nathan gurfinkiel: fajka niepokoju

natan sepiasławkowi popowskiemu

 2013-03-21. i jeszcze każdy wiedzieć powinien, że musi rozstrzygnąć czy dobrze robi, chcąc się ze mną zadawać. mówię o tym, ponieważ resztki sumienia nie pozwalają mi dłużej zatajać przed bliźnimi obrzydliwej cechy mego charakteru, z której sam  nie zdawałem sobie przedtem sprawy. dziś mija osiem lat odkąd przegalopowałem na stronę wroga. nie byłoby to jeszcze takie najgorsze, bo stałość emocji rzadka jest w dzisiejszym świecie, a doraźne korzyści o wiele większa mają wagę, aniżeli wierność nakazowi sumienia i trzymanie się reguł własnego kodeksu etycznego.

aby to unaocznić muszę odwołać się do epizodu z życia mego pradziadka – warszawskiego rabina, który dożył matuzalemowego niemal wieku, bo zmarł mając 104 lata. jak głosi legenda rodzinna (obawiam się, że nieco podbarwiona), pewnego dnia przyszedł do niego mocno wzburzony członek kongregacji i – wykonując nieskoordynowane ruchy – wrzasnął z rozpaczą:

– rabbi, nic mnie nie uratuje, nie mogę się wykupić, biorą mnie do wojska. i co mam robić, powiedz, co mam robić?! przecież oni mi tam nie dadzą koszernego jedzenia.

pradziadek pokiwał głową…

– synu mój, powiedział. wszechmogący wybaczy ci twój grzech, bo jest nie tylko bogiem karzącym, lecz nade wszystko bogiem miłosiernym. to oczywiste, że musisz jeść co ci dają, bo wiekuistemu wcale nie zależy na tym, byś skonał z głodu, głosząc jego chwałę. musisz tylko o jednym pamiętać. pod żadnym pozorem nie wysysaj kosteczek, bo to oznaczałoby, że polubiłeś nieczyste jedzenie, a gdyby tak było, popełniłbyś straszliwy grzech…

otóż ja ten grzech mam już na swoim sumieniu. jeszcze przed ośmioma laty bylem zapamiętałym palaczem fajki i znanym propagatorem the gentle art of smoking. przysięgałem sobie, że nigdy nie wyrzeknę się rozkoszy wdychania niepowtarzalnego obłoczka z mojej fajki – jednej z kilkudziesięciu jakie zgromadziłem. nie po to droga mozolnych eksperymentów i cierpliwego dobierania składników doszedłem do najbardziej trafiającej w mój gust mieszanki tytoniowej: (kentucky, ciemna virginia, havana, louisiana perique, cavendish), by dać się złapać na lep antynikotynowej histerii.

i  oto po krótkim pobycie w szpitalu – pierwszym od kilkudziesięciu lat – i rozmowie z panią ordynator, zastosowałem się do sugestii, by ograniczyć palenie do najniezbędniejszego minimum. podążyłem za tą wskazówką z nigdy nie spotykaną u siebie gorliwością neofity – od tamtego czasu ani razu nie nabiłem fajki. od dawna nie chce mi się już palić, ale miewałem fantomowe reakcje – podobne do bólu w amputowanej jakiś czas temu kończynie, którego przecież nie ma, a nadal jest odczuwalny. często po zjedzeniu głównego, zwłaszcza, posiłku (do którego od lat piję wino) powtarzam w wyobraźni rytuał zapalania fajki, choć wcale nie mam już na nią ochoty. mój grzech jest jak na dłoni – polubiłem swe niepalenie, coś od czego odżegnywałem się przez całe dorosłe życie. módlcie się za mnie, przyjaciele, bo sam nie mam już moralnego prawa rozmawiania z bogiem.

lepszy jest chyba najgorszy nałóg, ale bez podłości, niż podłość bez nałogu…

nathan gurfinkiel

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Magog 2013-03-23
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com