13.01.2024
1

Bieda obraziła się na Nędzę, więc mieszkańcy ustalili, że musi się odbyć dwubój z udziałem arbitra. Bohaterkami pyskówkowej zadymy były dwie pierwsze damy wygwizdowa i strach brał myśleć, co to będzie, jak ich nie będzie. Bieda, jako arystokratka blisko spokrewniona z Niedolą, nie mogła pogodzić się z faktem, że o Nędzy, pospolitej wiedźmie z marginesu, zaczyna się mówić coraz więcej. W rankingach na popularność, spadało się jej co tchu, tak, że nie nadążała się podnosić i podczas gdy Nędza rosła w siłę i dostatek, Bieda obrastała w zawiść.
O Nędzy było wszędzie; media zabijały się o przeprowadzenie z nią wywiadu, pchały się do niej z prośbami o wystąpienie w „Śniadaniu na dobranoc”. Stacje radiowe i inne meliny z dobrym słowem, organizowały przetargi na jej obecność w programie.
Bieda, dotychczas niekwestionowana przodownica wszystkich tabel z nieszczęściami, nieprzytomna z wściekłości i wzgardy, zaszyła się w kąt. Moda na atrakcyjność Nędzy, zaczynała ją męczyć. Kiedy otwierała telewizor, z diabelskiego pudełka wyskakiwała skwaszona fizjonomia Nędzy reklamującej pieluchy bez konserwantów.
Mądry mędrzec żyjący na nielegalnym skraju wsi, odludek zajmujący się nieróbstwem oraz doradztwem finansowym dla bankrutów powiedział, że do roli sędziego najbardziej pasuje mu bliski krewniak obywatela Głupawki, zasłużony frajer z pierwszych stron toaletowego pisma. Powiedział też, że w trakcie medytacji o czterech literach, doszedł do wniosku, że pojedynek należy odbyć w atmosferze przyjaźni, wzajemnego zrozumienia i ogólnie przyjętych uprzedzeń, a zwłaszcza, że powinno dojść do rozpisania referendum względem pytania o ukryty sens bójki.
Jak zdecydowano, tak postąpiono. Pojedynek zakończył się remisem, a referendum wykazało, że krwawa jatka połączona z pokazami latających tasaków, to CZYSTA MIŁOŚĆ, gdyż bijatyka jest najlepszym sposobem okazywania sympatii.
2

Ośmioletnia prawda: wróciły czasy nagiego króla i urojonych szat. Czasy zmodyfikowane, dostosowane do zmienionych strojów i dekoracji, czasy zastępujące nazwę Króla nazwą Prezesa, dworzan – biurokratami, wykwintnych pantalonów – obsranymi gaciami. Nastały czasy cynizmu i wyrachowania, zwiększonej nieobecności skrupułów, odstręczających epitetów i gorliwego bimbania z honoru.
A w czasach tych zalęgły się stwory pełniące funkcję ludzi: niezdecydowanych, rozdygotanych w podejmowaniu decyzji, rozwarstwionych na opcje nieznane Andersenowi.
*
Trudno wyczuć, jak postąpią i kto w wyniku tego postępowania wyjdzie poobijany jak Zabłocki na mydełku, a kto zadowolony po pachy. Raz okazują się źli, a raz nie; obojętnie, jak nazwiemy to coś, co ich skłania do takiej czy owakiej postawy, przywodzą na myśl emocjonalne huśtawki. Ale fakt, że są niestabilni w poczynaniach, to pikuś. Gorzej przedstawia się sprawa zawiedzionych nadziei. Albowiem jakąkolwiek decyzję podejmą, uszczęśliwią tylko jedną opcję oczekujących, drugą natomiast – pogrążą w odmętach pomstowań i lamentów. Jednakże najgorszą zaletą tych ludzi jest uciecha z powodu efektów własnej podłości.
*
Gdyby ci ludzie działali tylko w jeden sposób, to znaczy wyłącznie podle, lub wyłącznie dobrze, kłopot z nimi byłby niemal do zniesienia. Lecz problem w tym, że są uzależnieni od chwiejności swojego charakteru. Gdyż nie potrafią żyć bez bez udawania mądrych, cwanych i swobodnie przeskakujących z jednej osobowości na drugą. Co przypomina taniec obłąkanej wszy na grzebieniu łysego.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

Pełna zgoda !
Ale gdy do tego przegrani nazwą to wszystko „terrorem praworządności” to tylko siąść i płakać
Albo dać w mordę „by gwałt się gwałtem odciskał” I by nie gadał po próżnicy a „słowo ciałem się stało”