacja gwałtowna, krwawa, ale przez to radykalna, dogłębna. Chwasty należało wyrwać z korzeniami, a tak nieustannie odrastały, tworząc kolejne postkomunistyczne układy, pajęczyny i spiski. Co więcej, owa antykomunistyczna rewolucja miałaby dodatkową korzyść. Przelana krew stałaby się mitem założycielskim nowej Polski, działając niczym oczyszczający moralny krwawy prysznic. Podobne pomysły pojawiły się w roku 1918. Nacjonaliści, zwolennicy polskiej odmiany Blut und Boden, narzekali, że odzyskaliśmy niepodległość prawie bez ofiar, bez owej oczyszczającej daniny krwi. Zostało to zresztą naprawione, z nawiązką, w związku z inwazją bolszewików.

To wersja wzniosła i „na pokaz”, niczym szyld reklamowy. O co wszakże tak naprawdę w tym ponad trzydziestoletnim rokoszu chodziło? Moja diagnoza (hipoteza, domysł, domniemanie) jest następująca: rokosz miał cel główny i dwa poboczne. Celem głównym była władza, a dokładniej trwała pełnia władzy (a nie słaba i krótka władza, jak to bywa w systemach liberalnej demokracji), celami pobocznymi – i zarazem środkami do celu głównego – miał być katolicki nacjonalizm oraz socjalizm, czyli – w skrócie – katolicki narodowy socjalizm. W ten sposób docieramy do korzeni „rokoszu Kaczyńskiego”: a są nimi – szukające oparcia w Kościele katolickim – ruchy i rządy autorytarne w europejskim międzywojniu. Najbliższa, rzecz jasna, jest koszula ciału, w tym przypadku, coraz bardziej autorytarne i brutalne rządy starego Piłsudskiego zwieńczone konstytucją kwietniową. Dorzucić należy (odsłaniając bliższe naszych czasów zaplecze doktrynalne i „mentalne” tego rokoszu) komunistyczny narodowy socjalizm, czyli rządy Gomułki („władzy raz zdobytej, nie oddamy nigdy”) oraz rozmach inwestycyjny Gierka („aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej”).

Dążenie do trwałej pełni władzy przy pomocy „katolickiego narodowego socjalizmu” wyklucza – rzecz jasna – liberalny podział władz. To wręcz główna przeszkoda. Należało więc dążyć, nie przebierając w środkach (naginając lub łamiąc liberalną konstytucję) do centralizacji: należało parlament zamienić w maszynkę do głosowania, podporządkować sobie władzę sądowniczą oraz – ostatnie, ale nie najmniej ważne – podporządkować sobie „czwartą władzę”, czyli media.

Trwała pełnia władzy i centralizacja uderzają w swobody obywatelskie, a mówiąc ogólnie, w wolność: władca decyduje o wszystkim, ludzie nie decydują o niczym (pomijając różne drobiazgi życia osobistego). Uzasadnieniem owego odbierania wolności był z jednej strony przebrany w szaty katolickie nacjonalizm (wolność indywidualna złożona na ołtarzu ojczyzny, w imię jedności i siły narodu sprzymierzonego z Bogiem), z drugiej strony socjalizm. Socjalizm ten zresztą miał niejako „dwa oblicza”; po pierwsze – poprzez wielkie transfery socjalne, służące jakoby egalité i rozrodczości – był gigantyczną „kiełbasą wyborczą”, niezbędną na etapie zdobywania większości konstytucyjnej (co było ważnym celem Kaczyńskiego; albowiem po zdobyciu tej większości i ogłoszeniu nowej „konstytucji kwietniowej” skończyłyby się demokratyczne wybory i zaczęły fasadowe głosowania). Po drugie, socjalizm miał być motorem gospodarki. Kaczyński bowiem nie tylko nienawidził liberalnej demokracji, ale też nie lubił gospodarki kapitalistycznej opartej na konkurencji prywatnych podmiotów; pokładał ufność – jak jego sanacyjni poprzednicy – w dużej aktywności państwa w tej sferze: w grę wchodziły nacjonalizacje, wielkie centralne inwestycje, i tym podobne, nie mówiąc już o tym, że nowa partyjna nomenklatura – niczym posłuszna owieczka – mogłaby się paść na tej łące (zasiadając w różnych radach nadzorczych i tym podobnych gremiach doradczych i władczych).

Nie samym wszelako chlebem (i wyborczą kiełbasą), człowiek żyje, potrzebuje też odpowiedniej strawy duchowej. Zawładnięcie wspomnianą już „czwartą władzą” miało zapewnić taką strawę, przyczyniając się – między innymi – do zdobycia wymarzonej większości konstytucyjnej. Dobrze znane i wielokroć omawiane były próby likwidacji (jak w przypadku TVN), pacyfikacji (jak w przypadku Polsatu) lub zakupu (jak w przypadku Polska Press) niezależnych mediów. Dobrze też znany i wielokroć omawiany był pierwszy krok, czyli błyskawiczne – tuż po wygranych wyborach w roku 2015 – przejęcie i upartyjnienie telewizji publicznej oraz takiegoż radia. Ktoś mógłby zauważyć, że i poprzednie rządy próbowały wpływać na media publiczne, tym razem jednak – co należy podkreślić – dokonała się zmiana jakościowa: media publiczne straciły swoją podmiotowość i stały się bezpośrednim narzędziem władzy. Kaczyński (z pomocą wyjątkowo cynicznych specjalistów od manipulacji, indoktrynacji i rozrywki, na czele z Jackiem Kurskim) uczynił z nich tubę propagandowo-rozrywkową tak prymitywną i nachalną, że – jak wyznał poniewczasie jeden z tych specjalistów, niespecjalnie bijąc się w piersi – „stworzyliśmy propagandę na gorszym poziomie niż lata siedemdziesiąte” (Marcin Wolski). Zaiste, propaganda – wedle mojego osobistego potencjometru – osiągała niekiedy poziom propagandy moczarowo-marcowej z roku 1968, niewiele ustępując, jeszcze nie telewizyjnej, propagandzie bierutowskiej. Tak czy inaczej, słynne wskazanie innego specjalisty od kształtowania masowej świadomości, że kłamstwo wielokroć powtarzane zamienia się w prawdę, było nagminnie stosowane. Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy i Europejska Federacja Dziennikarzy podsumowały ostatnio tę propagandową działalność tymi słowy: „W ostatnich latach polityczna stronniczość i skrzywienie mediów publicznych osiągnęły bezprecedensową skalę”. Składały się na to: „nierównowaga w przedstawianiu poszczególnych aktorów życia politycznego oraz rozmaite zafałszowania”, zaś „niektóre relacje TVP tworzyły bezpodstawne analogie, które w fałszywy sposób upolityczniały wydarzenia i problemy, otwarcie manipulując faktami”. No cóż, otwarte manipulowanie faktami, to nie błąd, pomyłka, ale kłamstwo. Kłamstwo zaś jest esencją propagandy. Może dlatego ludzie w PRL-u tak bardzo domagali się prawdy. Powiadali: „Oni kłamią!”, „Władza kłamie!”. Byli jednak i w PRL-u (coraz zresztą – z dekady na dekadę – mniej liczni) „wierzący”. Co ciekawe, również obecnie pojawili się – na zasadzie zadziwiającego paradoksu, paroksyzmu, a może spirali historii – podobnie „wierzący”, czyli swoiste sieroty po PRL-u, ale nie tylko. I to jest ten – zapowiadany w pierwszym zdaniu – „szczegół” (szczegół związany z tym wszystkim – czyli z trzydziestoletnim rokoszem Kaczyńskiego).

*

Owa prymitywna propaganda wymieszana z prymitywną rozrywką wywoływała na początku u części odbiorców reakcję pewnego niedowierzania, następnie – w różnych proporcjach – politowania i odrazy, wreszcie „odcięcia się”, „wyłączenia” (czyli nieużywania pewnego przycisku na pilocie). Nie u wszystkich jednak. Stopniowo przekaz ten zaczął zyskiwać rzeszę wiernych widzów i słuchaczy, a następnie wręcz wyznawców, którzy traktowali to jako prawdę i tylko prawdę, „odcinając się” zarazem od innych źródeł informacji, używając – w przeciwieństwie do tych pierwszych – tylko tego jednego przycisku na pilocie, zamykając się w – tak zwanej – medialnej bańce.

Czym wszelako był ten przekaz? Otóż był – powtórzmy – „otwartą manipulacją”, czyli kłamstwem. Nie było to jednak tylko kłamliwe przedstawienie niektórych faktów, ale kreowanie fałszywej rzeczywistości. Nie były to kłamstwa pojedyncze, używane do kształtowania odpowiedniego poglądu w danej sprawie, ale kłamstwa systemowe, całościowe, używane celowo do kształtowania odpowiedniego – z punktu widzenia władzy – światopoglądu. W ten sposób zaczęto czerpać z bogatego arsenału „orwellowskiej” propagandy totalitarnej. Była to więc próba „prania mózgów” (w proszku z dużą zawartością fałszu), czy też – posługując się nowszą terminologią – próba odpowiedniego „formatowania umysłów”. A mówiąc jeszcze inaczej, był to rodzaj ogłupiającej trucizny, działającej jak narkotyk, którą władza – za pomocą rządowej telewizji i radia – wprowadzała do przestrzeni publicznej. Można więc rzec, że zatruwała nią publiczne studnie, czy też raczej publiczne wodociągi.

Jaki był charakter tej trucizny? Cóż to był za narkotyk? W jaki sposób miał „formatować umysły”? Otóż w sposób bardzo prosty, dwubiegunowy (niczym przy tresurze psa): z jednej strony miłość i zaufanie do władzy, z drugiej nienawiść i nieufność do wszystkich – wskazanych przez władzę – wrogów (a kreowała ich ta władza bez liku). Po zażyciu owego narkotyku widz i słuchacz miał poczucie, że poznał najprawdziwszą prawdę, bez żadnych znaków zapytania i wątpliwości, co sprzyjało poczuciu bezpieczeństwa duchowego oraz identyfikowaniu się po stronie dobra, prawa i sprawiedliwości. Narkotyk dawał chwilę wytchnienia wraz z uproszczoną wizją świata, w której zostało wyraźne rozgraniczone czyste dobro bez skazy oraz czyste zło. Dobro to nasza władza, która jest niczym dobry ojciec: silna i zdecydowana, opiekuńcza, mądra, ideowa i pobożna. Zło to obcy (czający się poza naszymi granicami) oraz zdrajcy, agenci, zaprzańcy (czający się wewnątrz naszych granic). Ojcowska władza – jak to bywa w systemach autorytarnych – przybierała postać i twarz konkretnego człowieka. Również i w tym przypadku pojawiły się zaczątki – trzeba przyznać, w nieco karłowatej postaci – kultu wodza, który miał Polskę zbawić: Jarosława – genialnego stratega o janusowym obliczu; przyjaznym i sympatycznym (a nawet nie stroniącym od żartów) wobec przyjaciół oraz surowym, nieprzejednanym i groźnym wobec wrogów. Narkotyk ten – mieszanka manicheizmu i optymizmu – ukazywał więc świat jako czarno-biały oraz triumf dobra pod postacią rządów Jarosława Kaczyńskiego.

Kto przede wszystkich spożywał ten narkotyk? I zarazem kto był głównym „targetem” owych specjalistów od kształtowania zbiorowej świadomości? Otóż ludzie najbardziej bezbronni duchowo, nie potrafiący podjąć wysiłku „drążenia” i sprawdzania informacji oraz porównywania przekazu z różnych źródeł. Statystyki nie pozostawiają wątpliwości: byli to ludzie starsi (blisko 87% wszystkich widzów TVP Info stanowili ludzie po 50 roku życia), mieszkańcy wsi (45% całej widowni) oraz słabo wykształceni (47% z podstawowym wykształceniem). W przypadku tych grup siłę rażenia i atrakcyjność owego narkotyku zwiększały jego składniki ideologiczne, które stanowiła wspomniana trójca: katolicki narodowy socjalizm. Byli to bowiem ludzie zazwyczaj ceniący państwo opiekuńcze (niechętni prywatyzacji jako „rozkradaniu majątku narodowego”), przywiązani do tradycyjnej religijności oraz patriotyzmu z silnym rysem ksenofobicznym (często na tle lękowym powodowanym ignorancją).

Osiem lat propagandy działało przeto jak narkotyk i spora część „ludu” uzależniła się. I oto nagle dostawa owego narkotyku została przerwana i są oni teraz na „głodzie”. Pojawiają się dwa pytania. Po pierwsze, co zrobić z tymi uzależnionymi, z tymi swoistymi „narkomanami”, czy odciąć ich całkowicie od narkotyku, czy też – jak niektórzy sugerują – zmniejszyć jego dawki, pozostawiając pewne programy „pisowskiej telewizji” ze starymi prowadzącymi, aby złagodzić ów etap przejściowy. To być może pytanie do specjalistów od terapii uzależnień. Ja jednak sądzę, że słuszne byłoby radykalne cięcie. Ludzie pozbawieni tego narkotyku obawiają się, że świat się zawali, że zabraknie opału na zimę, że zakażą im jeść mięsa i zmuszą do jedzenia robaków, że Niemcy wszystko wykupią i nastąpi koniec Polski. Nic jednak takiego się nie stanie. Świat się nie zawali i to będzie najlepsza odtrutka i terapia. Podobnie – cofając się do zamierzchłej przeszłości – ludzie otumanieni propagandą stalinowską prawdziwie rozpaczali na pogrzebie Stalina, bojąc się, że świat się zawali, że wszystko runie, mimo że zdawali sobie sprawę, że był to Iwan Srogi, Iwan Groźny, a nawet bardzo srogi i groźny. Wszak na jego mocarnych ramionach – wedle ówczesnej propagandy – spoczywało sklepienie ludzkiego świata. Świat się jednak nie zawalił, piekarnie piekły chleb jak wcześniej, krowy dawały mleko, dzieci chodziły do szkoły i to była najlepsza odtrutka na ową prawdziwą rozpacz sztucznie wywołaną. Teraz – jak mniemam – będzie podobnie.

Drugie pytanie brzmi tak: „Co zrobić z tymi, którzy – posługując się massmediami – zatruwali niejako studnie, wsypując tam ową truciznę, ów narkotyk?”. Byli wszak chyba gorsi od zwykłych dilerów, którzy dokonują jawnej transakcji w relacji sprzedawca-klient. W tym przypadku ogłupiali, zniewalali i podporządkowywali sobie ludzi, uzależniając ich od owego narkotyku podawanego – w pięknym opakowaniu prawdy i faktu – bez ich wiedzy i zgody.

Owi truciciele studni i umysłów, cyniczni manipulatorzy – na czele z Jarosławem Kaczyńskim i Jackiem Kurskim – powinni być napiętnowani moralnie, ale czy tylko?

Myśląc o tym wszystkim, nie mogę się opędzić od tego oto – nadmiernie eksploatowanego – wiersza Czesława Miłosza:

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego…

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta.

Tym razem jednak nie tylko poeta pamięta i nie tylko „spisane będą czyny i rozmowy”, ale wszystko jest nagrane.

Jacek Breczko

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

11 komentarzy

  1. Stary outsider 27.12.2023
  2. toja 27.12.2023
  3. Senex 27.12.2023
  4. Odradek 27.12.2023
  5. Stanisław Obirek 27.12.2023
  6. slawek 28.12.2023
  7. Bungo 28.12.2023
  8. JUREG 28.12.2023
  9. Piotr 31.12.2023
  10. Mariusz Malinowski 02.01.2024
  11. slawek 10.01.2024