Odpowiedź na tytułową kwestię bardzo często zależy od tego, kto jej udziela. Ostatnio w ucho mi wpadła interpretacja Andrzeja Morozowskiego, jednego z naczelnych moralizatorów TVN24. Codziennie, z wyłączeniem weekendów i świąt, objaśnia on widzom, jak mają widzieć rzeczywistość. Podkreśla to sam tytuł programu: „Tak jest”, zakładający widocznie, że jest tak, jak przedstawia autor i ani trochę inaczej. (Bo nie śmiem myśleć, że fraza „Tak jest!” mogłaby oznaczać reakcję na wydany rozkaz). Program czasami oglądam ze względu na zaproszonych gości i komentatorów. Nie da się wtedy uniknąć obcowania z autorytetem red. Morozowskiego i towarzyszącego mu często kolegi, red. Knapika. Gdy są razem, najbardziej mnie bawi, jak skutecznie zagłuszają gości, zwłaszcza znacznie mniej od nich elokwentnych, a może tylko lepiej wychowanych.
Jak więc jest z tą demokracją?
Wypowiedź samotnego red. AM dotyczyła kwestii udziału w referendum warszawskim. Prowadzący program – notabene z czołówką w konwencji tzw. graffiti, w wersji mazania bazgrołów na ścianach – odniósł się do słów premiera Tuska. Powiedział premier: „Liczę na to, że warszawiacy w swojej przewadze wyrażą wotum zaufania dla Hanny Gronkiewicz-Waltz, odmawiając udziału w referendum”. Redaktora Morozowskiego oburzyło, że tak wypowiedział się szef partii, określającej się jako „obywatelska”. Ironizował: „obywatelska, a nawołuje do niechodzenia na wybory”. Otóż, panie redaktorze, referendum to nie są wybory. Choćby niektórym się to marzyło. Niepójście na referendum wyraża niezainteresowanie obywatela odpowiedzią na zadane w nim pytanie. Wyraża ocenę zadanego pytania.
W naszym kraju referendum – przynajmniej na razie – wspiera demokrację, a nie jest głównym narzędziem do jej realizacji. Tym są wciąż wybory. Referendum ma się zajmować szczegółowymi i doraźnymi, cząstkowymi sprawami, a nie walką polityczną. Choć w takiej funkcji ostatnio jest używane.
Jestem z urodzenia warszawianką. Nie wierzę w to, aby problemy czy niedomogi w zarządzaniu moim miastem były takie same jak w Elblągu, Olsztynie, Rybniku i, być może, w innych miastach, w których opozycja wkłada stopę w drzwi. Nie zastanawia red. Morozowskiego taki wysyp referendalny? A może męczy i nudzi go czteroletnia kadencja rządzenia przez ludzi wybranych w wyniku wyborów? Mnie nie nudzi. Chcę poczekać na zakończenie kadencji i wtedy ocenić tych, których mogę ocenić „po owocach”.
Chodzi tylko o politykę
Dziś wykorzystuje się zmęczenie ludzi podejmowanymi inwestycjami (zawsze można wołać nie o te, ale o inne, zawsze można mówić, jak je lepiej prowadzić), aby tuż przed kolejnymi wyborami skonsumować cele wyznaczone przez rządzących i przez nich mniej lub bardziej udatnie realizowane. Nadmiar inwestycji wynikał i z wiadomego zapóźnienia poprzednich władz, jak i z dostępności do środków unijnych. Są do skonsumowania teraz, w przyszłości już na taką mannę nie będzie można liczyć. Partie opozycyjne, obecne w samorządach, choć niekiedy wykorzystujące tak niezależnych i niepolitycznych działaczy jak pan Piotr Guział, doskonale to wiedzą. Dlatego chcą dojść do władzy w Warszawie już teraz. Aby kończyć te inwestycje (nieudolnie wszak prowadzone?…), przecinać wstęgi i mieć dobre wejście w nadchodzące wybory.
Przy tym to tylko na razie idzie o wybory samorządowe. Są one traktowane instrumentalnie, jako forpoczta tych właściwych, do parlamentu, które mają umożliwić osiągnięcie pełni władzy. Ta pełnia pozwoli zmienić świat. W duchu, który opisał na łamach SO Piotr Rachtan w tekście pt. „Samorząd terytorialny wg PiS”. Przypomnę znamienny akapit: „(…) ogólne stwierdzenie PiS daje do ręki możliwość majstrowania przy samorządach dowolnie, zależnie od doraźnych interesów i ukrytych zamiarów temu, kto zdoła zmontować odpowiednią większość parlamentarną. Zwykłą większość. Która na przykład narzuci samorządom podatki lokalne, albo pozbawi je osobowości prawnej, albo dzięki której ‘organy państwowe’ zabronią gminom uczestniczyć w organizacjach międzynarodowych, albo pozbawią samodzielności, która ‘podlega ochronie sądowej’”. Tego chcemy? To nie Ruch Palikota, to nie „niezależny” pan Guział w Warszawie sięga po władzę. To PiS.
Dlaczego nie pójdę do referendum
Oprócz omówionych wyżej przyczyn, ta zabawa jest dla mnie marnowaniem publicznych środków i społecznej energii. Red. Morozowski może się bawić, jak chce. Także w demokrację w wersji referendalnej. Ja udziału odmawiam. I mam do tego prawo jako obywatelka mojego miasta. Redaktor wprawdzie mi tłumaczy, że mogę pójść i zagłosować przeciw odwołaniu obecnej pani prezydent Warszawy. Nie wie, zapomina, albo udaje iż zapomina, że nie bez powodu ustawodawca wyznaczył dla referendum – w przeciwieństwie do wyborów – pewien próg, bez którego przekroczenia wynik się nie liczy, nie jest brany pod uwagę. Idzie bowiem o to, aby obywatel miał możliwość ustosunkowania się do szczegółowego pytania zadanego w konkretnej sprawie. Także do sensu jego zadawania.
Zadanie pytania o władzę w mieście – na rok przed wyborami – jest posunięciem tyle sprytnym, co napawającym mnie niesmakiem. Dlatego się „odstosunkowuję” od udziału w tej politycznej grze. Jeżeli jednak dojdzie do wyborów, oczywiście że wezmę w nich udział. Choćby red. Morozowski mnie od tego tym razem odwodził.



Nie zamierzam dywagować na temat tego, czy udział w referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz jest świadectwem demokratycznej aktywności czy nie, bo to sprawa nie prosta i raczej pozostawiłbym ją do indywidualnej decyzji. Zgadzam się natomiast, że niesłychanie irytujące jest drapowanie się dziennikarzy, którzy na co dzień jawią się raczej jako wyszukiwacze, a nieraz i kreatorzy, konfliktów i pyskówek mających znacznie więcej wspólnego z tanią sensacją za wszelką cenę niż z poważną informacją czy publicystyką, przybierają pozy paragonów demokracji, uzurpując sobie z wyżyn swego rzekomego autorytetu moralnego prawo do pouczania polityków i słuchaczy. Celuje w tym właśnie TVN 24, która jednocześnie w swych „programach informacyjnych” obficie raczy telewidzów odmóżdżającą papką na poziomie Faktu czy SuperExpressu. Osobliwa to szkoła demokracji. A już na wyjątkową hipokryzję, by nie powiedzieć – bezczelność, zakrawa w tej sytuacji nieustannie powtarzany slogan propagandowy: Cała prawda – całą dobę.
Zgadzam się z Autorką i z Premierem Tuskiem w wezwaniu do bojkotu tego raczej głupiego i nikomu niepotrzebnego referendum w Warszawie. Argumentacja też mnie przekonuje.
.
Nie zgadzam się natomiast z tym rozróżnieniem między referendum a wyborami do sejmu. Nie rozumiem skąd to rozróżnienie i stopniowanie. Dobrym prawem obywatelskim i wymownym aktem woli oraz poglądów jest zarówno nie pójście na głupie referendum jak również niepójście na głupie wybory do głupiego sejmu, tym bardziej, że na wybór kandydatów do Sejmu obywatel ma 100 razy mniej wpływu niż na zwołanie lokalnego referendum.
.
Tak więc ogólnie zgoda, z tym jednak zastrzeżeniem, że również niepójscie na wybory do Sejmu może być równie godnym i rozsądnym zachowaniem obywatelskim.
@ Bisnetus:
„Nie zgadzam się natomiast z tym rozróżnieniem między referendum a wyborami do sejmu. Nie rozumiem skąd to rozróżnienie i stopniowanie. Dobrym prawem obywatelskim i wymownym aktem woli oraz poglądów jest zarówno nie pójście na głupie referendum jak również niepójście na głupie wybory do głupiego sejmu”… itd.
Moim zdaniem, referendum jako takie nie jest głupie i nie zawsze bym nie brała w nim udziału. Teraz mam zastrzeżenia do zadanego pytania. Jego faktyczna treść zawiera kwestię: czy chcesz, aby wybory odbyły się rok przed terminem. Ja tego nie chcę. A tych polityków, którzy to pytanie zadają, uważam za nieuczciwie wykorzystujących pewną okazję.
Ponadto: wybory tworzą obowiązujący i niejako naturalny kalendarz polityczny. A referendum jest szczególnym wypadkiem postawienia jakiejś kwestii (w tym wypadku odwołania władz miasta), kiedy pewna część obywateli tego chce. Rzecz w tym, że aby ich wola się spełniła, muszą zabrać pewną kwotę chcących tego samego.
O ile obywatel idąc na wybory – moim zdaniem oczywiście -pokazuje swój stosunek do demokratycznej formy wyłaniania władzy, o tyle idąc do referendum odpowiada na postulat części współobywateli. Jeżeli się z nim nie zgadza i tak będzie myślała większość, pytanie pozostanie bez konsekwencji.
Co do bojkotowania wyborów. To w naszym kraju wolno. Ale nie znaczy to faktycznie, że nie wpływa na ich wynik. Warto zrobić symulację, aby otrzymać dane: kogo wybieram, nie biorąc udziału w wyborach.
@Alina Kwapisz-Kulińska
Z pierwszą częścią pani wywodu się absolutnie zgadzam. Moją wypowiedzią wcale nie chciałem powiedzieć, że każde referendum i każde wybory są głupie. Jako demokrata myślę wręcz całkiem przeciwnie. Natomiast wszystko zależy od okoliczności i warunków ich przeprowadzania. I w niektórych warunkach zarówno te jak i tamte, czasem z róznych powodów są właśnie bezprzedmiotowe, nie warte uczestnictwa i głupie. Ja już nie raz się wypowiadałem, że aktualna wersja wyborów do sejmu jest dla mnie nie do zaakceptowania jako wybory demokratyczne, a nawet, że drastycznie łamią one polską konstytucję. Bez pełnego i rzeczywistego czynnego jak i biernego prawa wyborczego należnemu każdemu obywatelowi nie ma moim zdaniem demokracji. I koniec. Dlatego nie mam zamiaru brać więcej udziału w tej farsie.
@Bisnetus
Ale i tak – nie biorąc udziału w „farsie”, jak pan pisze – głosuje pan na czyjąś wygraną. Choć, jak rozumiem, wszystko jedno panu, kto wygra, czyli kto będzie rządził i za to odpowiadał.
Ten rodzaj „wypisania się” ze społeczeństwa nie skutkuje właściwie żadną ostra informacją. Może być demonstracją, że nie jest pan zainteresowany własną odpowiedzialnością za dokonanie wyboru. Albo i znakiem, że polityka pana nie interesuje. Albo tym, że wolałby pan żyć w monarchii. Lub w anarchii. Wybierać rządzących przez losowanie. Albo w jakiś inny sposób.
Natomiast zignorowanie referendum oznacza brak zainteresowania odpowiedzią na zadane pytanie. Jak sobie przypominam, było takie referendum o tzw. powszechne uwłaszczenie. Nie wzięłam w nim udziału.
A wyborach biorę udział każdych po roku 1989, bo pamietam prawdziwą farsę – tzw. wybory w PRL-u.
Szanowna Pani Alino, w dyskusji z Bisnetusem milczące założenie celowości nieistotnego protestu nie-uczestniczenia, nie stającego się zresztą wcale nawet protestem czy decyzją godną rangi decyzji – – jest najwyraźniej wywołane przez uprzednie stuprocentowe przekonanie protestanta o braku „wyborczości” wyborów, o nastaniu klimatu i warunków do złamania ich zasady na tyle, że żadna jakaś wyobrażalna akcja obywatelska, formalnoprawnie możliwa niestety tylko przez wybory, skutecznie zapobiegająca łamaniu sensu nadchodzących wyborów i rozrywająca błędne koło monopolu władzy – nie jest już możliwa.
.
Otóż – głębokość tych ocen, nader łatwo tendujących do absolutnych, bywa różna. Istnieje katalog oddziaływań, uruchamianych ZAWSZE wyborem „mniejszego zła”, jako że wypisanie się ZAWSZE WSPOMAGA MANIPULANTÓW.
Ale – najpierw trzeba iść. To wzmaga ciśnienie.
Jest możliwe konkurencyjne do PKW sprawdzenie wyborów. Są metody uzyskania całkowitej nieoszukiwalności KAŻDYCH wyborów. Tylko – że nikt ich nie chce. Tego prawdziwego „ognia” daje się po wyborach, a nie przed. Na dwa takty. Ten drugi takt -to są następne wybory. Odpowiednio oczywiście przyspieszone. Jaki wariat by tyle czekał.
@Alina Kwapisz-Kulińska
Szanowna pani. Proszę mi tu nie imputować niestworzonych rzeczy, bo bardzo nieładnie to pachnie. Ani nie odwracam się od społeczeństwa, polityką się interesuję nawet bardzo, monarchie i anarchie mnie w ogóle nie interesują. Na przyszłość w razie czego dodam, że ani nie dokonałem zamachu na prezydenta, nie wierzą również w smoleński zamach, nie twierdzę, że Polski i autostrad nie ma, nie porywam również dzieci do macy robienia.
.
To tym bardziej dziwi, że ja bardzo chyba jasno się wyrażam dlaczego nie pójdę na wybory, dlaczego uważam wybory do sejmu za niedokratyczne, podaję konkretne powody. Nic więcej. Więc proszę mi tu nie insynuować niestworzonych rzeczy. Jak pani sobie chce głosować na kożków Kaczyńskiego i Tuska, którzy wspólnie odstawiają szmirę grając złego i dobrego policjanta, to niech pani głosuje. Ja pani nie zabraniam. Ale proszę uszanować również moją decyzję nie brania udziału w tej farsie.
Ja też nie pójdę głosować w referendum, bo się wyprowadziłem z Warszawy. Uważam jednak, że obowiązkiem moralnym kazdego polityka jest informowanie swoich wyborców o realizacji tego, co się obiecało. Glosowałem na P. HG-W mając w ręku Jej broszurkę z planami, co ma być zrobione. Większość z tych planów okazała się cacankami- szkoda, że pani Prezydent nie wyjaśnia nam dlaczego.
1. Cechą umysłowości nieskomplikowanych jest nieumiejętność odróżnienia cech istotnych od przypadkowych. Moim ulubionym przykładem jest pewna pani, która przyszła do sąsiada z prośbą, żeby pomógł jej synkowi rozwiązać zadanie z różami, bo sobie nie może poradzić. „A dziwne: w zeszłym roku też było zadanie z różami i rozwiązał bez kłopotu”. Podobnie bisnetus nie widzi różnicy między udziałem w referendum i w głosowaniu. No bo i jedno, i drugie odbywa się w lokalu wyborczym.
2. Na ogół programu red. Morozowskiego nie oglądam, ale ten akurat widziałem. Oczarował mnie zwłaszcza p. Guział. Najpierw wśród zarzutów wobec HG-W znalazło się, że zbyt szeroki jest program inwestycyjny, a potem – że miały być dwa mosty, a jest tylko jeden. Czyli co: rozbebeszyłby miasto jeszcze bardziej?
To niech mi mądrala od róż o wielce skomplikowanej umysłowości mi głąbowi wytłumaczy czym się różni referendum od głosowania.
.
Niech sam zgadnę. Podczas głosowania wrzuca się kartkę do urny wyborczej. Podczas referendum …. siusia się w lokalu wyborczym. Zgadłem?
@bisnetus
Wiem, że to szalenie trudne, ale spróbuję. Otóż tym się m.in. różni, że wybory są ważne, nawet jeśli zagłosuje tylko jedna osoba (na wszelki wypadek: sytuacja czysto teoretyczna), natomiast wynik referendum się liczy dopiero od pewnej granicznej frekwencji, i nie dzieje się tak przypadkiem.
Alina Kwapisz-Tusk skompromitowała się doszczętnie. Zniechęcanie do udziału w wyborach powinno podlegać karze do 3 lat więzienia. Platforma Pseudoobywatelska i jej poplecznicy staczają się na dno.
@ Wielki Mistrz:
Niech pan spróbuje zrozumieć, o czym się tu pisze. Niech pan w ten sposób pisze na swoich portalach. Niech pan nie stawia sobie sam plusów. I nie przynudza.
Znakomicie to autorka ujęła.
Nie wzięcie udziału w referendum jest jak najbardziej zachowaniem politycznym. I to zachowaniem całkiem świadomym i odpowiedzialnym.
Jeżeli jakaś grupa osób chce odwołać H.G-W ze stanowiska, jej rude prawo jest zająć się organizacją referendum i agitowaniem za tym, aby jak największa liczba osób poparła ten zamiar.
Ja, (czysto teoretycznie, gdyż nie mieszkam w Warszawie) jako osoba nie mająca ochoty poprzeć tej inicjatywy, mam dwa wyjścia: albo pójść i oddać głos przeciw odwołaniu, albo – świadom specyfiki referendum – powstrzymać się od udziału.
W tym drugim wypadku, jako świadomy obywatel mam większą szansę by wynik wypadł po mojej myśli.
Jeżeli do wyborów pójdą tylko przeciwnicy H.G-W musi się ich zebrać 389 tys. Tyle bowiem musi być głosów by referendum było ważne. Jeżeli do wyborów pójdą także jej zwolennicy, to przeciwnicy osiągną sukces już wtedy, gdy będzie ich tylko 195 tys. A tylu wśród 1 700 000 mieszkańców się pewnie zbierze
Z tego wynika, że branie udziału w referendum jest de facto poparciem dla przeciwników H.G-W.
Wstrzymanie się od udziału jest świadomym aktem obywatelskiego wyboru.
Demokracja nie polega na tym, że każdy ma obowiązek brać udział w każdej ustawce.
Wielki mistrz jest teraz demojrata. 3 lata to pestka. A mógłby ukręcić łeb!
@Wielki Mistrz (choć nie taki wielki, jeśli pod uwagę wziąć tzw. numer kapelusza)
Referendum referendum nierówne, podobnie jak perszeron kucykowi, choć to koń i to koń. Kiedy wyłonione w powszechnych wyborach przedstawicielstwo chce w jakiejś fundamentalnej sprawie (przyjęcie konstytucji, przystąpienie do UE) uzyskać poparcie reprezentatywnej części całej społeczności, sięga właśnie po element demokracji bezpośredniej, jakim jest referendum. I wtedy nie tylko sam karnie idę do lokalu wyborczego, ale i nakłaniam, kogo się da. Kiedy jednak grupka drobnych cwaniaków organizuje awanturkę pod hasłem „Odwołać HG-W”, nie widzę żadnego powodu, aby w tej hucpie uczestniczyć – i odradzam, komu się da. Bo, jak słusznie zauważyła Autorka, nieuczestniczenie w wyborach – pomijając całą nieobywatelskość takiej postawy – oznacza oddanie władzy na oślep, nie wiadomo komu; może lepszemu, może gorszemu. I pozbawia moralnego (bo przecież nie formalnego) prawa do wybrzydzania na władzę przez innych wybraną. Odmowa natomiast udziału w takim referendum, o które tu chodzi, jest jednoznacznym opowiedzeniem się za konkretną opcją.
Przepraszam, że przypominam takie banały, ale – jak widać choćby po WM i bisnetusie – tak elementarne prawdy nie do każdego umysłu docierają. Kwestia „numeru kapelusza”.
W pełni się zgadzam z argumentacją Autorki w sprawie referendum, poza jednym – nie przemawia do mnie argument że nie warto robić referendum na rok przed wyborami. Jeżeli jakiś urzędnik byłby wysoce niekompetentny, szkodził, robił przekręty itp., to trzeba by go jak najszybciej odwołać. W przypadku pani HGW to nie ma miejsca.
Nie bardzo rozumiem na czym polega różnica zdań między Autorką i biznetusem. W gruncie rzeczy oboje twierdzą to samo: obywatel ma prawo nie brać udziału w referendum, ale także w wyborach. Różnią się Państwo stosunkiem do wyborów, które biznetus uważa za głupie i nie w pełni demokratyczne (czy chodzi o brak jednomandatowych okręgów wyborczych?). Wydaje mi się, że nawet gdyby spełniły się marzenia biznetusa to i tak dalej miałbym problem na kogo oddać głos. W tej chwili mógłbym na palcach jednej ręki policzyć osoby na które bym głosował w wyborach do Sejmu, a i to jeszcze z pewnymi zastrzeżeniami. A Państwo mają swoje pewniaki? Ciekawa byłaby wymiana zdań na ten temat: na kogo i dlaczego oddałabym/oddał swój głos.
@ PIRS:
Zgoda. Uprościłam sprawę. W wypadku przekrętów itd. rzeczywiście chyba warto ponieść koszty. A taką osobą i tak pewnie by się zajął prokurator.
Wybory jednak są tajne:) Ale, oczywiście, można sobie wypracować sylwetkę kogoś, na kogo by się chciało głosować. Czy jednak szukać ideału (i realnego nie znaleźć), czy wybierać spośród kandydatów istniejących? Itd., itp. Aspektów wiele.
Też myślę, że Bisnetusowi idzie o okręgi jednomandatowe. Uważam je za sprzyjające większemu zacieśnieniu sceny politycznej. Czy demokracji? Mam przekonanie, że nie.
Mam ten sam problem z wyborami. W poprzednich po długim procesie selekcji oddałem głos na najmniejsze – moim zdaniem – zło, które zresztą do parlamentu nie weszło.
W następnych nie wezmę udziału, chyba że spełnione zostaną pewne podstawowe warunki.
Po pierwsze, partia na którą mogę głosować wyraźnie się określi. Nie może być tak, że ja głosuję na nowoczesną Polskę w zjednoczonej Europie, a pan premier tłumaczy mi po wyborach, że dla niego oznacza to poszanowanie tradycji i uznanie przewodniej roli kościoła katolickiego. Dla mnie symbolem nowoczesnego Polaka nie jest człowiek z kołtunem na głowie.
Po drugie, partia wystawi na listach ludzi przynajmniej w miarę kompetentnych, po których będę się mógł spodziewać, że będą mogli te cele realizować i na których da się głosować bez obrzydzenia.
@wb40 A kiedyż to premier tłumaczył, że nowoczesna Polska oznacza „uznanie przewodniej roli kościoła katolickiego”? Konkrety proszę: data, sformułowanie, ew. źródło. Bo jeśli o mnie chodzi, usłyszałem coś wręcz przeciwnego: że przed księdzem klękać nie będzie. Różnie to wyglądało w praktyce, ale w sferze deklaracji (a o tym pisze wb40) – właśnie tak.
To zdanie jest – być może nieco złośliwą – syntezą wielu wypowiedzi premiera Tuska. Pytany o konkretne rozwiązania w sferze obyczajowej wielokrotnie zaznaczał, że nie będzie w awangardzie przemian a będzie jedynie reagował na nastroje społeczne. Ja sądziłem, że dążenie do nowoczesnej Polski wymaga od lidera stania na czele a nie wleczenia się za stadem. Niewątpliwie na taką ocenę Premiera ma wpływ również to, co mamy w praktyce. Nie bez znaczenia jest również deklaracja złożona papieżowi Franciszkowi.
„Pragnę jednocześnie zapewnić Ojca Świętego o woli i gotowości Polski do dalszego umacniania więzi i współpracy ze Stolicą Apostolską w obronie kultury chrześcijańskiej w Europie i na świecie. ”
Ja nie zamierzam umacniać i zacieśniać.
@Bisnetus
Sorry, mimowolnie zmieniłem Bisnetusa w Biznetusa. To przez tę zmianę ustroju – teraz wszyscy są biznesmenami.
@PIRS
Z biznetusem nic nie szkodzi. To był kiedyś nick międzynarodowy z na zachodzie przekręcaliby w odwrotną stronę. W wersji polskiej powinno być nawet biznetus. Może kiedyś zmienię, ale się jakoś przywiązałem i nie lubię takich zmian.
.
Co do JOW-ów Autoka i pan nie macie racji. Mam coraz więcej wątpliwości, czy w powszechnej świadomości polskiej zrozumiąłe jest pojęcie biernago prawa wyborczego. Myślałem, że to słowo jest w kanonie wyksztacenia podstawowego. Ale reakcje są niemal zawsze takie jak u wołu patrzącego na malowane wrota.
.
Pamiętam jak w szkole, na Wychowaniu Obywatelskim, jeszcze w komunie w podręczniku pisało, że demokracja socjalistyczna jest najprawdziwszą demokracją, bo każdy obywatel ma prawo głosować i stawać w wyborach do Sejmu. Na dodatkowe pytania z klasy pani nauczycielka stawała się coraz bardziej skrępowana i zmieszana i w końcu zaczęła patrzeć na nas tak ządnym litości wzrokiem, że zrozumieliśmy message, że to taka sprawa w którą się oficjalnie głębiej nie wnika. Ale był przynajmniej poruszony temat. Można było wyciągnąć wnioski czym jest prawdziwa demokracja i gdzie bili, gdy jest ona fałszywa. Widocznie w innych szkołach ten temac całkiem opuszczali.
.
Co najciekawsze, że jak się z tym tematem pójdzie i dzisiaj do prawników, konstytucjonalistów, sędziół, polityków, w tym również do urządu takiego jak Prezydent RP czy RPO, to ciągle jest ta sama reakcja ucieczki, zamilczenia sprawy, błaganie o litość by nie drążyć sprawy, a często akty bezsilnej agresji. Jak komunie u tej pani nauczycielki w klasie. A wystawić własnego kandydata bez zgody jakieś partyjnej mafii, które mnie ciągle wszyskim straszy tak jak w komunie nie mogłem, tak i dzisiaj nie mogę. Stąd mój coraz ostrzejszy protest.
@bisnetus: U dziwnych „prawników, konstytucjonalistów, sędziół, polityków” itd. pan bywał, że nie potrafili wytłumaczyć sprawy prostej jak konstrukcja cepa: że w dobrze zorganizowanym społeczeństwie elementem porządku politycznego są partie. I co panu przeszkadza w założeniu własnej partii, w której to pan byłby sam sobie centralą? To dziś doprawdy tak proste…
Panie Słupkiewicz – czy nie raczy Pan sobie podrwiwać z P.T. Reszty Dyskutantów, skoro milcząco zakłada Pan, iż nikt na serio nie rozumie różnicy pomiędzy założeniem partii (akt rejestracji), a zdolnością do działalności publicznej, wymagającą posiadania bardzo znacznych środków finansowych, ZAWSZE idących w grube miliony?
.
Nawet, osądzając hipotetycznie taką kwestię od swej własnej wiedzy na ten temat i perspektywy znanej mi z moich obserwacji: gdybym – dajmy na to, spieniężył kilka dużych patentów ze swego infobanku i uzyskał w ten sposób potrzebne środki na organizację i dobre wyposażenie rzeczowe krajowej sieci biur jakiejś nowej partii oraz na „propagandę”, to ryzyko strat jest w najlepszym razie współmierne nakładom. Raczej nigdy tych pieniędzy się już nie odzyska, bo budżetowa „stopa zwrotu” to tylko niepewny ułamek.
.
Oczywiście, tu pierwsza ponura konkluzja jest taka, że wymagany do utrzymania partii dostatek środków musi się w takich warunkach brać z dosyć w demokracji szczególnego sponsoringu politycznego.
.
Tradycją w takich ramach jest pojawianie się wtedy zagranicznych oferentów. No, i dylemat – Marszałek ostrzegał wszak, by na zakrętach uważać na agentury.
Nikt nie stworzy od razu dużej partii, nawet Zjednoczona Superbezpieka.
To przeraźliwie wiele kosztuje, bo zwykle trwa dłużej, niż się zakładało.
.
„Opłacają” się tylko duże partie. Bez „własnego” rozległego aparatu informacyjnego wstęp do tego klubu pozostaje mrzonką.
Większość myślących Polaków zdaje sobie z tego sprawę.
@Alina Kwapisz-Kulińska , a proszę zobaczyć, jak tłumaczy apel Tuska było nie było – prominentna członkini partii:
„nawoływanie do pozostania w domu, to nie jest żaden bojkot, a i to referendum nie jest prawdziwym referendum. – Jeśli za zbieraniem podpisów stoją partie polityczne, to chyba już nie jest referendum – mówi. – Poza tym nie jest to bojkot, bo to referendum jest przeciwko komuś, więc nie ma potrzeby żeby osoby zadowolone brały w nim udział – tłumaczy Kidawa-Błońska. Na zapytanie, czy nie lepiej byłoby stawić czoła i obronić panią prezydent przy urnach, a nie metodą niskiej frekwencji, odpowiada, że „to nie jest obrona, tylko atak”. -”
Mam wrażenie, że pani K-B też nie do końca rozumie te zasady, które pani wyjaśniła prócz tej, że trzeba bronić szefa.
Przykre trochę.
Myślę, że pani Kidawa-Błońska odnosi się do zarzutu o nieobywatelskość czynionego tym, którzy nie pójdą do referendum. Podkreśla – i słusznie – polityczne tło tych fałszywych „niezależnych” samorządowców, którzy chcą zamącić najpierw w samorządach, aby wjechać potem do Sejmu. Na plecach skołowanych obywateli.
Podstawowy oburzający głoszony obecnie fałsz (powielany przez większość mediów), to traktowanie referendum jako wyborów. Nie dajmy sobie wciskać ciemnoty przez Wielkich Mistrzów Kaczyńskich. A gdyby jednak w referendum wzięła udział większość potrzebna do zmienienia prezydenta poprzez wybory – idźmy do nich.
Kiedy do ludzi dotrze, że tak jak w referendum nie głosując głosują, tak w wyborach samorządowych i parlamentarnych nie głosując przydają za friko procentów i władzy innym i to najczęściej tym, którzy ich najbardziej irytują. Taki system. Siedząc w domu i wydłubując muchy z nosa i tak „głosują”…
Czy to jest jakaś fizyka kwantowa?
Masz wszystkich gdzieś?
Idź i oddaj głos nieważny, to jest Twój wkład i protest ale nie pisz, że w proteście przeciwko złemu systemowi nie chodzisz na wybory, bo pozwalasz, by za sprawą Twojej absencji przez selekcję negatywną system stał się jeszcze gorszy!
Model jest znany – 25% wybiera większość konstytucyjną, która szybko „naprawia” system. Reszta zaczyna obgryzać paznokcie.
Swój głos oddałem w wyborach…
Referendum w sprawie odwołania Hanny GW jest hucpą, w której nie muszę brać udziału…
Popieram Panią Hankę za wszystko, co robi w Warszawie, nie pomogę sabotażystom w jej odwołaniu nawet przez „robienie frekwencji”…
I każdego świadomego Warszawiaka zachęcam do takiej samej postawy.
Obserwuję z pewnym obrzydzeniem panoszenie się „autorytetów moralnych” w TVN.
W sumie to stacja ta bardziej szkodzi demokracji w Polsce niż pisowscy propagandziści!!!
@Alina Kwapisz-Kulińska , czytałem całą jej wypowiedź i jest ona, moim zdaniem, po prostu nieudolna. Co to znaczy: „nie jest to prawdziwe referendum”? To znaczy, że prawdziwe jest wtedy, kiedy idzie po jej myśli? Tak to brzmi, niestety. I daje natychmiastowy oręż do ręki przeciwnikom. Co byśmy nie mówili o tym referendum, jest ono jak najbardziej prawdziwe i przeprowadzone będzie zgodnie z prawem, więc uwaga pani posłanki jest wyjątkowo nieszczęśliwa, bo podważa porządek prawny RP. Dla uściślenia: wiem o co jej chodzi i w pełni się z nią zgadzam, ale sformułowała to wyjątkowo niezdarnie, przez co narobiła więcej złego, niż dobrego. Czasem nawet mając szlachetny cel wypada się zastanowić, co się mówi. Jak to dawniej mawiano :słowo wróblem wyleci, a wołem powróci”.
Mimo wszystko nie wierzę w tę frekwencję 400tys 🙂
@bisnetus
Chodzi o wystawienie własnego kandydata? Do Sejmu bądź Senatu? I ten kandydat byłby tak wspaniały że wiele osób chciałoby na niego głosować?
Po pierwsze, skąd brać takich ludzi? Prosiłbym o wymienienie choćby kilku, inaczej pozostajemy w sferze abstrakcyjnych rozważań.
Po drugie, może taki człowiek dołączyć do partii, a nawet często tego nie musi – jeśli jest naprawdę dobry to partie wystawiają takich ludzi nawet jeśli nie są ich członkami. Często zdarza się, że taki człowiek, a nawet poseł partyjny, zmienia zdanie i występuje z partii już po wyborach.
Po trzecie, jak pojedyncza osoba może dokonać istotnych zmian w parlamencie? Jeśli nie ma poparcia swojej partii, której członków przekonała do swego pomysłu, to nic nie zrobi.
Ciekaw jestem Pańskiej wizji wyborów, a także późniejszej działalności parlamentu.
@PIRS
Pan znów próbuje odwracać kota ogonem. Jak pan nie widzi wokół siebie porządnych ludzi, to radzę zmienić środowisko. A może wystarczy tylko wyrzucić przez okno telewizor i się uważniej rozejrzeć wokół siebie by dostrzec porządnych ludzi. W telewizji faktycznie pan ich nie znadzie. Tam sami psychopaci co się obrzucają ciągle bredniami, łgarstwami i trupami.
.
I co to za kryterium porżądności ludzi. Demokracja nie jest dla porządnych ludzi, lecz dla obywatali. W Konstytucji pisze „Naród sprawuje władzę poprzez SWOICH przwdstawicieli”. Nic tam nie pisze, że „Naród sprawuje władzę przez wyznaczonych poprzez PIRS’a porządnych ludzi”. Jak również nie pisze, że „Naród sprawuje władzę poprzez przedstawicieli przewodnich sił narodu w postaci partii politycznych”.
.
Jak w pańskim okręgu wyborczym faktycznie przeważają idioci (w co osobiście nie wierzę), to wybierzcie sobie najwybitniejszego idiotę, by wasz okręg godnie reprezentował. Po to jest demokracja. Ja się nie będę waszemu okręgowi w paradę wtrącał. W moim raczej jestem pewny rozsądku miszkających w nim ludzi.
.
A jeśli idzie o partie w prawdziwej demokracji, to mają się one tam bardzo dobrze. Tam są partie ogromne silne obywatelskie i zajmują się głownie właśnie wyszukiwaniem naporządniejszych i najaktywnijszych ludzi i dbają bardzo mocno, żeby pan takich właśnie ludzi we własnym okręgu możliwie dobrze poznał. Tam gdzie jest bierne prawo wyborcze, tam zwykle nie ma parlamentów opanowanych przez bezpartyjnych. Tam są natomiast prawdziwe partie polityczne, które robią właśnie to co partie mają robić. Spróbowałyby nie. Zaraz by dostały odpowieni kwitek ze strony wyborcy. W Polsce te pseudopartyjki mogą robić dosłownie co chcą. A my wyborcy możemy im co najwyżej „naskoczyć”. Bo odebrano nam pełnię naszych praw wyborczych.
@bisnetus
Uściślijmy: ja tylko pytam.
Proszę uprzejmie aby zechciał Pan wyjaśnić w prostych żołnierskich słowach o co Panu chodzi, jak mają wyglądać Pana zdaniem prawidłowe wybory i na czym polega ta pozytywna potęga biernego prawa wyborczego, którego, jak rozumiem, w Polsce brak. Tylko niech Pan sobie daruje narzekania na stan edukacji Polaków, ogólne definicje demokracji itp. oraz szyderstwa nie wiadomo pod czyim adresem.
Na razie rozumiem że dużo się rzeczy Panu nie podoba i że nie bardzo zrozumiał Pan mój ostatni mail. I że zna Pan takie kraje gdzie jest cacy – chętnie bym dowiedział się co to za kraje i jak im się udaje być takimi dobrymi. My, prości ludzie, chętnie byśmy się czego nauczyli, ale prosimy o konkrety, nie o laurki bądź potępienia. Od tego że Pan napisze o czymś że jest dobre albo złe jakoś nic się nie rozjaśnia.
@PIRS , trzymam za pana kciuki, może panu się poszczęści. Też mnie ten problem interesuje i to w konkretnym celu, ale jak na razie wszelkie próby uzyskania konkretnej odpowiedzi spaliły na panewce.
https://studioopinii.pl/jan-cipiur-nie-dla-psa-kielbasa-nie-dla-kazdego-wybory/
Zaczynam podejrzewać, że jej po prostu nie ma.
Jest, ale tak wielopłaszczyznowo rozległa, że nie nadaje się na blogerskie analizy dwudziestozdaniowe.
@Jerzy Łukaszewski
Podejrzewam, że Pana podejrzenia są słuszne.
Wszyscy nawołują do takiego lub innego wzmożenia, mobilizacji, ulepszenia. I tu staje przed nami pytanie takie jak przed Nikodemem Dyzmą, kiedy został mianowany prezesem Banku Zbożowego: Kto to będzie robił?
Kto będzie wychowywał polityków i ich wyborców, kto wymyśli i wprowadzi pozytywne zmiany itp.
Gloryfikujemy rozwiązania w innych krajach, ale na ogół mało wiemy jak to tam w praktyce wygląda. Wszędzie jest dużo ciemnoty i pozerstwa, a np. wybory w USA to wielki cyrk, ale ładnie opakowany. Obawiam się, że bisnetus jest po prostu w gorszej formie, a wtedy wszyscy mamy skłonności do narzekania i krytykowania świata oraz znajdywania prostych rozwiązań.
@Bisnetus
Pisze pan: „Szanowna pani. Proszę mi tu nie imputować niestworzonych rzeczy, bo bardzo nieładnie to pachnie.”
Nie zrozumiał mnie pan. Dałam tylko przykłady różnej motywacji niechodzenia na wybory. Każdy inny, a prowadzi do tego samego. Jeżeli się pan poczuł urażony, przepraszam i to nie dla zapachu.
W wypadku niepójścia do referendum wychodzi na to samo. Jeżeli idzie o intencje. Nie będzie można rozróżnić, kto nie poszedł z lenistwa, a kto dlatego, że pytanie mu się nie podoba.
W pana poglądy na wybory nie wnikam i ich nie oceniam. Bo jakie są szanse, aby świat wyglądał tak, jak pan sobie życzy?
Autorka, PIRS, Bisnetus; pani Alino, programowe nie chodzenie na wybory nie jest w kraju pogardy formą demokratycznej wypowiedzi, lecz za każdym razem będzie nieartykułowaną singularną demonstracją zaprzeczenia wiary w sens i formy ludowładztwa. Ekonomia własna absencyjnego protestu jest zresztą w każdym kierunku ujemna. Nie wiem, czy nawet są w Polsce Osoby, które celebracją swego bojkotu wyborów czy referendów mogłyby jakoś wstrząsnąć Narodem?
.
To wyborcy sami się wybierają w śmietnik, jeśli im wszystko jedno, że programy i broszurki obietnic nie były i nie są realizowane. To wyborcy sami wypisują się z kultury rozsądku, jeśli profesorska hołota zdoła ich omamić, że polski system wyborczy JEST w porządku, gdyż mamy wielu słynnych i sławnych konstytucjonalistów.
A rozsądek samozachowawczy gdzie?
.
Tu nie chodzi o referendum o pietruszkę, tylko ogólną zasadę zachowywania uczciwych reguł wyboru. O zmianę systemu pomijającego racje woli zbiorowej w ogólnym procesie przedstawicielstwa. A zatem o funkcje „ochronne” partii. Klasyczne partie polityczne nie noszące roli ni misji przymierza społecznego o znacznym poparciu zawsze są antywiększościowe, selektywnie aspołeczne. Zawsze więc pasożytują, żyją z salda kompromisów, o ile jeszcze jest jakaś kasa, kontrola i władza, której nie opanowali.
.
Demokracja?
Czy są w Polsce partie, które mają wewnętrzną demokrację na poziomie zdolnym neutralizować dyktaty (np. frazą „nie, bo nie”-) ich liderów? W dowolnej chwili ogłoszona partyjna dyscyplina głosowań sejmowych przekreśla reprezentację woli zbiorowej oraz powierniczej powinności przedstawicielskiej dla racji publicznych. To wszystko jest wtedy unieważnione i odtąd staje się tylko głosem jednego człowieka – szefa partii. A szefowie partii z reguły nie mówią nikomu z członków, dokąd ich prowadzą.
.
W tej dyskusji wspomniano tekst podstawowy. To bardzo wyrafinowane oszustwo na poziomie iście gebethnerowskim – przyjrzyjmy mu się przez chwilę:
.
Oto „Naród sprawuje władzę poprzez SWOICH przedstawicieli”. Najpierw mamy tu wyrażony (w czasie teraźniejszym wszak) redakcyjny przekręt, sugerujący stałą teraźniejszość, trwanie nieustanne tego „sprawuje”, czyli tegoż ciągłość i kontinuum dziania się i w przyszłości nieprzerwane.
Naród, stale istniejący i stale obecny ze swymi racjami chce, OCZYWIŚCIE, przy tak wyrażonym zdaniu o jego prerogatywach – dysponować równie stale, równie stałym kontinuum swego wpływu na Sejm, rozumiejąc owo „poprzez” jako stale dziejące się „przez”, stale otwarty kanał wpływu, stałą transmisję swej woli zbiorowej i kontinuum jej przekazu przez ów wybieralny człon łączący go ze służebnymi wobec niego funkcjami legislatury.
.
Jest to chytrze spreparowane zdanie. Każde słowo ważne.
.
„Naród sprawuje” -jest stwierdzeniem, mówiącym oszukańczo, iż czyni to stale i bezwarunkowo. Nie jest to prawdą. Wykonuje to „poprzez” oddzieloną od zbiorowości strukturę, osobny powołany do tego człon decyzyjny złożony z wybranych mandatariuszy, uzyskujących w trakcie wyborów najwyższe poparcie społeczne. Rzeczywiście. Naród wybiera jakąś grupę, by sprawowała w jego imieniu władzę, ale natychmiast po jej wybraniu – – tej władzy naród już nie sprawuje, gdyż odmienne, drugie znaczenie słowa „poprzez” lokuje zwycięską formację jako niezależną wielkość o własnej identyfikacji prawnej.
Oddzielny człon.
Niedodefiniowania odmiennych znaczeń słowa „poprzez” (poprzez osobne uprawnienia osobnego, autarkicznego w swych prawach i decyzjach segmentu łącznikowego) USUWA PRAWNĄ CIĄGŁOŚĆ ZWIĄZKU przyczyny (konieczności wyborów) i skutku (jakości rządzenia), uniemożliwiając regres zobowiązań. Zwycięska partia staje się nierozliczalna.
.
Demokracja bez demokracji, pani Alino. Piaskownica dla kilku podstarzałych glusiów.
Wyborcy otrzymują zaledwie jednodniowe prawo nieśmiałego (i nikogo do niczego nie zobowiązującego) sygnalizowania ich racji raz na cztery lata od tego wiecznie od nich niezależnego systemu.
@de mowski
Myślę że zdanie „Naród sprawuje władzę poprzez swoich przedstawicieli” znaczy tylko tyle, że nie sprawuje władzy bezpośrednio. Przedstawiciele narodu stale sprawują władzę, ale kontrolowani są rzadziej, zwykle tylko w czasie wyborów. No bo jak mogliby obywatele sprawować tę władzę stale? Rozpisywać referendum w każdej sprawie, ustawie, uchwale itp.? Nawet w Szwajcarii, gdzie referenda są bardzo częste, na co dzień każdy minister rządzi samodzielnie i nie zasięga opinii wszystkich obywateli. W autobusie władzę ma kierowca.
Od obywateli zależy jacy ci przedstawiciele będą. Nie muszą być głupi, populistyczni, potulni, pozbawieni swego zdania. Tu raz Wałęsa, kiedy na niego narzekano, powiedział trafnie: Macie takiego prezydenta jakiego sobie wybraliście.
Każdy ma swój rozum. Zachowanie wyborcy zależy od niego. A politycy ulegają presji wyborców jeśli jest rozsądna i silna. Tylko u nas mało kto broni energicznie swoich poglądów.
PIRS: wydawało mi się, że czytelność moich poglądów powinna być dostateczna. „..znaczy tylko, ze (naród) nie sprawuje władzy bezpośrednio”
W ogóle nie sprawuje, nie ma wpływu na władzę, a ta dba najbardziej o maksymalizację swych doraźnych partyjnych pożytków, uważam.
Nie są ci ludzie formacji rządzącej też i prawnie przedstawicielami narodu, lecz tylko przedstawicielami poglądów kierownictw ich partii.
Partia rządząca za nic nie odpowiada, bo jej do tego konstytucyjnie przy pomocy m. in. opisywanych wyżej prekonstytucyjnych manipulacji, nie zmuszono. To, że naród staje się zakładnikiem zdziczałych partii do następnych wyborów, to żadna pociecha. Gdy nawet ewidentnie działają one na szkodę kraju – nie można kadencji, gdy jednocześnie zapewnili sobie większość parlamentarną, przed czasem zakończyć publiczną inicjatywą referendalną.
W niektórych innych krajach – można. Na Zachodzie poziom świadomości społecznej, pochodny wykształceniu, jest wyższy i o wiele bardziej homogenny, wyrównany, niż w Polsce, dlatego przykład Szwajcarii jest nieodpowiedni.
@de mowski
Ja to rozumiem, chodziło mi o podkreślenie, że systemu sprawowania władzy nie da się zmienić, co najwyżej można zastanawiać się jak go usprawnić. Ale jak usprawnić system? Wszystko zależy od ludzi. Partia nie musi być tak zorganizowana i ludzie w niej nie muszą zachowywać się tak jak Pan słusznie opisuje. Sądzę że trzeba najpierw zmienić myślenie wyborców, którzy pewne wypaczenia życia społecznego uznają za tak normalne jak zmiany pogody i w związku z tym nie wymuszają pozytywnych zmian.
Dokłądnie tak: potrzeba edukacji opartej w pierwszym podejściu na dobrych przykładach pokazujących poziom i motywacje naturalnego zaangażowania obywatelskiego i układ żywych, natychmiastowych korzyści z tego wyrastający w tych znanych nam krajach dojrzalszej demokracji lokalnej.
.
Wprowadzenie odwoływalności reprezentantów już przy nieco niższych progach referendalnych, rankingu publicznego kandydatów z publikacji obu list – zasług i zarzutów, win -wymaga ustanowienia niezależnej Adwokatury Państwa, w której racje państwa i kontroli uczciwości procesu selekcji rankingowej za każdym razem pilnuje (też wyłoniony rankingowo, wybitny) zawodowy adwokat, mający prywatną praktykę prawniczą.
.
Niezbędne jest do tego poprawienie polskich jakości konstytucyjnych.
.
Nigdzie bowiem, w żadnym polskim tekście ustawowym, ani w ustawie zasadniczej nie ma definicji polskiej racji stanu, ani nie znajduje się definicja warunków bezpieczeństwa państwa we wszystkich ich aspektach i rodzajach. Suma niedefiniowalnych i niekontrolowalnych w związku z tym zagrożeń składa się na bezpieczeństwo narodowe. Którego stopień jest dzisiaj niewiadomą, o której rząd też nic pewnego pewnie nie wie.
Z (niemal) ostatniej chwili: piątek 19 VI wieczór, „Wiadomości” TVP. Fragment poświęcony opinii D. Tuska nt. udziału we wiadomym referendum. Najpierw spory materiał archiwalny – J. Kaczyński namawia do niebrania udziału w łódzkim referendum ws. odwołania J. Kropiwnickiego z funkcji prezydenta miasta. I za to chwała redakcji. Ale potem dwie wypowiedzi z przyganą: niejaki Mariusz Błaszczak (ksywa Płaszczak) oraz dr Bartłomiej Biskup. Obaj ganią PO. Za co? Za zniechęcanie do brania udziału w… wyborach. W wypadku MB to nie dziwi; nie takie brednie wygaduje. Ale BB, uczony politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, żeby nie odróżniał referendum od wyborów? A redakcja, oczywiście, nie pyta, o czym oni mówią, o jakich wyborach.
Wrócę do sedna sprawy: Szanowna Autorka w kwestii cynicznego bełkotu pana AM wykazała bardzo dużo taktu nazywając w/w bełkot interpretacją.
Planetka matka i orbitująca wokół niej przez 24 godziny na dobę satelitka informacyjna, proponują z uwielbieniem walki na spienione pyski, pospolite plotkarstwo, niski poziom publicystyki,co nie uszło uwadze SO.
Ramy przyzwoitego dziennikarstwa zostały w tej (za przeproszeniem) konstelacji dawno przekroczone,
że o kulturze bycia mieszkańców planetki matki i jej orbitki nie wspomnę – słowem magiel.
Bliżej nieokreślona liczba gapiów/obserwatorów w/w traktuje serwowaną papkę jako obowiązującą strawę duchową.
Martwi mnie hołdowanie wzorcom / stylom, proponowanych przez tego typu ciała niebieskie.