28.12.2025
Wyobraźcie sobie świat, w którym wielki teatr międzynarodowej dyplomacji odbywa się w rezydencji wyglądającej jak połączenie luksusowego kasyna i nadmuchanego egipskiego pałacu dla emerytów z Palm Springs. Witajcie w Mar-a-Lago. Floryda, grudzień 2025. Wojna trwa, ludzie giną, rakiety lecą, a Donald Trump zaprasza do stołu — nie Putina, nie ONZ, ale siebie samego. I stół też jego.
Na tym właśnie stole: steki, ciasteczka z czekoladą i sprawa pokoju na Ukrainie. Bo gdzież indziej zakończyć najkrwawszy konflikt XXI wieku, jak nie między pozłacaną kolumną a frytkownicą?
TRUMP I ZAPOROSKA BAJKA DLA DOROSŁYCH
Wołodymyr Zełenski przyleciał do Mar-a-Lago jak człowiek w potrzebie, z planem pokojowym pod pachą i nadzieją w oczach. Spotkanie trwało trzy godziny, ale wystarczył jeden cytat Trumpa, by wszystko obrócić w farsę:
„Putin bardzo życzliwie wypowiadał się o Ukrainie, o niskich cenach energii”.
To nie jest żart. Trump naprawdę uznał, że fakt, iż Putin nie zbombardował Zaporoskiej Elektrowni Atomowej, oznacza „współpracę” Rosji z Ukrainą. Tak jakby nie kopanie kogoś po nerkach miało być oznaką troski o jego zdrowie.
A dalej było już tylko lepiej. Prezydent USA z powagą oświadczył:
„Elektrownia jest w dobrym stanie”.
Na pytanie o brutalne rosyjskie ataki ostatnich dni, odparł:
„Obie strony prowadzą działania. Nie mówię tego negatywnie, ale doszło do kilku eksplozji w Rosji. Nie sądzę, żeby to był atak z Konga”.
Tak, Trump porównał atak dronami z terytorium Ukrainy do… Konga. Bo czemu nie? W końcu to człowiek, który nigdy nie pozwala faktom przeszkadzać w narracji.
NAWROCKI WYSTĘPUJE JAKO TAPETA
W tle, zupełnie jak nieproszony kuzyn na weselu, pojawił się Karol Nawrocki, również wziął udział w wideokonferencji — i z zapałem doniósł, że Rzeszów-Jasionka to hub numer jeden dla pomocy wojskowej. Wspaniale. Rzeszów ratuje świat, a Nawrocki przypomina o tym wszystkim, zanim jeszcze ktokolwiek zdąży zapytać, czy coś powiedział.
Czy zabrał głos podczas rozmów? Tego nie wiadomo. Być może wcisnął „mute” i kiwnął głową. Ale potem dumnie ogłosił, że „determinacja Ameryki i jedność Europy” to klucz do pokoju. Mhm. Zwłaszcza gdy jeden z tych kluczy rozmawia z Putinem przed spotkaniem z Zełenskim.
CZŁOWIEK, KTÓRY MÓWI, ALE NIC Z TEGO NIE WYNIKA
Trump przez całą konferencję prasową produkował zdania jak kiełbasiane rogaliki: tłuste, puste i z niespodzianką w środku. Oto kilka cytatów, które zasługują na osobny pomnik absurdu:
„Zakończenie tego zajmie parę tygodni, ale może nie dojść do porozumienia, jak wyskoczy jakiś temat.”
„To będą walczyć i będą umierać.”
„W swoim czasie może dojść do spotkania Trump-Zełenski-Putin.”
Wszystko to opakowane w typowy trumpizm: najpierw chaos, potem sprzeczne sygnały, na koniec pochwała dla samego siebie. Zełenski, który cały czas zachowywał spokój i dyplomatyczną klasę, powiedział grzecznie:
„Nasze delegacje są bliskie uzgodnienia. 90% planu jest gotowe.”
Ale było widać, że musi mieć w zanadrzu plan B. I C. I ucieczkę przez kuchnię.
A EUROPA? EUROPA PATRZY I NOTUJE
Po wspólnej kolacji, telekonferencja z europejskimi liderami. Udział wzięli m.in. prezydent Finlandii, premier Włoch, zapewne też kilku tłumaczy z załamaniem nerwowym. Trump wymieniał wszystkich z imienia, chwalił rozmowy i mówił, że to „świetny moment”, by zakończyć wojnę. Czy coś z tego wynika? Oczywiście, że nie.
Bo oto mamy sytuację, w której człowiek przekonany o swoim geniuszu strategicznym rozmawia z dyktatorem, potem z jego ofiarą, a na koniec z resztą kontynentu. I wszystko to łączy jedna cecha: brak konkretów.
TRAGIKOMEDIA BEZ AKTU KOŃCOWEGO
Spotkanie w Mar-a-Lago to nie przełom. To opera buffo z postaciami przebranymi za przywódców. Trump pokazał, że wciąż wierzy, że jest głównym rozgrywającym świata — podczas gdy jego jedynym realnym osiągnięciem tego wieczoru było nakarmienie dziennikarzy krewetkami.
Zełenski — jak zawsze — próbował ratować powagę sytuacji. Nawrocki — jak zwykle — próbował się pokazać. Europa — jak co wieczór — musiała udawać, że wszystko zmierza we właściwym kierunku.
I tylko Putin, gdzieś na Kremlu, popija herbatę, słucha nagrań rozmów i myśli sobie:
„To ja już nawet nie muszę nic robić. Sami się załatwią.”
Krzysztof Bielejewski
