09.06.2025
Przyglądając się eskalującemu konfliktowi między Trumpem a Muskiem zaczynam dostrzegać niepokojące podobieństwa między tą sytuacją a tym, co wydarzyło się w październiku 2003 roku w Rosji, gdy jeszcze wierzono, że przemiany demokratyczne w tym kraju są możliwe. Otóż był tam pewien oligarcha, któremu wydawało się, że ma tak dużo pieniędzy, iż może podskoczyć Putinowi. Tym oligarchą był oczywiście właściciel Jukosu, potentat naftowy Michaił Chodorkowski.
Jasne, w USA mamy zupełnie innych aktorów i inną scenografię. Tam mieliśmy konflikt postsowieckiego dorobkiewicza z byłym agentem KGB rozgrywający się w scenerii państwa na skraju rozkładu po dziesięcioleciach krwawej dyktatury i kilku latach nieudanej liberalizacji. W USA mamy kraj teoretycznie u szczytu rozkwitu, a ścierają się demokratycznie wybrany prezydent i potentat technologiczny, który dorobił się na własnej pomysłowości i pracowitości (pewnie też na wyzysku i układach, ale zostawmy ten wątek). Ale podstawowe tło konfliktu jest podobne – to rozgrywka między bardzo bogatym człowiekiem ze środowiska biznesowego a przedstawicielem władzy państwowej.
Wszystkim dobrze wiadomo, jak skończyło się starcie Chodorkowskiego z Putinem. Ten pierwszy w przyspieszonym tempie przeszedł drogę od najbogatszego człowieka Rosji do więźnia politycznego i emigranta. Podobny scenariusza wcale nie jest wykluczony w USA, gdzie Steve Bannon już wzywa do nacjonalizacji majątku Muska i uznania go za nielegalnego emigranta. To dzisiaj wydaje się niemożliwe, ale iluż już „niemożliwych” rzeczy doświadczyliśmy w polityce amerykańskiej w ostatnich miesiącach? W kraju, w którym własność prywatna uchodzi za świętość, nie jest więc wcale wykluczone, że zbierze się wystarczająco duża grupa kongresmenów zatroskanych własnym interesem, by przyjąć bezprecedensowe prawo zaproponowane przez prezydenta z ciężko zranionym ego.
Oczywiście to wszystko wcale nie musi się tak skończyć. Równie dobrze może się jeszcze rozejść po kościach (choć póki co eskaluje). Możliwe jest też, że Musk ze swoimi pieniędzmi jednak zrealizuje swój cel i doprowadzi do osłabienia a nawet utrącenia Trumpa.
I piszę to bez żadnego sympatyzowania z którąś ze stron. Co zresztą byłoby trudne chociażby ze względu na dotychczasowe „dokonania” obu w trakcie ostatnich miesięcy. Ale warto pamiętać, że nawet gdyby Musk był fajniejszym gościem, to i tak znaleźliśmy się w czasach, gdy najbogatsze korporacje technologiczne stają się nie tylko ponadpaństwowe, ale potrafią na państwa wywierać duży, ale to bardzo duży wpływ.
Tak czy inaczej ten konflikt to nie jest tylko zabawny rozwód po krótkim bromansie, to nie jest wyłącznie sprzeczka dwóch narcyzów oraz doskonały materiał na memy. Jego wynik może na lata zdefiniować relacje między wielkim biznesem a władzą państwową w USA. Tak jak zniszczenie Chodorkowskiego do dzisiaj definiuje relacje między rosyjskimi oligarchami a państwem Putina. Póki co, my śmiertelnicy możemy tylko patrzeć z dołu na te olimpijskie zmagania. Ale przypuszczalnie ich skutki będą miały wpływ również długofalowy wpływ na los Amerykanów a pewnie i nasz.
Piotr Stokłosa

Gdy czytam taki smaczne analizy dotyczące tego co zaszło pomiędzy ludźmi, różnymi ludźmi, to coraz bardziej wierzę, że gdyby to algorytm był zamiast tych ludzi to nigdy by do takich scen nie doszło. To kwestia czasu – 30-59 lat…
Moje wyliczenia, to 28-57 lat.