15.11.2025
W Polsce od dawna nie potrzebujemy fikcji literackiej. Wystarczy przeczytać nagłówki. Każdy tydzień to nowy sezon serialu, którego scenarzystą jest chaos, reżyserem – przypadek, a producentem – zbiorowe milczenie rozsądku.
Zapraszam na sobotni przegląd wydarzeń, przy którym kieliszek czerwonego wina może się przydać bardziej niż pilot do telewizora.

KACZYŃSKI I LEPPER, CZYLI SPOWIEDŹ Z KWIDZYNA
Jarosław Kaczyński odwiedził Kwidzyn. W założeniu miało być o rolnictwie, wyszło jak zwykle: o zamachach, zdradach i trupach w szafie. Tym razem padło na Andrzeja Leppera, którego – według Kaczyńskiego – zamordowano, bo chciał „powiedzieć prawdę” i „przejść na drugą stronę”. Którą stronę, prezes nie wyjaśnił, ale wygląda na to, że nie chodziło o Marszałkowską.
Śledztwo prokuratury mówi jasno: samobójstwo. Ale prezes wie lepiej. Zawsze wie lepiej. Jak zwykle bez cienia dowodów, za to z tą charakterystyczną nutą dramatyzmu i bezkarności, która czyni z każdej jego wypowiedzi mieszankę absurdu i autorytetu.
Przy okazji oberwało się Mentzenowi, który rzekomo „walczy z Kaczyńskim”. Kaczyński odpowiada: „Nie jestem gangsterem”. A skoro trzeba to mówić głośno, to coś poszło bardzo nie tak.

GLAPIŃSKI I TUSK, CZYLI POLITYCZNA TANGO MILONGA
Prezes NBP Adam Glapiński — niegdyś niezłomny bastion lojalności wobec PiS — dziś tańczy czardasza z rządem Tuska. Nie z sympatii. Z desperacji. Gra idzie o Martę Kightley – najwierniejszą współpracowniczkę, która podpisywała jego urlopy, delegacje i faktury. Jej kadencja się kończy, a Tusk musi dać kontrasygnatę.
Glapiński więc kokietuje: rozmiękcza opinie budżetowe, ujawnia zarobki kolegów z zarządu, gra na emocjach. I co najważniejsze – gotów jest do kompromisu, byle „Marta” została. Bo bez niej nie będzie komu legalizować jego nieobecności. A to by dopiero bolało.

PSL: CZŁONKOWIE PARTII, KTÓRA PAMIĘTA KOMUNĘ, WALCZĄ O TO, KTO PAMIĘTA LEPIEJ
W sobotę PSL ogłosiło nowe-stare rozdanie. Władysław Kosiniak-Kamysz pozostaje na fotelu prezesa, a Piotr Zgorzelski zastępuje Waldemara Pawlaka na stanowisku przewodniczącego Rady Naczelnej. Ten drugi, były premier, przegrał z kretesem i z nostalgią wspominał czasy, gdy PSL było PSL-em, a nie dodatkiem do Trzeciej Drogi.
Kosiniak-Kamysz zapowiedział samodzielny start w wyborach. „Będziemy sobą” – stwierdził z dumą. Co nieco przypomina słowa alkoholika mówiącego, że „znowu zacznie pić sam”. Ale nie oceniajmy zbyt szybko – PSL to partia kadrowa, a jej największym atutem nie są programy, tylko nazwiska i stanowiska.
Widać to było też na kongresie, gdzie wicepremier ogłosił, że wystąpi do prezydenta z wnioskiem o nadanie Orderu Orła Białego Józefowi Zychowi. Aplauz trwał niemal dwie minuty. Zych, senior z dykcją powagi i spojrzeniem konstytucyjnym, to uosobienie PSL-u: wiekowy, dostojny, lecz coraz mniej słyszalny.
NAWROCKI, CZYLI 100 DNI W PAŁACU I ZERO PLANU
Karol Nawrocki obchodzi 100 dni swojej prezydentury. Gawkowski mówi, że to 100 dni smutku i rozczarowania. A sam Nawrocki? Chciałby zdelegalizować jakąś partię (nie wiadomo jaką, ale pewnie lewą), zablokował nominacje oficerskie, mianował generałow, zawetował 13 ustaw i złożył 11 własnych.
W międzyczasie jego szef gabinetu – Paweł Szefernaker – zarzucił premierowi, że nagrywa idiotyczne filmiki w lesie zamiast rozwiązywać problemy ochrony zdrowia. Tusk rzeczywiście publikował nagranie z grzybobrania. Bo w Polsce nawet wzrost gospodarczy trzeba dziś pokazywać wśród mchu i paproci.
A propos – Donald Tusk odniósł się do wyroku w sprawie wyłudzenia nieruchomości od niepełnosprawnego pensjonariusza DPS. Sąd skazał urzędników z Małopolski powiązanych z PiS-em. Przypomnijmy: człowieka wyciągnięto z ośrodka, zawieziono do notariusza, który uznał go za „całkiem zdrowego” i kazano podpisać akt darowizny. Nawet Kafka by tego nie wymyślił.
Tusk skwitował to słowami: „Mdłości można dostać”. I miał rację. To nie był incydent – to był system. I tylko cudem nikt nie próbował przenieść go do Pałacu Prezydenckiego razem z tapczanem i ministrem Szefernakerem.
A skoro o wyłudzonych nieruchomościach mowa – warto przypomnieć, że sam prezydent Nawrocki miał swoją przygodę z „kawalerką dla Jerzego”, czyli mieszkaniem, które po dziwnych manewrach trafiło w jego ręce. I choć wszystko było „zgodne z prawem”, to pachniało tak, jakby w lodówce obok aktów notarialnych ktoś zapomniał wyjąć śledzia.
„NOWA POLSKA”: STARZY LUDZIE, NOWE LOGO
Zarejestrowano nową partię: Nowa Polska. Na czele Zygmunt Frankiewicz, założycielami m.in. Wadim Tyszkiewicz i prezydenci Opola, Cieszyna i Gliwic. To partia samorządowców, z programem opartym na gospodarce, bezpieczeństwie i samorządzie.
Brzmi sensownie? Jasne. Tylko że już to graliśmy: Petru, Palikot, Kukiz, Hołownia, Biedroń… Każdy miał „gotowy program” i „ogromne doświadczenie”. Zobaczymy, czy Nowa Polska zostanie w pamięci jako nadzieja czy przypis.
I NA KONIEC, JAK ZAWSZE, MAŁA DAWKA IRONII
W kraju, w którym prezydent wetuje dla zasady, premier tłumaczy budżet za pomocą grzybów, a prezes banku centralnego walczy o przedłużenie delegacji przez znajomą z SGH – nic już nie jest absurdalne. Wszystko jest logiczne. W swoim szaleństwie.
Czy to kabaret? Nie. To opera mydlana. Tyle że zamiast łez wzruszenia, zostają tylko ślady od dłoni przyciśniętej do czoła.
Do zobaczenia w kolejnym odcinku.
Wasz wieczorny prześmiewca
Obserwator Nadwiślańskiego Cyrku
Krzysztof Bielejewski

Polska polityka najwyraźniej przeszła już etap kabaretu i wkroczyła na salony barokowej operetki, w której główną rolę gra logika… ale tylko wtedy, gdy akurat wychodzi na przerwę w bufecie. Za kulisami taniec – od czardasza Glapińskiego po solo na grzybobranie w wykonaniu premiera. Gdy PSL szuka pamięci jak drożdży, a nowa partia przywdziewa stare twarze jak peruki z teatru, można śmiało wylać wino i przygotować popcorn – ten serial nie skończy się nigdy, bo scenariusz pisze chaos, a reżyserem jest przypadek. Proszę Państwa, nadwiślański teatr absurdu gra bez przerwy – tylko brawa coraz cichsze, a widzów coraz mniej.
Nawrocki i jego ludzie zapisali się w historii najnowszej polityki jako zespół do zadań destrukcyjnych. Po stu dniach tej prezydentury widzimy pasmo blokad, wet i absurdalnych zapędów do delegalizacji wszystkiego, co nie pasuje do ich wizji – najlepiej bez wskazywania kogo lub czego konkretnie, by zostawić furtkę do samowolnego wrogiego działania w przyszłości. Nawrocki po raz kolejny udowadnia, że jeśli coś można zablokować, odwołać lub wywrócić do góry nogami, on pierwsze sięgnie po długopis i wetuje – a jak nie, to wymyśli dla siebie nowe przepisy.
Jego najbliżsi współpracownicy nie pozostają dłużni – szef gabinetu Paweł Szefernaker woli atakować premiera za grzybobranie w lesie niż proponować rozwiązania kryzysu ochrony zdrowia, jakby bawił się w medialną podchody, a nie pełnił poważne stanowisko państwowe. To właśnie z takich ludzi składa się dwór Nawrockiego: zamkniętych na kompromis specjalistów od politycznych blokad, których największą ambicją jest rządzenie przez zaglądanie innym do koszyka z borowikami, aby drugą ręką dokładać nowych problemów Polsce. .