27.11.2025
(Felieton o kraju, który chce sięgać gwiazd, ale potyka się o własne sznurowadła)
W Polsce jak zawsze: jedno oko patrzy w gwiazdy, drugie – jakby bardziej zezowato – na własne buty, o na podłodze tradycyjnie walają się odznaczenia, niespełnione ambicje i polityczny gruz. Dziś, drodzy Państwo, felieton na czwartek, który zaczął się w kosmosie, a skończył, jak zwykle, pod stołem.
KOSMOS JEST POLSKI (NA RAZIE W TEORII)
Zacznijmy od spraw ambitnych – czyli nie od polityki. Polska zadeklarowała 550 milionów euro składki do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) na lata 2026–2028. Pieniądze mają sfinansować nie tylko obecność naszego astronauty Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego na orbicie (co już jest sukcesem – nie codziennie Polacy są potrzebni do czegoś poza przepychankami o abonament RTV), ale też potencjalnie umożliwią budowę centrum rozwoju technologicznego ESA w Polsce.
Minister finansów Andrzej Domański podczas szczytu w Bremie, w pięknym geście międzygwiezdnej dyplomacji, podpisał list intencyjny. I choć brzmi to bardziej jak wstęp do randki niż konkretna deklaracja budowy, to sam fakt, że mamy rozmawiać z ESA o czymś poważnym, jest doniosły. Przypomnijmy – Polska jest w ESA od 2012 roku i do tej pory nasz wkład był traktowany raczej jak składka na Netflixa: coś tam wrzucają, ale raczej oglądamy niż kręcimy.
No to teraz będziemy kręcić. I to nie tylko w kosmosie, ale też tu, na Ziemi – choć w trochę bardziej groteskowym stylu.
PREZYDENCKI NAPAD NA LOGIKĘ
W tym samym czasie, kiedy Polska chce być ważnym graczem w sektorze satelitarnym, prezydent Karol Nawrocki zajął się własnym orbitowaniem – głównie wokół własnego ego i dawnych urazów. Odrzucił 130 wniosków o odznaczenia dla funkcjonariuszy służb specjalnych, 136 nominacji oficerskich i 47 wniosków o medale „Za długoletnią pracę”.
Szef MSZ Radosław Sikorski, który był zapewne przekonany, że odznaczenia za służbę należą się ludziom, którzy rzeczywiście służyli, dostał odpowiedź, że „nie było wystarczająco dużo staranności w uzasadnieniach”. Brzmi to jak pretekst, którego nie powstydziłby się gimnazjalista odmawiający oddania pracy domowej, bo „pies zjadł komputer”.
Tusk zareagował w stylu Tuskowym – spokojnie, ale z jadem: „To sabotaż bezpieczeństwa państwa”. I trudno się nie zgodzić. Bo jeżeli szef państwa torpeduje nagradzanie ludzi, którzy walczą z obcą dywersją, bo podobno brali udział w kampanii przeciwko… Karolowi Nawrockiemu, to mamy do czynienia z infantylnym autorytaryzmem, nie z odpowiedzialnością za bezpieczeństwo.
RZECZNICY, KTÓRZY „ŁŻĄ”
W tej groteskowej wymianie nie mogło zabraknąć pojedynku rzeczników. Prezydencki rzecznik Leśkiewicz zarzucił kłamstwo ministrowi Siemoniakowi, na co rzecznik służb specjalnych Jacek Dobrzyński odpowiedział równie dyplomatycznie: „Prezydencki rzecznik łże”. To oficjalny cytat, z użyciem słowa „łże”. Zaznaczmy: nie mówimy tu o Twitterze jakiegoś fana MMA, tylko o rzeczniku państwowego urzędu.
Ten poziom dyskursu przypomina kłótnię między menadżerami restauracji McDonald’s w Siedlcach, a nie rozmowę elit politycznych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo narodowe.
ROSYJSKA UKŁADANKA I POLSKIE NIEPRZYGOTOWANIE
Jakby tego było mało, z drugiej strony globu USA – pod światłym przywództwem Donalda Trumpa – przygotowały „plan pokojowy” dla Ukrainy. Tak prorosyjski, że nawet Moskwa zareagowała entuzjastycznie. Plan przewiduje m.in. uznanie rosyjskiej strefy wpływów, podporządkowanie ukraińskich struktur władzy Moskwie i ogólną kapitulację pod przykrywką „demilitaryzacji”.
Europa, zaniepokojona, zaczęła gorączkowo zbierać sojuszników. A Polska? Główna opozycja (czytaj: PiS) milczy, prezydent Nawrocki – człowiek z ich orbit – nie zabiera głosu, bo aktualnie jest zajęty zemstą za to, że ktoś kiedyś coś na niego napisał w kampanii wyborczej. To właśnie teraz, w momencie gdy Rosja i USA flirtują przy stole, Polska potrzebuje głosu rozsądku. A my mamy chłopów, którzy obrażają się o listy gratulacyjne i medale, jakby to był turniej szachowy w Domu Kultury.
SONDAŻOWA GROTESKA I BRAUN NA HORYZONCIE
Dopełnieniem tego spektaklu jest sondaż, który pokazuje, że Koalicja Obywatelska prowadzi, ale żadna z partii koalicyjnych nie przekracza progu wyborczego. Grzegorz Braun i jego Konfederacja Korony Polskiej zyskują kolejne punkty procentowe, co oznacza, że – jeśli nic się nie zmieni – przyszłość Polski może się rozegrać między Tuskiem a człowiekiem, który z mównicy sejmowej groził ludziom pośmiertną egzekucją.
Czy można się dziwić? W świecie, w którym prezydent nie chce wręczać medali ludziom walczącym z dywersją, a politycy wyzywają się jak dzieci z TikToka, nawet Braun zaczyna wyglądać na „alternatywę”.
COLLEGIUM HUMANUM – SPRAWA TRAFIA DO SĄDU
A propos edukacji (albo jej braku): do sądu trafił pierwszy akt oskarżenia w sprawie Collegium Humanum, tej instytucji wyższej edukacji, która ostatnio była bardziej znana z produkcji dyplomów niż z produkcji wiedzy. 29 osób, 67 przestępstw – robi to wrażenie, nawet jak na standardy polskiego szkolnictwa wyższego. Jeżeli wyrok będzie sprawiedliwy, to być może uda się wreszcie zdefiniować różnicę między uczelnią a drukarnią.
AI, CZYLI SZCZĘŚLIWSZA RZECZYWISTOŚĆ
Na koniec wróćmy do technologii. Bo choć świat ludzi zawodzi, polska sztuczna inteligencja daje nieoczekiwane powody do dumy. Bielik 3.0, wspierany przez Kulczyka, Brzoskę i Bieleckiego, ma szansę naprawdę zaistnieć w Europie. Obsługuje 30 języków i w przeciwieństwie do większości polityków – nie obraża się za komentarze w mediach społecznościowych.
Jest też Sójka – AI wykrywająca mowę nienawiści. Idealna kandydatka na moderatkę Sejmu. Mały, szybki model, który potrafi wyłapać „łże” szybciej niż TVN24.
PODSUMOWANIE, CZYLI NIE JEST DOBRZE, ALE JEST ZABAWNIE
W tym tygodniu Polska jedną nogą leci w kosmos, drugą grzęźnie w błocie personalnych wojenek. Europa broni Ukrainy, Ameryka flirtuje z Putinem, a polska głowa państwa wprowadza własny system gwiazdek za zachowanie. Nie wiadomo, czy jesteśmy jeszcze państwem europejskim, czy już tylko memem wśród krajów NATO.
Za to jedno trzeba nas pochwalić: chaos mamy z prawdziwego zdarzenia. Dzielimy się nim hojnie. Równo, po równo, dla wszystkich. Aż się człowiek zastanawia, czy nie lepiej wysłać całe to towarzystwo w kosmos razem z Bielikiem. Z zakazem powrotu. Niech sobie tam orbitują – z dala od przycisków, medali i mikrofonów. A my może wreszcie odetchniemy.
PS: Jeszcze nikt w historii nie osiągnął technologiczno-kosmicznego awansu, siedząc po uszy w politycznym błocie. Ale hej, może Polska będzie pierwsza. W końcu, jak twierdzi klasyk, „Polak potrafi”. Tylko zwykle nie wiadomo, co.
Krzysztof Bielejewski

Felieton Pana Krzysztofa Bielejewskiego trafnie punktuje groteskę sytuacji, ale wobec małostkowości Nawrockiego w sprawie odznaczeń to i tak delikatny manicure na twarzy politycznej demolki.
Zablokowanie awansów i odrzucenie 130 wniosków o odznaczenia dla funkcjonariuszy, w tym ludzi od walki z dywersją i szpiegostwem, to nie „refleksja konstytucyjna”, tylko obrażalskie ego w roli zwierzchnika sił zbrojnych.
Tłumaczenie tego rzekomymi brakami formalnymi czy dawnymi urazami kampanijnymi jest żenującym pretekstem i wygląda jak prywatna vendetta podniesiona do rangi doktryny bezpieczeństwa państwa.
W momencie, gdy USA forsują dla Ukrainy plan pokojowy napisany praktycznie pod rosyjskie oczekiwania, a Kreml reaguje z entuzjazmem, Polska potrzebuje maksymalnej sprawności służb i politycznej powagi, nie obrażonego folwarcznego zarządcy na Krakowskim Przedmieściu. Sabotowanie motywacji i symbolicznego docenienia ludzi odpowiedzialnych za kontrwywiad w takiej chwili to nie tylko głupota – to działanie w kontrze do elementarnego interesu państwa.
Na tle decyzji Nawrockiego deklaracja setek milionów euro do ESA i rozmowy o centrum technologii kosmicznych oraz rozwój Bielika 3.0 i Sójki wyglądają jak dwa różne państwa: jedno chce iść w nowoczesność, drugie ciągnie wszystko w dół w imię małego rewanżu. Autor wskazuje, że gdy Polska buduje własne modele AI i aspiruje do roli liczącego się gracza technologicznego, prezydent swoją małostkowością zamienia państwo w mem, w którym rozgrywa się prywatne kompleksy kosztem instytucji.
Felieton w formie ostry, ale w istocie rzeczy łagodny wobec skali szkody: opisuje realne fakty, łączy je z szerszym kontekstem geopolitycznym i pokazuje jak prymitywne emocje jednej osoby i niezrównoważonych doradców uderzają w bezpieczeństwo oraz powagę państwa. Wobec takiego poziomu destrukcji krótką, dosadną oceną można powiedzieć tyle: Nawrocki zachowuje się jak polityczny troglodyta z zapałkami w składzie amunicji, a Bielejewski tylko porządnie opisuje smród, który się z tego unosi.
Wolałbym, aby Pan pisał sam, bez pomocy AI
Z ukłonami
Krzysztof
Z krótkiego komentarza pana Bielejewskiego można wysnuć przypuszczenie, że sam również korzysta z AI. Pozwala to na codzienny felieton, a nawet dwa. Tylko po co?