05.08.2025

Znowu siejemy w Polsce B jest jedną z trzech wielkich reporterskich książek pisarza, ostatnim elementem triady Na tropach Smętka i Sztachet. Pisana w latach 1937-1938 nigdy nie została wydana w całości. Zaplanowane wydanie w 1939 roku przerwał wybuch wojny; potem też nie było lepiej. W PRL nie pisano o kresach, a Wańkowicz, uznany z powodu Smętka za piewcę Polski szlacheckiej, tym bardziej nie mógł wydawać. Niektóre reportaże udało mu się przemycić, publikując na emigracji (Ziele na kraterze, Anoda i katoda); to jednak było za mało. Reportaży były setki. W wielu z nich fotografie i mapy.
Trzydzieści lat po napisaniu książki, autor, mający wtedy siedemdziesiąt siedem lat, przekazał rękopis Bibliotece im. Ossolińskich we Wrocławiu z nadzieją na jej wydanie, kiedyś, po latach. W pięćdziesiątą rocznicę śmierci pisarza, w 2024 roku, ukazało się pierwsze wydanie książki – kompletne, nie okrojone przez cenzurę; kiedyś usunięte fragmenty, zaznaczone są szarym paskiem na boku strony. Wydawcami książki są prof. Urszula Glensk i Grzegorz Nowak – z wykształcenia i pasji znawcy pisarza.
Co takiego zawarł Melchior Wańkowicz na ponad siedmiuset stronach reportaży, że tak trudno było je wydać wcześniej? Otóż wszystko to, co chciał – bez względu na politykę, cenzurę, układy. Pisał o ludziach i ich pracy, opisywał szlacheckie dworki z alejami wysadzanymi lipami oraz biedne chłopskie chaty. O bogactwie jednych i skrajnym ubóstwie innych, o dziedziczkach w jedwabnych peniuarach i dziewczynach z kołtunem i w kolejnej ciąży, której najczęściej sprawcą był mąż tej w jedwabiach. A nad nimi szumiała litewska puszcza, ta mickiewiczowska i wcześniejsza gedyminowa . A las ostatecznie kupił Żyd, co nie zmieniało faktu, że pozostawał on zawsze w rękach właścicieli ziemskich. Wcześniej był boski…
Wańkowicz nie był wrażliwcem, nie rozczulał się nad dolą i niedolą innych (choć ty siadłszy, płacz!) tylko próbował podsunąć konkretne rozwiązania. Czasami jego realizm był drastyczny:
małe wiejskie chłopaki, dzikoludki dziuplaste, z tego gatunku zwierzusiów, co snują się polami dżdżystymi w płachcie namokłej, zasmarkanej, z dziurami jak talerze w parcianych portkach, z brzuszynami rozdętymi ziemniaczaną łupiną… Jedyną atrakcją jest wódka. Różni wykolejeńcy, których los-macocha zesłał na polską Syberię, żyją drugim, kolorowym życiem, w którym są bohaterami.
Wielości reportaży towarzyszy ich różnorodność. Częstym tematem jest granica – ta najbliższa z ZSRR, Litwą i Łotwą. Przy każdej przemyt, rozboje, trupy. Innymi są sąsiedzkie spory o ziemię, bijatyki, zabawy, wesela, pogrzeby. Przewijają się znane nazwiska, krajobrazy widziane gdzieś wcześniej, jak np. w ilustracjach do Pana Tadeusza.
Kiedy po latach, z dorosłą już córką, Martą, odwiedził miejsca znane mu z dzieciństwa i młodości, wróciły wspomnienia zabarwione nostalgią, ale też i gorzka prawda, że tak mało się tam zmieniło. Tylko nadal szumią:
Rówienniki litewskich kniaziów, drzewa
Świtezi, Ponar, Kuszelewa..
Na osobną uwagę zasługuje kresowa polszczyzna Wańkowicza, archaiczne słownictwo, wielopiętrowa składnia, wtręty litewskie i białoruskie. Zawsze rozpoznawalny styl.
Czy pisarz mitologizował Kresy? Na pewno tak, ale było to jego szczególne miejsce na ziemi.
Autorka wstępu do pierwszego wydania Urszula Glensk pisze: „Smakowita lektura. Wymagająca, niełatwa, ale smakowita”.
Helena Kapri

Dziękuję za tę recenzję. Dwa pierwsze tytuły triady czytałem, po tę niebawem sięgnę. Reportaże Wańkowicza to łącznik miedzy Polską wielkopańską a Polską Ludowa, bo demokracji pisarz nie doczekał. Bez jego reportaży trudniej zrozumieć drogę jaką nasze społeczeństwo przeszło w XX wieku.
Kącik Pani Kapri to „reduta dobrych książek”, które niestrudzenie poleca coraz mniej czytającemu społeczeństwu… Proszę nie ustawać w recenzenckim trudzie!
Kupiłam tę książkę prosto od wydawcy w Lubaczowie, gdzie odbywał się Festiwal Dziedzictwa
Kulturowego Kresów.
Przyjechałam że Lwowa, jestem Polką.
Pani Helena zachęcila mnie do zakupu książki i obiecałam że a przeczytam. Z wykształcenia jestem fizykiem, ale bardzo lubię literaturę,szczególnie polska powieść. Czytałam Wańkowicza „Ziele na kraterze „
Ta wytchnienie czytać o tekście, a nie o salonowych wygibasach w których celują tzw. recenzentki i recenzenci w tzw. literackich pismach. Zreszta w nieliterackie tez sprawa nie wyglada lepiej.
Bardzo trafna okładka, chociaż to nie po niej oceniamy książkę.