26.09.2026
To, że nasz portal znalazł się w sytuacji kryzysowej wiemy wszyscy. I to nas łączy. Dzieli nas natomiast pomysł jak z kryzysu wyjść. Nie jestem pewien czy istnieje jedno dobre rozwiązanie, natomiast na pewno istniejący kryzys uświadomił nam, że tak dalej być nie może jeśli mamy spełniać role, która przyświecała ojcom założycielom, czyli stworzenie platformy dla otwartej, opartej na wzajemnym szacunku dla różnych opinii debaty.
Na pewno nowym elementem jest użycie AI, która zrewolucjonizowała nie tylko nasz portal, ale w ogóle funkcjonowanie nie tylko mediów, ale i humanistyki w ogóle. Nie będę tego tematu rozwijał, bo każdy widzi jak jest. Dwóch naszych autorów zaproponowało pewne rozwiązanie, które wskazuje drogę wyjścia z impasu. Pierwsze, autorstwa Pana Sławka, to przyspieszony kurs korzystania z AI jako poręcznego narzędzia w pisaniu felietonów. Drugie, autorstwa Pana Krzysztofa Bielejewskiego, to zaproszenie do jego warsztatu produkcyjnego z sugestią, jeśli potrafisz to zrób to lepiej ode mnie. Myślę, że oba rozwiązania są komplementarne i jako użytkownicy portalu powinniśmy z nich skorzystać by ułatwić prace naszego Redaktora i Koordynatora.
On sam nie uzdrowi Studia Opinii, ale na pewno z radością powita bardziej intensywną aktywność większej ilości autorów. Nie ma znaczenia czy będą korzystać z AI czy nie. Ważne byśmy się wzajemnie szanowali i wspólnie wyszli z kryzysu, który zgodnie z teoria wybitnego psychologa i psychiatry Kazimierza Dąbrowskiego, zawsze prowadzi do wzrostu. Dezintegracja pozytywna to odpowiedź Dąbrowskiego, myślę, ze warto z jego podpowiedzi skorzystać.
Oczywiście, nie można wykluczać również rozwiązania radykalnego, czyli zamknięcia naszego portalu, który być może już spełnił swoją dziejowa role i przejdzie do historii jako udany, ale przeznaczony jedynie na czas kryzysu eksperyment kulturowy. Odpowiedz możemy napisać tylko wspólnie.


Po opublikowaniu ostatniego odcinka cyklu „Perplexity AI i Sławek” zaproponowałem panu Krzysztofowi Bielejewskiemu, który niewątpliwie posługuje się AI z wielką wprawą, opisanie nam, jak to robi. Jego tekst wywołał prawdziwą burzę. Lawina komentarzy pod nim nie dotyczy jednak rosnącego udziału AI w tworzeniu tekstów publikowanych w SO. Skupia się na ocenie samego Krzysztofa Bielejewskiego oraz krytyce jego nadmiernej obecności na łamach Studia i aktywności komentatorskiej pod tekstami innych autorów. Okazuje się więc, że niezależnie od tego kto teksty tworzy, wciąż najważniejsza jest osoba autora. I może dobrze.
Osoba komentatora też jest istotna, ale ta najczęściej skrywa się pod pseudonimem. I to nie zawsze tym samym. Ciekawe, że Antonina Bartman, Czytelnik, Władysław, Irena Psycholożka, Kruca Bomba, Katarzyna Veloni, Artur, Anastazy i kilku innych komentujących wysyłało swoje wielostronicowe komentarze z tego samego adresu internetowego. Czy swojej troski o przyszłość SO nie można wyrazić z otwartą przyłbicą?
Nie wiem więc, czy zdecydowana większość wieloletnich czytelników protestujących przeciwko nadmiernej obecności Krzysztofa Bielejewskiego jest większością prawdziwą, ale chciałbym odnieść się do kierowanego również pod moim adresem zarzutu, że wskutek tej obecności Studio Opinii nie jest już tym czym było.
Rzeczywiście nie jest. Ale nie z powodu obecności Krzysztofa Bielejewskiego. To czym było Studio Opinii kształtowali ludzie, którzy je tworzyli i którzy licznie w nim pisali. Większości tych ludzi nie ma już wśród nas. Kiedyś SO publikowało po kilka tekstów dziennie. Wybranych, dobrych tekstów, bo nie wszystkie teksty przysyłane do redakcji były publikowane. A w zeszłym roku, zanim Marek Jastrząb skontaktował mnie z Krzysztofem Bielejewskim, coraz częściej zdarzały się kilkudniowe okresy, kiedy nie otrzymywałem żadnego tekstu. Jeżeli próba wypełnienia tej pustki felietonami przysyłanymi przez pana Krzysztofa, komentującymi istotne bieżące wydarzenia i – nie tylko w mojej ocenie – dobrze napisanymi, to był mój błąd, to błąd ten, na szczęście, mogę łatwo naprawić. W obecnej sytuacji, kiedy autorzy, którzy tworzyli historię SO publikując w nim swoje teksty od lat, wyraźnie sobie tego w rozmowach ze mną życzą, nie pozostaje mi nic innego, jak to uczynić.
Natomiast nie potrafię, niestety, pozyskać dla SO nowych autorów. Próbowałem, ale liczne osoby, które starałem się namówić, odmawiały. Zmieniło się bowiem nie tylko SO. Zmienił się świat mediów, którego SO przecież jest częścią. Dziś każdy, kto umie pisać i chce publikować, może swoje teksty sam umieszczać na własnych stronach. Istnieje też mnóstwo witryn dysponujących profesjonalnymi zespołami redakcyjnymi, które nierzadko płacą honoraria za publikowane teksty. Żadna nie ma takiej historii jak SO, ale do pozyskania nowych autorów sama historia nie wystarczy. Potrzebna jest aktualna przewaga konkurencyjna, której Studio już nie ma.
Dla ścisłości to cały mój „wielostronicowy” komentarz:
Felieton, który miał być dowodem świadomego i odpowiedzialnego korzystania z AI, przerodził się w wieloodcinkowy pokaz autoprezentacji, retorycznego zadęcia i niezdolności do przyjęcia najprostszej krytyki. Zamiast obronić własny warsztat, autor sam wykazał, że AI może produkować mu coraz więcej słów, lecz nie potrafi dostarczyć mu ani umiaru, ani samokrytycyzmu, ani szacunku dla inteligencji czytelników.
Czuję się pominięta, więc uprzejmie proszę o dopisanie mnie do listy czytelników korzystających z tego samego adresu IP. Przyjmuję za to pełną odpowiedzialność — o ile adres IP, jak rozumiem, ma dziś zastępować nazwisko, poglądy i sens wypowiedzi.
Dziękuję. Na stare lata czuję się wyróżniony przynależnością do tak zacnego grona, które miało tę osobliwą śmiałość, by zachować własne poglądy.
Dziękuję za zaszczyt znalezienia się na liście „jednego IP”. To wyróżnienie tym cenniejsze, że przyznane zapewne po wyjątkowo wnikliwej analizie.
Co prawda nie pierwsza, ale mam nadzieję, że nie ostatnia — z serca dziękuję.
Dziękuję za honorowe miejsce na liście osób piszących z jednego IP.
Niech i mnie będzie wolno podziękować — w końcu nie co dzień trafia się na taką listę.
Panie Autorze, zamiast „ratować”, wystarczy „nie dopuszczać do destrukcji”.
Farmy nie karmmy.©
NB. Powyższe hasło zostało stworzone własnomózgowo..
Z wyrazami szacunku – sześć sześć sześć.
Dotychczas sądziłem, że pisanie wielu pseudonimów z jednego IP nazywa się donosicielstwem ŻYCZLIWYCH anonimów. Przepraszam.
Nie wiedziałam, że mam w domu aż ośmioro donosicieli. Dobrze, że adres IP ujawnił tę rodzinną konspirację — bez niego nadal żyłabym w błogiej nieświadomości.
To, że w SO pojawił się tekst pod tytułem Jak uratować Studio Opinii jest najlepszym dowodem na to gdzie jesteśmy.
Profesor Obirek przedstawia różne warianty a nawet przypomina psychologiczne prawo mówiące o pozytywnej roli kryzysu – ale tylko wtedy gdy zostanie on przezwyciężony.
Jak dotąd nic nie wskazuje na to, że kryzys się skończył, wystarczy poczytać wpisy pod tekstem profesora. Młócka trwa nadal i wygląda na to, że ona jest najważniejsze.
Autor w końcówce wspomina o radykalnym scenariuszu – o zamknięciu strony.
Obawiam się, że to jest najbardziej prawdopodobny scenariusz – wszystko co kiedyś się zaczęło kiedyś się kończy.. Mamy inne czasy, innych ludzi, dla których ważne są zupełnie inne wartości niż te, na których budowała się strona Studioopinii.pl.
Do czasu wyjaśnienia wszystkich niejasności co do statusu tych autorów, których teksty wzbudzały takie emocje zawieszam swoją aktywność, nie chcę by kojarzono mnie z ludźmi o tak niejasnych życiorysach.
Myśle, ze mamy szanse zmaterializowac przysłowie, ze Polak tylko przed szkoda głupi, ale po szkodzie już zmądrzał. Nie warto rozpamiętywać kto od początku wiedział, ze tak to się skończy czy od samego początku miał racje. Po prostu wszystko zostało już powiedziane, skomentowane i ocenione i trzeba iść dalej. W przypadku naszego portalu oznacza to pisanie dużo, często i ad sensum i życzyliśmy choć krytyczne komentowanie tego, co piszą inni. A dzieje się dużo i to nie tylko w polityce, wiec warto się rozejrzeć również za nowymi współpracownikami i życzliwi ich namawiać do włączenia się do naszego grona. Warto tez docenić anielska cierpliwość naszego Redaktora, który mimo własnych zajęć (nie jest emerytem jak wielu z nas) przygotowuje nasze tekst do pojawienia się online. To praca żmudna, mało widoczna i niewdzięczna. Przede wszystkim wymaga kompetencji, której nam brakuje, wiec warto go wspomagać i nie rzucać mu kłód pod nogi.
Ze sztucznej inteligencji najwięcej mogą skorzystać ludzie pozbawieni skłonności narcystycznych a pozostałym to zaszkodzi. Polecam „Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje” Byung Chul Hana który na wstępie przywołał reinterpretacje mitu o Prometeuszu według Franza Kawki. To sama esencja pozbywania się własnej aktywności przeciw sobie samemu. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego;)
Mam bardzo podobne intuicje, (bo za mało danych do wnioskowania), po prawie 3,5 letniej praktyce korzystania z AI. Wpisałem więc tę myśl do ChataAI i dostałem taki komentarz: „Trafna uwaga. AI nie tworzy przecież charakteru użytkownika, lecz może go zwielokrotnić. Człowiek powściągliwy może dzięki niej lepiej porządkować materiał i oszczędzać czas. Człowiek, który ma trudność z selekcją, z milczeniem i z uznaniem granic własnej obecności, dostaje natomiast narzędzie umożliwiające zwielokrotnienie tej trudności.
Hanowska interpretacja Prometeusza dobrze pasuje do współczesnego kultu nieustannej wydajności. Człowiek uważa się za wolnego, bo sam decyduje, że będzie jeszcze więcej pisał, komentował i reagował. W praktyce może jednak stać się zakładnikiem własnej potrzeby produkowania kolejnych tekstów i kolejnych odpowiedzi.
W tym sensie problemem nie jest sama AI, lecz brak samokontroli, selekcji i odpowiedzialności za przestrzeń wspólną. Narzędzie, które miało pomagać myśleć, może stać się urządzeniem do zagłuszania innych głosów. A wtedy „kochaj bliźniego swego jak siebie samego” należałoby uzupełnić: nie zagłuszaj bliźniego własną nieustanną potrzebą mówienia.”
…w takim razie przytoczę ten kluczowy cytat Hana: ” W nader enigmatycznym opowiadaniu Prometeusz Franz Kafka dokonuje interesującej reinterpretacji tego mitu: Znużyli się bogowie, znużyły się orły, zamknęła się w znużeniu rana. Kafka ma przed oczami wizję innego zmęczenia -uzdrawiającego, które nie rozszarpuje ran, lecz je zabliźnia. I tak zmęczenie leczy ranę, tak ten poniższy esej prowadzić ma nas ku refleksji o zmęczeniu ozdrowienczym. Takim, które nie wynika z niepohamowanego zbrojenia się, lecz właśnie z przyjaznego rozbrojenia Ja.”
A więc odpuścić impulsywność i dopaminę a dopuścić zmęczenie czy też w stoickim spokoju obserwować swoje impulsy. Tradycja buddyzmu zen też jest dobra w tym, Tozan Zenji ujrzawszy swoje odbicie w wodzie napisał taki wiersz:
Nie próbuj szukać siebie.
Nie staraj się dociekać, kim jesteś.
Odnaleziony w ten sposób „ty” będzie daleki od prawdziwego ciebie, nie będzie już tobą.
Lecz kiedy podążam drogą, dokądkolwiek się udaję, spotykam siebie.
I to jest bardziej do kontemplacji niż intelektualnej obróbki w obrębie swojej osoby czyli na przekór współczesnym nawykom. Kontemplacja i wyciszenie mają wielką przyszłość jeszcze nie raz zrobią karierę niekoniecznie liczoną lajkami
Wiele lat temu komentowałem na blogu Waldemara Kuczyńskiego. Ten blog się praktycznie skończył, gdy w komentarzach pojawiła się farma trolli dyskutujących ze sobą nawzajem. Zapewne był to jeden i ten sam troll, którego pan Waldemar najpierw upominał, a potem usuwał. Same komentarze nie były drastyczne, ale wymiana myśli trolla ze sobą samym była po prostu jałowa. To było czuć i widać. Po jakimś czasie blog usechł, bo pan Waldemar się zniechęcił do jałowych komentarzy. Obecny wysyp komentatorów spod jednego adresu wygląda podobnie. Zniechęca do bycia w pobliżu. Na taką farmę jest tylko jeden sposób: zablokować.
Jeśli idzie o kryzys, to ja bym raczej powiedział „powolne usychanie”, które ostatnio przyspieszyło. Obawiam się, ze autorów formatu Bogdana Misia, Azraela, Jerzego Łukaszewskiego, i kilku innych już nieobecnych, po prostu nie da się zastąpić. Autorzy pomniejszego kalibru robią, co mogą, ale niestety mogą znacznie mniej. Zas sztuczna inteligencja to jest proteza, która nie zastąpi żadnego z wymienionych autorów, nawet tych pomniejszych. A jeśli na dodatek dopuścić do rozmnożenia się trolli, to robi się jeszcze gorzej. Nie tylko kuchnia przestała smacznie gotować, to na dokładkę pojawiły się karaluchy.
Na zakończenie chciałbym przywołać moje (świeżo odkryte) Prawo Natury: suma sztucznej inteligencji oraz osobistej kompetencji pozostaje stała . Jeśli rośnie jedno, to obniża się drugie. Jest to prawo równie uniwersalne, jak prawo zachowania energii albo prawo zachowania momentu pędu.
Ostatni akapit to efektowny aforyzm, ale jako „prawo natury” jest dyskusyjny. Trafniejsze byłoby raczej sformułowanie: im więcej kompetencji bezrefleksyjnie delegujemy AI, tym mniej własnych kompetencji ćwiczymy i rozwijamy.
To nie jest jedyne Prawo Natury, które będzie wyryte na moim pomniku. Jeszcze bardziej fundamentalne jest Prawo Zachowania Trudności: cokolwiek w życiu nie wybierzesz, napracujesz się tak samo.
Byc może można by SO uratować albo wzmocnić, gdyby poszerzyć baze językową. Tu i owdzie pokazują się teksty warte przeczytania i przemyślenia. Mozna je zamieścić w oryginale albo przetłumaczyć. „Films for Action” to dobra firma. Polecam także Christopher Majka (ang.), oraz „Ameryka dla Zaawansowanych” (po polsku). Wszystkie trzy źródła na Facebooku, chociaż „Ameryka..” ma także inne kanały.
https://www.facebook.com/filmsforaction/posts/pfbid0kdhNsRiTmNsTQv6zxFfcywiB6tPjiPM6gYXZAMApcXMoWph6iNjCZHsa9hrd15wnl
Kolejny dobry tekst, nad którym warto się zastanowić. Po angielsku, ale problem jest uniwersalny także w Polsce. Inne artykuły na tym kanale są także bardzo interesujące: https://www.facebook.com/profile.php?id=61581326747971
In a democracy, the psychologist argued, citizens possessed a constitutional voice through their elected representatives, and in the United States, only Congress held the authority to declare war. Göring brushed the objection aside as naive civics. „Oh, that is all well and good,” he answered, „but, voice or no voice, the people can always be brought to the bidding of the leaders. That is easy.” The mechanism required neither genius nor complicated persuasion: „All you have to do is tell them they are being attacked and denounce the pacifists for lack of patriotism and exposing the country to danger.” He paused to emphasize the universal durability of the technique: „It works the same way in any country.”
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=pfbid02cLxCrpqHp1Jva8FhFAwdEp2SWbEaXpmd1Jr8KwU5BVQhaWhXZm92tioyB7GTYaLil&id=61581326747971
Studio Opinni powinno istnieć nadal jako świadctwo bezradności. A przecież coś się w Polse dzieje.
Według mnie, tym co zniechęca publicystów do pisania na naszym portalu jest mikroskopijny zasięg. Stu czytających to już ho,ho.
W związku z tym PT Autorowie pisują tam gdzie mogą liczyć, że znajdą czytelników. Zdrowy odruch, bo żadna praca nie powinna się marnować. To się nie zmieni i OK.
Poczytność to nie tylko ilość czytelników, jeśli się daje ich podliczyć. To także ilość komentujących, czyli czytelników aktywnych, których nasz tekst pobudza do myślenia, którzy się zgadzają, lub nie, którzy mają odrębne zdanie, bądź popierają autora i ci których jego tekst pobudza do myślenia.
Niechże więc nasi publicyści piszą gdzie piszą, poszukując zainteresowania czytających oraz ich opinii i niech przysyłają swe teksty do Studia – nomen omen – Opinii.
Tu te opinie zetkną się ze sobą i świadomy czytelnik, przeważnie też publicysta Studia, choć niekoniecznie, będzie się zapoznawał z różnymi poglądami na ten sam temat, czy na różne tematy.
Możliwe, że napisze własny artykuł czy też komentarz/komentarze do nadesłanych tekstów. Jeśli będzie tego dużo, to może powstać swoisty jarmark, w którym powinny być przestrzegane określone reguły.
Przede wszystkim starać się pisać ad rem, a nie ad personam. A jeśli konieczna komuś się wyda napisanie o autorze, to rzeczowo i grzecznie, nawet jeśli krytycznie. Za obrażanie wylatuje się z ferajny. Na stale czy na okres kwarantanny, z której wychodzi się z przeprosinami, przyjętymi przez obrażonego.
Gdyby cała powyższa koncepcja została przyjęta, to trzeba by było popracować nad jej wdrożeniem.
Niechby to była zmowa kilku z nas. Każdy ze spiskowych wstawia artykuł i bierze udział w proponowanej wyżej wymianie zdań. Ale tak, by to nie wyglądało na pozoranctwo. Wskazane by było zachęcenie do czytania swojego bloga, strony w X, czy gdziekolwiek indziej. Korzyść bynajmniej nie uboczna. Celowa.
Ciekawe by się stało czytanie naszego SO i należałoby pomyśleć o kampanii propagandowej, gdzie tylko się da.
Trawestuję Lutra, tego z Wirtembergii: „Tak sądzę i inaczej…mogę, jeśli zostanę przekonany”
Howgh!