nathan gurfinkiel: z siostrą historią za pan brat

natan sepia2013-06-24.

fragment dzieł rozebranych

erneście, kronikarzu niezawodny. bardzo bym się ucieszył gdybyś mniej cytował źródła ze swej pamięci, a bardziej starał się je weryfikować.

klasyczną ilustrację takiej postawy zaprezentował, jeszcze przed drugą światówką, mieczysław grydzewski na zebraniu redakcyjnym „wiadomości literackich”; cóż zatem takiego powiedział legendarny redaktor?

jak wszyscy wiemy, „pana tadeusza” napisał słowacki, nie dowierzamy jednak całkowicie naszej pamięci, sprawdzamy raz jeszcze i okazuje się, że jednak mickiewicz – łajdak, jak mógł!

nie chciałbym zasłynąć jako człowiek pozbawiony elementarnej skromności, ale już w dziełach zebranych gurnatka finkla – czyli mnie, możesz odnaleźć cenne świadectwa rozgrywającej się tuż za oknami współczesności, co to jeszcze za naszego zdążyła przejść do historii. mogę ci z pogodą w sercu i spokojem na mym obliczu szczerym zalecić studiowanie tych materiałów. moje lenistwo jest znane w świecie, więc nie ma tego dużo i zbytnio się nie nadwerężysz.

a skoro znamy już stanowisko dwóch wypowiadaczy swego zdania, poznajmy i twoje – zwłaszcza, że gurnatko finkiel, antycypując (i podzielając) twe nastawienie do pozaspirytualnych aspektów miłości, zaczął z nim polemizować w kwestii reakcji władzy (ludowej) na amoralność i nieobyczajność tak częstą, że jęła uchodzić za prawo naturalne, któremu wszyscyśmy podlegali z wyraźnym entuzjazmem.

skoro więc już znamy stanowisko twych oponentów (naonczas jeszcze in spe), czas na twe własne słowa:

W realnym socjalizmie, kiedy władzę zaczęli sprawować przeważnie synowie chłopscy, z ich tradycyjnym poczuciem co przyzwoite, system stawał się pruderyjny. Też był totalitarny i chciał rządzić wszystkim. Jego dyżurni moraliści nie mogli się powoływać na normy religijne. „Bóg tak chciał” to już nie był argument. Niekiedy dochodziło wręcz do wariactwa. Znana mi jest historia, kiedy po międzynarodowym festiwalu młodzieży w Warszawie, w roku 1955, bardzo surowo rozpatrywano sprawę członka Związku Młodzieży Polskiej przyłapanego na całowaniu się z jakąś cudzoziemką. Od wydalenia z ZMP i związanych z tym bardzo przykrych konsekwencji uratowała delikwenta interwencja starszego nieco dziennikarza, późniejszego szefa telewizji. ”Może tym razem darujemy koledze, jeśli kolega publicznie da przeczenie(przyrzeczenie? – n.g.), że już nigdy w życiu tego nie zrobi” . Bańka pękła i sprawa rozładowała się w śmiechu.

erneście drogi, wiemy obydwaj niemal z autopsji, że stalin bynajmniej nie był pozbawiony poczucia humoru. słuchał dowcipów o sobie z dużym upodobaniem i aż mu wąsy wilgotniały, zroszone niejedną łzą rozrzewnienia. wciąż nie mogąc się nacieszyć i nadal rozbawiony wydawał dyspozycje co do dalszego losu autorów facecji na swój temat. mistrzowie literackich miniatur byli zgodnie ze wskazówkami już to rozstrzeliwani, już to zsyłani do łagrów…

gurnatko finkiel, kiedy go wyrzucano z ZMP w roku 1953 usłyszał zarzut, że reprezentuje poważny przypadek nieuzasadnionej wesołości. kiedy więc – jak zawsze z niechęcią i ociąganiem się – zaczął opisywać swe lata studenckie, starał się docierać do sedna sprawy.

w utworze “szydełkowanie”(SO2013-01-03) można było przeczytać:

…Wszystkie te okoliczności sprawiały, że miałam coraz mniej czasu na szydełkowanie, nim więc zdążyłam wykończyć ów nieszczęsny sweterek, dziecko przestało się w nim mieścić. Siłaczko – ozwał wewnętrzny glos – musisz zacząć swe syzyfowe prace od początku, bo kamień znów stoczył się w dół. Trzeba więc było ponownie wyruszyć na poszukiwanie włóczki. Każdy, kto pamięta czasy przodującego ustroju (do was mówię, moje młodsze współbaby, więc przestańcie głupio rechotać!) wie ile trzeba było wysiłku żeby zdobyć kilka odpowiednich motków. Znacznie łatwiej już było urodzić następny obiekt macierzyńskiej troski. Historia powtórzyła się później od nowa i dopiero gdy mój instynkt prokreacyjny został zaspokojony po raz czwarty, udało mi się dopasować sweterek do wymiarów dziecka. Dalibóg nie rozumiem kobiet, które agitują za legalizacją przerywania ciąży, choć same nigdy nie wyciągały z szuflady drutów, co najwyżej ciągnęły druta, żeby wspomóc coraz bardziej słabnącą potencję swego zestresowanego mężczyzny, a potem zamiast szydełkowania uprawiały coitus interruptus, by nie zajść w ciążę, bo utrudnienie dostępu do środków antykoncepcyjnych stało się w epoce transformacji ustrojowej symbolem wyzwolenia spod komunistycznej opresji. Ta przerywana przyjemność, czy też uciążliwa powinność (zależnie od stanu ducha) nie jest w Najprzaśniejszej Rzeczypospolitej zakazana, toleruje się ją więc mniej lub bardziej. Szczególnie gdy jest praktykowana przez dwie osoby odmiennej płci. W niedawnej przeszłości takie wzajemne wyładowywanie emocji – podobnie jak każda inna niereglamentowana i nie podporządkowana kontroli władz działalność – traktowane było z najwyższą niechęcią. Polityka mieszkaniowa była funkcją tego nastawienia władzy i polscy chłopcy nie mieli gdzie spotykać się z polskimi dziewczętami, wskutek czego ze wszystkich krzaków w parkach i podmiejskich zagajnikach dobywały się odgłosy stosunków pozamałżeńskich. Władze słusznie uważały, że dzieci zrodzone w odruchu nieposłuszeństwa w przyszłości będą kontestować obowiązujące w państwie porządki, uchwaliły więc ustawę, legalizującą aborcję. Co bardziej uświadomione dziewczyny z mojego pokolenia postanowiły zwalczać reżim przy pomocy tajnej broni. Była nią mało kosztowna w fazie produkcji bomba demograficzna, wytwarzana chałupniczymi metodami w bardzo wielu polskich domach. Prace nad produkcją tej Wunderwaffe przeszły w nawyk, trwają w najlepsze po dziś dzień i tylko feministki (…) domagają się, by prawo do uchylania się od powinności szydełkowania zawarowane było w ustawie zasadniczej. Ich przeciwnicy żądają z drugiej strony, by konstytucja zawierała zapis, chroniący życie od chwili poczęcia do egzekucji (po przywróceniu kary głównej…

dziś już mało kto pamięta życie codzienne (a zwłaszcza conocne) w tamtych czasach i tylko czasami jakiś szczególnie jaskrawy reflektor z owych czasów zapala się bez żadnego sensu i mimowolnie rozświetla mroki rzeczywistości z nieco wcześniejszej niż dzisiaj fazy mojej młodości.

któregoś dnia nasz dziekan, taki PRL-owski savonarola wygłosił wykład na temat przewagi gospodarki planowej nad chaotyczną gospodarką rynkową. aula była szczelnie wypełniona, bo napełnianie nas wiedzą z dziedziny ekonomii politycznej socjalizmu miało miejsce pod koniec semestru i po wykładzie można było uzyskać podpis w indeksie.

– ja tam nic nie mogę zaplanować – odezwała się rozmarzonym głosem siedząca w rzędzie przede mną nasza koleżanka lidia (zwana również libidią. lub wirylią) – my wszystkie w akademiku żyjemy tylko od miesiączki do miesiączki…

westchnienie znalazło się później w wydanej przez instytut literacki  jednej z wczesnych książek naszego o młodszego kolegi henryka grynberga.

aforyzm na temat ekonomii socjalizmu wprawił nas w taki entuzjazm, że gotowiśmy byli nosić naszą libidiowirylię na rękach. dziewczyna była jednak bardzo dorodna i okazała, a my – dumni otrzymywacze stypendium w wysokości 210 zł/mies., chronicznie niedożywieni…

nathan gurfinkiel

 
Weź udział w naszej ankiecie

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com