05.08.2026
Piotr „Staruch” Staruchowicz przerwał milczenie po prezydenckim ułaskawieniu. Milczenie trwało krótko, ale musiało być dla niego nieznośne, bo człowiek zajmujący się zawodowo przekrzykiwaniem kilkudziesięciu tysięcy ludzi ciszę traktuje zapewne jak chorobę zawodową.
Najzabawniejszy jest tu nie sam akt łaski, lecz triumfalna elegancja zwycięzcy, który po odzyskaniu płotu ogłosił moralne zwycięstwo nad cywilizacją.
W swoim oświadczeniu podziękował kibicom, zapowiedział powrót na stadion i nazwał krytyków „świniami”. Napisał również o „kwiku”, „jazgocie”, „psach” i karawanie.
W ten sposób potwierdził, że prezydent ułaskawił właściwego człowieka: spokojnego, ustabilizowanego, pełnego refleksji obywatela, który po akcie łaski natychmiast przemówił językiem instrukcji obsługi chlewni.
Kancelaria Prezydenta tłumaczyła decyzję pozytywną opinią środowiskową i stabilnym trybem życia „Starucha”. Opinia środowiskowa musiała być rzeczywiście znakomita. Środowisko zna go, lubi, słucha i na odpowiedni ruch ręki zaczyna skandować. Takiej rekomendacji nie posiada nawet profesor uniwersytetu. Profesor może mieć cytowania. „Staruch” ma sektor.
Stabilność jego życia także nie budzi wątpliwości. Od lat ten sam klub, ta sama trybuna, ten sam płot i podobny zasób słownictwa. Skała. Latarnia morska. Człowiek tak stabilny, że gdyby stanął na właściwym miejscu, być może do ułaskawienia w ogóle nie byłoby potrzebne państwo.
Ale stanął na płocie.
I tu wkroczył Karol Nawrocki, patron kibicowskich przypadków nagłych, święty Mikołaj od zakazów stadionowych i dobrodziej ludzi, którym prawo przeszkadza w prowadzeniu dopingu.
„Staruch” zadzwonił kiedyś do programu z udziałem Nawrockiego i zapytał, czy Mikołaj przyniesie mu ułaskawienie. Mikołaj przyszedł wprawdzie latem, lecz prezent okazał się bogaty: zakaz darowany, skazanie zatarte, płot odzyskany.
W normalnym państwie rozmowa telefoniczna z głową państwa nie jest etapem postępowania ułaskawieniowego.
W państwie Nawrockiego najwyraźniej jest infolinią premium.
Krytyka decyzji tylko utwierdziła „Starucha” w przekonaniu, że razem z kolegami robi słusznie. To piękna konstrukcja intelektualna: jeżeli ludzie protestują, znaczy, że mam rację. Gdyby nie protestowali, zapewne oznaczałoby to, że przyznali mi rację. W takim systemie człowiek zawsze zwycięża, szczególnie gdy prezydent wcześniej zetrze mu skazanie.
Donald Tusk powiedział, że głowa państwa powinna stać po stronie ludzi obawiających się ulicznej przemocy i chamstwa, a nie środowisk kojarzonych z bałaganem.
Tusk nie zrozumiał nowej roli Pałacu. Prezydent nie ma być strażnikiem bezpieczeństwa. Ma być honorowym gniazdowym Rzeczypospolitej.
Na trybunie stoi „Staruch”, w Pałacu Nawrocki, a rzecznik prowadzi doping okrzykiem „wara od prerogatyw”. Konstytucja robi za regulamin imprezy masowej, którego nikt nie czyta, bo przecież wszyscy mają akredytację.
„Staruch” wspomniał także Bartłomieja Kubkowskiego, który przepłynął wpław Bałtyk. Żałował, że media więcej uwagi poświęciły ułaskawieniu niż niezwykłemu wyczynowi pływaka.
Różnica jest prosta. Kubkowski pokonał sto sześćdziesiąt kilometrów morza siłą mięśni i charakteru. „Staruch” pokonał zakaz stadionowy jednym telefonem.
Pierwszy walczył przez pięćdziesiąt pięć godzin z falami, zimnem i wyczerpaniem. Drugi musiał zaczekać, aż prezydent podpisze dokument.
W Polsce jednak cuda administracyjne zawsze budzą większe zainteresowanie niż sportowe. Morze trudno przepłynąć, ale jeszcze trudniej pojąć, dlaczego człowiek skazany niesłusznie na dożywocie dostaje pięć lat kuratora, a kibic stojący nie tam, gdzie wolno, otrzymuje zatarcie skazania i powrót na trybuny w pakiecie VIP.
Nawrocki najwyraźniej stosuje prostą miarę sprawiedliwości.
Dwadzieścia dwa lata niesłusznego więzienia — wolność pod nadzorem. Dwa lata zakazu stadionowego — pełne rozgrzeszenie. Im mniejsza krzywda, tym większa łaska.
Może Pałac uznał, że niewinnego człowieka trzeba obserwować, bo niewinność jest podejrzana. Kibol natomiast jest przewidywalny. Wiadomo, gdzie będzie, co będzie krzyczał i na który płot wejdzie.
„Staruch” zakończył oświadczenie słowami, że psy szczekają, a karawana jedzie dalej.
Karawana rzeczywiście jedzie.
Na jej czele prezydent Nawrocki, obok rzecznik z tabliczką „wara”, za nimi ułaskawiony gniazdowy, a na samym końcu człapie sprawiedliwość, usiłując znaleźć właściwy sektor.
Biletu nie ma. Na płot też jej nie wpuszczą.
Krzysztof Bielejewski
