19.12.2025
Gdy 2 tygodnie temu w Waszyngtonie ogłoszono nową amerykańską Strategię Bezpieczeństwa Narodowego, przez europejską, w tym naszą prasę, przewaliła się lawina przerażenia i rozgoryczenia. Szkopuł w tym, że oceny Europejczyków obchodzą Biały Dom z grubsza tyle co zeszłoroczny śnieg. Ważniejsze co o pomysłach Vance’a – bo to jego ludzie wysmażyli ten pasztet – myślą i mówią Amerykanie. Bo to od nich, a nie nas zależy, czy ta „strategia” zdominuje amerykańską politykę zagraniczną, czy też Kongres wreszcie się obudzi i przyhamuje ten rozpędzony pociąg. Zaczynają się rysować szanse, że tak się stanie, bo w miarę jak Trumpowi spadają słupki poparcia, Kongresowi przybywa odwagi. Stąd uchwalając w tym tygodniu budżet Pentagonu Senat USA wprowadził zapisy, które utrudniają Białemu Domowi wycofanie wojsk amerykańskich z kontynentu. Ustawa uniemożliwia zmniejszenie liczby amerykańskich wojsk poniżej 76 tysięcy bez niezależnych ocen wpływu takiej redukcji na zdolność USA do realizacji planów wojennych w Europie i innych kluczowych regionach świata. Obecnie w Europie stacjonuje około 85 tysięcy żołnierzy USA. Wymaga też od administracji potwierdzenia, że skonsultowała taką decyzję z sojusznikami z NATO.
Przy okazji Rada Redakcyjna „Wall Street Journal” pyta, dlaczego Trump daje chińskiemu rywalowi dostęp do zaawansowanych półprzewodników dla AI — i co dostaje w zamian. „Indianie zawarli lepszą transakcję, gdy sprzedawali Manhattan Holendrom. Dlaczego więc prezydent oddaje jedną z najważniejszych przewag technologicznych Ameryki przeciwnikowi i głównemu konkurentowi gospodarczemu?”
‘Mamy nadzieję, że pan Trump nie robi tego z powodu 25-procentowych wpłat podatkowych Nvidii do Skarbu Państwa. Konstytucja przyznaje władzę podatkową Kongresowi, a tymczasem pan Trump praktycznie wymienia bezpieczeństwo narodowe na drobne.”
Coraz głośniej mówi się dziś w Ameryce, że dokument, nad którym Europa słusznie się znęca, to nie strategia, a raczej „deklaracja wartości” Trumpa i Vance’a. A te wartości republikańska ekspertka, Kori Schake, dyrektor ds. polityki zagranicznej i obronnej w American Enterprise Institute, nazwała aktem wandalizmu wobec wszystkiego, co czyniło Stany Zjednoczone silnymi, bezpiecznymi i zamożnymi. „To moralna i strategiczna katastrofa.” – napisała w „Wall Street Journal” w tekście pod tytułem „Jedyna wojna, do której Biały Dom jest gotów, to wojna kulturowa.”
Strategiczne klęski są zwykle klęskami wyobraźni -pisze Kori Schake. A wyobraźni w tym dokumencie brak.
Karl Rove, doświadczony republikański strateg, przypomina, że wedle najnowszych badań opinii publicznej większości Amerykanów bynajmniej nie marzy się izolacjonizm. 64% Amerykanów uważa, że lepiej, by USA były bardziej zaangażowane na świecie. Amerykanie nie odwracają się też od Europy ani od NATO. 68% ocenia Sojusz pozytywnie — to najwyższy wynik od początku badań w 2018 r. Jeszcze więcej respondentów (76%) popiera użycie sił zbrojnych USA w przypadku ataku na sojusznika z NATO, (w czerwcu ten odsetek wynosił 71%). Większość Amerykanów — 59% — sprzeciwia się wyjściu z NATO. Wprawdzie 34% popiera opuszczenie Sojuszu, ale 1 na 5 zwolenników wyjścia zmienia zdanie po informacji o rosnących nakładach obronnych europejskich członków NATO.
W stosunku 62% do 11% Amerykanie chcą, by Ukraina wygrała wojnę z Rosją — w tym 57% Republikanów i 72% Demokratów. Poparcie dla sprzedaży broni Europie z przeznaczeniem dla Ukrainy jest jeszcze wyższe i wynosi 68% — 75% wśród Republikanów i 67% wśród Demokratów. Najbardziej niepokojące – pisze Rove – są opinie dotyczące zdolności amerykańskiej armii. Zaledwie 45% uważa, że USA potrafią skutecznie odstraszać agresję. Opinia publiczna – konkluduje – lokuje się bliżej wizji prezydenta Reagana niż poglądów przypisywanych Trumpowi.
*
Donald Trump z przyjemnością przyjmuje hołdy, nawet jeśli pochodzą od federacji piłki nożnej, umizgi, prezenty i królewskie galowe przyjęcia na swoją cześć. Czasem się nawet z tego powodu rozchmurza i poklepuje pochlebców protekcjonalnie po plecach. Ale naiwnością jest wnioskowanie, że zmienia to jego poglądy i stępia merkantylizm.
Dawno temu Henry Kissinger w swej pracy doktorskiej pisał: „Poszukiwanie przez jedno mocarstwo absolutnego bezpieczeństwa równa się absolutnemu niebezpieczeństwu dla wszystkich innych”. Pisał, że Ameryka potrzebuje raczej doktryny, która ją uodporni na niespodzianki. Wszak Rzymianie rzucili się do ucieczki na widok słoni Hannibala nie dlatego, że słonie były tak bitne, ale dlatego, że byli nimi zaskoczeni.

Andrzej Lubowski
Polski i amerykański dziennikarz i publicysta polityczno-ekonomiczny.

To bardzo solidny felieton – taki, który z gracją wbija kij w polityczne mrowisko, po czym siada z popcornem i patrzy, co się stanie. Lubowski pisze z klasą człowieka, który wie, że jak Amerykanie kichną, to Europa łapie zapalenie płuc, a potem się kłóci, czy to było moralnie uzasadnione.
Z humorem, dystansem i trafną ironią pokazuje, że „strategia” Vance’a i Trumpa to bardziej broszura z promocji na chaos niż poważny dokument państwowy. Ameryka, według niego, jeszcze nie zwariowała – ale flirtuje z tym pomysłem na pełen etat. I jak zwykle, najwięcej sensu mają ci, których nikt nie słucha.
Brawo za styl – krytyka z pazurem, ale bez zadęcia. Takie teksty powinno się czytać jak etykiety ostrzegawcze: „Uwaga: zawiera myślenie.”
Ciekawe informacje o Amerykanach i ich postrzeganiu relacji z Europą i spojrzeniu na stary kontynent.
Eksperci republikańscy stosując kryteria merytoryczne słusznie oceniają tę „strategię” jako drogę donikąd. Niecały rok prezydentury Trumpa 2.0, kiedy nie liczą się kompetencje polityczne a koneksje skutkuje dla USA trzęsieniem ziemi. Wstrząsy przenoszą się na najbliższe otoczenie geograficzne i polityczne Stanów oraz na sojuszników, w tym Europę. Ta prezydentura albo będzie zimnym, lecz ozdrowieńczym prysznicem dla elit politycznych USA, albo pogrąży ten kraj na lata w konfliktach wewnętrznych. Wolę wierzyć w pierwszy scenariusz, choc politycy w Polsce i Europie muszą brać pod uwagę każdy z nich.