Krzysztof Bielejewski: Profesor Matczak odkrywa lemoniadę7 min czytania

()


06.08.2026

Polska latem dojrzewa profesorami jak niepilnowana działka cukinią. Człowiek wyjeżdża na tydzień, wraca, a tu kolejny uczony wyrósł ponad płot, zasłonił słońce i objaśnia narodowi, jak powinien żyć.

Mieliśmy już profesorów od cnót niewieścich, genitaliów, suwerenności, reparacji, upadku Zachodu oraz zgubnego wpływu wszystkiego na wszystko. Teraz objawił się profesor Marcin Matczak, prawdziwy profesor prawa, pracownik Katedry Filozofii Prawa i Nauki o Państwie Uniwersytetu Warszawskiego, czyli człowiek zawodowo przygotowany do tego, by nawet przy podawaniu cukru do kawy rozważyć jego normatywny status.

Profesor poczuł zew obywatelski i postanowił utworzyć w Polsce pięćdziesiąt Klubów Radykalnego Centrum.

Sama nazwa jest arcydziełem. Radykalne centrum przypomina bojową porcelanę, agresywną letniość, ekstremistyczny budyń albo komandosa uzbrojonego w poduszkę ortopedyczną. Ma wywoływać dreszcz rewolucji, nie grożąc przewróceniem filiżanki.

Zwykłe centrum jest mdłe. Radykalne centrum ma najwyraźniej siedzieć pośrodku, ale z zaciśniętymi pięściami.

Profesor chce, aby do września powstało pięćdziesiąt klubów, najlepiej rozmieszczonych według mapy dawnych czterdziestu dziewięciu województw. Pięćdziesiąty zapewne powstanie w jego głowie, gdzie już teraz obraduje zarząd, rada programowa, komisja etyki i Marcin Matczak jako przedstawiciel zwykłych ludzi.

Kluby mają walczyć z bańkami informacyjnymi, polaryzacją i jałową agresją mediów społecznościowych. Idea jest niewątpliwie szlachetna. Ludzie rzeczywiście powinni częściej spotykać się twarzą w twarz, rozmawiać, słuchać i odkrywać, że przeciwnik polityczny ma dwoje oczu, kredyt hipoteczny oraz hemoroidy, a nie tylko profilowe ze znakiem ośmiu gwiazdek albo husarzem na tle płonącej Brukseli.

Problem zaczyna się przy instrukcji.

Profesor zaleca zebrać kilku znajomych, urządzić spotkanie w domu, szkole lub na plebanii, przygotować lemoniadę, obejrzeć jego materiał, przedyskutować zawarte w nim pytanie, a następnie przez ostatnie dziesięć minut podsumować, do jakich wniosków uczestnicy doszli. Informacje o przebiegu spotkania należy przekazać Marcinowi.

Tak oto oddolny ruch społeczny otrzymał odgórną instrukcję, temat, film, model dyskusji, osobę prowadzącą i formularz zwrotny.

Korzenie trawy przysłano kurierem.

Klub ma być miejscem swobodnej rozmowy obywateli o różnych poglądach, lecz rozmowę najlepiej rozpocząć od filmu profesora Matczaka. To tak, jakby Kościół zaprosił ateistów do nieskrępowanej debaty, proponując na początek wspólne odczytanie encykliki, a na zakończenie przesłanie protokołu proboszczowi.

Lemoniada jest bardzo ważna. Bez niej radykalne centrum mogłoby niebezpiecznie przesunąć się ku herbacie, a stamtąd już tylko krok do konserwatyzmu. Kawa również budzi wątpliwości, ponieważ pobudza. Najbezpieczniejsza jest woda z cytryną — napój tak centrowy, że nawet smak występuje w nim w charakterze obserwatora.

Kluby Matczaka będą musiały zmierzyć się z poważną konkurencją. Istnieją już Kluby „Gazety Polskiej”, Kluby Inteligencji Katolickiej, koła różańcowe, uniwersytety trzeciego wieku, stowarzyszenia miłośników kresów, grupy osiedlowe, rady rodziców oraz wspólnoty mieszkaniowe, w których od trzydziestu lat trwa bezkompromisowa debata o zamykaniu śmietnika.

Radykalne Centrum ma nad nimi jedną przewagę. Jeszcze nie powstało, a już wie, dlaczego może się nie udać.

Pan Sławek publikujący na łamach www.StudioOpinii.pl (https://studioopinii.pl/archiwa/250621), gorący wielbiciel inicjatywy, zdążył najpierw ogłosić, że Matczak proponuje Polsce rozmowę zamiast wojny plemiennej. Następnie napisał szesnastominutowy tekst ostrzegający, że projekt może antagonizować, reprodukować populistyczne ramy, mylić krytykę z pogardą i wzmacniać mit o elitach gardzących wierzącymi.

Klub nie zdążył jeszcze nalać lemoniady, a już ma spór doktrynalny.

Przed pierwszym zebraniem otrzymaliśmy osiem przesłanek powodzenia, kilka poziomów krytyki religii, warunki neutralizacji populistycznego paliwa, zasadę wspólnego obywatelstwa, rygoryzm językowy i Tischnera w pakiecie startowym.

Lenin potrzebował tez kwietniowych. Radykalne Centrum dostało instrukcję BHP dla rozmowy przy serniku.

Sławek ostrzega, aby kluby nie dzieliły ludzi, nie antagonizowały, nie stygmatyzowały, nie upraszczały, nie zamykały i nie reprodukowały. Po przeczytaniu wszystkich warunków uczestnik najbezpieczniej zrobi, milcząc i delikatnie popijając lemoniadę. Każde zdanie może bowiem zawierać ukrytą ramę populistyczną, której zwykły człowiek nie zauważy bez pomocy profesora, dwóch socjologów i kapłana Tischnerowskiego.

Najcelniej skomentował pierwszy hymn pochwalny profesor Stanisław Obirek, zauważając, że w tekstach profesora jest zbyt dużo Matczaka, a za mało spraw wymagających zmiany. To zdanie mogłoby wisieć nad wejściem do każdego klubu, gdyby nie ryzyko, że profesor uzna je za przejaw pogardy elit wobec profesora.

Matczak odkrył bowiem kilka prawd, które Polacy znają od dawna, tylko nie mieli odwagi założyć im Patronite.

Internet dzieli ludzi. Politycy szczują. Kościół sam sobie szkodzi. Lewica bywa arogancka. Prawica udaje skrzywdzoną. Nie należy gardzić wierzącymi. Nie należy też gardzić niewierzącymi. Ludzie powinni ze sobą rozmawiać.

Po każdym z tych odkryć należałoby odsłonić tablicę pamiątkową i odśpiewać hymn stonowanym głosem.

Profesor przypomina podróżnika, który po wielomiesięcznej wyprawie wraca z wiadomością, że woda jest mokra, ale dodaje do tego osiemdziesiąt stron przypisów i koncepcję ogólnopolskiej sieci punktów nawadniania.

Oczywiście ambicje polityczne profesor stanowczo odsuwa, lecz wokół projektu już pojawiają się pytania, czy kluby mogą przekształcić się w ruch. Politolodzy są sceptyczni, wskazując, że budowa zaplecza społecznego jest trudna, a dotychczasowa skala inicjatywy nie dorównuje planom.

W Polsce pytanie o wejście do polityki pojawia się natychmiast, gdy znana osoba wynajmie salę i ustawi więcej niż sześć krzeseł. Przy ośmiu krzesłach powstaje komitet. Przy dwudziestu zaczynają się rozmowy o jedynkach na listach. Przy pięćdziesięciu ktoś pyta, czy Kosiniak-Kamysz byłby gotów na koalicję.

Matczak prawdopodobnie naprawdę marzy o lepszej debacie. Problem polega na tym, że marzy o niej w sposób charakterystyczny dla profesora: najpierw powstaje jego kanał, potem jego teoria, jego instrukcja, jego kluby, jego Discord, jego materiały i jego patroni. Ruch ma wyzwolić ludzi z baniek, skupiając ich wokół bańki profesora, który objaśnia, jak groźne są bańki.

Jest to decentralizacja zarządzana centralnie. Spontaniczność według harmonogramu. Bunt przeciw algorytmom z obowiązkowym linkiem do filmu.

Na Patronite profesor zgromadził setki wspierających i znaczną sumę wpłat, a serwer Discord ma być „sercem i mózgiem” operacji klubów. Ruch uciekający ze świata wirtualnego będzie więc koordynowany w świecie wirtualnym przez platformę używaną między innymi przez graczy, streamerów i ludzi omawiających nocami parametry smoków.

To nie zarzut. To polska tradycja.

Komuniści walczyli z kapitalizmem za zachodnie kredyty. Prawica broni suwerenności na amerykańskich platformach. Radykalne Centrum wyjdzie z internetu przez Discord.

Największą zaletą przedsięwzięcia może się okazać właśnie jego niewinna śmieszność. Kilka osób usiądzie przy stole, wypije lemoniadę, pokłóci się bez wyzwisk i być może odkryje, że świat nie kończy się na wyborze między Tuskiem, Kaczyńskim, Braunem a filmem profesora Matczaka.

To byłoby pożyteczne.

Nie potrzebuje jednak pięćdziesięciu klubów, mapy dawnych województw ani duchowego patronatu jednego człowieka. Potrzebuje krzeseł, czasu, ciekawości i rzadkiej umiejętności zamknięcia ust, kiedy mówi ktoś inny.

Centrum nie jest bowiem miejscem dokładnie pomiędzy dwiema głupotami. Nie powstaje przez dodanie połowy Czarnka do połowy Żukowskiej i wymieszanie z Tischnerem. Centrum wymaga własnego zdania, odwagi oraz świadomości, że umiarkowanie nie oznacza konieczności wypowiadania się na każdy temat.

Tego ostatniego profesorowie uczą się najtrudniej.

Matczak chce ocalić Polskę przed ludźmi, którzy nie potrafią słuchać. Na początek powinien więc zorganizować Klub Radykalnej Ciszy.

Jednoosobowy. Bez kamery, instrukcji, Discorda i podsumowania.

Lemoniadę może zostawić.

Krzysztof Bielejewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo