2013-07-18. Naród ma pod przewodem TVN24 obalić rząd, bo żaden dziennikarz nie musi na niczym się znać, a powinno być gorzej. Kaczyński sam tego nie osiągnie.
1 min czytania
18.07.2013
26

Racja, nie musi na czymkolwiek się znać, a -przecież- powinno być tak równomiernie coraz gorzej, by z pełną uprzejmością cały czas to stałe tempo zjazdu było można sprzedawać jako semi-normalność, niby-nieuchronność, jako ochronę dorobku, a nawet stanu posiadania. Na tym polega rzeczywiste dziennikarstwo. Sam Kaczyński – oczywiście, że nie da temu rady, mowy nie ma.
… żaden dziennikarz nie musi na niczym się znać….
Oj to prawda, choć nie dotyczy to tylko dziennikarzy TVN24.
Niestety, ta ogarniająca większość dziennikarzy (im młodsi tym bardziej) maniera, że są „czwartą waaaaadzą” i że dziennikarze są po to „żeby krytykować rząd” – tak ostatnio „gwiazda” TVN (Kolenda) się wypowiedziała!
Skoro nawet doświadczeni (wydawałoby się) dziennikarze mylą role opozycji z dziennikarstwem… po prostu ręce opadają.
Dziennikarze służący rządowi to zaraza, którą trzeba wyplenić.
Co pan proponuje w wypadku, jeśli dziennikarz się akurat z jakimś rządowym pomysłem zgadza? Szubienica, stos, strzał wPotylicę, czy wystarczy wilczy bilet, kastracja i odebranie prawa do emerytury? A co ze zwolennikami innych opcji, czy tylko prorządowość ma być karana, czy w ogóle wszelkie poglądy? A co jak Naród wybierze sobie nowy rząd? I po co się ograniczać do dziennikarzy, weźmy się za wszystkie zawody! Zostanie Prezes, Muchomorek i paru hierarchów. No, może jeszcze Ziobro, jeśli się np. ocieli…
Dziennikarz ma kontrolować władzę, a nie jej służyć. Panowie Bratkowski i BM kontrolują władzę czy jej służą? Dlaczego posłuszeństwo wobec władzy jest bardzo szkodliwe?
Rządowi mającemu na sztandarach poprawne politycznie samoograniczenie umysłowe, wyrażające się dążeniem do bankructwa, przez zadłużanie nieproduktywnego państwa, nic bardziej nie zaszkodzi niż on sam, przez obsesyjne stosowanie utopijnej doktryny.
Bajka o bankructwie i nieproduktywnym państwie nudzi, dowodząc poprawności politycznej a la PiS – bajkopisarzy, którzy jeszcze nie tak dawno chełpili się, jak to ich guru będąc u władzy obniżył podatki i składki. W swoim samoograniczeniu umysłowym, zapomniał bidula zatroszczyć się o proporcjonalne obniżenie wydatków publicznych. W efekcie dziś, olbrzymią dziurę budżetową trzeba łatać pożyczkami oraz przychodami z prywatyzacji. Bajkopisarzom proponowałbym zmianę płyty, natchnienie znaleźliby moim zdaniem w jednym z krajów 1000 i jednej nocy. Libia, panowie i panie, jedyny kraj na świecie bez długu publicznego – raj na ziemi !
Człowiek inteligentny nigdy się nie nudzi, szczególnie gdy mowa o finansach państwa, przekonali się o tym Grecy, Hiszpanie, Portugalczycy, Irlandczycy, żyjąc w błogim przeświadczeniu że unijna „manna” zwalnia ich od refleksji. Zaprezentowana przez Ciebie postawa zaangażowania emocjonalnego świadczy o braku świadomości politycznej, co było znamienne dla początku „transformacji”. Wielokrotnie pisałem że nie mam złudzeń co do „elit” a jedyne co może zrobić Kaczyński z sukcesem, to rozliczenie ostatnich 25 lat, by następnie „chwalebnie” polec na polu gospodarki, zamykając „Erę Solidarności”.Gdy od naszego PKB odejmiesz roczny dług publiczny z odsetkami, okaże się ze polski PKB per capita (na głowę mieszkańca) jest niższy niż w Libii, biorąc pod uwagę niechęć Arabów do pracy, to nasze rządy są głupsze od tamtych. Dodam „ na dokładkę” że polski PKB per capita jest niżsy niż w Gwinei Równikowej określanej przez Encyklopedię PWN z 1991r. jako „zacofany kraj rolniczy”.
Jeżeli Mu’ammara al-Kaddafi określarz rządem Libii, to gratulacje, wygląda na to, że jednak się nudzisz, a do Encyklopedii zajrzałeś ostatnio w 1991r. Skłonności rozliczeniowe, głębokie uwielbienie prezesa zauważalne w Twoich wypowiedziach dowodzą, że to Ty jesteś bardzo emocjonalnie zaangażowany i dobrze, bo nie wyobrażam sobie człowieka walczącego o swoje idee bez zaangażowania, także emocjonalnego.
Mnie się pomysł Wielkiego Mistrza wyjątkowo podoba. To jest myśl warta powieści. Zakładając, że w ciągu 12 lat zmieniłby się nam rząd trzykrotnie, wyplenilibyśmy dziennikarzy ze szczętem. Potem sami byśmy pisali artykuły, prowadzili programy TV do czasu, aż poczulibyśmy się dziennikarzami i sami byśmy się wyplenili. Też ze szczętem, ew. do imentu.
Taka rotacja kadr wpłynęłaby korzystnie na problem bezrobocia i globalne przeludnienie. Mogłyby powstać specjalne służby typu CBA (Centralne Biuro Antydziennikarskie), które tropiłoby podejrzanych o bycie żurnalistami. Agent Tomuś dokonywałby cudów prowokacji skłaniając niewinne panienki do pisania czegokolwiek, a następnie kapując szefom, że przyłapał jedną z drugą na gorącym uczynku itd. Pojawiliby się współcześni naśladowcy Pawki Morozowa denuncjujący rodziców, ale także dziennikarskie podziemie. Partyzanci pióra spotykaliby się w miejscach odludnych i nie używając dla zmylenia przeciwnika narzędzi do pisania, opowiadaliby sobie wzajemnie swoje niepublikacje.
Powieść można by ubarwić mrożącymi alkohol w żyłach scenami, zaproponowanymi przez red @BM. Plus wątek miłosny i hitcockowskim zakończeniem typu: wiosenna powódź podmywa skarpę wiślaną, która obsuwając się odsłania miejsce, w którym agent Tomuś przechowuje swe w tajemnicy pisane artykuły. Kurtyna!
Jerzy Łukaszewski: te „do imentu” to już przecież ukochany przez Znawców klimat Kafki. Można chyba już prorokować, co po tym nawrocie czasów następnego następnie nastąpi. Tzw. Historia jawi się tu jako zezowata, tępa, wredna i złośliwa jędza.
Zastanawiające…….. wielebny Aleksy wieści od dłuższego czasu katastrofę, wręcz apokalipsę. Żyję w tym samym kraju, co Aleksy, pracuję, patrzę na przemiany i te dobre i te złe, wnuki rosną. Co robi Aleksy?, jakie jest jego środowisko?. Po prostu pojąć nie mogę, że człowiek może mieć w sobie tyle pesymizmu. Nie czytałem komentarza Aleksego, mającego w sobie ociupinkę pozytywnego myślenia. Przepraszam za wulgaryzm……. ale po prostu chce się rzygać.
Z Wielkim Mistrzem to samo – Redaktor BM pięknie ripostuje ale czy to dociera do człowieka, który „wyplenia” sługusów a sam jest umysłem zamkniętym, zniewolonym przez „Wielkiego Małego Miszcza”?.
Hej, Karolasek, czy Ty aby nie przesadzasz? Dużo łajdactw jest pchanych jak jakiś coraz bardziej rosnący wał krzywdy solidarnie przez nieomal wszystkie formacje rządzące tym krajem po 89-tym w pięknej, solidarnej ciągłości.
Nie wszyscy mogą mieć pracę, jeśli nawet są wybitnymi ekspertami. A może zwłaszcza dlatego: coś nieznanego a wybitnego, co nie jest krajowej autoryzacji – jest u nas zawsze najgłębiej podejrzane…
Nie wszyscy mogą nie mieć podsłuchów i kontrolowanej latami korespondencji.
Nie wszyscy mogą otrzymać prawo dostępu do sprawiedliwego prawa. Będą przegrywać każdy proces w każdym sądzie, nawet w najbardziej oczywistej i jednoznacznej sprawie – i prowadząc go ponad dziesięć lat.
Nie wszystkim dotkniętym rezonem władzy wolno walczyć o swe dobre imię i przywrócenie im pełni ich praw, gdy władzuchna rzuci na nich ciężką, zwykle dożywotnią potwarz.
Eliminującą, wykluczającą, tak. Bo taki był zamiar przecież. I tak chciały PT. „służby”, t.j. -ich mocodawcy aktualni wtedy.
Nikomu z tej władzuchny za to nic zresztą nie grozi.
Nie ze wszystkich wywiadowni i informatorni zostaną te krzywdzące i fałszywe wpisy eliminacyjne usunięte, nawet gdyby jakiś superarbiter przywrócił tym latami krzywdzonym sprawiedliwość.
.
To – z autopsji. Czy stałem się „umysłem zamkniętym i zniewolonym”, skoro tak to opisuję? Przecież to realia. Taka jest Polska z tyłu lśniącej fasady.
Wielebny Karolu, zaledwie rok po mojej uwadze w SO, na temat złego stanu infrastruktury kolejowej, miała miejsce katastrofa pod Szczekocinami… . Jeśli się patrzy tak jak Ty, przez „czubek własnego nosa” dostaje się zeza i widać podwójnie a to co złe jest tak niepojęte że się „przymyka oczy”.Jestem niepoprawnym optymistą stojącym jednak twardo na gruncie realizmu, gdyby tak nie było, czy byłbym w stanie pisać do SO ?. Odruch wymiotny, który opisujesz, to nic innego jak alergia na … zdrowy rozsądek, nie martw się, wszystkie „ choroby” stwierdzone tu u Ciebie, miną gdy władza zobowiązana Ci pomóc – „wypnie się”.
A może Redakcja wydałaby jakieś „Dzieła Zebrane” Wielkiego Mistrza i Aleksego? Taki zbiorek mógłby być hitem sezonu.
Kiedyś „GW” ujęła „myśli” Ojca Muchomora w formę poetycką, a ja nie szczędziłem papieru czerpanego, by to wydać.
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/r1.jpg
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/r2.jpg
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/r3.jpg
Panie Jerzy, nie spodziewałem się aż takiego splendoru ( obok Ojca Tadeusza i Wielkiego Mistrza), zaczynam lubić Pańskie poczucie humoru!.
Zderzenie propagandy PO z rzeczywistością.
http://nczas.com/publicystyka/cukiernik-zderzenie-propagandy-po-z-rzeczywistoscia/
Wszystkim domagającym się w listach do mnie usuwania bełkotu Wielkiego Mistrza i Aleksego posyłam stanowcze: NIE. To jest zbyt zabawne, by to usuwać; oczywiście, dopóki ci… hm… jak ich tam nazwać? – będą używali języka względnie dopuszczalnego; no, może nie w towarzystwie, ale w służbówce. Bądźmy wyrozumiali. A ostatecznie – Tworki blisko, miejscowość sympatyczna, szpital piękny.
Dziękuję, serdecznie dziękuję Panie Bogdanie, tylko Pan potrafi tak nobilitować!.
Czytam SO, bo lubię. W zakręconym i pazernym świecie mediów, znalazłem miejsce w którym poznałem opinie ludzi poważnie traktujących ówczesną rzeczywistość, ludzi odważnych a przede wszystkim mądrych. W moim przekonaniu SO znamionują wolność myślenia i wyrażania opinii.
Niestety, nie wszyscy Komentatorzy korzystają z tego przywileju, dla nich konwencja „Gazety” jest okazją do eskalacji swoich frustracji. Bratkowski myśli „społecznie” – trzeba Mu dokopać, BM eksponuje twórcze działania – co tam Miś wie – my wiemy lepiej. Zastanawiam się często – czytając komentarze – nieliczne na szczęście, czy aby komentujący czytali dany tekst z należytą starannością, czy tak po prostu walą mokrą ścierką w pysk z zasady.
Mam do takich „miszczów” riposty prośbę: piszcie teksty i opinie, uzasadniając merytorycznie wasze racje, to będzie bardziej czytelne dla pozostałych. Jestem przekonany, że BM dopuści je do publikacji w całości. Jeżeli nie, to zawsze możecie zorganizować sobie własne studio: Generalne Ówczesne Wartościowe Niezależne Otwarte.
Muszę za ten wpis podziękować. Strzał w samo sedno, w tym rzecz.
Drogi Karolu, widzę że po otrzymaniu negatywnych odpowiedzi na Twoje podania, to Ty jesteś jedynym a przez to największym frustratem w SO. Nie przejmuj się, wspólnymi siłami na pewno to przezwyciężymy, jeszcze rok wytrwałości i będziesz przyzwyczajony.
@ de mowski: próbuj to zmienić. Redagujący SO próbują zmieniać sposób myślenia od kilku lat. Poczytaj historię naszej Ojczyzny – tę „historyczną” a nie „polityczną”.
Moja rodzina była szykanowana „za komuny”, bo Ojciec wrócił na „białym koniu”. Siedział a potem siedział cicho. Był Żołnierzem Września (Bzura), zdegradowanym z oficera na szeregowego. W sześć lat po jego śmierci, już „za demokracji”, chcieli Go rehabilitować. Nie wiedzieli, że po prostu umarł. Do śmierci nie czuł się odrzuconym – był społecznikiem. Mój, nieżyjący Brat – permanentny, zapomniany opozycjonista, społecznik. Oni próbowali coś zmienić a zwykle zaczynali od siebie. Ja też próbuję poprzez pracę zawodową (od 42 lat) i społeczną. Staram się pomagać potrzebującym w miarę swoich możliwości. Tak to pojmuję de mowski. Pozdrawiam.
Dziękuję za dobre, serdeczne słowo, Karol. Oni przegrali, ci co mnie chcieli zaszczuć, tylko o tym nie wiedzą. Wyciągnęli jedną drogą przeciw niczemu nie winnemu, zawsze prawdomównemu, uczciwemu facetowi, ale siedmioma drogami przyjdzie im chyba jednak uciekać.
Mój ojciec, rocznik 1900, zaliczył trzy wojny. W tej trzeciej, wcześnie zdemobilizowany nie walczył z Rosjanami, mimo to po wojnie nie było dla niego pracy w sądownictwie, a całe dwudziestolecie międzywojenne był prawnikiem.
Odium nieprawomyślnego przeszło automatycznie na mnie.
.
To zaczęło się przed 2000. Marszałek zachodniopomorski
Zychowicz wezwał mnie – służby żądają twego zwolnienia. Ratuj się, człowieku. I zamilkł. Rozpocząłem dopiero pracę w dziale strategii rozwoju województwa. Nigdy potem i aż dotąd, do dziś żadnej normalnej pracy już w Polsce nie dostałem.
W 2011 czterech osiłków siłą wywlekło moją żonę z jej pracy, milcząco. Skutek natychmiastowy a o przyczynach nikt nie chciał rozmawiać – zarzutów też nie było; miała normalny trzyletni ważny kontrakt, niegdyś długoletnia dyżurna ruchu na kolei- była tam zwykłą robotnicą na taśmie, nikim szczególnie ważnym, ale faktycznie utrzymywała nas obydwoje, a im przecież chodziło o mnie, bym finansowo zdechł i wtedy by zobaczyli, co ja zrobię, może bym się wysprzedał, czy co?.. nie wiem.
Ostatnio burmistrz Gryfina, niejaki Piłat całkiem obcesowo spytał mnie, i to dość surowo nawet, dlaczego dotąd nie sprzedałem swego domu. Eksperymenty jakieś, na złamanie?
Podejrzewam mocno, że „służbom” chyba chodziło o zgłębienie, na jakiej zasadzie mogłem być w Niemczech już w latach osiemdziesiątych doradcą-wolontariuszem na poziomie rządu federalnego i jakie w związku z tym wypracowałem sobie tam zasługi. Ciekawa wiedza – zakładam, iż chciano szantażować Niemcy siłowo zdobytymi informacjami, bo rok temu „nietykalni sprawcy” zrobili serię włamań u mnie, sporo ukradli, ale przede wszystkim drobiazgowo wszystko przeszukali.
No, ale to były przecież i są sprawy wyłącznie wewnątrz-niemieckie, nic im do tego, nie dotyczą w najmniejszym stopniu spraw polskich. Mimo, iż czasem otrzymuję listy z Urzędu Kanclerskiego, nie jestem tam na żadnym etacie. Klepię raczej biedę: nigdy nic od Niemców nie żądałem, kiedyś też i oni mnie okradli – mieszkanie z zawartością i niezły samochód „prewencyjnie wcięło”… widocznie te zasługi okazały się nieznośnie duże (Polak!).
.
Mam coś, czego ani Niemcy, ani Polska nie ma.
Kiedyś też zacząłem od siebie. Masz z tym rację, Karol. Tak właśnie trzeba robić. W Polsce bym przepadł. Musiałem więc z grajdołu wyskoczyć. Miałem wtedy 33 lata.
.
Utworzyłem nową w Europie dziedzinę wiedzy. Umożliwia ona między innymi wysoko-innowacyjne aplikacje, optima rozwojowe, eliminację ukrytych błędów i przykrych późnych niespodzianek programów rozwojowych, prognozowanie przyszłości i łatwe rozwiązywanie spraw „normalnie” bardzo trudnych, a nawet uważanych za nierozwiązywalne. Metodologia wczesnego rozwoju teraz też się i w Niemczech, i Szwajcarii rozpoczyna, ale ja mam ponad 25 lat przewagi nad nimi i tyleż doświadczenia więcej. Jest na razie nędza, ale jest z czym zatańczyć.
De mowski: co nie zabija, to wzmacnia. Pamiętaj. Chylę czoła.
Hej, Kolenda, Kolenda. Ta to się zna na wszystkim, a najlepiej wie, co i jak powienien robić Premier. I potrafi to przekonująco9 napisać w Gazecie Wyborczej (np. dzisiejszej, 23 lipca).