Jerzy Łukaszewski: Orban, nem egy huligán!5 min czytania

()


12.03.2026

Przyzwyczajamy się powoli do tego, że żyjemy w świecie rządzonym w dużej części przez osobniki niezrównoważone, o tak wyraźnych oznakach chorobowych, że aż dziw, iż ktoś pozwala im rządzić, zamiast leczyć w zakładach zamkniętych.

Coraz trudniej wytłumaczyć niektóre słowa, działania czy całe procesy dziejące się na naszych oczach.
Od jakiegoś czasu przyglądam się temu co robią Węgry pod światłym przywództwem Orbana i nie mogę się nadziwić. Nie Orbanowi, bo statystycznie rzecz biorąc w każdym kraju i w każdym czasie trafi się osobnik niespełna rozumu. Dziwię się Węgrom, którzy kiedy spojrzy się na ich historię, dawno powinni przenieść ostentacyjnie prorosyjskiego wodza gdzieś na dalekie pastwisko, a nie czynią tego.

II wojna światowa nie skończyła się aż tak dawno, by jej nie pamiętać. Wypadki z 1956 roku tym bardziej. Rosjanie wymordowali tysiące Węgrów, prawie 200 tysięcy musiało uciekać z kraju. A dziś ich przywódca ślini się na widok Putina i wyborcy przechodzą nad tym do porządku dziennego. Człowiek, który świadomie i z premedytacją kłamie na niemal każdy temat nadal na poparcie wystarczające do tego, by rządzić.

Jak to wytłumaczyć?

Orban nie tak dawno (i chyba nie po raz pierwszy) rzekł był, iż „tak naprawdę to nie wiadomo, kto wywołał tę wojnę” (Rosja – Ukraina). Systematycznie też robi wszystko, by pokazać, iż to Ukraina jest wrogiem Węgier, a Rosja ich dobroczyńcą.

Zachowanie się Węgier i Słowacji w ramach Unii Europejskiej nosi wszelkie cechy działania dywersyjnego, wrogiego. Po co? Przecież nikt nikogo siłą do Unii nie zmuszał. Orban zachowuje się tak jak zresztą i jego polscy przyjaciele – „wstąpiłem do klubu siatkarskiego, ale będę grał w koszykówkę i już!”

W takich chwilach człowiek uzmysławia sobie, że w traktatach unijnych brakuje jednego istotnego elementu, który zapewniałby bezpieczeństwo organizacji. Chodzi mianowicie o możliwość wyrzucenia członka za świadome, celowe i długotrwałe działanie przeciw wspólnocie.

Unia Europejska, o czym dziś jakoś mało się mówi, powstała (ewolucyjnie) z przekonania, że „wygładzanie” różnic interesów różnych państw zapobiegnie wojnie, która na ogół jest wynikiem właśnie owych różnic nie do pogodzenia. Stąd konieczność kompromisów w większości przypadków, a nie granie na tego czy owego członka.

Orban odrzuca takie rozumowanie, mało tego – wymyśla scenariusze jak z filmów sf.
Nie tak dawno awanturował się o zatrzymanie dostaw ropy z Rosji. Ukraińcy tłumaczyli, że rurociąg jest uszkodzony po rosyjskich atakach, ale kto by im tam wierzył. Orban twierdził, że dzięki zdjęciom z kosmosu wie, iż rurociag jest cały. Zełenski nieco się zdziwił, bo rurociag w wiekszości biegnie pod ziemią, więc te „zdjecia” to musi być jakiś cud, ale Orban trwał przy swoim. Parę dni temu, zamiast dogadać się z Ukraińcami i sprawdzić fakty, wysłał po cichu ekipę nieoficjalną (w sumie – turystów) po to by sprawdzili stan faktyczny.

Poza wszystkim ani słuchac nie chce o unijnycm postanowieniu o blokadzie rosyjskiej ropy, która, co nie jest tajemnicą, jest jednym z głównych źródeł finansujących wojnę z Ukrainą.

Kolejne kłąmstwo to to, że Węgry muszą brać rosyjską ropę i gaz, bo bez tego nie przetrwają. Wskazywano im wielokrotnie, iż jest możliwość sprowadzania innej i wcale nie droższej ropy. I co? Groch o ścianę.

I tak można bez końca zawsze zadając to samo pytanie: dlaczego Węgrzy to tolerują? Wydawałoby się, że po 1956 roku na samo słowo „Rosja” będzie im się włączał alarm. A tu nic z tego.

Ostatnia rzecz.
Podczas kampanii prezydenckiej w Polsce amerykański czubek Trump głośno zachwalał niejakiego nawrockiego, co jak dotąd nie było przyjęte w okresach wyborczych. Wtrącanie się obcego państwa do wewnętrznych spraw drugiego zawsze było ocenianie negatywnie. Przyjmowanie obcej pomocy przy wyborach ociera się o zdradę stanu, a jakoś dziś nikt o tym nie wspomina. Może przypomnieć sobie trzeba końcówkę XVIII wieku, kiedy toteż obcy decydowali o tym, co się u nas działo.

Wspominam to, ponieważ ostatnio Węgrzy przechodą już sami siebie. Zaapelowali (łagodnie mówiąc) , by Ukraina nie atakowała infrastruktury odpowiedzialnej za przesył ropy z Rosji. Na to jeszcze chyba nikt nie wpadł. Pouczać napadniętego jak może się bronić, a jak nie, potrafi chyba tylko człowiek z kłopotami umysłowymi.
Mało tego. Węgierski minister stwierdził, że ukraińskie ataki na terenie Rosji są „wtrącaniem się w proces wyborczy na Węgrzech”.
I jakoś nie wspomniał, że W Rosji oficjalnie powstała grupka związana z Kremlem, która ma wspomagać Orbana we wspomnianym procesie, z Siergiejem Kirjenko na czele. Internet będzie ich żywiołem, a cel jasny – taki sam jaki miała Katarzyna II w XVIII wieku w Polsce.

Czy Węgrzy naprawdę tego nie widzą? Czy czekają na koleny rok 1956?
Nie życzę im tego, ale jestem bardziej niż pewien, że w końcu się doczekają. Putin przecież nie ukrywa, że chce powrotu „imperium” we wschodniej Europie.

Pytanie wciąż bez odpowiedzi: gdzie my żyjemy? W świecie, który nic nie pamięta, niczego się nie uczy, któremu nie przeszkadza idiota na czele państwa choć przecież jest niebezpiecny dla otoczenia w dłuższej perspektywie.

Tak przy okazji – niejaki nawrocki powinien wiedzieć, że Węgry nie odrzucily programu SAFE. Wręcz przeciwnie – wzięły tę „niemiecką” pożyczkę z pocałowaniem ręki. No tak, ale tam nie załatwiał jej Tusk.

Jerzy Łukaszewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. narciarz2 16.03.2026 Odpowiedz
    • j.Luk 19.03.2026 Odpowiedz

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo