12.01.2026
A może coś konkretnie, coś o świecie i jego ludziach, a zwłaszcza tych mających władzę albo pieniądze albo i jedno i drugie. No to do rzeczy…
Uwaga świata skupia się ostatnio na Donaldzie Trumpie, prezydencie Stanów Zjednoczonych AP, Donaldzie Trumpie. który chwali się brawurową akcją porwania dyktatora Maduro i postawieniem go przed amerykańskim sądem, sypie groźbami wobec Grenlandii czy Kuby, a nawet Kanady. Donald Trump za wszelką cenę chce mieć sukces w roku 250 lecia Stanów Zjednoczonych, chce by to on kojarzył się z powiększeniem terytorium Stanów, pierwszy raz po długiej, bardzo długiej przerwie (przypomnę, Stany w ten właśnie sposób zwiększały swój obszar – a to przez zakup, a to przez podbój).
Nie wiem jak skończą się starania Trumpa o zajęcie Grenlandii. Tym bardziej nie wiem, co będzie z Kubą czy Kanadą, ale wiem teraz znacznie więcej kim jest Donald Trump jako człowiek i polityk. Do tego, co widzieliśmy od dawna, do jego czynów i wypowiedzi świadczących w sposób nie budzący żadnych wątpliwości o zaburzeniach jego osobowości, doszła teraz wiedza o tym, jak dalece i jak od dawna jest to człowiek prowadzony przez służby rosyjskie. Tłumacząca, że jego służalcze zachowania wobec Putina są prostą konsekwencją głębokiego uzależnienia Trumpa jako człowieka, biznesmena i polityka od Rosji i jej służb. Do tego przekonania, obecnego w opiniach wielu ludzi polityki, ale i nauki, warto dołożyć wstrząsający materiał jaki pojawił się ostatnio w magazynie Gazety Wyborczej, materiał opracowany przez redaktora Artura Włodarskiego, który pokazuje punkt po puncie, rok po roku to, jak cała kariera najpierw dewelopera i biznesmana Donalda Trumpa, a później polityka a nawet prezydenta Stanów Zjednoczonych, zaczęła się od uzależnienia od rosyjskich pieniędzy.
Rosja wyciągnęła Trumpa z długów dwadzieścia lat temu, pomogła mu, gdy był bankrutem, pomogła i się zaczęło. Redaktor Włodarski pokazuje jakie były kolejne interesy Trumpa z Rosją i jak doskonale rozwijały się relacje z rosyjskimi służbami Władimira Putina. To jest naprawdę wstrząsająca lektura dziennikarskiego raportu podającego suche fakty, nazwiska, kwoty, miejsca spotkań i opisująca reakcje polityków tak amerykańskich jak i rosyjskich na ten proces. Do wątków biznesowych dochodzą coraz częściej wątki obyczajowe – udział Trumpa, ale i amerykańskich polityków w tym prezydentów – patrz Bil Clinton, w spotkaniach męsko-damskich z pięknymi młodymi kobietami i rola kompromitujących filmików nagrywanych przez służby.
Tego jest dużo, bardzo dużo. A konsekwencją tego jest postawienie przez Putina na Trumpa kandydującego na prezydenta w pierwszej jego kampanii, w wyniku której wygrał z Hilary Clinton i został prezydentem. Możemy zajrzeć za kulisy tej kampanii i ocenić rolę służb ale i wielkich firm informatycznych w tym Facebooka w profilowaniu potencjalnych wyborców Trumpa tak, by zwiększyć jego szanse w wyborach. Tego jest tak dużo, że głowa boli – ale taki jest ten nasz świat.
Materiał w Magazynie Wyborczej nie pozostawia nawet najmniejszych złudzeń – polityka prezydenta Trumpa wobec Europy jest zgodna z interesami jego mocodawców z Rosji, uzależnienie biznesowe i kompromitujące materiały obyczajowe wystarczają, by to car Putin w relacjach z prezydentem Trumpem był górą, by interesy Rosji były dla Trumpa najważniejsze.
Ten proces uzależniania trwa już od ponad czterdziestu lat. To narastało przez lata. Wiedza o tym musi być znana wszystkim służbom wszystkich krajów biorących udział w światowej polityce. I nie jest żadna super tajna wiedza, skoro dziennikarz gazety mógł zrobić taki raport. Jeżeli mógł to zrobić dziennikarz, to pytam – co robią wszystkie służby przy prezydencie Polski, cała ta jego rozbudowana kancelaria, czy informują go o tym kim jest jego idol – Donald Trump i czym to musi się skończyć dla Karola Nawrockiego, który marzy o tym by być jak Donald Trump.
Chyba, że jest jeszcze gorzej i Karol Nawrocki nie widzi niczego złego w tym jakim człowiekiem był i jest Donald Trump – skoro został powtórnie prezydentem Ameryki, to może te jego wady to nie wady, a zalety i trzeba iść tą samą drogą. To, być może, tłumaczy ostanie spotkania Karola Nawrockiego z kibolami na Jasnej Górze w trakcie pielgrzymki kibiców do sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej – swoją drogą gdzie my jesteśmy, co takiego stało się z polskim kościołem, że przystaje na takie imprezy.
Trump w Stanach, a Karol Nawrocki w Polsce – co łączy tych ludzi, a co ich dzieli? To dobre pytanie, na które trzeba będzie szukać odpowiedzi przez najbliższe miesiące a nawet lata.
I na koniec coś z innej bajki – otrzymałem informację o ciekawej książce od człowieka, który jest bardzo dobrze zorientowany w problematyce AI. Takich rekomendacji nie mogłem zignorować, zamówiłem sobie tę książkę, kurier mi ją dostarczył, siadłem i przez dwa wieczory przeczytałem. Przeczytałem z przyjemnością – książka napisana jest barwnym językiem, ale z zachowaniem wszystkich rygorów precyzji jakie nakłada na autora temat – co dalej z AI.
Może już czas wyjawić o jakiej książce mowa – to książka Andrzeja Dragana, polskiego profesora na wydziale fizyki Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu w Singapurze, człowieka mocno osadzonego w działalności firm zajmujących się tworzeniem coraz to nowych algorytmów oferowanych ludziom na całym świecie. Profesor Andrzej Dragan wie co się dzieje, potrafi to przeanalizować z punktu widzenia fizyki jako wiedzy podstawowej dla tych narzędzi, pisze o AI jako fenomenie na tle procesów ewolucji, które po miliardach lat stworzyły różne formy życia na tej naszej małej planecie. I tej nagą małpę -człowieka.
To naprawdę fascynująca lektura, polecam ją każdemu, kto chce zrozumieć fenomen rozwoju narzędzi AI i tego do czego zmierza jej rozwój.
Nie byłbym sobą gdybym się nie przyczepił do, moim zdaniem, małej słabości tej pracy. Mam tu na myśli praktyczne pominięcie aspektu biznesowego, tego, że te wszystkie kolejne ChatyGPT robione są dla zysku, dla pieniędzy, które trafiają do właścicieli tych firm, Muska i innych. To zderzenie ludzkiej chciwości z subtelnością działania kolejnych narzędzi AI jest bolesną prawdą o nas samych, o ludziach, ale nie o AI.
Ale książkę trzeba przeczytać, naprawdę warto!

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Podaję tytuł tej książki „QUO V.AI.DIS” To w nawiązaniu do znanej nam wszystkim opowieści o starożytnych czasach skąd pochodzi ten zwrot Quo Vadis Domine. Profesor Dragan pyta – dokąd zmierzasz AI. To bardzo ciekawe wykorzystanie starego tytułu.
Nie będę dodawał nic do analizy mocodawców Donalda J. Trumpa i jego mikro naśladowcy nad Wisła. To chyba wszyscy ludzie o w miarę otwartych głowach wiedzą. Nie będę komentował sojuszu tronu z ołtarzem, czyli KK najpierw z PiS, teraz z Nawrockim a za chwilę z Braunem i Konfederacją. Historia pokazuje, że tej instytucji zawsze było po drodze ze wszelkiego rodzaju dyktatorami, juntami, itp – czyli prawie wszędzie gdzie pojawiała się władza autorytarna to KK doskonale się tam odnajdował (dla KK wszelka demokracja stanowi zagrożenie).
W tym komentarzu chciałem się odnieść do akapitu związanego z książką prof. Andrzeja Dragana i samego autora. Profesora Dragana obserwuję od długiego czasu – dla jest jest synonimem polskiego Richarda Feynmana (myślę, że porównanie bardzo trafione do wzorca, podobnie jak nietrafione byłoby nieudolne naśladownictwo K. Nawrockiego do D. Trumpa). Prof. Dragan, człowiek wielu talentów – oczywiście wybitny fizyk kwantowy, ale również fotografik (człowiek, który chwile znudził się fizyką i kupił sobie aparat, aby w krótkim czasie stworzyć coś, co nazywa się efektem Dragana. Polecam obejrzeć jego zdjęcia). następnie inwestuje w kamerę, aby wygrywać wiele nagród na festiwalach filmowych. Sama książka jest doskonała (miałem szczęście uczestniczyć w jednym ze spotkań z autorem i zostać posiadaczem egzemplarza z autografem). Polecam również jego wcześniejszą książkę – Kwantechizm. Jest to również bardzo dobra pozycja. A rozwijając wątek pominięty przez Dragana w książce, a wspomniany przez autora artykułu. To po pierwszym bum LLM na świecie i zachłyśnięciu się przez wielu, dzisiaj okazuje się, że firmy udostępniające modele LLM nie zarabiają na nich. Koszty energii, hardware’u itp są ogromne i póki co modele przynoszą straty. Stąd propozycje, aby modele zawierały w sobie reklamy. Po zapytaniu np. chatgpt o rozwiązanie dowolnego problemu chatgpt udzieli informacji i od razu podsunie produkty, które powinniśmy zakupić. I to jest równie niebezpieczne jak halucynacje modeli i ślepa wiara użytkowników w informacje, które modele LLM podają.