2013-06-03. Kilka razy zbierałem się do opisania kompletnej mizerii marketingowej dotyczącej promowania wystaw w polskich muzeach i galeriach. Teraz, przy okazji otwieranej niedługo wystawy Marka Rothko w Muzeum Narodowym, muszę to uczynić.
Dlaczego ? Ano dlatego, że prezentowane będą prace jednego z najdroższych czy też najdroższego malarza świata. A w Polsce pies z kulawą nogą o tym nie wie. (TU KRÓTKI KURS JAK WYDAĆ NIECAŁE 78 MILINÓW DOLARÓW W KILKA MINUT, KUPUJĄC OBRAZ ROTHKO)
Oczywiście przesadzam – ci którzy interesują się sztuką czy też malarstwem – wiedzą. Tym samym są w stanie sami zgłębić wagę tego niezwykłego wydarzenia – największego kalibru. Ci, którzy się nie interesują – nie wiedzą, ponieważ nikt im nie powiedział. Mamy więc bardzo ważną wystawę w Warszawie i … no właśnie ? Z jednej strony – OKLASKI, UKŁONY I POCHWAŁY ZA ZORGANIZOWANIE TEGO WYDARZENIA. Z drugiej krytyka wobec Muzeum Narodoweg czy też Urząd Miasta Warszawy, że nic w sprawie nagłośnienia, póki co, nie zrobiono. Ktoś dokonał cudu ściągając to malarstwo do Warszawy; ktoś inny uznał, że zachowa to w głębokiej tajemnicy – gdzie tu sens i logika ?
Wiele krajów i aglomeracji już dawno odkryło, że sztuka to również biznes ale co ważniejsze także polityka wewnętrzna oraz międzynarodowa. My tego nie wiemy, ponieważ nie bierzemy udziału w tej rywalizacji. Poszczególne państwa i miasta konkurują ze sobą kto będzie miał bardziej interesujące muzeum sztuki nowoczesnej bądź wystawę jakiegoś wybitnego artysty lub artystów. Ponieważ przy takiej okazji można załatwić sprawy, które wcześniej były nie do załatwienia.
Często – budowa nowego muzeum to szansa na rewitalizację części miasta lub bydynku – tak było w przypadku Centre Pompidou czy Muzeum d’Orsay w Paryżu. Podobnie było w przypadku Guggenheim Museum w Bilbao. Ten sam model w Londynie – Tate Gallery of Modern Art.; w Los Angeles – Museum of Contemporary Art.; w Barcelonie – MACBA; w Rotterdamie, Wiedniu, Pekinie.
Miasta chcą mieć poważne wydarzenia artystyczne ponieważ takie wydarzenia są nobilitujące. Są również okazją do robienia dobrych interesów i szybkiego zarobku. Tak więc wystawa dzieł sztuki wybitnego artysty to tak naprawdę znakomita możliwość prowadzenia monologu promocyjnego: o muzeum, o mieście, o kraju – w tym przypadku legitymizowanego nazwiskiem Rothko i jego legendą. Póki co Muzeum Narodowe ani miasto Warszawa z tej okazji nie skorzystało. Nie wykonało żadnej pracy mającej na celu edukowanie społeczeństwa w temacie: kultura, sztuka, malarstwo.
Gdyby FC Barcelona miała zagrać na boisku warszawskiej Legii, na pół roku przed tym wydarzeniem, wszyscy by o tym mówili i przy tym płomieniu się ogrzewali. Wiem, że nieco obrazoburczym jest porównywanie piłki nożnej z genialnym malarstwem, ale te obrazy ten artysta i ta wystawa – to wydarzenie absolutnie wyjątkowe.
A Mark Rothko ?
Jego prawdziwe imię i nazwisko to MARCUS ROTHKOWITZ – abstrakcjonista urodzony w 1903; zmarły w 1970 roku. W 1940 roku zmienił nazwisko na to, które dziś tak ekscytuje. Ten jego color field painting to jedna wielka mistyka i tajemnica. To wrzask, szamotanina, fizyczne cierpienie i ból wszystkich tkanek zawartych w każdym pociągnięciu pędzlem. Sam powiedział – „Tym, którzy sądzą, że moje obrazy są pogodne, chciałbym powiedzieć, że uwięziłem najskrajniejszą gwałtowność w każdym centymetrze kwadratowym ich powierzchni”. Jak prawdziwy i bezkompromisowy kapłan sztuki –podcinając sobie żyły – w 1970 popełnił samobójstwo. W tym momencie w jego pracowni było ukończonych 798 prac.
Dziś jego obrazy osiągają na aukcjach astronomiczne ceny, liczone w dziesiątkach milionów dolarów za dzieło (film powyżej); są jednymi z najdroższych na świecie.
Jerzy Ciszewski
___________________________________________________________________________

Jerzy Ciszewski
Zawodowo zajmuję się public relations, marketingiem sportowym, marketingiem politycznym, social media. Prawie od dziecka jestem przedsiębiorcą, którego zawodowym hobby jest ciągłe budowanie, rozwijanie, ulepszanie środowiska w którym przebywam. Jak to w życiu – czasami się udaje, czasami nie. Pracowałem w: mediach, administracji rządowej, prowadziłem własną agencję „Ciszewski PR”; aktualnie zarządzam MSL Group Poland czyli firmami public relations, które wchodzą w jej skład.
MSL Group Poland należy do światowego koncernu – Publicis WorldWide. Nasza firma w Polsce jest jednocześnie, centrum operacyjnym na Europę środkową i wschodnią włącznie z Turcją.
Znajduję się w gronie tych szczęśliwców, wykonujących zawód, który po prostu lubią; mało tego – w pracy nie nudzę się. Wiem, że prędzej czy później wpadnie mi jakaś bardzo ciekawa realizacja, wychodząca poza wszelkie podręczniki, codzienną (czasami nudną) praktykę.
Takie, właśnie jest public relations: pobudzające, inspirujące, rozwijające, motywujące.
Fajną mam robotę.



Bardzo się cieszymy, że jest pan zadowolony. Szkoda wszelako, że bezkrytycznie wysyła pan marnie napisane teksty.
Myślę, że nie ma potrzeby silić się na kiepskie osobiste złośliwości, najzupełniej niemerytoryczne i dowodzące wyłącznie braku wychowania. Wstyd! Jeszcze jeden taki wyskok i nałożę bana.
Pozwolę sobie nie zgodzić się z przedmówcą (przedpisaczem brzmi gorzej)- w portalu na poziomie Studia Opinii dwa błędy w dwóch zdaniach:
„Póki co Muzeum Narodowe ani miasto Warszawa z tej okazji nie skorzystało. Nie wykonało żadnej pracy mającej na celu edukowanie społeczeństwa w temacie: kultura, sztuka, malarstwo”
…wydają mi się kontredukacją społeczeństwa w temacie „polszczyzna”.
To nie jest osobista złośliwość, tylko nadzwyczaj merytoryczna odpowiedź. Czy mogę poprosić o bana dopiero po następnym wyskoku?
Właśnie to miałem na myśli, siląc się na niemerytoryczne ponoć złośliwości… A jeszcze i taka konstrukcja: „…zajmuję się public relations, marketingiem sportowym, marketingiem politycznym, social media.”. Dzięki, sorry.
Już gdzieś widziałem takie podejście.
>>Trzeba im to określić:
„Widziałem dom za sto tysięcy franków”.
Wtedy dopiero wykrzykną:
„Jaki śliczny dom!!!”<<
Znaczy, nic przeciw Markowi Rothko, wręcz przeciwnie, bardzo za. Zwłaszcza skoro tylu do swej sztuki przekonał.
Ale spotykałem ludzi, którzy już taniej malowali takie np. obrazy.
http://3.bp.blogspot.com/-MsdcaZJyVWM/UXiW-livOgI/AAAAAAAAM0E/SJPRXqEpikI/s1600/MARK-ROTHKO-MARCUS-ROTHKOWITZ-blanco+sobre+rojo.JPG
Nie mam nic przeciwko polskim barwom narodowym. Nawet, gdy nieco rozmyte.
I nawet zgodzę się z autorem, że w niektóre dni roku to „wrzask, szamotanina, fizyczne cierpienie i ból wszystkich tkanek zawartych w każdym pociągnięciu pędzlem.”
Te nasze barwy.
Ale żeby zaraz krzesła łamać?
@Aqq Co racja to racja. Epatowanie ceną nie jest żadnym argumentem artystycznym, szczególnie od czasu, gdy Apollinaire napisał, że wszystko może być sztuką i każdy może być artystą (a niektórzy nawet w to uwierzyli).
Rozziew między artystą, a odbiorcą, jaki zaznaczył się już za czasów impresjonistów, dokonał się w pełni w latach 20tych XX w. Mimo wszystko nie da się jednak wylansować kompletnej miernoty, a więc i o wspomnianym artyście można by powiedzieć co nieco więcej od strony warsztatu. Bo jeśli chodzi o cenę, to ja maluję drożej.
A dlaczego nikt nie odniósł się do tezy o słabym promowaniu wystaw w polskich muzeach tylko czepiacie się i wysłośliwiacie? Ze wstydem wyznaję, że moja chatka leży dosyć daleko od Parnasu i nic o p. Rothko nie słyszałem. Jednak prawdziwe jest twierdzenie, że w większości przypadków wystawy i wydarzenia kulturalne są promowane słabo.
Właśnie wróciłem z wernisażu w Muzeum Narodowym. Nie piszę o obrazach, lecz o imprezie, z udziałem prezydenta RP, ambasadora USA. Uroczyście i na należnym poziomie. Natomiast nagłośnienie zewnętrzne praktycznie żadne. A szkoda.
M.R. jest w Polsce praktycznie nieznany, co świadczy o trwaniu naszej izolacji od tzw. wielkiego świata. Wypada skracać i ten dystans