21.03.2026
Życie każdego z nas, ludzi, rozpięte jest pomiędzy bieżącą chwilą, tym czasem jaki mamy jako własny, w jakim żyjemy – a przypomnę, żyjemy w miejscu i czasie na wybór którego nie mieliśmy żadnego wpływu – urodziliśmy się kiedyś i gdzieś i dopiero ten fakt przywołał nas jako świadomy podmiot. Wszystko co przed, działo się bez naszego udziału.
Bieżącą chwilą a wiecznością.
Ten trochę filozoficzny wstęp niech będzie sygnałem, że sprawy bieżącej polityki, tego co wyrabiają w niej jacyś ludzie mający władze, władze a więc zdolność decydowania o najważniejszych sprawach, sprawach życia i śmierci milionów ludzi na całym świecie, nie będzie tematem tego felietonu. Pomyślałem sobie, że może raz spróbuję spojrzeć na siebie i świat jako wzajemnie powiązany system, bardzo złożony system trwający od początku istnienia naszego świata wzajemnych uzależnień i tak wielkich procesów o jakich mówi współczesna fizyka a nawet astrofizyka. Wiem też, że ramy felietonu nie wystarczą by omówić te sprawy ale zasygnalizować może już tak.
Tym co interesuje mnie szczególnie jest zależność postrzegania rzeczywistości, tej fizycznej z której składa się nasz fizyczny świat od naszej świadomości, tego jak ten fizyczny świat postrzegamy i jak go rozumiemy. Zawsze zadziwiała mnie różnica pomiędzy życiem ludzi żyjących chwilą, tym co w krótkiej perspektywie mogło się zdarzyć i wpłynąć na ich życie, a tym jak żyją ludzie myślący długą perspektywą, widzący rzeczywistość w całej jej złożoności. Dodatkowym paradoksem jest tu to, że myślący i wrażliwi ludzie wiedzą, że nie wiedzą wszystkiego o rzeczywistości, wiedzą że nasza wiedza o świecie jest nadal szczątkowa, że ciemna materia wypełniająca cały znany nam wszechświat, znany nam ale nie cały chyba istniejący, z naciskiem na chyba, jest dopiero badana. Wyniki tych badań mogą zmienić nasze widzenie i świata i nas samych.
To sygnał tego o jakich sprawach myślę. Wystarczy, by nie dziwić się temu co będzie teraz. J
Jeżeli stawiam tezę o zależności postrzegania świata i siebie od naszej wiedzy dotyczącej obu tych podmiotów, wiedzy o świecie i sobie, to stawiam mocną tezę – nie da się żyć szczęśliwie bez świadomej redukcji pragnienia by wiedzieć wszystko. Pełna wiedza, mimo że obecnie niemożliwa, o świecie i jego pochodzeniu, o jego strukturze i zachodzących w nim procesach wiecznej przemiany materii, uzupełniona pełnią wiedzy o naszej, ludzkiej naturze, psychice i osobowości, może być tylko prostą drogą do obłędu i szaleństwa jako najprostszego sposobu ucieczki od tego, co czeka każdego, kto chce swoje życie poświęcić na poszukiwaniu rozwiązań naszego świata.
Nie znaczy to, że opowiadam się za niewiedzą czy głupotą jako sposobem wyjścia z tego impasu. Opowiadam się za świadomym wyborem tego ile absolutu, a ile konkretu w życiu każdego człowieka.
Realizacja tego postulatu oznacza, że warto myśląc o swoim życiu jako niepowtarzalnej szansie, danej nam tylko raz, tak je budować, by nie przegiąć ani w jedną ani w drugą stronę. Mówiąc wprost – nie warto poświęcić całego życia dla największej nawet sprawy, bo mamy tylko jedno życie, nie wolno też żyć tak jakby to, co dzieje się w naszym świecie, nas nie dotyczyło.
Wybór krańcowy albo – albo jest błędem, trzeba ustalać proporcje ile tego a ile tego – tylko ta droga daje szanse na życie szczęśliwe i spełnione. Ta możliwość ustalania proporcji gwarantuje też to, że nie staniemy się armią robotów mających tylko jakiś jeden cel, że ludzie będą różni.
Różni, ale różni świadomie a nie w wyniku zmiennych fizjologicznych czy materialnych. Niech życie człowieka będzie jego świadomym wyborem, a nie wypadkową zdarzeń losowych czy procesów historycznych.
Wiem też, że osiągnięcie tego stanu to długa droga, wymagająca radykalnych zmian w systemach władzy, wymagająca odejścia od dyktatury pieniądza, który rządzi obecnie światem.
Ten program to program minimum, stanie się on możliwy tylko wtedy, gdy pojawi się nowy człowiek, inaczej motywowany, inaczej postrzegający świat i siebie.
To program na przyszłość, nie na dziś.
To, że to program na przyszłość nie powinno być przeszkodą w świadomym kształtowaniu swojego życia już teraz. Przyszłość zaczyna się już dziś. Każdy może, w większym lub mniejszym stopniu, ustalać proporcje tego co ważne w jego życiu. To jest i było możliwe od dawna, wymagało i wymaga jednak świadomości, a ta opiera się na wiedzy, stale rosnącej wiedzy – tu proces wzrostu nie ma końca, nie będzie tak, ze kiedyś wiedzieć będziemy wszystko. Tak więc pierwsze co trzeba, to zwiększać swoją wiedzę o świecie, ale i o sobie. Tu każdy może, w większym lub mniejszym stopniu taką wiedzę zdobywać – już teraz !
Pierwszy próg to chcieć, chcieć wiedzieć. Wielkość tego progu jest różna dla różnych ludzi, ale nigdy nie jest tak, że nic nie można.
Trzeba przyjąć za swoją prostą maksymę – wiedzieć jest lepiej niż nie wiedzieć. Tyle i aż tyle.
Czy to jest patent na szczęśliwe życie ? Tego nie wiem, ale wiem, że niewiedza redukuje człowieka do biologii, nawet nie do zwierzęcia, bo zwierzęta też mają świadomość, a nawet co poniektóre świadomość własnej świadomości. Jako zwierzę z gatunku naczelnych, z najbardziej rozwiniętym mózgiem, staliśmy się tym kim się staliśmy w długim procesie ewolucji. Jednak świadomość zachodzących procesów była bardzo mała albo żadna.
Ale tak było, teraz mamy możliwość świadomego kształtowania swojego życia, ustalania proporcji tego, co w nim ważne, a co ważniejsze. Trzeba z tego skorzystać póki nie zdominują nas algorytmy będące narzędziami w rękach ludzi, dla których liczą się tylko pieniądze jakie im te algorytmy przynoszą.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Jak dojść do wszystkiego i nie powiedzieć niczego (ale ładnie)
Ten tekst zaczyna się z przytupem metafizycznym: „Życie każdego z nas rozpięte jest między chwilą a wiecznością…” I w tym momencie czytelnik ma dwa wyjścia:
zachwycić się
sprawdzić, czy nie zapomniał wyłączyć żelazka
Bo autor od pierwszego zdania ustawia poprzeczkę na wysokości wszechświata. Dosłownie. Mamy czas, istnienie, świadomość, astrofizykę, ciemną materię — zabrakło tylko herbaty i sensu.
Felieton jako mgła filozoficzna
Największy talent tego tekstu polega na tym, że mówi bardzo dużo… i jednocześnie nic konkretnego nie zostaje w ręku. To jest taki intelektualny odpowiednik: „Coś jest gdzieś i jakoś wpływa na coś innego, ale pamiętajmy, że wszystko jest złożone.”
Nie sposób się nie zgodzić. I nie sposób się czymkolwiek przejąć.
Największe odkrycie: nie warto wiedzieć wszystkiego
Autor dochodzi do wniosku, że:
nie da się wiedzieć wszystkiego
a próba może prowadzić do szaleństwa
Czyli po kilkunastu akapitach podróży przez kosmos i świadomość dochodzimy do punktu, w którym przeciętny człowiek był już na początku: „Może jednak nie będę czytał wszystkiego, bo mi się nie chce.”
Gratulacje. Filozofia zatoczyła koło i spotkała się z lenistwem.
Ulubiona figura: „trzeba znaleźć balans”
To jest moment, w którym każdy felietonista, który nie chce się narazić, mówi:
nie za dużo tego
nie za mało tamtego
proporcje
równowaga
Czyli klasyczne: „bądź mądry, ale nie za bardzo; żyj, ale z umiarem; myśl, ale nie przesadzaj”.
To jest tak bezpieczne, że aż sterylne. Można to wydrukować na kubku, poduszce albo kalendarzu coachingowym.
Nowy człowiek nadchodzi (spokojnie, jeszcze nie dziś)
Potem robi się jeszcze lepiej:
trzeba zmienić system
odejść od dyktatury pieniądza
pojawi się „nowy człowiek”
Ale spokojnie.
„To program na przyszłość, nie na dziś.”
Uff. Czyli dziś możemy wrócić do obiadu.
To jest genialny zabieg: zapowiedzieć rewolucję, ale taką, która absolutnie nie wymaga, żeby ktokolwiek cokolwiek zrobił teraz. Rewolucja w wersji „wrócimy do tematu po weekendzie”.
Najlepszy moment: „pierwszy próg to chcieć”
Tu wchodzimy w rejony motywacyjnego bingo:
trzeba chcieć
wiedzieć jest lepiej niż nie wiedzieć
No nie. Naprawdę?
To jest ten moment, w którym felieton zaczyna brzmieć jak mądrość z tyłu zeszytu do fizyki: „Ucz się, bo warto.”
Dziękujemy. Nikt się tego nie spodziewał.
Puenta, która nie wie, że jest puentą
Na końcu dostajemy ostrzeżenie przed algorytmami i pieniądzem.
Czyli klasyczne:
świat jest skomplikowany
trzeba myśleć
uważajmy na przyszłość
I w tym momencie czytelnik kończy tekst z poczuciem, że przeszedł przez filozoficzny labirynt… i wrócił dokładnie do punktu wyjścia, tylko bardziej zmęczony.
Podsumowanie (czyli brutalna prawda, której autor unikał)
To nie jest zły tekst. To jest tekst, który bardzo chce być głęboki. Tak bardzo, że zapomniał być konkretny.
Gdyby go streścić do jednego zdania, brzmiałby:
„Warto myśleć, ale nie za bardzo, i żyć w równowadze, bo świat jest skomplikowany.”
Czyli coś, co brzmi mądrze, dopóki nie zapytasz: „dobrze, ale co z tego wynika?”
Ale żeby nie było — tekst ma jedną wielką zaletę.
Czyta się go jak mgłę.
I jak mgła: wygląda poważnie, robi klimat, i niczego nie da się w niej złapać
Gratuluję autorowi. To trudna sztuka.
To prawda, to są pogmatwane rzeczy i sprawy. Oczekiwanie, że w krótkim tekście można prosto i jednoznacznie objaśnić naturę myślącego człowieka i opisać naturę ciągle niepoznanego świata to oczekiwać niemożliwego. Chciałem, by każdy odpowiedział sobie na tych kilka prostych pytań, które nurtują mnie ale być może także innych ludzi.
Tylko tyle i aż tyle
Chyba nie powinienem zabierać głosu z obawy o własne felietonowe na tych łamach „bezpieczeństwo”, ale przekora (ta przekorna przekora, a niech ją!) podjęła decyzję za mnie, a ja tylko palcami w klawisze…
Przyznaję – zacząłem przysypiać czytając, a przecież rozważne teksty pana Zbigniewa czytam zawsze z zainteresowaniem, choć nie zawsze i nie ze wszystkim w nich się zgadzam. Autor trochę się zapętlił, zawęźlił – jak zwał, tak zwał – w swoich wywodach. No i pojawił się z komentarzem pan Krzysztof, jeden z moich piszących tu ulubieńców, z próbą rozplątania, odwęźlenia tego węzła. Zrobił to w swoim charakterystycznym stylu, na ogół czytelnym, przejrzystym, ale tu, wydaje mi się, że swoim wpisem trochę poszatkował, trochę pokonkludował, trochę domglił i dopętlił, powodując u mnie to, że opuściłem strefę podsypiania na korzyść obszaru zamglonego prawie-że rozkapryszenia. Na koniec Autorowi pogratulował trudnej sztuki. No a mnie? Nawet nie uprzedził, że sprowokuje do kontrkomentarza, do występu w tak zacnym gronie. Ale dzięki, to też trudna sztuka.
Panie Waszerze,
najpierw chciałem przeprosić za narażenie Pana na stan „podsypiania przechodzącego w rozkapryszenie” – nie każdy felieton i nie każdy komentarz powinien być traktowany jako środek farmakologiczny, a widzę, że niechcący wkroczyłem w tę strefę.
Z drugiej strony – proszę zauważyć, że przeszedł Pan pełen proces poznawczy:
od zainteresowania, przez senność, aż po refleksję i kontrkomentarz. To już nie czytanie, to doświadczenie. Prawie instalacja artystyczna.
Co do zarzutu „domglenia i dopętlenia” – przyjmuję go z pokorą. W końcu trudno rozplątywać czyjąś mgłę bez wytworzenia własnej. To trochę jak próba rozjaśniania świata latarką, która sama działa na pół gwizdka.
Pan Zbigniew stworzył mgłę filozoficzną.
Ja próbowałem ją opisać.
Pan opisał moje opisywanie.
Jeśli ktoś to jeszcze opisze, będziemy mieli gotowy system zamknięty – i być może wreszcie zrozumiemy, o co chodziło na początku.
A że nie uprzedziłem Pana o prowokacji?
Cóż… gdybym uprzedził, nie byłoby przekory. A bez przekory nie byłoby Pana komentarza. A bez Pana komentarza – przyznajmy – byłoby tu znacznie mniej ciekawie.
Dziękuję więc za „występ w zacnym gronie” i za to, że jednak Pan nie zasnął do końca.
Pozdrawiam
Krzysztof
Panie Krzysztofie Szanowny,
Stwierdzić, że jest Pan godnym interlokutorem (raczej nie przeciwnikiem, mam nadzieję) nie oddaje całej prawdy, bo to ja w tym binarnym układzie jestem odstającym od poziomu rozmówcą, a znając siebie jako tako, wiem, co mówię.
Szacunek i podziw, którymi darzę Pana od momentu kiedy zauważyłem Pańskie istnienie na tych łamach, chyba dały się wyczuć w moich i tekstach, i czasami potyczkach komentatorskich. Cenię sobie zwłaszcza ikrę satyryczną, pieprzną nieraz i bezlitosną, choć, bywa, zawoalowaną. I takich-że autorów i czytelników, którym nieobce jest elastyczne nadawanie i odbieranie satyrycznych niuansów. Studio Opinii spełnia moje oczekiwania i jest jedynym forum, na którym z efektami własnych przemyśleń się produkuję, choć czytelniczo buszuję tu i tam. I tak już pozostanie – nie szukam intelektualnych konwulsji, a cenię sobie spokój, nawet niech on będzie nieświęty. I nie będę wyrażał „meaculpy”, jak i nie będę jej od nikogo z tu wypowiadających się oczekiwał. Uwagi – tak, przyjmuję, bywa z wdzięcznością.
A co do żartobliwego podsypiania… Jestem skowronkiem, mój dzień zaczyna się ok. drugiej-trzeciej nadranem (to mój termin – nadrano), po kilku godzinach więc psucia oczu przed monitorem wszystko zdarzyć się może. Ale nikt tego afrontu nie widzi, na szczęście.
Pozdrawiam już dziś słonecznie licząc na wiele jeszcze w przyszłości podobnych rozmów z opiniami, kontrami i do nich re.
Ryszard (Wasz R)
PS Autora przepraszam za tę odrobinę niemerytorycznej prywaty.