01.12.2025
– To nie grzech mieć marzenia – powiedziałem, patrząc w niebieskie obłoki, tam, skąd przyglądał mi się Obywatel Cynik.
Nastał teraz czas na bratanie, krzewienie miłości wśród ludzi, na wzajemne ciepło i dawanie serca, pomyślałem, lecz w tym momencie zapowietrzyłem się z oburzenia, albowiem z firmamentu dobiegł mnie chichot Obywatela Cynika. Po chwili zaś rozległ się jego stentorowy krzyk: człowieku wątłej wiary! Ludzie, o których mówisz, mają swój los zapisany w gwiazdach i po cóż te im marzenia, nadzieje, czy inne faramuszki?
Onegdajsza miłość przestała istnieć, bo zastąpiła ją chemia i pozostałe aromaty. Zażywasz specyfik i znika z ciebie czułość, a romantyzm ulatuje ci z brzucha razem z motylami.
Tajemnica, intymność, cudzy ból, wszystkie te zjawiska stały się równie powszechne i dostępne, jak publiczne toalety, do których możesz wejść bez obawy, że naruszysz czyjeś uczucia.
Ponieważ uczucia, to przesąd.
Podobna sprawa z nastrojami: poszły się iskać do gabinetu krzywych luster.
Księżyc okrzyknięto zbiorem lodowatego pyłu i pumeksowych kamieni.
Kobieta awansowała do roli seksualnego przyrządu.
Mężczyzna przyoblekł się w szpanerskie szaty modela, kochasia do cielesnych poruczeń.
Obowiązuje cię hasełko: ŻYJESZ TYLKO RAZ.
A zatem rób, co chcesz i kij ci w oko.
Co się przejmujesz ludźmi? Masz sto lat? Chlaśnij sobie tatuaż, przekłuj ucho, zacznij ćwiczyć karate i zapisz się na uniwersytet dla noworodków.
Znudził ci się partner? Nie staraj się rozgryźć, co mu jest, jeno wymień go na nówkę.
Pies nie merda według przepisu? Ciepnij kundla przez okno i masz problem z głowy.
Szkoła wadzi? Wystrzelaj połowę klasy, a zarobisz na wywiadach o trudnym dzieciństwie.
Nie znosisz sąsiada? Daj mu w ryj i po kłopocie.
Kto jest kim, nie decyduje dążenie do celu, tylko gen. Jak jesteś zaprogramowany na sukces, to odniesiesz zwycięstwo. Jak masz być durniem, to choćbyś zżarł tysiąc fakultetów, zapomnij o mądrości.
Podobnie z wolną wolą. Co możesz sobie wybrać? Nic, bo twoje przeznaczenie zostało ustalone, zanim powstałeś. Nie masz na nic wpływu i pogódź się z tą myślą.
Zastanowiło mnie to. Nie mogłem zaprzeczyć, że w ostatnich czasach poobdzierano mnie z wielu przekonań, a różne słowa lub zjawiska utraciły poprzednie znaczenia.
Mimo to nadal chcę normalności; dostępu do zwyczajnego życia, spokojnego istnienia w harmonii ze światem, w symbiozie z naturą: bez udawania, że jestem, kim nie jestem.
No i żebym wreszcie trafił na swoją Arkadię. Na miejsce, z którego nie będę przepędzany do Krainy Gorszych Łowów. Życzę sobie coraz częstszych chwil pozbawionych presji, nakazów i wytycznych, jak żyć. Jak też coraz mniejszej liczby „pedagogów” pouczających mnie, którą stroną twarzy powinienem się uśmiechać.
Pragnę uwolnić się od pisania minorowych tekstów, owych czarnowidztw i ponurych bzdetów głoszących, że co prawda jest nie do końca wspaniale, ale w gruncie rzeczy nie jest tak źle.
Mam apetyt na zaprzątanie sobie myśli samymi pozytywami, tym, by na zawsze poniechać ironii, wyzbyć się cynizmu, koncentrować się na rzeczach tak ważnych, jak utylizacja poglądów Obywatela Cynika.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

Jak na „Wesołych Świąt”, to Jastrząb zaserwował nam raczej filozoficzny barszcz z wkładką z mizantropii i pierożkami pełnymi egzystencjalnej gorczycy. Z nieba nie spadają płatki śniegu, tylko sarkazm Obywatela Cynika, który przypomina nam, że żyjemy w czasach, gdzie z romantyzmu wyparowała serotonina, a relacje międzyludzkie mają termin ważności krótszy niż jogurt pitny.
To taki świąteczny manifest człowieka, który jeszcze pamięta, że „uczucia” to nie tylko emoji pod postem, ale coś, co kiedyś miało wagę większą niż liczba obserwujących. Jastrząb pisze z goryczą, ale też z błyskiem nadziei – tym bardziej absurdalnym, im bardziej niepasującym do świata złożonego z pumeksu, szpanerów i wiecznej autoprezentacji.
W efekcie wychodzi mu coś między kazaniem z ambony po przejściach, a poetyckim manifestem ostatniego człowieka, który chce jeszcze kochać na poważnie, choć sam nie bardzo wierzy, że to możliwe.
Więc Marek, dzięki za ten tekst. Przynajmniej teraz wiem, że nie tylko ja mam uczulenie na coaching i marzę o świecie, w którym nie trzeba wymieniać partnera razem z oponami na zimowe.
No to Jastrząb dał ognia rozszarpując skrzeczącą rzeczywistą pospolitość!
Tyle że długo nie wytrwał w tym nurzaniu dzioba w trzewiach, wzruszająco po ludzku wymiękł. Z listkiem figowym na ustach skoczył na główkę w nieskromne rozmarzenie.
Coś podobnego przytrafiło mi się mnóstwo lat temu, no, może w wersji hard, bowiem zamarzyłem bujać w obłokach niebieskie migdały, hodować gruszki na wierzbie itp. niedorzeczności. Mój powrót ze stanu upojenia zapisał się tak:
Obawiam się tylko jednego przypadku:
że ze snu tego wychodząc nagle,
nietęgą pewnie będę miał minę.
I zanim znów wiatru nałapię w swe żagle,
zagram to, z czego chyba najbardziej dziś słynę,
tę znaną już pieśń z aprobatą Nemezis w nutach:
codzienne, banalne da capo al fine
na własnych… wyspach Bergamutach.
*
Nos z „nakwinty” i kciuk w górę, Panie Marku. Wpływ Obywatela Cynika w charakterze anioła-ciecia nie eliminuje Dyzia Marzyciela.
Weselszych!