30.08.2025
Ludzie z pierwszych stron gazet, aktorzy, muzycy, królowie estrady, znani od lat i znani od wczoraj, nagle, a zawsze przedwcześnie, odchodzą. Mówi się wtedy o niepowetowanej stracie, o jedynym takim talencie, przytacza jego wypowiedziane myśli i cytuje, co rzekł. Odkurza związane z nim anegdoty, czasem zabawne i pogodne, a czasem gorzkie i dające do zrozumienia, że w państwie duńskim dzieje się źle. Peroruje, jaki to był człowiek, cudowny, oddany rodzinie, powszechnie kochany, stroniący od plotek, odporny na obłudę i blichtr.
Internet huczy od wspomnień, zanosi się westchnieniami i roi się od zniczy, klepsydr. graficznych wyrazów żalu i filmików na You Tubach. Jak spod ziemi wyłaniają się tłumy znajomych ze studiów lub z zamieszkałych po sąsiedzku. Mnożą się wielbiciele udzielający wywiadów o tym, jaki był. Są to wypowiedzi od serca, pełne szczerych, nieraz intymnych szczegółów z życia artysty.
Lecz im dalej od pogrzebu, tym szczegóły są śmielsze, drastyczniejsze, uwolnione z balastu poprawnej delikatności. Zacierają się, bledną i nie każdy z żałobników pamięta to samo. Na jaw, niejako z zaplecza ich pamięci, wypełzają nieustraszone demony prawdy. Bezkompromisowej, rypiącej zweryfikowanymi faktami świadczącymi o tym, że nieboszczyk nie był aż tak kryształowy, jak się go przedstawiało. Na tle domowego ogniska i uprawianej przez niego sztuki, wypada dotkliwie blado. A zwłaszcza podejrzanie. Rozlegają się szepty, że przypisywana mu sława również jest przeszacowana. Słyszy się, że odkryto nowe fakty, okoliczności, przesłanki dające podstawy, by twierdzić, że większość jego utworów, to plagiaty, że są od niego lepsi, bardziej po linii i na bazie, bo nieobciążeni pochodzeniem. Mit o jego wielkości rozpływa się w dyskusjach i artykułach prasowych. Jedni krytycy bronią go i wychwalają nadal, przytaczają dowody, argumentują, odwołują się do logiki, do tego, że gdyby był grafomanem, jak mu się zarzuca, nie publikowano by go w wielomilionowych nakładach, ale odwoływanie się do zdrowego rozsądku, nie skutkuje. Przeciwnie, sprawia, że rzesza zawistnych Cenckiewiczów zdaje się powiększać.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
