2013-04-16. danielu – wypaliłeś z grubej rury. (Prywatne: Daniel Passent: Państwo to my) to nie do końca tak, że narzekanie na państwo jest w dobrym tonie, jak błyskotliwie en passant zauważasz. być może wiązaliśmy wszyscy zbyt wielkie nadzieje z naszą bezkrwawą rewolucją, kiedy myśmy obalili komunę i po trzy czwarte litra gorzały na statystyczny polski łeb. nie tylko jednak statystyka magistra vitae est. jak poucza matka historia i ciotka socjologia substruktury społeczne mają długi żywot i nie zanikają całkowicie wraz z przemianami ustrojowymi. dzięki temu po całkowitej zmianie ustroju i sojuszników w ojczystym krajobrazie nadal dominuje menel z butelką, frasobliwy w przydrożnej kapliczce i syf na elewacjach blokowisk
jak zapewne pamiętasz, w czasach, kiedy obaj byliśmy, excusez le mot, beneficjentami najsprawiedliwszego systemu politycznego, ta najsprawiedliwszość nie była wszelako pozbawiona skutków ubocznych, więc system uwierał nas w biodrach i robił odciski na mózgu. narzekaliśmy na te usterki, więc system wyjaśniał nam, że tkwimy w okowach burżuazyjnej mentalności i dla dobra nas samych powinniśmy jak najprędzej przezwyciężyć te mało urodziwe nawyki mentalne.
jakieś echo tych pouczeń zauważam w twoich słowach. brakuje mi natomiast refleksji na temat psucia państwa przez państwo.
zjawisko to występuje w polsce z takim natężeniem, że jest powodem natrętnych skojarzeń z perpetuum mobile. otóż wbrew temu, co wtłacza nam się do głowy, obywatel nie jest wyłącznym winowajcą tego, na co tak lubimy utyskiwać. polska, zamieszkała przez tylu wspaniałych ludzi, jako struktura państwowa najdelikatniej, mówiąc nie wzbudza sympatii. jest państwem wrogim obywatelowi, paranoicznie podejrzliwym, zakompleksionym i przeczulonym na punkcie swej reputacji ponad granice wszelkie śmieszności.
przy okazji studiowania materiałów z roku 2007 na temat czegoś, co chciałbym 0publikować, przeczytałem o obowiązkach ambasadorów.
W madryckim „El País” ukazał się nieprzychylny Polsce artykuł. Autorka pisząc o lustracji, która obejmie kilkaset tysięcy osób, porusza przy okazji kilka innych tematów, łącznie z antysemityzmem. Rzecz zasługująca w najlepszym wypadku na wzmiankę, wywołała obszerne i pełne gniewu riposty mediach. Dzisiejsza „Rzeczpospolita” poświęca tematowi 3 artykuły – jeden opatrzony wypowiedziami speców od problematyki zadraśniętej dumy narodowej. Zrównoważona i poważna niegdyś gazeta coraz bardziej robi wrażenie pisma, redagowanego przez politruków. Z cytowanych wypowiedzi na szczególną uwagę zasługuje enuncjacja ministerialnego rzecznika:
Ambasador musi zareagować
Dbanie o wizerunek Polski jest ustawowym obowiązkiem ambasadorów. Zawsze, kiedy są podawane kłamliwe informacje na temat Polski, nasi dyplomaci muszą podjąć stosowne kroki. Tak jest np. z określeniem „polskie obozy śmierci”. Oczywiście każdy ma prawo do wyrażania własnych poglądów, ale trzeba oddzielić wyrażanie krytyki od podawania nieprawdziwych treści. W takiej sytuacji ambasador może odbyć rozmowę z redaktorem naczelnym pisma lub zażądać zamieszczenia polemiki.
Andrzej Sadoś, rzecznik polskiego MSZ.
Obawiam się, że same tylko rozmowy okażą się nieskuteczne, a ich przeprowadzanie jest sprzeczne z narodową tradycją, którą wszyscy winniśmy przecież pielęgnować. Optuję więc za bardziej radykalnym rozwiązaniem – ambasador winien spoliczkować redaktora naczelnego i cisnąć mu pod nogi rękawicę. Ponieważ nie ma gwarancji, że podobne przypadki nie będą zdarzały się w przyszłości, katalog kwalifikacji dyplomatycznych winien zostać poszerzony o umiejętność fechtunku. W Madrycie funkcję tę pełni aktualnie dama (Grażyna Bernatowicz), co przydaje sprawie dodatkowej pikanterii…
chciałbym wierzyć, że sadoś był zjawiskiem ekstremalnym, nawet w czasach sławetnej IV RP, ale pewien epizod z mojej własnej przeszłości świadczy o tym, że powinienem potraktować. tę groteskową enuncjację rzecznika poważniej, niż miałbym na to ochotę. niegdysiejszy ambasador RP w kopenhadze, jerzy sito wdał się było w polemikę z nie najwyższych lotów dziennikarzem z mojej dawnej kopenhaskiej gazety „information”. kiedy zwróciłem mu w liście uwagę, że posunięcie to obniża powagę urzędu ambasadora, zadzwonił do mnie i powiedział, że ta reakcja była jego obowiązkiem. było to jeszcze w idyllicznych czasach sprzed „odzyskania” MSZ.
nie będę cię zadręczał pytaniami na temat twego chilijskiego epizodu, bo w czasie swego urzędowania w santiago najprawdopodobniej uniknąłeś takiej sytuacji. moje pytanie jest, jak sądzę, całkowicie retoryczne. czy udało ci się wykryć jakikolwiek komentarz departamentu stanu na temat jakiejś publikacji prasowej, krytykującej amerykę? mnie się nie udało. nie zauważyłem też, by jakiekolwiek państwo z ustabilizowanym systemem demokratycznym komentowało wypowiedzi prasowe.
dość dawno temu dziecko jakieś napisało w wypracowaniu: lis jest z wierzchu rudy, a w środku chytry. państwo polskie, tak zakompleksione na zewnątrz, zachowuje się wobec własnych obywateli z butą i arogancją, przywodzącą na myśl autorytarne systemy sprawowania władzy. jej wybrani przedstawiciele dowolnej opcji politycznej traktują obywateli jako swoją zdobycz, bo takie są obyczaje polityczne.
kiedy studiowałem wydarzenia 2007 roku („a year of plague” używając tytułu książki daniela defoe) natrafiłem na uchwałę senatu UW w sprawie lustracji nauczycieli akademickich. we fragmencie, który przytaczam, zarysowane jest szersze tło problemu
Senat Uniwersytetu Warszawskiego z obawą obserwuje nasilające się w życiu politycznym i społecznym naszego kraju przejawy instrumentalnego traktowania prawa, „zawłaszczania” instytucji publicznych przez rządzące partie polityczne, ideologizacji stosunków społecznych i gospodarczych, ograniczania niezależności mediów, a przede wszystkim publicznego radia i telewizji. Niepokój nasz budzą: obniżający się poziom legislacji i nieracjonalny rozrost działalności prawotwórczej, podważanie autorytetu sądów, ataki na niezależność Trybunału Konstytucyjnego, faktyczna likwidacja służby cywilnej, przypadki jaskrawego nierespektowania zasady domniemania niewinności, nadużywanie instytucji tymczasowego aresztowania i nieposzanowania godności zatrzymywanych, upolitycznienie prokuratury. Niebezpieczna staje się też tendencja do coraz szerszego posługiwania się regulacjami represyjnymi w celu sterowania życiem społecznym(…)
danielu, bóg przemawia przez usta dzieci. kiedy wiele lat temu czytałem z rozbawieniem ten fragment wypracowania w rubryce „humor z zeszytów szkolnych” nie mogło nawet zaświtać mi w pustaku, że dziecię szkolne antycypuje stosunki w niepodległej polsce.
nathan gurfinkiel

nie dalej jak wczoraj zoczyłem na wystawie antykwariatu kodeks Boziewicza. Przez głowę przemknęła, z trudem przebijając się przez sfilcowane zwoje myśl a może by tak kupić?
Teraz już wiem, że kupić i jako materiały edukacyjne Ministerstwa Spraw Zagranicznych rozesłać do polskich placówek dyplomatycznych oraz wszędzie tam gdzie honoru, godności, białego wianka najukochańszej bronić trzeba.
No to tyle. Muszę lecieć, bo zdaje się, że ktoś powiedział kasjer dupa.
Moim zdaniem, za tzw. komuny, prawo – w sferze urzędów publicznych – było bardziej przestrzegane niż dzisiaj.
Ja znam z autopsji przypadki, gdzie urzędnicy wykazali się
– w tym sędzia sądu powszechnego – że prawo nie jest tym co ma decydować o załatwieniu przez nich danej sprawy.
To oni stanowią prawo, jak to kiedyś powiedział pewien znany opozycjonista; w kontekście, że jego żadne prawo nie obowiązuje.
I to chyba jest przewlekła choroba tocząca III-cią RP od jej powstania.