13.03.2026
No to mamy weto. Człowiek zamieszkujący Pałac Prezydencki nadął się i powiedział, że programu SAFE nie podpisze bo dba o interesy Polek i Polaków. Już sama taka argumentacja wzbudza śmiech i politowanie a jej dalsze rozwinięcie przekraczają granicę kłamstwa i hipokryzji znane nam od dawna jako przynależne polskiej polityce.
Nie ma sensu rozważać tego, co ten człowiek powiedział, szkoda czasu. Zamiast tego może pomyślmy o przyczynach, o tym mechanizmie. który umożliwia takim ludziom robić to, co robią.
Rola prezydenta została określona w Konstytucji, tej przyjętej w trakcie drugiej kadencji Sejmu. Tak się złożyło, że byłem wtedy posłem i mój głos był jednym z tych, który tę Konstytucję uchwalił. Prezydent w polskiej Konstytucji nie ma wielkiej władzy, to nie jest system prezydencki, jaki mamy we Francji czy w Stanach Zjednoczonych AP. Polski prezydent jest przede wszystkim reprezentantem polskiego państwa, jego rola zwierzchnika sił zbrojnych to nie jest rola wodza, którego armia ma słuchać. Polityka wewnętrzna i zagraniczna to domena rządu, to tam podejmowane są decyzje mające siłę sprawczą, to premier i jego ministrowie kierują resortami polityki zagranicznej, obrony i finansów, prezydent dostał jedynie prawo weta, które Sejm może odrzucić większością 2/3 głosów oraz prawo składania własnych projektów ustaw, które Sejm może przyjąć lub odrzucić.
Spoglądając na te wszystkie lata funkcjonowania naszej Konstytucji widzę, że i to ograniczone prawo wetowania ustaw zapisane jako uprawnienie prezydenta było błędem. Uchwalając Konstytucję byliśmy pod wrażeniem historycznej chwili, czegoś wyjątkowego, co kończyło czasy PRL, państwa zależnego od ZSRR i budującego system państwowego socjalizmu, nie komunizmu, w Polsce nie było komunizmu, używanie teraz tego słowa ma tylko znaczenie skrótu myślowego, jest zabarwione emocjami jakie wywołuje słowo komunizm.
Gdyby można było cofnąć czas, to mądrzejszy o doświadczenia lat minionych, nigdy nie zagłosowałbym za prawem weta dla prezydenta.
Prezydenta wybiera suweren, wszyscy obywatele mający prawo wyborcze. Wybory stały się jednak targowiskiem próżności, areną walki wielkich pieniędzy i wielkich graczy politycznych. To nie są żadne wybory, prezydenta wybierają ludzie, którzy nic nie wiedzą i nie chcą wiedzieć o jego uprawnieniach. Wiemy już, że wybory może wygrać człowiek, którego osobowość, kompetencja jest zaprzeczeniem wszystkich wymaganych cech dla takiego człowieka, który reprezentować ma polskie państwo, ma myśleć w kategoriach dobra wspólnego i być reprezentantem wszystkich Polaków, a nie tylko tych, którzy na niego głosowali. Wybory to loteria, wielkość zagrożeń wynikających z nieprzewidywalności zachowań wyborców i rosnąca skala ingerencji w proces wyborczy obcych sił niekoniecznie zainteresowanych tym, by w Polsce działo się dobrze sprawia, że wybory to zdecydowanie najgorszy rodzaj wyłanianie władz. Patrząc na to co dzieje się na świecie, na przykład w Stanach Zjednoczonych AP, ale i w Polsce, wiemy, że w wyniku wyborów do władzy dochodzą ludzie z zaburzoną osobowością albo jeszcze gorzej, że prezydentem w Polsce jest człowiek, którego jedynym celem jest zmienić obowiązujący system na system prezydencki. Człowiek zamieszkujący Pałac Prezydencki chce być prezydentem, premierem, wodzem i marszałkiem Sejmu, i to jest jedyne co go interesuje. Zapowiedział, gdy tylko złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym mimo niewyjaśnionych spraw dotyczących nieprawidłowości i zwykłych oszustw związanych z wyborami, że powoła zespół przygotowujący zmianę na system prezydencki, zmianę którą Polacy musieliby przyjąć w referendum. Takie referendum może zarządzić tylko rząd Kaczyńskiego z Czarnkiem czy innym równie wybitnym politykiem prawicy, dlatego rezydujący w Pałacu jego obecny lokator nie zrobi niczego, co mogłoby wzmocnić obecny rząd.
Właśnie trwa nadzwyczajne posiedzenie Rządu na którym zostanie przyjęty plan, który umożliwi skorzystanie z pieniędzy unijnych, pieniędzy które już są i zostały rozpisane na projekty zbrojeniowe, które określiło Wojsko Polskie, a nie politycy. Niech tak się stanie, niech weto tego człowieka stanie się tylko symbolem jego głupoty i hipokryzji, niech przejdzie do historii zaprzaństwa i zdrady, jakie znamy z naszej trudnej i bolesnej historii.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Doktor Mirosław Oczkoś, specjalista od wizerunku politycznego, pracownik SGH, w dzisiejszym wywiadzie dla Onetu stwierdził, że tzw. orędzie Nawrockiego składało się z samych przeinaczeń, półprawd, kłamstw i ewidentnych bredni. Poziom umysłowy i moralny tego urzędnika państwowego i jego „doradców” (cudzysłów celowy) kompromituje naszą ojczyznę na arenie europejskiej i światowej. To postacie na poły groźne na poły groteskowe, prowadzone na pasku największego szkodnika RP – ksywa „Naszczalnik”. Ten smuntny i kompromitujący pseudo kabaret zafundowali nam specjaliści od manipulacji głosami ciemnego i odrzucajacego wszelką racjonalność „suwerena”, niestety. Taki teatr absurdu będzie trwał do wyborów 2027 roku i do końca urzędowania tak wybranego rezydenta.
Jeszcze małe doprecyzowanie – wybory prezydenta nie powszechne a przez Zgromadzenie Narodowe, tych 56o posłów i senatorów którzy zostali wybrani w wyborach powszechnych, prezydent jako reprezentant państwa, bez prawa wpływania na politykę, którą robi rząd wyłoniony przez parlament. Tak jest w wielu krajach europejskich, na przykład w Niemczech i to dla Niemców jest czymś normalnym.
Zmieniając Konstytucję trzeba zapisać również taką zmianę.
Stanowisko zdobył (?!) człowiek popierany przez upartyjniony Kościół, A ileż musiały ambony dołożyć głosów przy różnicy <2 pp?
Wszyscy to lekceważą, wypierają nieprawne (ob.: Konkordat, Kodeks Wyborczy i Konstytucja) działania zagranicznej korporacji. Tylko profesor Norman Davies ma odwagę wskazać istotę sprawy:
"Aspiracjami wodzowskimi Nawrocki nie wygrał wyborów.
– Ale wygrał je poparciem Kościoła i bardzo mało się o tym mówi."
Przemilczanie tego faktu jest doprawdy zawstydzające dla oceniających naszą scenę polityczną.
A może rozważyć czy Polsce potrzebny jest w ogóle prezydent?Ostatnie 10 lat panowania Dudy,- stracony czas, kolejne 5 lat, to już będzie prawdziwą walka. Polska zamiast nadrabiać straty i dźwigać kraj po rządach Pisu musi toczyć walkę z prezydentem, który reprezentuje tylko siebie i chyba wiernych kościoła, których nic nie interesuje,
To może i dobry pomysł ale stało się. W Konstytucji jest urząd prezydenta i trudno byłoby uzasadnić powrót do przeszłości. Można jednak okroić kompetencje urzędu biorąc pod uwagę doświadczenia z tych lat minionych.
W Polsce, Prezydent wybierany pośrednio przez Zgromadzenie Narodowe, realizujący tylko funkcje symboliczne, bez żadnej władzy, nawet tej negatywnej, byłby nawiązaniem do historii i tym samym jak to jest w innych krajach europejskich
W jakiejkolwiek modyfikacji Konstytucji RP w przyszłości uważam za konieczne wprowadzenie instytucji impeachmentu.
„Człowiek zamieszkujący Pałac Prezydencki chce być prezydentem, premierem, wodzem i marszałkiem Sejmu” i jeszcze Sędzią Najwyższym.