18.11.2025
Wtorek po raz kolejny udowodnił, że Polska nie potrzebuje Netflixa — wystarczy jej własna polityka. Na jednej taśmie czasu zmieścił się kolejowy sabotaż rodem z taniego thrillera, rotacja marszałków w Sejmie niczym zmiana DJ-a na prowincjonalnej dyskotece, spektakularna degradacja Ziobry do rangi zwykłego obywatela oraz prezydent Nawrocki, który z każdym wystąpieniem przypomina coraz bardziej notariusza przeszłości niż gospodarza teraźniejszości. A wszystko to w oparach drożejącej kawy i jeszcze droższego absurdu.
KOLEJOWY SABOTAŻ — DYLETANCI Z ŁADUNKAMI I GPS-EM W NOSIE
Premier Donald Tusk poinformował w Sejmie, że za niedawną próbą wykolejenia polskiej kolei stali dwaj obywatele Ukrainy, którzy przybyli do nas z Białorusi. Celem była katastrofa kolejowa, a więc nie żadne chuligaństwo, tylko poważna operacja dywersyjna — rzecz jasna, na zlecenie rosyjskiego Disneylandu dla szpiegów.
Brzmiałoby to groźnie, gdyby nie to, że zamachowcy zostawili na miejscu kartę SIM i odcisk palca — jakby chcieli powiedzieć: „Pozdrawiamy z Moskwy, było super!”. To poziom konspiracji godny wiejskiej potańcówki.
Tym razem państwo zadziałało jak trzeba. Bez rozdzierania szat, bez konferencji w świetle pochodni, premier przedstawił sprawę rzeczowo. Nowe służby, nowe metody, nowa jakość. Wreszcie.
CZARZASTY NA WIEŻY — HOŁOWNIA SCHODZI Z POKŁADU
Zgodnie z umową koalicyjną z 2023 roku, nastąpiła rotacja na stanowisku marszałka Sejmu: Szymona Hołownię zastąpił Włodzimierz Czarzasty. Media trochę straszyły, że może nie przejść — ale przeszedł. I to z wynikiem 236 głosów. Czyli bez zgrzytów, bez dymu. Trochę nuda, ale jaka kojąca.
Czarzasty, wbrew prawicowym zaklęciom, nie jest żadnym reliktem komunizmu, tylko człowiekiem, który zna korytarze Sejmu lepiej niż straż marszałkowska. Nie ustępuje Hołowni ani inteligencją, ani ambicją, a doświadczeniem go przewyższa tak, jak lexus przewyższa hulajnogę.
A Hołownia? Wyszedł z tej zmiany z klasą. Nie zniknął, nie strzelił focha, nie wrzucił „żegnam was” na Instagram. W czasach polityki opartej na fochu i piance do golenia — to odświeżające.
KAROL „IPN” NAWROCKI — CZŁOWIEK, KTÓRY WIDZI CZERWONE SZATANY POD ŁÓŻKIEM
Karol Nawrocki, obecny prezydent RP, a wcześniej prezes Instytutu Pamięci Narodowej, w reakcji na wybór Czarzastego wygłosił kolejne kazanie z cyklu „Wróg czai się wszędzie, szczególnie w mojej głowie”. Nazwał marszałka „postkomunistą”, jakby odkrył nową planetę.
Wystąpienia Nawrockiego coraz bardziej przypominają spotkania klubu historycznej histerii. Każda okazja jest dobra, by przypomnieć, że PRL był zły, a kto nie z IPN-u, ten potencjalny zdrajca. Jakby pisał przemówienia z pomocą planszy „Monopoly: Edycja 1953”.
Zamiast budować wspólnotę, dzieli. Zamiast prowadzić państwo ku przyszłości, ciągnie je za uszy w przeszłość. Zamiast prezydenta — mamy kustosza z ambicjami proroka.
ZIOBRO BEZ PASZPORTU — PANIE I PANOWIE, ODLOT ODWOŁANY
Minister Radosław Sikorski unieważnił paszport dyplomatyczny Zbigniewa Ziobry. To tak, jakby Batmanowi odebrać pelerynę — z tą różnicą, że Ziobro nigdy nie ratował świata, tylko próbował go zacementować pod swój kodeks karny.
Ziobro zniknął z przestrzeni publicznej, niby z powodów zdrowotnych, ale bez oficjalnych informacji. Teraz, bez paszportu, zostaje mu co najwyżej podróż w głąb własnego ego. To symboliczny koniec epoki, w której prokuratura była osobistym pałacem ministra.
SUCHANOW KONTRA GŁOWA PAŃSTWA — OBYWATELSKA RIPOSTA NA POMÓWIENIA
Pisarka i aktywistka Klementyna Suchanow pozwała prezydenta za słowa wypowiedziane przez niego podczas debaty. Nie wiadomo jeszcze, czy sprawa trafi do sądu, czy prezydent ponownie zasłoni się immunitetem jak firanką w oknie instytucjonalnego wstydu. Ale jedno jest jasne: język głowy państwa coraz częściej przypomina tubę agitacyjną, a nie aparat godności.
KAWA LUKSUSEM, HERBATA NA RATY — ŻYCIE POD INFLACJĄ
Ceny używek wzrosły w październiku o 10,6%, a kawa mielona podrożała aż o 32,3%. W kraju, gdzie polityczna codzienność przypomina lunapark dla masochistów, filiżanka kawy to nie relaks — to akt ekonomicznego heroizmu.
ZAKOŃCZENIE: PAŃSTWO DZIAŁA, OPOZYCJA GRA NA FLETNI PANA
Wbrew rozpaczy prawicy, wtorek był dobrym dniem dla państwa. Rząd Tuska zidentyfikował zagrożenie i zareagował, przeprowadził rotację w Sejmie zgodnie z umową koalicyjną, odebrał Ziobrze narzędzia wpływu i nie pozwolił prezydentowi zamieść sprawy Suchanow pod dywan.
Tymczasem opozycja szlocha w kącie, a jej główny reprezentant — prezydent Nawrocki — przemawia jakby chciał zgłosić Polskę do konkursu na najbardziej zabetonowaną mentalność Europy.
Pozostaje nadzieja, że rozsądek będzie miał dość siły, by przebijać się przez ten chocholi taniec resentymentu. A póki co — parzcie kawę, póki was stać.
Krzysztof Bielejewski

Środa jeszcze ciekawsza. Pozwolę sobie zacytować ministra Sikorskiego:
— Ma Pan, Panie Prezydencie, prawo do swoich nacjonalistycznych poglądów. Jeśli jednak chce je Pan wprowadzać w życie, to trzeba było ubiegać się o stanowisko premiera. Bo rola konstytucyjna, do jakiej naród Pana wybrał, nie pozwala kształtować polskiej polityki zagranicznej wedle własnego widzi mi się. Jest Pan najwyższym reprezentantem Polski w stosunkach z zagranicą. Re-pre-zen-tan-tem! […] Otrzymał Pan ode mnie niejawne założenia polskiej polityki zagranicznej. Nic tam nie ma o potrzebie straszenia Polaków Unią Europejską. Odwrotnie, członkostwo w Unii Europejskiej jest w nich uznane za jeden z filarów naszego bezpieczeństwa, dobrobytu i sprawczości. Polska nie może mieć dwóch sprzecznych polityk zagranicznych. […] Kto by chciał prowadzić inną od rządowej politykę zagraniczną, nie tylko łamałby Konstytucję, której przysięgał Pan dochować wierności, ale też pozbawiał Polskę skuteczności i utrudniał realizację jej interesów. […] Z upoważnienia Prezesa Rady Ministrów oświadczam, że gdy wypowiada się Pan w duchu antyunijnym, to nie reprezentuje Pan stanowiska Polski, a jedynie swoje i swojej kancelarii. Nawet nie swoich wyborców, bo przecież nie kandydował Pan pod hasłem Polexitu. Bardzo proszę o lepszą niż do tej pory współpracę z Radą Ministrów.
O, Karol Nawrocki, self-made kustosz narodowej zadumy i nieustanny dyżurny miasta absurdu — przy jego przemówieniach nawet najwierniejszy fan trylogii Sienkiewicza wyciąga encyklopedię, by sprawdzić, czy czasem świat nie cofnął się do XIX wieku. Ilu jeszcze „czerwonych szatanów” wyciągnie spod łóżka, zanim ktoś mu powie, że PRL już nie wróci? Bo nacjonalizm w jego wydaniu to raczej gra planszowa „Polska 1953 – Edycja Memów” niż jakakolwiek realna wizja nowoczesnego państwa: wszyscy, którzy nie salutują przodkom o świcie, są „obcy”, a UE brzmi groźniej niż wiedźmin na dopalaczach. Wspomnieć warto, że ze względu na wiek (43 lata) nie ma prawa pamietać czym był komunizm.
Polityka historyczna Batyra działa na zasadzie: „zamknij oczy, złóż ręce, cytuj Zawiszę Czarnego, a przyszłość sama się zbuduje”, podczas gdy reszta Europy kiwa głową z politowaniem i wrzuca Polskę do folderu „anachronizmy”. NIemiłosiernie nam panoszący się prezydent, specjalista od podziałów i mistrz odkryć typu „Czarzasty to postkomunista”, z pasją godną badacza meteorytów, w praktyce jest notariuszem resentymentu, a nie żadnym liderem na czasy teraźniejsze.
Powiedzmy sobie szczerze — Nawrocki ze swoim ferworem do tropienia „antypolaków” cofa nas nie w przeszłość, ale w mitologiczną epopeję, gdzie dyskusja o przyszłości kraju to bluźnierstwo, a każda niesubordynacja kończy się wyrokiem w trybie IPN-owskim. Nacjonalizm? Cudownie aktualny… gdzieś w roku 1920. Tylko czekać, aż zarządzi obowiązkowe deklamowanie „Roty” przy każdym uruchomieniu mikrofali. A modernizacji kraju – tyle, co postępu w muzeum woskowych figur.
Jeśli komuś marzy się państwo-muzeum, to właśnie Karol Nawrocki jest najlepszym kustoszem tej wystawy. Eksponat roku: anachroniczny nacjonalizm polski – wciąż na sprzedaż dla tych, co się lubią pośmiać… przez łzy.