Andrzej Lubowski: Grenlandzkie obsesje Donalda Trumpa4 min czytania

()


02.04.2025

Samoloty transportowe, które wylądowały w minioną niedzielę w Nuuk, stolicy Grenlandii, nie były pierwszą falą amerykańskiej inwazji – doniósł brytyjski „The Economist”. Przywiozły cztery opancerzone samochody w ramach przygotowań do przyjacielskiej sąsiedzkiej wizyty (łza się w oku kręci tym, którzy pamiętają świetlane czasy PRL i malowanie trawników na takie okazje). Wiceprezydent USA, J.D. Vance, który, jak wiemy, nie cierpi Europy i Europejczyków, przyleciał z żoną, która chciała „poznać grenlandzkie dziedzictwo” i wziąć udział w wyścigu psich zaprzęgów. Jednak po dołączeniu do delegacji małżonka oraz deficycie entuzjazmu w Grenlandii i Danii, program wizyty ograniczono do odwiedzin w amerykańskiej bazie wojskowej. Donald Trump upierał się, że wizyta jest gestem „przyjaźni”, ale zapominalskim przypomniał swoje zamiary wobec wyspy: „Będziemy musieli ją mieć.”

Z trzech ekstraordynaryjnych „geograficznych” idei prezydenta Trumpa – przyłączenia Kanady, przejęcia Kanału Panamskiego i zakupu Grenlandii – tego ostatniego pomysłu nie uważam za absurdalny. Tyle, że – jak to w zwyczaju Trumpa – jest on prezentowany w stylu imperialnym – czyli jak zajdzie potrzeba, to weźmiemy siłą.

Niedawno uchwałą królewską Dania zmieniła herb. Obecne w nim od 600 lat szwedzkie Trzy Korony, które irytowały Szwedów, zastąpiono symbolami Wysp Owczych i Grenlandii, tj. odpowiednio baranem i niedźwiedziem polarnym. W normalnych okolicznościach taki szczegół, jak korekta herbu duńskiego królestwa, nie zwróciłby specjalnej uwagi. Ale kiedy prezydent USA (wówczas prezydent-elekt) wysuwa roszczenia do Grenlandii – a później dodaje, że nie może wykluczyć działań wojskowych w celu ich realizacji – to przestają to być normalne okoliczności. Nowy herb, z grenlandzkim niedźwiedziem polarnym, ma przypomnieć Trumpowi, że Grenlandia jest częścią Danii – członka NATO.

Walter Russell Mead, komentator spraw międzynarodowych dla „Wall Street Journal” napisał 31 marca:

„Dla niemal każdego, kto wierzy, że utrzymanie sojuszy, poszanowanie prawa międzynarodowego i troska o etykę powinny kształtować amerykańską politykę zagraniczną, polityka pana Trumpa wobec Grenlandii jest absurdem politycznym i moralną potwornością. Grożąc użyciem siły militarnej w celu przejęcia terytorium od pokojowego i demokratycznego sojusznika, jakim jest Dania, administracja Trumpa rozbija zarówno Sojusz Północnoatlantycki, jak i całą strukturę międzynarodowych praw i norm. (…)

Co więcej, Dania jest gotowa spełnić niemal każdą amerykańską prośbę o rozmieszczenie dodatkowych sił na Grenlandii.”

Uważam, że głównym źródłem obsesji Donalda Trumpa ideą aneksji Grenlandii nie są względy geostrategiczne: ani znaczenie militarne, ani perspektywa cennych surowców. Że kieruje nim przede wszystkim pycha.

Poza bezgraniczną chciwością równie bezgraniczna jest próżność Trumpa. Ogromnej radości dostarczają mu memy z jego twarzą dodaną do panteonu wielkich prezydentów na Mount Rushmore. Myśl o zapewnieniu sobie trwałego miejsca w historii – z powodu innego niż głosowania w sprawie impeachmentu i wyroków skazujących za pospolite przestępstwa – musi łaskotać jego poczucie ważności. A dodanie ponad 2 milionów kilometrów kwadratowych terytorium – to o ponad 400 tys.km kwadratowych więcej niż terytorium Alaski – zapewniłoby mu bez wątpienia trwałe miejsce w podręcznikach historii. Mógłby się chwalić, że to on doprowadził do największego w historii rozszerzenia terytorium USA, pokonując zarówno Thomasa Jeffersona (który kupił Luizjanę), jak i Andrew Johnsona (który kupił Alaskę).

Na razie większość Amerykanów sprzeciwia się przejęciu wyspy. Tylko około jedna czwarta popiera ten pomysł. Ale nie można z góry założyć, że inwazja na Grenlandię byłaby niepopularna. Jeśli udałoby się szybko i tanio przejąć kontrolę nad wyspą, niektórzy przeciwnicy tego pomysłu mogliby uznać, że Trump dokonał śmiałego ruchu, na który żaden inny współczesny prezydent by się nie odważył. Demokraci mogliby znaleźć się w trudnej sytuacji: łatwo bowiem wyobrazić sobie Trumpa oskarżającego ich o brak patriotyzmu i blokowanie jego planu, by „uczynić Amerykę wielką ponownie”.

Jeśli najsilniejszy członek NATO dokonałby aneksji terytorium należącego do innego państwa sojuszu oznaczałoby to faktyczny koniec NATO. To zaś podsyciłoby ambicje Rosji, dałoby zielone światłem Chinom do przejęcia Tajwanu, uczyniłoby Europę znacznie mniej bezpieczną i ostatecznie osłabiło samą Amerykę. Byłby to ostateczny gwóźdź do trumny powojennego porządku międzynarodowego. Ale to akurat lokator Gabinetu Owalnego ma w głębokim poważaniu.

Kilka miesięcy temu dostałem, podobnie jak być może wielu z Państwa, następującą wiadomość:

Kanada: nie na sprzedaż

Kanał Panamski: nie na sprzedaż

Grenlandia: nie na sprzedaż

Ameryka: niedawno kupiona przez Elona Muska.

Andrzej Lubowski

Polski i amerykański dziennikarz i publicysta polityczno-ekonomiczny.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. WaszeR Londyński 02.04.2025
  2. AnGor 02.04.2025
  3. slawek 07.04.2025