ECHA WYDARZEŃ: W piątek piłkarze – rodacy grają z Mołdawią. Mecz wyjazdowy. Stawką – punkty, jako klucz do zamka wrót do puli finałowej mistrzostw świata. Wygrają – będzie mocniejszy cień szansy, ale wciąż cień, żeby było jasne. Przegrają – będzie po ptakach…
Dzień przed tą grą futbolowe wieści są takie:
A) Spotkanie testowe wygrali nasi ze słabieńkim Lichtensteinem (2:0), skład nie był pełny, styl kiepściuchny. „Nowi” zdobyli bramki, ale drużyna, jako całość… Jeśli najjaśniejszym punktem spektaklu było pożegnanie „tańczącego” Jerzego Dudka, który zamknął karierę reprezentacyjną… to zrozumiałe, że pozostałe punkty programu braw nie otrzymały;
B) Nowy ranking FIFA, ogłoszony dzień przed meczem Mołdawia – Polska nie niesie radości. Polska jest dopiero 65 – to spadek w porównaniu z majowym notowaniem o dwie lokaty. Dodam, ze Mołdawia w tej klasyfikacji awansowała, ale… na 134 miejsce. Czyli – z góry jasne, nie będzie to mecz mocarzy, a nawet drugiego rzutu… Poczekamy – obejrzymy – skomentujemy…
Teraz daję chwilę spokoju. Trenerowi Fornalikowi (już „zwalnianemu” przez niecierpliwą część mediów) oraz reprezentacji dam i ja godziny spokoju. Są przecież w piłce także inne punkty. Dla przykładu – Legia, która w krajowym sezonie zdobyła wszystko, co było do zdobycia, szuka wzmocnień. Bo europejskie puchary to inna przecież półka. A do tego jednego z asów – Serba przyszło się pozbyć. Bo prezes go zobaczył w nocnym lokalu, zapewne za bardzo „pod wpływem” i… koniec kontraktu. Podobno już wcześniej nie przypadli sobie do gustu. A prezesa przecież nie wypada nawet pytać, co tam robił gdzie (i kiedy) piłkarz grzeszył… Włodzimierz Lubański tak sprawę skomentował w wywiadzie prasowym:
„Czytałem, że został wyrzucony za to, że poszedł do knajpy po wygranym Pucharze Polski. Przyznam, że nie do końca to rozumiem. Po meczu piłkarz żyje adrenaliną, która jest tak silna, że czasami jest duży kłopot z zaśnięciem. Wtedy naprawdę trzeba odreagować, wyjść gdzieś, wypić lampkę wina. Po meczu zawodnik jest osobą prywatną. Nie pochwalam tego, żeby ktoś siadał do stołu i wypijał pół litra wódki, ale nie ma niczego złego w takim odreagowaniu, przy zachowaniu umiaru. Nie wiem, może Legia po prostu znalazła pretekst, żeby pozbyć się Ljuboi…”
Pewnikiem tak było, a surowość pedagogiczna staje za ozdobną kurtynę…
Jeszcze detalik „spoza linii autowej”. Media, w tym portale, wariują, gdy chodzi o futbol, a gdy jeszcze jest w nim coś obnażonego, to… W jednym z portali – zajawka: „Cudna żona piłkarza pokazała gołe piersi – zobacz!” Dałem się skusić, obejrzałem. Takie sobie; wciąż jednak dobre granie bardziej przypada mi do gustu…
Jest jeszcze wciąż temat – rzeka, temat – wąż, temat – potwór, który straszy. Czyli – parę milionów złociszów, które ministerstwo sportu utopiło w niesportowej komercyjnej imprezie. W koncercie Madonny, które to przedsięwzięcie – w założeniu zawsze i wszędzie zyskowne, u nas przyniosło straty.
NIK uparcie twierdzi, że to nie były pieniądze na taki cel, lecz na rozwój sportu, i tak nie wolno było postąpić. „Finanse” metodę kwestionują, posłowie mają za złe, że ich nie pytano…
Pani minister sportu, przy wyraźnym wsparciu szefa rządu lansuje tezę, że litera to jedno, ale zdrowy rozsądek – drugie, i ona właśnie postąpiła rozsądnie. W domyśle – NIK jest kostyczna, dogmatyczna. I czepia się. A za nami – właśnie zdrowy rozsądek…
Toczy się dalej dziwna rozgrywka na szczytach. Bez zważania, co mówi PT Publiczność. Opowiada się jej o czasach trudnych, które wymagają oszczędności oraz wyrzeczeń – i grozi przykręcaniem śruby finansowo – podatkowej. Równocześnie – milion tu, pięć milionów – tam, żeby obiekt dla sportu zbudowany jakimś życiem jednak tętnił. Tylko nikt mi nie raczy odpowiedzieć, dlaczego nie życiem sportowym? Komercji też nie zakwestionuję, ale jako zupełnie innej działki niż sportowa! I dlaczego mówi się o testowaniu Narodowego, który już został dokumentnie przetestowany? Za sprawą EURO; doświadczony i czegoś nauczony powodzią w „przedmeczu” z Anglikami…
Nie zdrowiej walnąć się w piersi i rzec prawdę: błąd! I nawet zaproponować filozoficzny punkt ocen – że błędów nie czyni tylko ten, kto nic nie robi…? A tak to mamy temat wiecznie żywy, i takie wielkie udawanie… Że wszystko jest OK. A nie jest!
Andrzej Lewandowski



Ciekaw jestem, ilu Warszawiaków boli ten widok, kiedy zbliżą się do Wisły. Ta straszna donica, w innej zupełnie skali niż całe otoczenie. Desant z kosmosu. Ile zapłaciliśmy – wiemy. Ile płacimy nadal – wiemy nie całkiem. Kiedy w końcu coś zarobimy? Nikt nie wie. Może jednak rozebrać? Rozbiórka i wywózka tańsza niż utrzymanie tego trawnika przez 5 lat.
ilu boli? chyba wszystkich co sa związani z miastem sentymentem, a ten jak wiadomo odnosi sie zawsze do czasow dzieciństwa, miejsce narodzin.
To architektoniczne g.. dominuje nad prawobrzeżną Warszawą kiedy patrzy się z drugiej strony Wisły.
Pani Gronkiewicz proponowała budowę na obrzeżu miasta, chyba w okolicy Łomianek. Słyszę jeszcze ten dziennikarski jazgot doszukujący sie drugiego dna w tej propozycji.
Nie walczyła p.Prezydent z czeredą pismaków dla których Warszawa jest tylko miejscem zarobkowania, bo wolne dni spędzają w rodzinnych stronach i im to „lata”.
Mamy więc rosnące koszta, zablokowane miasto na czas jakiejś imprezki, problemy z bezpieczeństwem publicznym, panoramę miasta zeszpeconą na maksa i brak decyzji co dalej. Mamy obietnice międzynarodowych imprezek co wygeneruje jeszcze większe straty, bo konserwacja samochodu stojącego w garażu też jest kosztowna.
Jestem za rozebraniem .. popieram Angora.
Ostatnio omijam Plac Zamkowy bo irytuje mnie widok stadionu, ponoć narodowego. Jaki naród takie decyzje…