Stefan Bratkowski: Atlantyda, tak niedaleko (18)

2013-01-20.

Nie muszę mówić, jak pasjonujące było rekonstruować mapę tych średniowiecznych Pompejów nawet nie dzięki ziemi, a dzięki śladom pisanym – choć niekończące się prace wykopaliskowe, rozpoczęte przez Artemiusza Arcichowskiego, a kontynuowane przez Walentyna Janina, dostarczyły też mnóstwo informacji. Proszę zapoznać się z planem miasta sprzed tysiąca, tysiąca stu lat…

18. Gród na stronie przemądrości bożej

Byłoby domysłem bardzo pociągającym, gdyby – jak próbowano z początkami Rzymu – udało się w każdej z pierwotnych dzielnic Nowogrodu Wielkiego znaleźć jedno z późniejszych plemion nowogrodzkiego państwa, a tyle różnych plemion u początków Nowogrodu można uzbierać… Pozostanę jednak przy swoim: w Nowogrodzie najpierw był gród, a więc z liczby dzielnic, „konców”, niewiele można dedukować, zwłaszcza, że nie miały one właśnie, jak na przekór, żadnego związku z podziałami plemiennymi. Powiedziałbym nawet, że jeśli takie podziały istniały, Nowogród ustrój i kulturę pomyślał sobie tak, by ich znaczenie zminimalizować. Już prędzej można by się doszukiwać analogii z greckimi, attyckimi „demami”, dzielącymi ludność wedle miejsca zamieszkania.

W rzeczywistości i o pierwotnym Rzymie nie wiemy prawie nic. Łacińskie „tribus” zinterpretowano jako „plemię” później, w epoce republiki, kiedy stosunków sprzed czterystu lat nikt sobie nawet w Rzymie wyobrazić nie umiał, a trzeba jakoś było stare instytucje wytłumaczyć. Nazwy tych plemion wszystkie były latyńskie, wspólnego akurat pochodzenia.  Samo słowo „tribus” podejrzanie bliskie jest czasownikowi „tribuo, tribuere”, płacę składki, i rzeczownikowi „tributus”, haracz, podatek, ten zaś trybut wiąże się logicznie raczej z „co trzecim wołem” na, powiedzmy, utrzymanie świątyni, niż z „plemieniem”…

Pięć prowincji nowogrodzkich, „piatin”, da się odnieść do pięciu „konców”, dzielnic miasta, to oczywiste, bo miasto było i „panem”, gospodinem, i właścicielem terytorium państwa nowogrodzkiego, ale – jak na razie – wszelkie dalsze domysły mogą płynąć głównie z fantazji autorów. Jedyne, co pewne, to podział na dzielnice.

Do dziś nie przekopano całego Nowogrodu, powierzchni paruset hektarów. Ale wystarczy przyjrzeć się schematycznemu planowi dawnego miasta, żeby rozpoznać, jak się prawdopodobnie rozrastało na dawnym niezabudowanym „padole”. Przyjrzymy się teraz Nowogrodowi X wieku. Wstępnie – bo przyjrzymy się mu później, raz jeszcze, XII-wiecznemu. Pomogą nam wtedy informacje o… pożarach w mieście, informacje podawane z dokładnością co do ulicy.

Po jednej stronie rzeki mamy gród. W 1044 r. otoczy go mur kamienny i wieki później będzie to – „kreml”. Nie od „krzemienia”, jak przypuszczał wielki Karamzin. Już Paweł Michajłowicz-Strojew, jego rówieśnik, oraz nieco młodszy Jakub Karłowicz Grot spostrzegli, że „kromem” określano cytadelę Pskowa. W latopisach pojawił się najpierw – „kremik”, w roku 1331. Dziś przyjmujemy, że we wszystkim tkwi ten sam rdzeń, „krom”, z którego jest nasza „kromka”, odcięta pajdka chleba; „krom” to po prostu – „odcięty” łom kamienny. „Kreml” zbudowano z „kromów”, odłupanych ciosów kamiennych, nie obrobionych, grubych płyt, układanych płasko, a przemiennie, jedna na drugiej – jeszcze w XIII wieku tak, jak w wieku XI. Ale na razie, w czasach przedchrześcijańskich, drewnianych, to był „gorod”, gród, stąd mamy i Zagorodski Koniec, dzielnicę „za grodem”, nie „za kromem” czy „za kremlem”, czyli więc dzielnicę rozwiniętą wcześniej. Nowogród Wielki powstał zaś z drewna i z drewna tworzył swą cywilizację. Nie brakowało kamienia w okolicach Izborska i Pskowa. Tu, w okolicach Nowogrodu Wielkiego, leżały wyłącznie głazy narzutowe, głównie wapienne. Lite skały, wśród nich i marmury, kuto na karelskiej północy, dość odległej; poznamy tu legendę, która potwierdzi transport takiego budulca z północy rzeką w górę Wołchowa.

W północnym krańcu grodu, otoczonego fosą, archeologia znalazła ślady fortyfikacji z IX wieku, co potwierdza, że Nowogród rodził się znacznie wcześniej, niż to ideologicznie i politycznie było w XX wieku dopuszczalne.

Otwierał się gród ku południu, ku Ilmenowi, Gorodskimi Wrotami, czyli drewnianą bramą grodową, zachowaną w tym miejscu i w późniejszej konstrukcji kamiennego kremla; gdzieś tu nieopodal stał w czasach pogańskich „kumir” Wołosa, też zapewne drewniany. Ale po wodę schodziło się z grodu ku Wołchowowi, ku Wielkiemu Mostowi.

Po drugiej stronie rzeki, na wzgórzu, które nosi imię Słowienów, na Sławnie, mamy „koniec” Sławieński. Przy tym wzgórzu, nie po stronie grodu, ulokuje się nowogrodzka przystań, port miejski; najlepszy dowód, że Nowogród powstawał od razu po obu stronach, na obu brzegach rzeki – albo też nowy gród wznieśli po drugiej stronie rzeki dla kontroli nad biegiem Wołchowa Słowienie ze Sławna razem z ugrofińskimi Wotami i proto-białoruskimi Krywiczami.

W XI wieku kniaź razem ze swoją osobistą drużyną usunie się poza obręb grodu – to pierwszy, a widomy krok w stronę przyszłości. Dwór przebiegłego i potężnego Jarosława, „Jarosławowe Dworzyszcze”, Dwór Jarosławowy, stanie na Sławnie, znów – po drugiej stronie rzeki, w miejscu, gdzie pierwotnie rozciągało się stare, pogańskie cmentarzysko. Kiedy kniaziowie będą musieli w ogóle Nowogród opuścić, Dworzyszcze przekształci się w ratusz miejski. Tu, w jego sąsiedztwie, będą się zbierali Nowogrodźcy na swoje wiece, zgromadzenia ludowe wszystkich wolnych.

No i ten most, „Wielki Most”, uwieczniony przez nowogrodzkie byliny… Jak perswadowałem, jego pierwszej budowy nie musimy wcale przesuwać na jakieś nieokreślone „później”. Mosty o setkach metrów długości stawiać potrafili tysiąc kilkaset lat wcześniej budowniczowie Biskupina, wszystko jedno, kim byli. Lędyce wielkopolscy aż dwoma długimi mostami łączyli z lądem swój Ostrów Lednicki, Lędycki, dokładnie w tym samym czasie co słynni już wtedy majstrowie Nowogrodu. Ten późniejszy Wielki Most, jak mogę dedukować – z nabudowanymi sklepami, przejdzie w dziejach miasta do legendy, czyli do bylin. Przypomnę – to na mostach będą się tłukły po wiecach zwaśnione stronnictwa i na mostach bylinny Waśka Busłajew mógł potykać się z największymi osiłkami Nowogrodu. Z mostu również strącano do Wołchowa skazańców, uprzednio, zgodnie z zasadą, skatowanych „niemal na śmierć”.

Przystań była „Budiatina”, od imienia jakiegoś „Budiaty”. Nie ma żadnego „Budiaty” w spisach posadników Nowogrodu, nie zna go też Pierwszy Latopis Nowogrodzki, ale znamy Budiatino koło Pskowa, gdzie podobno Małusza, służka kniagini Olgi, urodziła Włodzimierza Wielkiego –przed rokiem 950. Tamtejsza wieś jakiegoś Budiaty, może ojca samej Olgi?, utrwaliła jego imię. Potem się powtórzyło to imię w nazwie przystani nowogrodzkiej. Musiał ów Budiata być kimś znacznym. Najpewniej to któryś z wielkich kupców, już słowieńskich, ze Pskowa, skoro tam każe się pogrzebać Olga. Wystawił pomosty lub ich budowę zainicjował, bądź wykosztował się na wersję ostateczną przystani.

Od południa opływał wzgórze Sławieńskie potok Tarasowiec. Nie wywodziłbym jego imienia od żadnego „Tarasa”, ale raczej od starocerkiewnego, więc staroruskiego „tręsti”, trząść, czyli – po prostu – od „trzęsawiska”. Być może potok płynął korytem wykopanym w trzęsawisku. Lub z trzęsawiska – rowem, z którego wybrano ziemię do nasypu wałów.

Sztuczny potok, oddzielający Sławno od Płotnickiego Konca, czyli dzielnicy Ciesielskiej, Potok Fiodorowy, na pewno wykopano. Oczywiście – sądząc po nazwie od chrześcijańskiego imienia – już w epoce ochrzczonego Nowogrodu. Znając w powyższym przybliżeniu topografię Nowogrodu, skłonny byłbym przypuścić, że potok służył zarazem jako po prostu swoisty kanał odwadniający. Chyba że tak odprowadzano nim także wody z jakiegoś źródełka.

Całą tę część miasta na prawym brzegu rzeki obwodził jako fosa sztuczny potok, na pewno wcześniejszy od Fiodorowego. Dawniej pewnie też chroniły ją bagna i rozlewiska. Zwano ją później stroną „Targową”, czyli – Handlową. Gród na stronie „gorożan” w którymś momencie, i to bardzo wcześnie, okazał się za ciasny dla handlu, kupcy potrzebowali więcej miejsca i dostępu do przystani; dlatego i port przypisałbym handlowi, nie wojownikom. Ci mogli wsiadać na swe łodzie gdziekolwiek. Natomiast dźwigania towarów kawał drogi pod górę starano się oszczędzić, jak myślę, i niewolnikom.

Lewy brzeg zwano stroną Sofijską, imieniem grubo późniejszym, nadanym jej, kiedy już stanął wśród wałów grodowych wspaniały wzorem Kijowa Sobór Sofijski, Sobór Sofii, żeby to jakoś po polsku wyrazić – Przemądrości Bożej. Otóż po stronie Sofijskiej rozciągały się poza terenem grodu trzy „konce”. „Zagorodskij koniec” sam swoją nazwą ujawnia, od której strony rozwijało się miasto: leżał nie „pod” grodem, nie był to więc koniec „podgorodski”, nie „przy” grodzie, więc nie „prigorodski”, ani „koło” grodu, lecz rozciągał się – patrząc od rzeki, od strony Sławna – „za” nim.

Tu będą rezydowali najbogatsi ludzie Nowogrodu, „bojarzy” nowogrodzcy, nowogrodzka starszyzna, „szlachta” wojenna i  razem z nią „szlachta” kupiecka. Wśród niej – kowale-hutnicy i złotnicy, rzemieślnicy najczcigodniejszych i najpopłatniejszych zawodów, ci pierwsi o tradycjach wręcz umiejętności czarodziejskich (choć nie zabraknie ich potem w innych dzielnicach). Nie było to jednak żadne centrum bojarskie – wódz archeologii nowogrodzkiej, Walentin Janin, przekonująco rozwiał opary nadinterpretacji, wiążących z poszczególnymi koncami „klasowe” identyfikacje. Bojarzy i inni ludzie bogaci, a wpływowi, mieszkali we wszystkich „koncach”, nie tylko na Zagorodiu. Tu być może tylko wynosili się z grodu najwcześniej.

Na południe od Zagorodia, ale w obrębie fosy opasującej również i całą stronę lewobrzeżną, mieścił się Liudin Koniec, dzielnica „ludzi”, czyli że najwięcej było tam pierwotnie zwykłych „wolnych”, małych i nieznaczących, po prostu – plebejuszy. Zwano ją też – „Gonciarskim Koncem”, czyli dzielnicą Garncarską. Ta druga nazwa była może nawet wcześniejsza: nazwy „konców” i ulic w Nowogrodzie ilustrują w znacznej mierze naturalny rozwój miasta – z napływem rzemieślników wyznaczano im, jak wszędzie ulice wedle specjalności, parcelowano ich między dzielnice. Będą więc tu, na podgrodziu Nowogrodu, jak i gdzie indziej, typowe ulice miast średniowiecza – Kowalska, Szczytnicza (Szczytnaja, tarczowników), Garbary (Kożewniki) w dzielnicy Nieriewskiej, zwanej też zresztą w całości Kożewnickim koncem, no i właśnie inne całe dzielnice, jak Ciesielska czy też Garncarska. Co nie przeszkadzało, że na Sławnie rozsiedlili się i kupcy, i rzemieślnicy, kupcy wielcy i mali, duże kantory i składy, obok zaś – małe warsztaciki; archeologowie odkryli tam i skromne domki szewców, jak też pracujące dla nich garbarnie…

Ta luźna zabudowa padołu obejmowała nie tylko piętrowe budynki mieszkalne. Także – stajnie i obory. Nowogród będzie sam hodował tysiące sztuk bydła i setki koni; w samych tylko  rozkopanych fragmentach miasta napotkano szczątki kostne po dziesiątkach tysięcy sztuk zwierząt domowych, głównie krów i koni. Te z najwcześniejszych zagród pasły się pewnie w obrębie wałów, ale myślę, że już w X wieku pastuchy gnały bydło na jakieś łąki wokół Nowogrodu – co oznacza, że należałoby przekopać nie tylko teren samego dawnego miasta, ale całe jego dawne bliższe i dalsze sąsiedztwo! Przesiedlając mieszkańców dzisiejszej zabudowy – co musi kosztować więcej niż wykopaliska…

Stefan Bratkowski

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com