06.06.2025
Nie samą polityką człowiek żyje. Niby rzecz oczywista, ale z drugiej strony – oddzielenie tego co jest w naszym życiu polityką od tego, co nią nie jest napotyka poważne trudności.
Lubię muzykę, ale mam z nią kłopot ponieważ kiedy przyczepi się do mnie jakaś melodia, to nie chce wyjść z uszu przez kilka dni. Koszmar.
Ostatnia moja przygoda tego typu to katalońskie pieśni śpiewane w katalońskim języku z „L’Estaca” na czele. Dla niezaznajomionych – znacie tę pieśń z wykonania Kaczmarskiego jako „Mury” choć tekst oryginalny z żadnymi murami niczego wspólnego nie ma.
Po wymruczeniu po raz setny refrenu „ … Segur que tomba, tomba, tomba …” napadła mnie Carmela w jednej ze swoich licznych wersji. Pieśń ta znana najczęściej jako „Viva la Quinta Brigada” (w wersji polskiej „Nasza armia przeszła Ebro”) znana jest niemal na całym świecie od czasu hiszpańskiej wojny domowej.
To dość istotne, bo przeglądając historię tego utworu wchodzimy w badanie historii prawdziwej. Tak prawdziwej, że aż do dziś wielu ta prawda przeszkadza.
Pamiętam jak w Gdańsku otwierano Muzeum II Wojny Światowej. Byłem tam jeszcze przed oficjalnym otwarciem z grupą kombatantów AK zaproszoną przez ówczesnego dyrektora.
To tam po raz pierwszy zobaczyłem coś, co dla historyka angażującego się w edukację było odkryciem. Pokazano jak należy patrzeć na II wojnę, na jej przyczyny i sygnały jakie dawała na długo przed chwilą, którą my uważamy za jej wybuch.
Nie byłem samotny w tym zachwycie. Ludzie z całej Europy przyjeżdżali, by zobaczyć coś, co niby było oczywiste, ale ukazane w sposób pomagający każdemu gościowi na bardzo indywidualne „odkrycia”.
Na mnie duże wrażenie zrobiły dwa antysemickie plakaty, niemal identyczne w warstwie rysunku, a różniące się jedynie językiem podpisu. Jeden był niemiecki, drugi rosyjski. Powieszenie ich obok siebie to było więcej niż dziesięć wykładów profesorów historii.
A potem przyszedł do Muzeum niejaki Nawrocki … II wojna okazała się wyłącznie konfliktem niemiecko polskim. Zniszczono coś absolutnie unikalnego w skali światowej.
Na tej pierwszej wystawie było sporo o konfliktach azjatyckich przez 1939, a także, co oczywista, o wojnie domowej w Hiszpanii, w którą przecież zaangażowało się tysiące osób spoza Iberii i to po obu stronach konfliktu.
Kiedy na YT czytałem komentarze pod utworami z wojny hiszpańskiej nie mogłem wyjść ze zdumienia. Oprócz oczywistych zachwytów nad muzyką i wykonaniem poszczególnych utworów często zdarzały się wpisy z uwagami na temat brygad międzynarodowych, w tym udziału polskiego w tej wojnie.
Znowu poczułem to samo o czym pisze od długiego już czasu. Edukacja historyczna leży i kwiczy.
Cóż, jeśli robi się takich nawrockich dyrektorami muzeum, to nic dziwnego. „Historyk”, który twierdzi, że z USA wiąże nas 300 letnia tradycja (!!!) i nie wie jak długo Chrobry był królem, raczej niewiele potrafi powiedzieć czym była tamta wojna i skąd taki skład osobowy armii po obu stronach.
Trudno w takiej sytuacji dziwić się młodym (chyba) komentatorom, że oprócz Świerczewskiego nie potrafią wymienić żadnej innej postaci związanej z tamtymi wypadkami, co skutkuje wnioskami, że „lepiej było stanąć po przeciwnej stronie” – czyli faszystowskiego rządu Franco. (!) Kiedyś taka postawa oburzyłaby rzesze rodaków, dziś po występach Brauna et consortes jest „równouprawnioną opinią” w kraju wolnego (póki co) słowa.
Młodzież rzadko słyszała o Amerykaninie nazwiskiem Hemingway, który angażował się w ten konflikt (nie bezowocnie), a szkoda. Jego „hiszpańska” historia jest warta opowiedzenia.
O malarzu nazwiskiem Picasso słyszało wielu, ale o jego związkach z tamtymi wydarzeniami? Ilu?
Warto przypomnieć im anegdotę (niektórzy przysięgają, że to fakt, a nie anegdota) o wystawie, na której zaprezentowano obraz „Guernica”.
Do Picassa podszedł niemiecki oficer i zapytał patrząc na obraz : – To pańskie dzieło?
Picasso gwałtownie zaprzeczył. – Ależ skąd! Wasze!
Dlaczego tak powiedział? Ktoś uczył tego współczesną młodzież?
Kto uczył młodzież o udziale hitlerowskiego lotnictwa w wojnie hiszpańskiej? A tego przecież dotyczyła reakcja Picassa.
Ktoś jej mówił, że król Hiszpanii po śmierci Franko wynosił pod niebiosa walczących po stronie republiki żołnierzy w tym Polaków niezależnie od ich politycznych proweniencji?
Ktoś tłumaczył młodzieży, że w historii, jak to w życiu trudno o rzeczy jednoznacznie czarne i w ten sam sposób białe?
A przecież nie tak trudno pokazać ludziom choćby hiszpańskie ujęcia tematu. W tamtym kraju, co oczywiste, ukazały się dziesiątki książek i innych publikacji, niektóre tłumaczone na obce języki.
Dla niechętnych czytaniu mam propozycję – film „Ay, Carmela”
https://www.cda.pl/video/204705637/vfilm
Film wart obejrzenia, wprowadzi ciekawych w klimat tamtych czasów. Z ciekawostek – znajdziemy tam także polskiego aktora. Pamięć o polskich uczestnikach tej wojny nie umarła i jak sami zobaczycie jest zupełnie inna w Hiszpanii, niż to się dziś przedstawia naszej młodzieży.
No i przy okazji dowiemy się jak inne nacje patrzą na swoją historię, a to może być interesujące.
Wykorzystywanie pamięci historycznej dla własnych celów to działanie wyjątkowo podłe. Jest podobne do zarażania chorobą zdrowego, młodego organizmu, który po wejściu w chorobę już nigdy nie będzie mógł obyć się bez „lekarza”.
Historia wojny hiszpańskiej to oczywiście tylko przykład jaki nasunął mi się w związku ze słuchanymi pieśniami.
Gdyby jednak policzyć tematy celowo zafałszowywane dla celów politycznych … musielibyśmy co najmniej połowę historii pisać od nowa.
Jerzy Łukaszewski

Dzień w którym przestanie Pan pisać o Niej, powinna zakończyć się Historia. To mój szkolny nielubiany przedmiot, niechętnie przyswajany, bo źle traktowany i prowadzony.
A umiejętność zabawnego przedstawiania spraw ważnych i poważnych jest kunsztem i szczęściem. Do pozazdroszczenia.