2013-06-13. Pisałem to lata temu – admiratorem Jana Marii Rokity nie byłem, i już nie zostanę. Nie trafiały do mnie zachwyty nad jego wiedzą, oczytaniem, analitycznymi umiejętnościami, może dlatego, że jako racjonalny warszawiak generalnie sceptycznie patrzę na wydumany intelektualizm Krakówka.
Warszawiacy cenią sobie raczej dynamizm, przebojowość, skuteczność, pragmatyzm – niż intelektualne dysputy przy kawiarnianym stoliku, lub światłe słowa wypowiadane zza stołu z zielonym suknem. Podejrzane dla mnie zawsze było to, jak tak doskonale przygotowany polityk, wiele razy wybierany do Sejmu – raz tylko, krótko sprawował urząd państwowy – za to krążył po różnych formacjach, niczym… Antoni Macierewicz. Zachwyty ze scen politycznych i mediów nad Janem Marią Rokitą płynęły zewsząd. Wszyscy, począwszy od premiera Jarosława Kaczyńskiego, na Jarosławie Gowinie kończąc wychwalają jego postawę patriotyczną. Tylko dlaczego nic z tego na dłuższą metę nie wynikało?
Od czasu dramatycznego – ale jakże groteskowego! – odejścia Jana Marii Rokity z polityki, były „prawie premier” staczał się coraz bardziej w stronę tabloidowego nurtu politycznego. Dzielnie sekundowała mu w tym żona, Nelly, ale to Jan sam dokładał cegiełki. Nie pomogła mu specjalnie pozycja i rola publicysty w gazecie „Dziennik”, sowicie wynagradzanego przez Axel Springera. A już na pewno nie pomógł mu incydent w Monachium, gdzie nasz bohater stał się jednocześnie twórcą i tworzywem polityczno-kryminalnego performance’u. Słynna awantura na pokładzie samolotu Lufthansy, której efektem był głównie dzwonek w telefonie komórkowym („Ratunku, biją mnie Niemcy!”), przeniosła ex-polityka i naszego intelektualistę w świat tabloidów i marginesu politycznego. Od tego czasu rzadziej był już zapraszany do mediów jako komentator, a jego wypowiedzi jako byłego polityka i kabareciarza „na stojaka” przestały mieć znaczenie ważnych opinii.
I tu kończy się lekka opowiastka, a zaczyna żenująca farsa. Otóż Jan Rokita jest nie tylko byłym politykiem i dość drewnianym publicystą, ale również prawnikiem. Sam doskonale powinien zdawać sobie sprawę, że wobec prawa wszyscy są równi i nie ma tu kompletnie znaczenia jego „martyrologiczna przeszłość” w NZS, posłowanie, „publicystyka”, ani nawet to, że chciał umierać za Niceę. Więcej – nie ma tu znaczenia nawet to, że jest z Krakowa i to że musi „wyskoczyć” z kwot zapisanych dla niego przez prawidłowo, rzetelnie i neutralnie politycznie sąd.
Rokita w rozmowie z Kamilem Durczokiem w programie telewizyjnym informował, że wyrok (wyroki?) na siebie uważa za „haniebne i skandaliczne”. Kara przekracza jego majątek – według niego; a przecież jest jasne, że wystarczyło tylko w odpowiednim momencie ja wykonać – praktycznie bezpłatnie. Kuriozalna, politycznie i groteskowa jest jeszcze do tego jego opinia, że sąd był zależny , jak stwierdził w wywiadzie – „sąd był w zmowie, ewidentnie to było widać”. To jest podstawą do następnego procesu.
Co oznacza jego pogląd, opinia dziś? Między innymi to, że Jan Rokita przestał być człowiekiem – politykiem – szanującym i prawo i państwowość poważnie. On dziś jest obrażony nie tylko na polityków, ale także na polskie prawo i na państwo. Prawda – i rzetelność prawna Państwa – są takie, że wszystko zostało wobec niego dokonane lege artis. Łącznie z zachowaniem i działaniami p. Kornatowskiego. Bo tak naprawdę według Jana Maria Rokity – o czym głośno nie mówi – prawo polskie nie jest dla niego, ale dla innych. On jest ponadto. On jest wielki… i co raz bardziej śmiesznie żałosny…
Jan Maria Rokita już od wielu lat podążał drugą stroną tej samej drogi co inny „konserwatysta”, Kazimierz Marcinkiewicz. Obaj są gotowymi postaciami z komedii dell’arte, z tym, że o ile Marcinkiewicz to Arlekin, to Rokita raczej jest Pierrotem. Bez maski i stroju może zostać zaangażowany do każdej trupy. Może nawet jeszcze politycznej…


Jak już tu wspominałem, to pieniacz. Rokita miał swoje pięć minut jak sądzono Rywina, zabłysnął wtedy w mediach. I za bardzo uwierzył w swoją wielkość. A w polityce trzeba być nie wielkim, a skutecznym graczem. A z Rokity żaden gracz. Będzie staczał się dalej, ze swoją mądrą inaczej małżonką… Nie żal mi go.
Rokita w swojej pysze nie jest pierwszy – niedawno jego ideowy kolega, minister sprawiedliwości oznajmił, gdzie ma literę prawa, gdy liczy się tylko z duchem. Pawlaczki słowa „Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie” są wciąż aktualne.
Dysputa o literze i duchu prawa to zupełnie inny temat: dotyczy przesłanek do wydawania wyroków, a nie obowiązku ich wykonywania. Wydany już wyrok należy wykonać, albo się od niego odwołać, o ile nie zostały wyczerpane wszystkie możliwości apelacji. Tertium non datur – powiedziałby ktoś bardziej wykształcony ode mnie.
Przeciwnie niż Azrael – ja byłem zwolennikiem Jana Marii Rokity, a zmiana jego wizerunku zdumiewa mnie i boli. Farsa samolotowa była dla mnie szokiem, ale próbowałem sobie wytłumaczyć, że może okrzyk „Niemcy mnie biją!” w rzeczywistości ujawnił dramat męża Nelli R. i zamiast wyśmiewać, powinniśmy krzywdzonego pożałować.
Niech każdy tworzy sobie taki image, na jaki ma ochotę, jednak obecne zachowanie inkryminowanego pracuje nie tylko na jego wizerunek: przyczynia się do negatywnego obrazu „styropianów” jako ludzi wykorzystujących dawne zasługi w celu uzyskiwania nienależnych korzyści. A przecież nie wszyscy są tacy. I ten aspekt upadku J.M. Rokity razi mnie najbardziej.
Bez szczególnego żalu obserwuję, jak błyskotliwa inteligencja Jana Marii odchyla się od normy i prowadzi go na manowce nie tylko polityczne, ale i moralne. Co zaś do Kornatowskiego, to warto przypomnieć, że był on komendantem policji za czasów premierowania Kaczyńskiego. Więc na co liczy w sprawie prawomocnego wyroku pan Jan Maria w wypadku gdyby PiS doszedł do władzy? To wczorajsze wystąpienie jeszcze bardziej żałosne niż pisk „Niemcy mnie biją” /a ludzie w samolocie bili brawo niemieckiej policji, gdy wyprowadzała tę parkę dziwaków z samolotu/.
http://www.wprost.pl/ar/403502/Gowin-o-wyroku-ws-Rokity-hanba-dla-Polski/
Zdaniem byłego ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina wyrok sądu, nakazujący Janowi Rokicie zapłacenie 350 tys. złotych tytułem przeprosin i zadośćuczynienia dla byłego komendanta głównego policji Konrada Kornatowskiego, to „hańba dla polskiego państwa”. Z punktu widzenia stanu majątkowego Jana Rokity 350 tys. złotych to suma absolutnie rujnująca. Czy takie wyroki powinny zapadać? Jak to się ma do idei sprawiedliwości? – pytał w programie Bogdana Rymanowskiego w TVN24 były minister sprawiedliwości. Pytany o to, czy kwestionuje prawomocny wyrok sądu, Gowin stwierdził, że „kwestionuje moralną prawomocność takiego wyroku”.
——————————————————
Za dwa lata początek dekomunizacji wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Skandaliczny wyrok w sprawie Rokity zostanie cofnięty i nie tylko ten wyrok. A dyspozycyjni sędziowie zostaną surowo ukarani.
Pan Gowin widzi nadal tego ducha prawa a litera go już nie obchodzi. To taki masjanizm zagubionego w prawie, na którym przecież się nie zna… Gorej z naszym Mistrzem, Wielkim zresztą. On już zadecydował za wyborców… A to brzmi groźnie w czasach gdy prostytuujący się dziennikarze na utrzymaniu prawicy cynicznie podcinają podstawy demokracji w Polsce.
Jajcarz z ciebie największy na tym blogu, a może i gdzie indziej. JMR przez długie 17 lat posłowania i ministrowania (mimo że nigdy uczciwie nie pracował na chleb) odłożył sobie wraz z dobrze opłacaną z państwowego budżetu małżonka taką kasę, że mogłby cie kilkaset razy kupić i sprzedać.Jego skamlenie nad katastrofą bytową mozliwoscią pracy na czarno ( sic!)przymierania głodem i brakiem pieniędzy na telefon oraz zebranie o wsparcie z powodu marnych 350 tysięcy, nadaje się do kiepskiego kabaretu. Może we dwóch założycie taki ansambl Proponuję nazwę „Tupet I Hucpa”
Baranku, od Rokity zasądzili koło 10tys. zł. Rokita łże, jak Maciarewicz, albo Prezes, czyli jak Wy to mówicie, „jak bura suka”.
Może przyjmiecie, biedaka, co go Niemcr biją do PiS?
Przepraszam, wtrącę swoje 2 grosze.
A. pisze:
„Bo tak naprawdę według Jana Maria Rokity – o czym głośno nie mówi – prawo polskie nie jest dla niego, ale dla innych.”
Czy to nie jest dowód, że JMR do PiS jak najbardziej pasuje?
Jako racjonalnie myśląca szczecinianka mam odczucia identyczne jak racjonalnie myślący Autor. Jan Rokita nigdy nie wydawał mi się wiarygodny (a już zwłaszcza odkąd poznaliśmy panią Nelly – a małżonek zawsze lojalnie żonę wspierał zamiast odwieść ją od uczestnictwa w polityce, którą ośmieszała). Jego zresztą wystąpienia też często bywały pretensjonalne na granicy kabotynizmu, odkrywały przede wszystkim oceany samozadowolenia i wcale nie świadczyły o jakiejś szczególnej przenikliwości. Incydent z płaszczem, którego w samolocie wrodzy Rokicie Niemcy nie chcieli uznać za vipa potwierdził moje kiepskie zdanie o panu R. Wczorajsze wystąpienie zadowolonego z siebie jak zwykle polityka, mówiącego o sobie w trzeciej osobie i rzucającego gromy na Polskę, która go rzekomo skrzywdziła – było żenujące wyjątkowo. Częściowo też pocieszne („sześć lat nikomu nie przeszkadzało, że Rokita składek nie płacił, a teraz nagle go wyrzucili z Platformy”).
Pierrot? Moim zdaniem raczej Miles Gloriosus, narcystyczny Żołnierz Samochwał z Plauta.
A ja nie bardzo rozumiem, o jakiej zmianie panowie mówią? Dla mnie on się nie zmienił ani na jotę, zmieniły się okoliczności.
W czasie komisji Rywina, może panowie sobie przypomną, zjechał jak burą sukę pana Pastusiaka. Po chamsku, z góry na dół. Nie jestem fanem pana Pastusiaka, ale to było, łagodnie mówiąc, nieładne.
Pomiędzy obradami okazało się na dodatek, że nie miał racji zarzucając Pastusiakowi jakieś straszne przestępstwa. Pomylił się, źle go poinformowano, nie wiem, to bez znaczenia. Zdarza się najlepszym.
Oczekiwałem, że jego pierwsze słowa na kolejnej sesji będą przeprosinami. No i się zawiodłem. Rokita wysłuchał wyjaśnień przewodniczącego komisji o bezpodstawności swoich zarzutów bez zmrużenia okiem.
Cham i prostak. Tak mi mówiła mamusia, a ona zwykle miała rację.
Coś się zmieniło? Niewiele. Gdyby Rokita zarzucił Kornatowskiemu, że jest świnią niemytą, sąd pewnie uznałby to za „dopuszczalny wyraz ekspresji politycznej” (definicja p. Romaszewskiego). Ale on zarzucił mu konkretne czyny. A na to to już trzeba mieć pokrycie, nie wystarczy przekonanie, jak sądził. W odróżnieniu od Pastusiaka, Kornatowski nie odpuścił. I tylko to się zmieniło. I słusznie. Kiedyś trzeba zacząć się uczyć odpowiedzialności. Mamusia nie nauczyła, życie nauczy. Tylko ono nie jest takie przyjazne i nie gotuje takiej fajnej zalewajki.
@Monika Szwaja, @Jerzy Łukaszewski
Do kabotyńskich zachowań JMR w komisji rywinowskiej dorzucę jeszcze urocze: Chciałbym pana łaskawie zapytać…
Właśnie Izba Komorniczna ogłosiła, że nie ma nakazu na Rokitę. I nie będzie narazie oraz nie wiadomo jaka będzie suma. W tym momencie Rokita robi aferę i okłamuje swoich słuchaczy.
Robi z siebie durnia z tą komorniczą egzekucją – liczył, że nikt tego nie wykryje?
Zawsze miałem wrażenie, że nie tylko tzw. lepszej połowie tego stadła brak piątej klepki. Jemu, najwyraźniej, też.
Zgadzam się tym razem z niemal każdym słowem artykułu.
Dlaczego „niemal”?
Bo, przez litość, CORAZ to jedno słowo, nie wolno go, nawet człowiekowi po podstawówce, dzielić na „co raz”…
A co powiesz na sformułowanie: „Co raz uchodzi nie oznacza, że będzie uchodzić zawsze”.
Pozdrawiam znawco.
Nad czym ten lament? W jakimś amerykańskim filmie facet ucieka na widok bohatera filmu. Ten chce go gonić. Kumpel powstrzymuje bohatera, pytając: „Dlaczego”? A ten: „Jest mi winien 20$”. Kumpel: „Zobacz, za 20$ pozbyłeś się sukinsyna ze swego życia”. Mamy Jana Marię z głowy. I piękne to jest.
Bardzo trafne.
Może dodam jeszcze, że nawet samemu Rokicie wyszło to na zdrowie. Odkąd jest pod wozem zaczął być uprzejmy, poznaje ludzi.
Popieram w pełni zdanie Autora.
.
Podobno te horrendalne 350 tysięcy to jakaś zmyślona i niezweryfikowana bzdura. Jeśli tak, to mamy kolejny przykład totalnej kompromitacji polskich mediów i krzykaczy politycznych. Byle pokrzyczeć i wypełnić sianem czas w okienkach, ramkach i szpaltach beznadziejnie pustych mediów.
http://lujeran.eu/images/zoom/ZASYSS/lwy1.jpg
@Jerzy Łukaszewski
😉
.
Ratununkuuuuuuuu!!!!! Rokita znów w telewizjiiiiiii!!!!!
Tytuł powinien brzmieć: „Bo u nas w Warszawie…”
Jacyś dziwni blogerzy próbują robić kariery na plecach JMR, człowieka dziwnego, ale po stokroć zasłużonego
W czym zasłużonego?
Nie wiem o czymś?
Poza tym proszę wybaczyć, ale Rokita zawsze sprawiał wrażenie, że jego rozwój emocjonalny został przerwany, gdy miał 10 lat.
„…raz tylko, krótko sprawował urząd państwowy”.
Krótko, za to bardzo skutecznie. W tym czasie razem z Suchocką zdążył konkordat nam wyszykować.
Mość Generale Azraelu,
Rzeczypospolita w potrzebie. A Ty się nie zrywasz, za klawiaturę nie chwytasz… Szkoda Cię, Azraelu, na takie bzdety, jakie nam funduje Rokita. Katastrofa edukacji, kryzys finansowy, dominacja Azji, itd., a Ty o jakimś Rokicie…
Diabelny Internal Server Error pożarł mi tekst broniący JMR.
Działamy. Nas to też wkurza.
od czasu do czasu, trzeba napisać prawdę prosto między oczy.Pan Rokita, słusznie nazwany Krakówkiem, przeintelektualizowany narcyz, wiedzie swój trutniowy byt w samozachwycie. I słusznie autor wytyka mu kompletny brak skuteczności, bo poza intelektualizowaniem niczego nie zdziałał.