Stefan Bratkowski: Atlantyda, tak niedaleko(25)

ruryk2013-07-28.

Nie zabrali ze sobą kobiet

To nie koniec śledztwa… Daleko jeszcze do rozstrzygnięcia, kto był kim, co robił i kiedy. Poczynając od czołowej postaci legend, czyli Ruryka, rzekomego zdobywcy lub założyciela Nowogrodu Wielkiego. Te role już skreśliliśmy. Ale nie zamykając tematu…

 

 

_____________________________________________________

Pytanie właśnie, kim był ów Ruryk. Uznaje się go obecnie za postać legendarną, jak naszego Piasta czy Popiela, bo żadne współczesne źródła podobno nic o nim nie mówią. Czy rzeczywiście nie mówią? A przypisywany duńskim wikingom konung Rerik, którego najazdy z wielkimi wojskami i flotą na ziemie zachodniej Europy odnotowują roczniki frankońskie?

Imię ponad wszelką wątpliwość jest to samo. Przywoływany tu już Wilhelm Ludwig Thomsen, duński specjalista od językoznawstwa historyczno-porównawczego, z poczesnym miejscem w naszych Adama Heinza „Dziejach językoznawstwa”, opublikował w Gotha w 1879 roku trzy swoje wygłoszone w Niemczech wykłady o początkach państw ruskich.

Występy w Niemczech, muszę tu wtrącić, nie były wtedy przez jego duńskich rodaków dobrze widziane, a nawet wręcz dwuznaczne: stosunkowo niedawno, w 1862 r., Bismarck zabrał Danii jedną trzecią terytorium i 39 procent ludności, w tym nie tylko Niemców w Holsztynie, ale i setki tysięcy rdzennych Duńczyków w Szleswiku. Jednakże Thomsen nie mógł liczyć na zainteresowanie tymi swoimi pracami gdzie indziej. Kiedy badał wzajemne wpływy języków ugrofińskich i tureckich, kiedy zajmował się bałtyjskimi i germańskimi źródłosłowami w języku fińskim, nie musiał jeździć do Berlina po uznanie. Wystarczała mu duńska wyższość germańska nad Słowianami. Ale dzięki temu właśnie Thomsen, znawca, między innymi, języków staro-germańskich, w tym – „staro-nordyckiego”, podał, jak brzmiało, jego zdaniem, imię Ruryka w staro-nordyckim. Otóż brzmiało – Hroerekr. I to mogło być zarówno Ruryk, jak Rerik czy Reryk. Tym bardziej, że niektóre zapisy imienia Ruryka wręcz brzmiały – Roerik, Roericus…

Jak już wiemy, Skandynawowie z terenu przyszłej Szwecji, i to nie Danowie ze Skanii czy Hollandu, lecz Swewowie najrozmaitszych plemion, uczestniczyli ochoczo w wyprawach zarówno wikingów norweskich, jak duńskich. Po drugie, języki skandynawskie jeszcze się wówczas nie zróżnicowały na tyle, by dało się ocenić wedle mowy, czy ktoś pochodził z Danii, czy przyszłej Szwecji. Identyfikowano wprawdzie „Danów” i „Swenów” (Dania na całą już historię pozostała Danią, a Szwecja – „Sverige”, „Svea-rike”, królestwem, krajem Swewów), ale już Norwegia pozostała jedynie „Północną Drogą”, tak, jak Normanowie byli tylko „ludźmi wiatru północnego”, Nordu, bez żadnej nazwy plemiennej. Wszyscy mówili, jak wspominałem, „mową duńską”, bo z Danami kojarzono wszelkie najazdy. Tylko dobrze zorientowani, no i sami wikingowie z Norwegii, wiedzieli, że krainy Westfold i Ostfold leżą na zachodnim i wschodnim brzegu fiordu Oslo, kraina Agder tam, gdzie dzisiaj Stavanger, Rogaland na zachód od niej, Hordaland tam, gdzie dzisiaj Bergen, a Halogaland dzielnego żeglarza Ottara hen, na północ od Trondheim (o ile wszystkich tych nazw już wtedy używano; tatarska „horda” przyszła chyba dopiero w XIII wieku). „Król” Westfoldu, pochowany w bezcennym dla archeologii kurhanie w Oseberg, nie rządził chyba nawet drugim brzegiem fiordu!

Podobieństwo imion obu Ruryków kusi, ale może też mylić: nowogrodzcy Buriwoj i Gostomysł mają swoich imienników w świecie Słowiańszczyzny zachodniej, i to w dosłownym brzmieniu – był w połowie IX wieku „książę” Obodrytów, Gostomysł, znany z kronik saskich, więc nie zmyślony, dla Roczników klasztoru w Fuldzie nawet „rex”, król, choć, pamiętajmy, królami wtedy zwano władców każdej większej połaci ziem. Nad morzem, u brzegów ziem Obodrytów, leżało nieodnalezione do dzisiaj miasto portowe „Rerik”, na pewno słowiańskie, zniszczone według legendy najazdem konkurentów handlowych z duńskiego Hedeby, Haithabu. Historycy chcą widzieć w nim Mechlin Obodrytów, późniejszy Meklemburg – jak i  plemię „Reregów” w samych Obodrytach. Ale na państwo Obodrytów składało się wiele różnych plemion i mogli tam być wśród nich – „Rarogowie”, od drapieżnego sokoła, żyjącego w Eurazji i tylko przelatującego nad środkową Europą. Albo „ludzie Rerika”, który ze swą półsłowiańską już drużyną zapanował nad handlowym portem Obodrytów …

Jednakże ten człowiek mianujący się lub nazywany kimś z kraju, „rike”, „rekr”, Hroesów, Rosów, Rusów, czyli bojowych „Wioślarzy”, musiał zyskać to imię lub sobie nadać w obcym sobie świecie, nie wśród swoich – bo w Nowogrodzie wszyscy, przedtem i potem, będą nosili imiona własne. Konung Rerik, Ruryk, widocznie podkreślał swą rodową, może i plemienną przynależność. Był kimś spośród Rusi, owych „Wioślarzy”. Kimś równie strasznym, jak inni Normanowie tego czasu. I taka też była chyba owa Ruś. Lub taką starała się być.

August von Schloezer, zdobywca przeszłości Rusi dla przyszłej Katarzyny Wielkiej, znalazł oparcie dla swego pomysłu w owej tajemniczej „Rusi”. I ona mu naprawdę sprzyjała. Bo z samej tylko „Powieści dorocznej” wynika niedwuznacznie, że „Rusią” przez dość długi czas po „zaproszeniu” Ruryka byli nad Ilmenem, a potem i w Kijowie, po jego zdobyciu, ci lepsi, chodzący na wyprawy, ci blisko przy kniaziu, słowem – elita wojenna, która wyprawiała się na wiking w daleki, coraz dalszy świat.

Zaciekłe o tę „Ruś” i niekończące się toczono w naszych czasach spory. Nasz wielki historyk narodzin państwa polskiego i innych państw słowiańskich, Henryk Łowmiański, twierdził wręcz, że Ruryk nie mógł żadnej ze sobą „Rusi” przyprowadzić, bo niczego takiego w Skandynawii nie było! Co więcej, była na ziemiach Słowiańszczyzny wschodniej inna bardzo stara, ba, znacznie starsza „Roś”. Rdzeń „Ros, Roś” występuje na terenach dzisiejszej Ukrainy tak wcześnie, że Normanowie nawet jeszcze nie zdążyli wychynąć ze swoich skandynawskich ostępów. I orientalista sprzed pierwszej wojny światowej, Daniło Chwolson, którego z satysfakcją cytował Borys Griekow, dowodził, że Ruś „była nazwą miejscową i używaną już bardzo wcześnie w ogólnie przyjętym znaczeniu”.

Nawet poważni uczeni, jak Trietiakow, powtarzali tę opinię bez sprawdzenia, co się za nią kryje. Bo nie trzeba do tego orientalistów, a raczej wręcz przeciwnie. Szczęśliwie, mamy akurat w Polsce znakomitego historyka Gotów, prof. Jerzego Strzelczyka, i dzięki jego pracom bez trudu można zweryfikować sugestie orientalisty.

Bo i owszem, byli kiedyś na Ukrainie zwani tak przez Gotów „Rosomonowie”, czyli „ludzie Ros”, plemię „Hros”, „Ros”. Historyk gocki z VI wieku, Jordanes, zapisał, że ich naczelnik czy też władca, „zdradził” Hermanaryka, władcę Ostrogotów. Jak zdradził, nie wiemy. Być może opowiedział się za przybyłymi wtedy, około 375 roku, nad morze Czarne Hunami, których porodziły wygnane w step gockie czarownice ze związków z nieczystymi duchami. Hermanaryk wziął odwet na żonie owego władcy, imieniem Sunilda. Kazał ją rozerwać końmi – co było egzekucją na owe czasy niezwykłą. Bracia ofiary, Sarus i Ammius, w rewanżu próbowali Hermanaryka zabić, ale zdołali go tylko zranić, co jednak przyspieszyło śmierć wiekowego już władcy.

Nie muszę podkreślać, że trzy wyżej wspomniane imiona nie mają w sobie nic słowiańskiego.

Ostatni raz wymieniają „Rosów” w połowie VI wieku źródła bizantyjskie – jako „północne i straszne niebezpieczeństwo”. Wymieniają ich obok „Antów”, niewątpliwie słowiańskich, ale

uważają ich bez żadnych wątpliwości za lud… scytyjski, co oznaczało praktycznie, że byli to jacyś „barbarzyńscy” koczownicy. Kronikarz syryjski w tymże VI wieku, tzw. Pseudo-Zachariasz, wspominał, że ludzie „Hros”, odznaczający się bardzo masywną budową ciała, żyli na północny zachód od Donu. Byli tak pokaźnych rozmiarów i ciężcy, że podobno konie ich nie mogły udźwignąć. To by przypominało Awarów, od których polskiej wersji imienia „Obrów” my mamy „olbrzymów”, a Czesi wprost – „obrów”. Dla Niemców olbrzym to „Huene”, czyli Hun. Widać, że  turskie ludy z Wielkiego Stepu, i Hunowie, i Awarowie, ludzie rośli i wysocy jak na tę epokę, jeździli na małych konikach, które ledwo dźwigały ich z ciężkimi jukami. Ci „Hros” musieli być jednymi z nich.

Nie ma żadnego oparcia dla domysłu, że ci Hrosowie założyli ze słowiańskimi Antami związek plemienny. Po drugiej stronie Dniepru, nad Rosią, bardzo od nich, od brzegów Donu, daleko, archeologia znajduje szczodre pozostałości po Antach, zatem albo ci Rosowie nigdy tutaj nie mieszkali, albo wtopili się w świat słowiański, bądź poszli stąd, jak inni koczownicy, na południe. Po 602 roku nie ma po nich w źródłach najmniejszego śladu. W ziemi też nie. A jakby na złość domysłom, nad Rosią będą osadzali potem kniaziowie kijowscy – zaprzyjaźnionych koczowników, „Czarnych Kłobuków”, tj. Karakałpaków, i jeńców… Żadna wersja nie czyni Hrosów protoplastami słowiańskiej Rusi. Ten wymysł, latami z całą powagą rozwijany w imię właściwego politycznie pochodzenia Rusi, możemy raz na zawsze jako temat skreślić.

Roś, prawobrzeżny dopływ Dniepru, mogła bez żadnych Rosów dorobić się swej nazwy. Stary, ogólno-indoeuropejski źródłosłów „ros” (roos, ras, rus) odnosi się do wilgoci, wody. My mamy z niego „rosę” i zapewne „roślinność”, wraz z „rośnięciem”. Szwedzi znów – „rot”, korzeń, itd. Od tego poszło widocznie i inne ogólno-indoeuropejskie znaczenie, wiążące się z kolorem czerwonym, „rudym” – od łąkowych rud żelaza, zabarwiających rdzawym nalotem oczka bagienne. Wszędzie w Europie, gdzie napotykano rudy darniowe, a napotykano je wszędzie, rudzi i rdza nazywają się podobnie i podobnymi słowami w mowie dźwięczą. U Niemców czerwony jest „roth-”, a rdza – „Rost”. U Litwinów „ruswas” jest gniady, „rudas” – rudy, a „rudis” – rdza. U Finów rdza jest „ruoste”. Normanowie byli na ogół blondynami, wielu wśród nich wręcz rudzielcami, stąd i wnioskowano, że lud słowiański zwał ich „rusymi”, ale trudno uwierzyć, by przez pierwszy wiek Nowogrodu klasyfikowano tam ludzi społecznie wedle koloru czupryny – zwłaszcza że wśród Czudzi bywało rudych czupryn na pewno nie mniej; jeśli dzisiejsi Węgrzy nie są do swych północnych kuzynów podobni, to najpewniej z tego samego ponurego powodu, dla którego nasi południowi pobratymcy są tak różni od nas…

Jak przechodzi owo długie szwedzkie „o” w nasz dźwięk „u”, wyjaśnia każdy dzisiaj słownik  języka szwedzkiego, nie koniecznie aż językoznawcy, jak sądziłem kilkanaście lat temu. Borys Rybakow dla wsparcia nieśmiertelności Rosomonów przypomina, że w starszych zabytkach piśmiennictwa Rusi słowo „ruski” pisano przez „o” – „Roska Prawda”, a nie „Ruska Prawda”. Ale w umowach z Bizancjum, znacznie wcześniejszych, mamy wręcz – „Rous”, gdyż dźwięk „u” zapisywano „ou”. Nie mówiąc już o tym, że Wielkoruś nazywa się dzisiaj nie „Rusją”, a Rosją, co pochodzi prawdopodobnie od „Rousji”, wymawianej w „akającej” wersji rosyjskiego „Rasjeja”. A znamy dobrze to skandynawskie długie „o” – Olof Palme po szwedzku był Ulofem Palme, w Nowogrodzie X wieku byłby „Ulebem” (czy może raczej – „Ulewem”). Ta dwoistość dodatkowo jednak przemawia za skandynawskim pochodzeniem słowa.

Już w latach trzydziestych IX wieku z młodym, jak sądzę, Rurykiem i z jego vaeringami, waręgami, przyszła ta „wszystka Ruś”, raczej – zorganizowane drużyny „Wioślarzy” z kilku rodów, żyjących w Upplandii nad brzegami morza, „wszystka Ruś”, głównie raczej młoda, w przewadze zaś – mężczyźni. Z czego to wnoszę? Nie tylko z Pierwszego Latopisu Nowogrodzkiego, gdzie czytamy: “Wybrali się trzej bracia z rodami swoimi i zabrali ze sobą drużynę liczną i przewspaniałą”. Mam dla swego wniosku przesłankę bardzo prostą, a nie do podważenia: wśród późniejszych nowogrodzkich imion żeńskie imiona skandynawskie będą się pojawiały jak na lekarstwo…

To jednak nie rozstrzyga o tym, jak się naprawdę Ruryk nazywał.

Stefan Bratkowski

Weź udział w naszej ankiecie

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. Jerzy Łukaszewski 2013-07-28
  2. elkaem 2013-07-30
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com