24.11.2025
Ostatnio nasiliły się zapewnienia o tym, że jesteśmy silni, zwarci i gotowi, jak nigdy. Przygotowani dać odpór i w ogóle pod względem na wzgląd militarny, wiedziemy prym w Europie, jako więc potężna potęga, liczymy się w rozgrywkach z Putinem. Nie mówiąc o jego amerykańskim lokaju.
Tymczasem prawda jest taka, że Europa układa się z Trumpem w sprawie Ukrainy ponad naszymi głowami i nie ogląda się na zajmowane przez nas zdanie.
Gołosłowne deklaracje stały się znakiem firmowym kraju miotanego buńczucznym patriotyzmem, a „nieoddawanie guzika”, początkiem jego końca.
Podobnie bywało w przeszłości, gdy naiwnie zawierzyliśmy sojusznikom w ich pomoc, a zostaliśmy sami w obliczu najazdu.
Jak doświadczyliśmy jankeskiej przyjaźni w Jałcie, tak teraz, toczy nas utopijny realizm i ulegamy złudzeniom polegającym na rzewnej mrzonce o tym, że jesteśmy dopuszczani do rozmów o własnym losie.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

Marek Jastrząb jak zwykle odpalił felieton jak granat w salonie porcelany narodowej narracji — i chwała mu za to.
Trzeba przyznać: jego ironiczna wiwisekcja patriotycznych samozachwytów brzmi jak rozliczenie z dziadkiem, który opowiada przy wigilijnym stole, jak to sam wygrał wojnę, chociaż cały pułk nie wie, kto to był. Autor zgrabnie przechodzi od satyry na buńczuczność do refleksji nad naszą geopolityczną samotnością, i robi to z elegancją chirurga, który zamiast skalpela używa długopisu… na ostrzu absurdu.
To komentarz, który działa jak lusterko cofania – pokazuje, że można z wielką siłą mówić o wielkich złudzeniach, nie popadając w histerię. Dowcipnie, ale mądrze, z melancholijną nutą ostrzeżenia w tle. I jeśli ktoś jeszcze wierzy, że nasze „nieoddawanie guzika” zatrzyma czołgi, to chyba szyje mundur z konfetti.
Brawo, panie Marku. Komentarz jak toast na trzeźwo — gorzki, ale potrzebny.