01.12.2025
Weekend zaczął się spokojnie, jakby wszyscy politycy zasnęli przy niedzielnym rosole, ale skończył się jak zawsze – z krzykiem, pretensją i publiczną grą w „kto tu tak naprawdę rządzi”. Zimna wojna wewnętrzna, gorące konflikty międzynarodowe i letnie IQ prawicy – oto Polska 2025.
KTO TU RZĄDZI, A KTO TYLKO GRA PREMIERA NA BIS?
Donald Tusk odzyskał wiatr w żagle, trochę podkradł go z nadmuchanych materacy Kaczyńskiego, a trochę z samego chaosu, jaki po sobie zostawił rząd PiS. Najnowsze sondaże dają KO pierwsze miejsce – i tu uwaga – znowu! Ale do samodzielnego rządzenia wciąż trzeba wózka z monetą, czyli koalicjantów. A ci, jak wiadomo, to towar z recyklingu politycznego: trzeszczą, skrzypią, ale czasem się toczą.
Sondaż CBOS wskazuje, że poparcie dla rządu rośnie. Tusk odzyskuje grunt, bo przestał być zbyt uprzejmy – a jak wiemy, polski wyborca nie lubi, gdy lider jest miły. Tusk teraz częściej używa politycznego kijka, którym szturcha prezydenta Nawrockiego – który jak się okazuje, odwzajemnia się… milczeniem. częściej głupotą i wrzaskiem.
KACZYŃSKI – ZJAWA POLITYCZNA NA WÓZKU NOSTALGII
Jarosław Kaczyński, jak duch przeszłości, pojawia się i znika, głównie w programach informacyjnych TV Republika, gdzie mówi sam do siebie. Ale mimo coraz niższych notowań PiS, aż 52% Polaków wciąż uważa, że partia ta wróci do władzy. To już nie nadzieja, to syndrom sztokholmski z patriotyczną naklejką.
Prezes próbuje reaktywować dawną magię. Marsze, groźby, opowieści o zgniliźnie Zachodu i spiskach na Wiejskiej – wszystko to bardziej przypomina próbę wybudzenia z politycznej śpiączki niż realną kampanię. Bo dziś PiS przypomina bar mleczny w erze food trucków: głośno, tłusto i już nikt nie chce tam jeść.
NAWROCKI – DYPLOMATYCZNE TANGO-KOMEDIA
Karol Nawrocki miał odwiedzić Orbana. Miał. Ale nie odwiedzi. Bo Orban odwiedził Putina. Czyli: ktoś kogoś skreślił za to, że ten spotkał się z kimś, kogo nikt nie powinien widzieć nawet przez lornetkę. Gest godny, choć spóźniony. Ukraina podziękowała. Węgry się wściekły. A Nawrocki na chwilę stał się mężem stanu. Chociaż na pół dnia.
Równocześnie Tusk przypomina, że konstytucja jest jak instrukcja IKEA: niby wszyscy ją mają, ale nikt nie czyta. Prezydent ma współpracować z rządem – a nie robić sobie wakacje dyplomatyczne w Budapeszcie.
TUSK W BERLINIE, ORBAN W MOSKWIE, A PUTIN… WSZĘDZIE
Donald Tusk odwiedzi Niemcy, spotka się z Mertzem, mają potwierdzić, że Berlin i Warszawa znów mówią jednym głosem. To, co dla PiS było zdradą narodową, dla reszty świata jest normalną dyplomacją. Tusk nie podaruje Niemcom Westerplatte – wymieni tylko uprzejmości, które mogą się opłacić geopolitycznie. Czego PiS nie rozumie, bo uznaje tylko transakcje z torbą z Biedronki.
A Viktor Orban, mimo dezaprobaty partnerów z Grupy Wyszehradzkiej, zaliczył przytulanie z Putinem. Bo ropa, bo gaz, bo może znów selfie z Władimirem. A że Rosja właśnie bawi się w sabotaż kolejowy pod Lublinem? Cóż, Viktor najwyraźniej nie korzysta z PKP.
TRUMP: POKÓJ ZA CENĘ DEMOKRACJI. I TAJWAN GRATIS.
Zza oceanu dochodzą echa nowego planu Trumpa: pokój na Ukrainie, ale pod warunkiem, że Putin dostanie część terytorium, a Xi Jinping Tajwan. Bo przecież nic tak nie cementuje pokoju jak oddanie wrogowi kluczy do własnego mieszkania.
Trump, który jeszcze niedawno chciał „posadzić” dziennikarzy, „kneblować” media i karać Nowy Jork za nie tego burmistrza, teraz występuje jako gołąbek pokoju. Z tym, że ten gołąbek ma w dziobie listę sankcji dla swoich przeciwników i tablicę z nazwiskami wrogów. Demokracja wg Trumpa to kabaret, w którym klaun trzyma broń.
Na Florydzie odbyło się też spotkanie delegacji USA i Ukrainy. Ukraińcy grzecznie słuchali, Amerykanie grzecznie naciskali. Sekretarz stanu Marco Rubio opowiadał o pokoju, który ma być nie tylko końcem wojny, ale też gwarancją, że Ukraina nie będzie znowu „na celowniku”. Brzmi szlachetnie, ale pomiędzy tymi zdaniami czaił się plan: mniej Ukrainy – więcej spokoju. Cicho, ciepło, po Trumpowemu.
ORBAN I PUTIN – BRATERSTWO W GAZIE I KASZANCE
Orbán odwiedza Putina, bo gaz tańszy, a sumienie tanie. Europa się wzdryga, Polska się odcina, a Viktor popija samogon z Władimirem. I wszystko to jakby żywcem wyjęte z podręcznika autokraty dla początkujących.
W tle von Layen, Macron i Mertz próbują nie zauważać smrodu, bo przecież interesy robi się w ciszy. Niemcy dostają coraz więcej pochwał z USA – według przecieków, to właśnie niemiecki generał ma dowodzić NATO w Europie. Czyli koniec polskich marzeń o „fortecy na Bugu”, jak to sobie roił Antoni Macierewicz z kolegami.
NA KONIEC OPOZYCJA, CZYLI… TEŻ RZĄDZĄCY
Lewica wciąż szuka tożsamości między Instagramem a archiwami PRL. Zandberg filozofuje o sprawiedliwości społecznej, ale robi to tak, jakby czytał z ulotki IKEA: niby ładnie, ale nieczytelnie.
PSL gra jak zwykle: raz z tymi, raz z tamtymi, trochę jak zespół weselny – zagrają wszystko, byle był catering. A Czarzasty z miną rzeźnika z Grochowa nadal udaje, że to wszystko ma sens.
A LUDZIE? LUDZIE MAJĄ DOŚĆ, ALE JESZCZE OGLĄDAJĄ.
Mimo chaosu, mimo bredni, mimo Trumpów, Orbanów i Kaczyńskich, Polacy wciąż patrzą. Czasem z nadzieją, czasem z rozpaczą. Ale ciągle patrzą.
Bo przecież gdzieś tam, w tej naszej politycznej grotesce, tli się jeszcze myśl, że może jednak ktoś posprząta ten bigos.
Na razie jednak mamy bigos z fasolką po bretońsku. I bekonem w postaci kolejnego idiotyzmu prawicy.
Smacznego.
Krzysztof Bielejewski

i uzupełnienie tego tekstu, bo poniedziałkowy wieczór przyniósł nowe wieści:
WETOMAT KONTRA ZDROWY ROZSĄDEK, CZYLI JAK PREZYDENT GRA NA ZWŁOKĘ, PAŃSTWO NA RYZYKU, A RZECZYWISTOŚĆ NA NERWACH
Karol Nawrocki, samozwańczy strażnik wolności, konstytucji i dobrego samopoczucia własnej kancelarii, znów pokazał, że jak coś można zawetować – to trzeba. Tym razem padło na ustawę regulującą rynek kryptoaktywów. Bo przecież co to za poniedziałek bez świeżego weta? Gdyby mógł, zawetowałby też pogodę, bo za mało listopadowa. Albo Berlin, bo za mało Kaczyńskiego.
Rzecznik prezydenta z kamienną twarzą recytował powody, z których wynikało jedno: prezydent boi się internetu bardziej niż Ziobro prokuratury. Przepisy za długie, domeny zbyt łatwo blokowane, opłaty za wysokie. I wszystko razem tworzy – zdaniem Nawrockiego – „realne zagrożenie dla wolności Polaków”. To nic, że ustawa miała implementować europejskie rozporządzenie MiCA i wprowadzić nadzór tam, gdzie dziś kwitnie wolna amerykanka w stylu „daj login, zniknij z kasą”.
Nawrocki najwyraźniej woli, żeby Polacy byli wolni – również od jakiejkolwiek ochrony i pieniędzy.
NAWROCKI, WETO, WETO, JESZCZE RAZ WETO
To już kolejne weto. Pechowe? Nie – systematyczne. Prezydent deklaruje, że podpisał 70 ustaw, więc weta to tylko niewielki odsetek. Tyle że ich ciężar gatunkowy zaczyna przypominać głaz wrzucany do kruchych fundamentów państwa prawa. Do tego doszedł jeszcze nowy pomysł: odmowa nominacji 136 funkcjonariuszy służb specjalnych. Bo jak nie wiadomo, o co chodzi, to znaczy, że Pałac znowu prowadzi swoją małą wojenkę z rządem. Siemoniak zareagował, przyznając odrzuconym dodatki finansowe, a Nawrocki… czeka na przeprosiny. Jak przedszkolak z kompleksami.
TUSK GRA NA POWAŻNIE, MERZ GRA NA HISTORIĘ
Tymczasem Donald Tusk – ten znienawidzony przez wszystkich z prawicy dyktator rozsądku – był w Berlinie, gdzie rozmawiał z kanclerzem Merzem. I nie o etykiecie precli, ale o reparacjach, bezpieczeństwie, wspólnej agendzie i przyszłości. Merz oddaje zrabowane dobra kultury, Tusk mówi: „pospieszcie się, zanim ostatni świadkowie historii odejdą”.
Bo właśnie o to chodziło w tym „pospieszcie się”: zadośćuczynienia dla żyjących jeszcze ofiar II wojny światowej. Nie abstrakcyjne miliardy z lat 40., ale bardzo konkretna pomoc dla około 50 tysięcy osób, które jeszcze są wśród nas. Ludzi, którzy przeżyli piekło i nie dostali ani przeprosin, ani złamanego eurocenta. Jeśli Niemcy mają wykonać historyczny gest – czas ucieka. Każdy kolejny dzień to kolejny grób bez słowa „przepraszam”. Tusk postawił sprawę jasno: albo Berlin działa, albo Polska weźmie sprawy w swoje ręce.
Podpisano deklarację o współpracy, a Niemcy potwierdzili: „potrzebujemy silnej Polski”. Szkoda, że Nawrocki nie był tam, by usłyszeć, że bycie silnym nie znaczy blokowanie wszystkiego jak rozwydrzony recenzent regulaminu forum.
STĘPIEŃ: KONSTYTUCJA NIE DZIAŁA, ZIOBRO: KODEKS NAPOLEONA DLA UBOGICH
Były prezes TK, Jerzy Stępień, mówi wprost: konstytucja jest dziś zbiorem pobożnych życzeń. Trybunał Konstytucyjny? W praktyce zlikwidowany. Państwo prawa? Iluzja. A Ziobro? Tworzył sędziów jak Napoleon – z własnej akademii, z pominięciem uczelni. Formatowanie elit prawniczych jak pendrive po roku u Rydzyka.
KONKLUZJA? RZECZPOSPOLITA MA DOŚĆ
Nie można już nawet w spokoju zjeść margaryny z PRL-owskiego Carrefoura, bo prezydent znów coś zawetował. Może pora zawetować samego prezydenta? Konstytucyjnie, rzecz jasna. Tymczasem Tusk robi swoje, gospodarka rośnie, inwestycje przyspieszają, a Polska – mimo wszystko – funkcjonuje.
Nie dzięki prezydentowi. Wbrew niemu.
Dobranoc, Rzeczypospolita. Trzymaj się mocno. Wetomat nie śpi.