ECHA WYDARZEŃ: Jeśli mam to i owo premierowi za złe ( czasem – za bardzo złe), moje uczucie nie obejmuje sportu. Czyli tego, że szef rządu kibicuje, a także osobiście gra z zapałem w piłkę. Każdy może się sportować, każdy powinien, ale w obszarze prywatnego życia osobistego. Tylko prawdziwi sportowcy– na zasadzie klasa plus kasa są w innym układzie. A Kowalski, to… Kowalski. Nawet premier…
Dlatego rozbawiła mnie informacja, że pan Donald podczas grania w futbol tak uszkodził nogę (i zezłościła na media– iż się dały napuścić) wieść, że… nawet w sejmowych głosowaniach nie uczestniczył. Jakby się nogą głosowało, i jakby nie było „opryskiwaczy”, którymi medycy kopniętym piłkarzom od ręki ból odejmują… Gdzie był „pierwszy kontakt”?
Że boli – współczuję. Ja, gdy się przewróciłem na dziurawym chodniku, nawet rękę w gipsie tygodniami nosiłem. Ale w mediach nie pisali. No, sam stosowną fotkę na FB zamieściłem… Ale, żeby prawie urzędowy komunikat?! I ocenę w wykonaniu rzecznika rządu!?
Panowie, bądźcie poważni, racja stanu? Dobrze, że specjalne konsylium nie wydawało komunikatu… Toż to albo średni dowcip w wykonaniu rzecznika, albo… niedźwiedzia przysługa. Szefowi. Wystarczy komentarze w sieci poczytać… A mogło normalnie – jak Kowalskiego– poboleć i przestać…
…Podobną sztuczność widzę w tzw. sprawie transferu bramkostrzelnego (nie w reprezentacji) pana Roberta. Na szczęście on sam oszczędnie zabiera głos i raczej zajmuje się graniem, nie gadaniem. Za co go sławię. Ale już tych „wokół” sławić nie myślę. Ani posła K., który bardziej teraz jest znany, jako „obrotowy” w załatwianiu sprawy, niż wyrazista postać parlamentu; ani kolegów– medialistów, którzy osobą sympatycznego sportowca jakby sobie grali w pokerka. Kto, ile i do czego będzie dobierał…
A skutki bywają przykre. Jak ten drobiazg, którego opis wkleję: „W dzienniku „Bild” pojawiają się dwa teksty o Lewandowskim. Polskich kibiców może zaskoczyć felieton dziennikarza Waltera M. Stratena, który do napastnika Borussii Dortmund napisał... po polsku. „Panie Lewandowski, pańska umowa o prace w Dortmundzie jest ważna aż do lata 2014. Do tego czasu ma Pan przeklęty obowiązek wypełniać zobowiązania wobec pracodawcy – podobnie jak każdy inny pracobiorca„. Znajduję w sieci adnotację, że to „pisownia oryginalna”… Dodam– wymowa sytuacji– też… Bo ponoć… dżentelmeni o pieniądzach nie mówią. Oni je mają i mnożą…
Świetny i przemiły miotacz kulą, p. Tomek Majewski właśnie został… mistrzem Europy roku 2010. W 2010Barcelonie przegrał o centymetr z Białorusinem Michniewiczem. W rywalizacji było 21.01-20.00. Michniewicz okazał się recydywistą dopingowym i jest zdyskwalifikowany, dożywotnio. Traci aż 7 medali, ale… to jego zmartwienie, a federacja białoruska powiedziała, co musiała… Oczywiście, gdy oliwa sprawiedliwości na wierzch wypłynęła– Pan Tomek ma to, na co zasłużył. Dla historii, statystyki, do gabloty, ale pewnie wciąż z uczuciem niedosytu i żalu. Że poza stadionem, że bez Mazurka i towarzyszącemu mu wzruszenia… Cóż, doping bardzo sport psuje. Nawet ten wykryty i urzędowo ukarany…
Na marginesie: Ponieważ badania anty w ogóle bardzo przetrzebiły lekkoatletykę białoruską– komentator portalu, z którego wieść czerpię, porównał sport tego kraju z dawnym sportem NRD. Za łatwo. Bo dobrze jest pamiętać, jak było… Fakt– sport neredowski był bardzo sztucznie napędzany, miał nawet specjalną placówkę naukową i naukowe systemy wspomagania, ale… Dowody przyszły, gdy NRD już nie istniała. Wcześniej rywale stawali na głowie, by mistrzów z NRD przyłapać, a kontrole okazywały się bezradne… Białorusinów jednak łapią „w biegu”…
Bardzo lubię, jeśli sportowiec ma odwagę i ostry język. Wklejam: „Według oficjalnego serwisu FIVB Paweł Zatorski jak na razie jest najlepiej broniącym zawodnikiem w całej Lidze Światowej. Libero reprezentacji Polski odniósł się tych wyników na łamach „Przeglądu Sportowego”. – Gdy się o tym dowiedziałem, to pomyślałem, że statystyki sporządzał chyba niewidomy! – zaskakuje zawodnik PGE Skry Bełchatów. „ A niby, po ludzku, mógł się tylko ucieszyć , że go wyróżniają, prawda?
Andrzej Lewandowski



Dla uzupełnienia oraz przydania tak publicznie ekscytującemu wydarzeniu właściwej rangi- jeszcze wklejka z gazety:
„W warszawskim szpitalu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji trafił pod opiekę aż pięciu lekarzy. Po prześwietleniu okazało się, że Donald Tusk ma skręconą kostkę.
Lekarze zalecili premierowi, aby przez najbliższe kilka dni się oszczędzał. Kontuzja wykluczyła szefa polskiego rządu z gry w piłkę na co najmniej dwa tygodnie.”
O rany, i Pierwsza Osoba też…! Te stawy skokowe jakoś za łatwo się skręcają na tym pułapie. Ale TAM do Funduszu jednak bliżej niż Malinowskiemu z Kowalskim…