Krzysztof Bielejewski: Przemówienie ze snu i koszmaru: Zełenski wśród cyrku wielkiej polityki4 min czytania

()


22.01.2026

Wołodymyr Zełenski przemawia w Davos, a sala wstrzymuje oddech. Nie dlatego, że świat nagle doznał zbiorowego olśnienia, ale dlatego, że pierwszy raz od dawna ktoś nie udaje, że wojna to temat do panelu z kanapkami i wiązanką pustych fraz. To nie było przemówienie — to było ostrzeżenie. Alarm. Gong. Zegar wybijający północ nad Europą, która dalej tańczy walca, podczas gdy ogień zajmuje parter.

Zełenski powiedział „nie” Trumpowi. Odmówił dołączenia do Rady Pokoju, bo – jak przyznał w kuluarach – nie wyobraża sobie siedzieć przy jednym stole z Putinem. Nie będzie legitymizował cyrku, gdzie morderca dostaje miejsce obok ofiary. I chwała mu za to.

W cieniu teatralnej inscenizacji zwanej Radą Pokoju, gdzie Donald Trump przedstawia masterplan dla Gazy za pomocą slajdów z AI i Jareda Kushnera, Zełenski mówi wprost: „Nic się nie zmieniło”. Minął rok od jego poprzedniego wystąpienia w Davos, rok od kiedy błagał Europę, by zrozumiała, jak się bronić. Dwanaście miesięcy, setki wystąpień, tysiące zabitych Ukraińców. A Europa dalej szuka instrukcji obsługi do swojej odwagi.

„Putin nie jest sądzony, bo nadal ma dostęp do pieniędzy” – rzuca Zełenski. Gorzko. Trafnie. Dla tych, którzy nie mają czasu na analizy: jeśli Putin ma kasę, Putin ma rakiety. A ma, bo ropa płynie.

Francuzi przejmują jeden tankowiec i wszyscy biją brawo. Ale Zełenski pyta: czemu tylko jeden? Czemu nie codziennie? Czemu Trump może działać w sprawie Wenezueli, a Europa tkwi w konsultacjach, analizach i wiecznych „ale”? Ukraina ma technologię, żołnierzy, wolę walki. Ale nie ma NATO. A NATO to – jak sugeruje Zełenski – raczej iluzja parasola niż rzeczywista ochrona.

Słowa o Grenlandii brzmiały jak żart, ale były diagnozą. „Wysyłacie 14 żołnierzy na Grenlandię. Co chcecie osiągnąć?” – pyta. Europa zdaje się słać sygnały nie do Moskwy, ale do własnego sumienia. „Widzieliśmy, zareagowaliśmy. 14 osób”. Tymczasem rosyjska ropa płynie w najlepsze. Sankcje to już nie narzędzie – to wymówka.

Najmocniejsze zdanie? Może to: „Europa jest z Europy, ale nie zawsze za Europą”. Uderzające, prawdziwe, bolesne. I całkowicie pomijane przez tych, którzy wciąż wierzą, że wartości liberalne wystarczą, że słowem da się zatrzymać rakietę.

Zełenski nie ucieka od realiów. Mówi: dokumenty pokojowe są prawie gotowe. Trwają rozmowy z USA i Rosją. Ukraina chce pokoju, ale nie za wszelką cenę. I na pewno nie za cenę zapomnienia, kto tu jest agresorem.

Trump – w tym samym czasie – oficjalnie ogłasza Radę Pokoju. Obok niego Orban, Saudyjczycy, Azerowie. Putin i Łukaszenka na liście zaproszonych. Zełenskiego zaproszono… ale odmówił.

Europa? Milczy. Nadal nie ma wspólnego stanowiska. Może dziś wieczorem, może jutro. Może po konsultacjach z AI Jareda Kushnera.

Polska? Prezydent Nawrocki nie podpisał aktu, ale za to wygłosił własne przemówienie: „Byłem, ale nie podpisałem”. Cytat godny dyplomatycznej poezji. Spotkał się z Trumpem, nie został zaproszony na scenę. Zapowiedział, że spotka się z Zełenskim „w innym formacie”. Najprawdopodobniej w przerwie między kolacją a kolejną rundą nicnierobienia.

I jeszcze jeden cytat Zełenskiego: „Zamiast stać się prawdziwą globalną potęgą, Europa pozostaje przepiękna, ale posegregowana”. To więcej niż diagnoza. To nekrolog dla idei, że Europa kiedykolwiek będzie gotowa do czegokolwiek więcej niż wygłaszanie deklaracji.

Zełenski przypomina o Iranie, o masakrze, której świat przyglądał się w czasie świąt, z choinką i śledziem w tle. Przypomina, że jeśli zabijesz dość dużo ludzi – jak reżim w Teheranie – to możesz się utrzymać przy władzy. I nikt nic ci nie zrobi.

Ale nie wszystko stracone. Zełenski mówi o tym, że dokumenty są gotowe, że rozmowy trójstronne (Ukraina–USA–Rosja) odbędą się już w Abu Zabi. Że Ukraina się nie poddaje. Że nie zamierza grać w teatr, gdzie Putin udaje partnera.

Trump po spotkaniu z Zełenskim? Uśmiechnięty jak dziecko z makietą Gazy w rękach. „To było bardzo dobre spotkanie” – rzucił z korytarza do dziennikarzy. Lakonicznie, bez treści, jakby właśnie opuścił bankiet z miliarderami, a nie rozmawiał z człowiekiem, którego kraj płonie. „Zobaczymy, co się stanie” – dodał. To jego ulubione zaklęcie, słowna wersja wzruszenia ramionami.

W Davos wszyscy chcą pokoju. Ale tylko jeden człowiek mówi, ile ten pokój będzie kosztował. I kto już za niego zapłacił.

Wołodymyr Zełenski. Prezydent. Człowiek. Głos sumienia. Odmówił, gdy go zaproszono do spektaklu z mordercą.

Reszta? Reszta bawi się w Radę Pokoju jak dzieci w dom.

Krzysztof Bielejewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.