nathan gurfinkiel: …napisane przez żyda choć nie andré

natan sepia2013-07-10.

konflikt wokół ks. lemańskiego ożywił mi w pamięci rozważania sprzed kilku lat wokół drogi, którą podąży kościół w polsce po śmierci Jana Pawła II. prowadziłem na ten temat korespondencję z moim przyjacielem mariuszem, deklarującym się jako wierzący katolik i bardzo przywiązanym do katolickiej tradycji

argument, że niekatolikowi winno to być to obojętne słabo przemawia mi do przekonania, a odgrodzenie się od problematyki religijnej jest wręcz nie do przyjęcia już chociażby ze względu na pozycję katolicyzmu w polsce. w dyskusjach na temat pozycji kościoła pada często argument niebezpieczeństwa laicyzacji i mówi się wręcz o dyskryminowaniu, jakiemu poddawani są polscy katolicy. według tej argumentacji, dość częstej w środowiskach mających katolicyzm na sztandarach upadek wpływów kościoła w hiszpanii jest groźnym memento. argumentacja wydaje mi się cokolwiek bałamutna, bo używa się jej bez uwzględnienia podstawowych różnic w sytuacji obydwu kościołów. w czasach dyktatury komunistycznej polski kościół wspierał opozycję i dawał wiernym nadzieję na pokojowe wyzwolenie się spod opresyjnego reżimu. w hiszpanii kościół był ostoją dyktatury frankistowskiej. bez uwzględnienia tej fundamentalnej różnicy powoływanie się na przykład hiszpanii pozbawione jest sensu.

to nie tolerancja i otwartość na dialog jest niebezpieczne dla kościoła. naprawdę groźne jest utrzymywanie dyscypliny w sposób, którego skutki odczuł ostatnio na sobie ksiądz lemański…

Mariuszu,

Nie dość, że wirus grypy, lub czegoś grypopodobnego pastwi się nade mną, to jeszcze muszę oglądać (na szczęście biernie) ten gigantyczny kicz w związku z rocznicą odejścia JPII. Rok temu wśród tego zalewu hagiografii, niekiedy w gatunku tak podłym, że nie przystawała ona w żaden sposób do autentycznej wielkości postaci, na tym niesmacznym jarmarku mój bratanek Kuba zaprezentował imponującą elegancję stylu. Jak niemal każdy (nie wyłączając mnie), autentycznie przejęty wydarzeniem umieścił na swojej witrynce na GG hasło: Shalom Abba …

To, co oglądaliśmy wczoraj było chyba jakąś czkawka tamtych dni. Do tego jeszcze pan prezydent, który żadnej nie zaniedbuje okazji, by popisać się przed klientelą Radia Maryja swą niezłomną katolickością, również tym razem wygrzewał się w blasku Zmarłego – horrendum. Może jestem niesprawiedliwy (jak zawsze, dopuszczam możliwość popełnienia błędu) i zbyt surowo osadzam ludzi, może to autentyczny odruch żalu po wielkiej postaci i płynąca z wnętrza potrzebą sacrum – chciałbym bardzo, żeby tak było. Sceptycyzm bierze jednak górę, bo jak mam reagować, skoro trzeba było kilku zaledwie miesięcy od wielkiego przełomu, od moralnego catharsis, które jakoby przeżyliśmy w związku z chorobą i zgonem JPII, by życie polityczne sięgnęło dna, w jakim chyba nie tkwiło od epoki Sasów…

Dobrze, że mamy już tę rocznicę poza sobą i przywrócony został normalny kryzys wszystkiego…

Natan  

Natanie,

Jak dobrze, że Bóg/ Jahwe/ Allah/ Absolut stworzył nas tak różnymi. Bo inaczej nuda i cisza – ja wiem to samo co Ty, to o czym będziemy mówili? – pomijając już, z czystej grzeczności, że byłbym teraz zagrypiony…. (oczywiście szybkiego powrotu do zdrowia życzę najserdeczniej). To wstęp do – czy ja wiem do czego? Przecież nie polemiki, bo gdzie mnie, szaraczkowi, polemizować z Gigantami Intelektu? Anyway, jak mawiają tam, gdzie słoneczko mówiło wieczorkiem tow. Leonidowi, że już może je pocałować w d…, sądzę, że:

– może to trochę dobrze, że jest kicz; tym bardziej można docenić sztukę.

– niejaką ludyczność ludu Bożego nie przeszkadza mi – oczywiście do czasu, gdy nie przywdziewa osławionego moherka

– wydaje mi się, że JPII też nie bardzo przeszkadzała: w końcu “Barka” – obiektywnie rzecz biorąc, nie lokuje się na szczytach muzycznych osiągnięć ludzkości, a zgromadzony ze świeczkami tłum nie sprzyja, moim skromnym, intelektualnym uniesieniom. Ale też może nie o to tam chodzi.

 ad rem: wystawione w oknach obrazki , ulice z lampionami, kir na antenach samochodowych nie jest pewnie wysmakowaną, ale wydaje mi się, że autentyczną reakcją na to, co się zdarzyło. I o ile wydaje mi sie, że gadanie o pokoleniu JPII jest nadużyciem, to – uwierz lub nie – na ulicach, w tramwajach, na poczcie chamstwa było przez moment jakby mniej. Pewnie, że przez moment, ale może lepiej tyle niż wcale.

Pewnie, że więcej u nas katolicyzmu typu Matki Boskiej w klapie niż myśli Turowicza, Tischnera czy Niewęgłowskiego. A i niewiele rozrywek u nas milszych niż bezinteresowne przykopanie bliźniemu jeszcze na schodach kościoła po mszy czy spowiedzi. No ale to nie powód, by kościoły zamykać…

Ja się uczciwie przyznaję: jak JPII przytulał takiego malutkiego z brzuszkiem rozepchanym przez głód, to robiło mi się pod oczami dokładnie to samo, co 2 kwietnia rok temu jak i 2 dni temu. Pocieszam się, że wokół Chrystusa teżnie gromadzili się sami intelektualiści…

Do kryzysu czas wracać, dyrektor już wzywa…..

Mariusz

Mariuszu, Mistrzu mój i Nauczycielu,

Dopiero lektura Twego listu wyjawiła mi błąd, jaki cały czas popełniam w sprawie papy Wojtyły. To przecież jasne, że jarmarczny zgiełk musi razić kogoś takiego jak ja, wychowanego w tradycji religijnej, która zakazuje tworzenia jakichkolwiek wizerunków Boga. Jest to na dodatek cywilizacja, w której nie ma kultu zmarłych. Poza pogrzebem odmawia się zbiorową modlitwę przy obchodach niektórych świąt religijnych. Adoracja Boga, pozbawiona jakichkolwiek elementów widowiskowych, jest więc niczym nie skażoną emanacją ducha, kontemplacją, filozoficzna refleksja. Tradycja chrześcijańska jest z pewnością bardziej demokratyczna i zwrócona w stronę człowieka. To dlatego chyba z taką łatwością wchłonęła ona wiele obrzędów, praktykowanych jeszcze w czasach pogaństwa…

Do tego jeszcze dochodzi sprawa zadawnionych kompleksów narodowych. I wówczas, rok temu, i teraz dręczy mnie natrętne pytanie czy to co się działo, wystąpiłoby w zbliżonym bodaj natężeniu, gdyby na tronie piotrowym zasiadał purpurat innej niż polska narodowości, a jeżeli nie, to czy Jego Świątobliwość nie był dla wiernych w Polsce (aż wstyd pomyśleć) czymś w rodzaju Małysza.

Ale postęp jest. W porównaniu z długotrwałą histerią sprzed roku teraz Wielki Nieobecny niemal natychmiast po obchodach wyparował z mediów.

Najbardziej zastanawiające jest, że ten jarmark odbywał się za przyzwoleniem obiektu adoracji, choć biegły w teologii papież musiał przecież zdawać sobie sprawę z bałwochwalczego charakteru zachowań tłumu, bo doktryna katolicka definiuje papalatrię jako grzech. Na dodatek to właśnie polski kardynał, wyniesiony na tron piotrowy winien był przecież mieć w pamięci – komu stawiano pomniki za życia (choć szczęśliwie nie w Polsce) i co się później z tymi pomnikami stało.

Upatruję w tym wszystkim jakiś rażący dysonans między autentycznym wymiarem tego człowieka, a kultem, któremu się nie przeciwstawiał (choć niekiedy dobrotliwie sobie z niego pokpiwał). Może to paradoksalne echo ciągot teatralnych i próżności, częstej u ludzi sceny? On, którego sława przerosła wszystkie marzenia chłopca z Wadowic, może jednak nie do końca otrząsnął się z tego miasteczka i dlatego nie raziła go zanadto odpustowa tandeta suwenirów i pozłacanych figur o jego rysach twarzy…

To o co naprawdę trzeba w tej sytuacji się niepokoić, to dalsza droga polskiego kościoła. Obecność JPII moderowała kierunek ewolucji wyznaczany przez ojca dyrektora i prałata Jankowskiego. Obawiam sie, ze teraz, bez Niego kościół polski otrząśnie się z wpływu ks. Tischnera i kilku światłych hierarchów, by powrócić w koleinę wyżłobioną przez Niepokalanów i Radio Maryja.

Niczego bardziej sobie nie życzę, niż tego, bym się mylił…

(2006)

nathan gurfinkiel

Weź udział w naszej ankiecie

Print Friendly, PDF & Email

7 komentarzy

  1. sugadaddy 2013-07-10
  2. Jerzy Łukaszewski 2013-07-10
  3. andrzej Pokonos 2013-07-12
  4. Jerzy Łukaszewski 2013-07-12
  5. Magog 2013-07-13
  6. PAK 2013-07-13
  7. skrzydla 2013-07-16
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com