05.10.2026
Pamiętacie czym różni się pesymista od optymisty?
Odpowiedź może zaskoczyć – pesymista to też optymista tylko lepiej poinformowany.
Jeżeli tak spojrzeć na te krańcowo różne postawy i widzenie świata to łatwo też przyjąć tezę o roli i znaczeniu wiedzy dotyczącej tego co się w świecie dzieje. Wiedza jest bazą, na której buduje się nasze sądy o rzeczywistości. Na braku wiedzy oparte są wszystkie przesądy, uprzedzenia i nieprawdy. Tak więc to od nas zależy czy będziemy pesymistami, czy optymistami – a to jest ogromnie ważne w kształtowaniu naszych postaw i działaniu na społecznej scenie.
Przypomnę też takie hasło – wiedzieć jest lepiej niż nie wiedzieć. To nie jest prosta prawda, są sytuacje w których niewiedza jest lepsza niż wiedza, ale to rzadkie przypadki. Postawa pełnej afirmacji tego, że wiedzieć jest lepiej niż nie wiedzieć stwarza człowieka szukającego zawsze racjonalnych rozwiązań nawet w najbardziej powikłanych sytuacjach. I odwrotnie – ktoś, kto wybiera niewiedzę jako fundament swoich działań, staje zawsze po stronie chaosu i zamętu prowadzącego do katastrofy, tak w wymiarze jednostki albo całej zbiorowości, w której takie postawy staną się dominujące.
Niech ten trochę zawiły wstęp posłuży od analizy tego, co mamy obecnie w kraju. Wszędzie gdzie spojrzeć, ścierają się różne koncepcje wyrażające polityczne interesy ludzi i partii politycznych walczących o poparcie. Proponuję, by do tych postulatów i żądań przyłożyć najprostszą miarę i zastanowić się czy jest to postulat racjonalny czy nieracjonalny, czy jego realizacja zwiększy czy zmniejszy chaos w systemie lub życiu jednostki. Ta polityczna wojna jaka jest pomiędzy Dużym Pałacem i Karolem Nawrockim jako jego lokatorem, a Małym pałacem i Donaldem Tuskiem jako premierem rządu jest doskonałym przykładem ścierania się mitów z twardymi faktami, wniosków oderwanych od realiów z twardymi regułami rynku i tych wszystkich na nim zawirowań.
Karol Nawrocki w swoim orędziu, które nie spełniało nawet elementarnych kryteriów orędzia określonych przez prawo, atakując rząd za wszystko, w końcówce tego wystąpienia, bo nie orędzia, zażądał, by benzyna staniała natychmiast i by premier zrealizował swoją obietnicę wyborczą, w której określił jej cenę na pięć złotych i kilkanaście groszy.
Karol Nawrocki mówił to, nie wspominając, że obecne załamanie na rynku paliw nastąpiło po ataku Donalda Trumpa na Iran i rozpoczęciu wojny, która miała trwać dwa tygodnie i miała skończyć się całkowitą klęską Iranu. Wojna trwa już ponad pół roku i nic nie wskazuje na to, że się szybko skończy. Żądanie cen na poziomie pięciu złotych to przykład braku elementarnej racjonalności polegającej na odrzucaniu niewygodnych dla nas faktów zastępowanych żądaniami oderwanymi od realiów.
Takich przykładów żądań opartych nie na wiedzy i faktach, a na życzeniu, na przekonaniu, że chcieć to móc, budowania u swoich zwolenników oczekiwań, które nie mogą zostać spełnione, ale takie ich prezentowanie, aby powstało wrażenie, że rząd może lecz nie chce, że wystarczy tylko zmienić go i wszystko będzie lepsze.
To najprostszy sposób manipulacji politycznej i grania na emocjach, a nie racjach, tworzenia wizerunku wroga, którego trzeba zniszczyć, jak trzeba, to nawet fizycznie.
Do tego co mamy, tej wojny hybrydowej i stałych ataków na naszą infrastrukturę, dochodzi wojna wewnętrzna toczona przez polityków i partie polityczne zasiadające w Sejmie, wojna która niszczy podstawy państwa, wojna, która w umysłach ludzi powoduje zamęt i zwątpienie. W każdej wojnie, obok uzbrojenia i jakości sprzętu, liczy się coś, co jest miękką siłą – to coś nazywa się morale. Morale a więc stan gotowości do poświęceń, a nawet wyrzeczeń jakie staną się koniecznością, gdy stan przedwojnia w jakim jesteśmy, zmieni się w wojnę. Wszystkie spory i kłótnie jakie obserwujemy na politycznej scenie nie służą budowaniu morale polskiego społeczeństwa. Kłótnie i spory na politycznej scenie są stałą cechą polityki, politycy zawsze spierają się o to kto ma racje i czyje sposoby zaradzenia trudnościom są lepsze – tak już jest i pewnie będzie. Są jednak chwile, gdy przychodzi taki czas, gdzie trzeba skończyć kłótnie i stanąć w jedności naprzeciw rzeczywistemu wrogowi.
Moim zdaniem taka chwila nadeszła. Już czas, by w obliczu rzeczywistego niebezpieczeństwa mówić jednym głosem, trzeba to zrobić już i nie czekać na wystąpienie „efektu flagi”, jaki pojawia się gdy wybucha gorąca wojna.
Oczekuję, że ta prosta prawda dotrze do polityków i wykażą oni elementarne rozumienie powagi sytuacji w jakiej znalazł się świat i Polska i zakończą tę wojnę na słowa, wojnę która niszczy poczucie wspólnoty tak koniecznej w chwilach kryzysu. Tu nie są potrzebne jakieś wielkie inwestycje i zakupy coraz bardziej wyrafinowanej broni, tu wystarczy przestać mówić językiem nienawiści i pogardy, wystarczy wyeliminować słowa, na których ta nienawiść jest budowana.
To nie jest niemożliwe, to wymaga tylko refleksji dotyczącej miejsca i czasu, w którym się znaleźliśmy. Trzeba to zrobić już, a nie dopiero wtedy, gdy będziemy obiektem codziennych ataków na nasze miasta i infrastrukturę tak, jak widzimy to od blisko pięciu lat za naszą wschodnią granicą w Kijowie i innych miastach Ukrainy.
Trzeba tylko zmienić słowa, to może jest trudne, ale nie niemożliwe…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Pan Zbigniew demonstruje cechy zacnego człowieka: oczekuje od polityków przyzwoitości i zrozumienia polskiej racji stanu. Tymczasem wielu z nich ma w głowie przede wszystkim własny — mały, dosłownie i w przenośni — doraźny interes, nie sięgający dalej niż czubek nosa. Szczególnie wyraźnie widać to po stronie radykalnej prawicy, której horyzont polityczny bywa równie ograniczony jak horyzont myślenia Koziołka Matołka. Dotyczy to zwłaszcza (p)rezydenta Nawrockiego.
W sytuacji zewnętrznych zagrożeń szczególnie szkodliwe jest budowanie politycznego kapitału na podsycaniu nieufności do instytucji państwa, rządu i współobywateli. Apelować jednak trzeba, choćby miało to być „Kisielowe „wołanie na puszczy””.
Dziękuję za ciepłe przyjęcie. Już się wystraszyłam, że nasze teksty będą podobne i czytelnicy zapytają, kto od kogo „ściągał”. Na szczęście każdy mówi własnym głosem — i warto, bo stawką nie jest literacka oryginalność, lecz elementarny rozsądek.
Apel o obniżenie politycznej temperatury jest dziś konieczny. Niestety Nawrocki i cała prawica wykazują zawziętość wprost proporcjonalną do politycznej ślepoty: nad Europą i Polską zgromadziły się chmury, a oni nadal kwestionują konieczność otwarcia parasola. Interes obywateli Rzeczypospolitej przegrywa z potrzebą nieustannej awantury i partyjnego przedstawienia. To żenujący spektakl krótkowzroczności oraz politycznego szkodnictwa — grany z minami mężów stanu, choć jego widownią i ofiarami pozostają obywatele.
Jestem pesymista w sprawie możliwości zmiany Nawrockiego. To nie jest polityk, to demagog, któremu przytrafiła się rola rezydenta pałacu prezydenckiego. On jest głuchy na wszelkie argumenty, jego przestraszy tylko upadek idola czyli Trumpa, który powinien nastąpić szybko. Bo tak jak większość Polaków ma dość niszczenia państwa przez Nawrockiego tak Amerykanie maja dość Trumpa z tego samego powodu.
Mam bardzo podobną ocenę Nawrockiego. To człowiek, który — moim zdaniem — jeszcze mniej niż Duda nadaje się na urząd prezydenta. Nie rozumieli tego ani Jarosław Kaczyński, ani Konfederacja, która go poparła. Obie formacje liczyły, że dzięki tej prezydenturze szybciej przejmą władzę. Może się jednak okazać, że per saldo to właśnie Nawrocki stanie się dla nich największym politycznym obciążeniem.
Czy Karol Nawrocki to nasz największy problem? Może tak, może nie – obawiam się, że gdy dowiemy się więcej o tej tajnej rozmowie Kosiniaka Kamysza z Donaldem Trumpem jaka odbyła się w marcu tego roku w Białym Domu, rozmowie która była tak tajna, że wiedza o tym, że miała miejsce, że trwała kilkadziesiąt minut, dotarła do opinii publicznej dopiero teraz w formie zagadki jaką sformułował Donald Tusk odsyłając nas do historii, która to kiedyś wyjaśni. Jeśli okaże się, że była to próba zmiany rządu w Polsce, zmiany którą chciał zrobić Donald Trump (a wszystko wskazuje, że tak właśnie było) to jesteśmy w zupełnie innym świecie.
Największym problemem rzeczywiście nie jest Nawrocki, lecz trwałe zniekształcenie pojęć, ich znaczeń i języka debaty publicznej, a w ślad za tym — nieustanne ogłupianie wyborców. Ludzie głosujący na skrajnie prawicowe partie — a mało która prawica w Polsce nie jest skrajna — jawnie głosują na niekorzyść Rzeczypospolitej, w imię doraźnego interesu polityków.
Co do tajnego spotkania Kosiniaka-Kamysza z Trumpem, warto wstrzymać się z ocenami do chwili, kiedy — o ile w ogóle — poznamy prawdę.
W TVP był wywiad z Jarosławem Kurskim (nie mylić z Jackiem)… Ten zdolny dziennikarz, publicysta i pisarz spokojnie tłumaczy, że jako naród mamy w sobie 'gen samozniszczenia’, który dochodzi do głosu w najmniej oczekiwanych momentach; zwłaszcza, kiedy sprawy idą w miarę dobrze. Warto o tym pamiętać, a może próbować zapobiec…
Jeśli Kosiniak-Kamysz potwierdzi, ze Trump próbował go korumpować (jest mocny w obiecywaniu gruszek na wierzbie) to byłby to najpoważniejszy kryzys we wzajemnych relacjach, który premier Tusk(zawsze sceptyczny wobec Trumpa) powinien wykorzystać. Tym bardziej, ze poparcie dla Trumpa słabnie: W sondażu Associated Press poparcie dla prezydenta spadło w ciągu dwóch miesięcy o dwa punkty. Obecnie wynosi ono zaledwie 31 procent. Poprzedni najgorszy wynik – 32 procent, Trump zanotował jeszcze w pierwszej kadencji pod koniec 2017 roku.
Dla mnie najważniejsza jest tu odpowiedź na pytanie : – czy jeszcze jesteśmy w miarę normalnym społeczeństwem, czy już tylko zbiorowiskiem. Takim, łatwym do pokonania, była np. Francja, w przeddzień drugiej wojny światowej. Bo w takim przypadku nasze „morale” wyglądałoby… bardzo nieokazale. A stare chińskie przysłowie mówi :
„żadna broń nie jest mocniejsza niż ręka, która ją trzyma”.