Waldemar Korczyński: Czy i kogo można uczciwie ukarać w sprawie Collegium Humanum?4 min czytania

()


07.03.2024

Afera z Collegium Humanum miała być pałka na PiS, ale wygląda na to, że nie ma chętnych, by tę pałkę brać do ręki. Poza Internetem (gdzie też nie jest w czołówce) o CH w zasadzie cisza. Nie ma chętnych ani do badania ani do „używania” sprawy. Telewizornia, radio i prasa milczą, lub gadają półgębkiem, że PiS przekręcał forsę finansując się datkami ludzi, którzy na lipnych dyplomach ulokowali się w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Taki jest właśnie główny nurt narracji potępiającej – cały czas półgębkiem – aferę. Co ciekawe uprawianej właściwie wyłącznie przez antagonistów PiS. Ciekawe m.in. dlatego, że wielu krytykantów naszej akademickiej mizerii w tym przypadku afery nie widzi, a jeśli dostrzega, to właściwie tylko jej finansowo – polityczne aspekty. A to nie one są tu prawdziwym problemem. I nie tylko Collegium Humanum jest w tej sprawie winne.

Przyjrzymy się sprawie bez politycznych emocji. Rozmawiałem z kilkoma członkami rożnych rad nadzorczych. Pytani o swoja rolę mówili na ogól, ze mieli „brać forsę i nie przeszkadzać” (chyba, że mieli – oni lub ich krewni – jakieś udziały). Członkowie rad nadzorczych w zasadzie za nic nie odpowiadali. Z „gospodarczego” wyłącznie punktu widzenia nic się w 2016/17 roku (ustawa o uznaniu dyplomu MBA jako równoważnika egzaminu) nie zmieniło i w tym aspekcie szkodliwość Collegium Humanum jest zerowa. Nawet gdyby to było rzeczywiście Collegium Tumanum.

Jest, oczywiście, niepomijalny aspekt moralno – etyczny i prawny. Nielegalne finansowanie partii i skrajny w zasadzie nepotyzm. Tu jednak trudno będzie wyraźnie zidentyfikować winę i winowajców. Wypadałoby im bowiem udowodnić działanie w złej woli, a z tym może być pewien kłopot. To zagadnienie niewątpliwie ciekawe i mające wiele rozmaitych odcieni, ale nie jest dla tej notki najważniejsze. M.in dlatego, że ten akurat temat jest jako tako przez media (głownie internetowe) zauważany.

Tym, co w moim odczuciu jest tu ważne, jest fakt, że sprawa tej uczelni znakomicie ilustruje prawie wszystkie najważniejsze niedomagania naszego systemu szkolnictwa wyższego. Albowiem:

(1) ktoś wyraził zgodę na funkcjonowanie takiej uczelni. Do takiej decyzji potrzebna jest deklaracja odpowiedniej liczby utytułowanych/”ustopniowanych” tzw. naukowców, którzy zobowiązują się do pracy w powoływanej szkole. No i potem trzeba sprawdzić, czy zobowiązania dotrzymali. Media o tym milczą.

(2) uczelnia była kontrolowana przez Państwową Komisję Akredytacyjną oraz jakiś jej austriacki odpowiednik i otrzymała ocenę pozytywną. Kontrola taka jest (przynajmniej powinna być) bardzo szczegółowa i obejmuje m.in. jakość i sposób prowadzenia zajęć, formalne kwalifikacje nauczających, warunki lokalowo techniczne (biblioteka, laboratoria, etc.) oraz wiele innych spraw mających wpływ na „wartość” szkoły. Z kontroli sporządza się protokół, który podpisują m.in. kierownictwo szkoły i członkowie komisji. Od wygenerowanej tym protokołem oceny uczelnia może się odwołać. Media o ocenie i ocenianiu Collegium Humanum milczą.

(3) uczelnia miała/ma(?) wiele zamiejscowych – w tym zagranicznych – filii. W latach 90 – tych był to znakomity sposób na omijanie wielu wymagań stawianych normalnemu nauczaniu. Filie lokowane były często w miejscach nie gwarantujących najbardziej nawet podstawowych warunków normalnej pracy uczelni. I Ministerstwo doskonale o tym wiedziało. Zarówno ze źródeł oficjalnych (np. kontroli NIK) jak i „nieoficjalnych” (np. prasy). Można by zatem sądzić, że powinno być na tę sprawę szczególnie wyczulone. Ale nie było. Media o tym milczą.

(4) jednym z zadań uczelni jest prowadzenie badań naukowych. Tu dobrego miernika wartości uczelni nie ma, ale dość powszechnie używa się w tym przypadku wykazu publikacji, których autorzy identyfikują się z prowadzoną przez uczelnię działalności (tzw. afiliacja). Media w tej sprawie milczą.

Wszystkie te (i sporo innych) „niedoróbek” obciążają nie tyle Collegium Humanum, co głównie nasz system szkolnictwa wyższego i media, które o sprawach edukacji – w tym tej tzw. wyższej – piszą nad wyraz rzadko i nigdy konsekwentnie żadnej sprawy do końca nie doprowadzają (nie obserwują i nie informują o wynikach swej działalności). A to okazja czyni złodzieja. Jeśli zostawię na ulicy otwarty samochód z pracującym silnikiem, to żaden zakład odszkodowania mi nie wypłaci, a każdy sąd mój pozew w tej sprawie oddali. A gdybym jeszcze zachęcał do kradzieży wrzeszcząc, że to znakomity samochód i okazja niespotykana, to pewnie odpowiadałbym z kilku paragrafów KK, m.in. za podjudzanie do popełnienia przestępstwa. Ciekawe, czy nasz wymiar sprawiedliwości coś z tym fantem zrobi.

Waldemar Korczyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

9 komentarzy

  1. Zbigniew 08.03.2024
    • j.Luk 08.03.2024
    • Waldemar 08.03.2024
  2. mmm777 08.03.2024
  3. ohir 09.03.2024
  4. slawek 11.03.2024
  5. Senex 11.03.2024
  6. Student 25.04.2024