Stefan Bratkowski: Atlantyda, tak niedaleko (28)

ragnaroek2013-08-19.

Dostatecznie straszni, żeby historyczni

Nie potrafię tylko jednego odgadnąć – czy epokę najazdów i niszczenia, w której się obracamy, określała żądza rabunku i pustoszenia tego, czego zrabować nie dało, czy duch zbójectwa i  potrzeby zwycięstw, kiedy zabici, spalone wsie i miasta dokumentują wyższość pogromców…

Czerń w naszych kulturach kojarzyła się wszędzie ze złymi mocami i ze złymi wiadomościami. Myślę, że pod czarnymi żaglami miał popłynąć ze strof  skandynawskiej „Eddy” Naglfar, statek złych mocy, które budowały go z paznokci zmarłych (stąd należy je zmarłym obcinać!), żeby w dniu Ragnaroeku, ostatecznego boju świata, mogły ruszyć na nim do końcowej walki z bogami i ludźmi. „Edda” nic nie mówi o barwach żagli Naglfara, ale ich czarny kolor miałbym za oczywisty. I myślę, że ci „al-Rus” chcieli najwyraźniej zwiastować swymi żaglami najgorsze, albo wręcz nawet – różnić się swoimi czarnymi groźbami od dotychczasowych napastników!

Wedle dzisiejszych interpretacji Arabom po prostu się pomyliło i „Rusami” nazwali Normanów, ponieważ „Rusów” z Normanami utożsamiali. Tylko że wedle tych samych interpretacji – „Rusów” jeszcze w ogóle nie mogło być. Nie wyodrębnili się wśród samych Normanów (wśród nich zresztą nie wyodrębnili się nigdy), ani też nie zaszczepili jeszcze swej nazwy całej przyszłej Rusi. Jedynymi Rusami, znanymi źródłom pisanym, byli na razie owi posłowie w Ingelheim,  posłowie chakana-Rusa. Tych zaś akurat Normanów znad Gwadalkiwiru al-Jakubi zowie „Rusami” i żadne kombinacje podważyć tego faktu nie mogą. Następnym razem Rusowie wpiszą się do historii w roku 860, i to napadem na Bizancjum, nie na posiadłości arabskie.

Zachód na razie wykrwawiają i rabują inni. W 845 roku najsłynniejszy wiking IX wieku, Ragnar Lodbrog, czyli „Futrzanoportki”, zdobył Paryż, małą wyspę na Sekwanie, wpłynąwszy na nią 120 łodziami; zastraszył armię Karola Łysego, podrzynając na jej oczach gardła i wieszając 111 paryskich jeńców – czego przeciwnicy nawet nie umieli docenić, bo, wieszając ich, wyświadczał im przecież honor i szacunek. Karol wykupił miasto od zupełnej ruiny za siedem tysięcy funtów srebra, za więcej podobno, niż zdołaliby Normanowie zrabować.

O Ragnarze Futrzanoportkim zachowało się niemało podań i pieśni – jedną z nich cytuje w swoich „Herojach północy” Jerzy Ros. Podobno ten dziki zbój dotarł przez Ruś aż nad morze Czarne, ale owa pieśń, przypominająca wszystkie jego eskapady, mówi jedynie o ataku na ujście Dźwiny. Może i był w „krainie grodów”, może wojował razem z Rusami, razem z nimi porywał niewolników, ale zasłynął jako straszny wiking przede wszystkim na Zachodzie. Wedle kronik zachodnich, Ragnar umarł wracając po ataku na Paryż, kiedy jego ekspedycję dotknęła epidemia, a więc kara Boska. Wedle owej pieśni – zginął, wpadłszy w ręce jednego z lokalnych władców Anglii. Ten wrzucił go do specjalnego dołu śmierci, pełnego żmij. Wiking śpiewał do końca pieśń pogardy i nadziei na zemstę. Dół ze żmijami był to wówczas bardzo popularny, zarazem bardzo elitarny rodzaj kaźni, przeznaczony wyłącznie dla najdzielniejszych wrogów.

O Ruryku, sławnym wodzu wikingów, legend nie znamy. Jego imię uchowało się tylko w kronikach Zachodu. To by też potwierdzało, że zarówno on, ktoś z kraju Rusów (Rosów), był na szlakach tego zbójectwa kimś nowym, jak i sami Rusowie. Ani oni sami nie śpiewali jeszcze o sobie, ani Skandynawia nie miała ich za swoich. Upplandia zaś, z której się pierwotnie wywodzili, sama padała ofiarą napadów wikingów! Jerzy Ros cytuje tekst z tamtejszego nagrobka – „Assura, syna jarla Hakona, który strzegł brzegu przed wikingami”, przed wikingami duńskimi, oczywiście. W Upplandii, w miejscowości Veda inny kamień runiczny, późniejszy widać, informował jednak: „Torsten zrobił ten pomnik po swym synu Arnmundzie i kupił tę wieś, i zdobył bogactwo na wschodzie w Gaerdarike”.

Śpiewać o sobie mieli trochę później. Nie zabraknie sag o bohaterach Rusów. Ci bohaterowie będą jednak wyłącznie Waręgami – żadnych Słowian, czyli dzieci lub sprzymierzeńców złowrogich olbrzymów, sagi czcić nie będą.

Zachód przechodził w wieku IX lata straszne, żadna część dawnej monarchii Karola Wielkiego nie była bezpieczna. Pod ciosami rozżartych napastników załamywali się kolejno obrońcy wszystkich większych miast przyszłej Francji. „Król” duński, Horik, zapewne – Hjoerrekr, czyli z kraju Hjoerrike na cyplu Jutlandii, wpłynąwszy w ujście Łaby, splądrował i spalił drewniany Hammaburg, przyszły Hamburg. Zniszczył tam i kościół zbudowany przez znanego nam misjonarza Ansgara. Arcybiskup Ansgar pozostawał niby w dobrych stosunkach z Danami, Horik obiecał uwolnić pojmanych chrześcijan, ale takich „królów” znano kilku, Haralda Klaka, Godfreda (później – sojusznika „Reryka”) i innych. Dobre stosunki z jednym konungiem wikingów nie oznaczały wcale takich samych dobrych stosunków z innymi.

Ów Godfred nie był pierwszym Godfredem. Wcześniejszy, który ponoć pierwszy zaczął sypać wał na granicy Danii z domenami Obodrytów i Sasów, odgrażał się już za Karola Wielkiego, w roku 800, że zdobędzie jego stolicę, Akwizgran.

Zwykło się lekceważyć wiadomości duńskiego kronikarza z drugiej połowy XII wieku, imieniem Saxo, zwanego od XVI wieku Grammaticusem. Dorabiał on Danii chwalebną przeszłość jak Polsce nasz Kadłubek. Skojarzmy wszelako sławionego przezeń „króla” Frodego III („bujnego”, „kwitnącego”) z tymże Godfredem, skojarzmy gromadzące się przy nim flotylle wielu „królów” z owymi zmasowanymi najazdami, a mniej fantastyczna wyda się nam wiadomość, że jeden z jego wodzów, Olimar (z imieniem od „trudnego morza”), osiągnął ogromne sukcesy w krajach nad Bałtykiem i został – z ręki Frodego – „królem” Holmgardu, czyli Nowogrodu. Ten „Olimar” brzmi dźwiękami tak bliskimi imienia Ilmeru, że czyni związek „chakana Rusa” z Godfredem czymś naturalnym. Wedle tej samej kroniki inny wiking, Oenev, buszował na morzu Północnym, by zostać na koniec wedle Saxo Grammaticusa „królem” Koenugardu, czyli Kijowa.

Frode jako „Frodi” występował w „Eddzie poetyckiej” w pieśniach Hyndli (Hyndluljoed) z całą swoją duńską genealogią; ale niczego tu przesądzić nie sposób, możemy tylko znowu snuć jedynie domysły. Groźbę tamtego wcześniejszego Godfreda zrealizowali jego następcy. Wyprzedzając znowu bieg czasu, powiedzmy, że w latach osiemdziesiątych IX wieku rzeczywiście kaplicę pałacową Karola Wielkiego zdobywcy normańscy zamienią w stajnię; splądrują też i spalą Kolonię, Koblencję i Trewir, a łatwo to szło, bo niemal wszystko na wschód od rzymskiej Galii było przecie z drewna. Król wschodnich Franków, Karol III Gruby, wtedy już koronowany cesarzem, dogada się z Godfredem, da mu w lenno Fryzję, „Dorestad i inne hrabstwa”, poprzednio lenna… Ruryka. Rurykowi w roku 850 dał je dla bezpieczeństwa Lothar I, władający po układzie w Verdun środkowym pasem dawnego cesarstwa. W historii Holandii znalazłem, że Fryzja znalazła się w rękach Normanów już w roku 845, a w połowie IX wieku jacyś Normanowie założyli podobno w delcie Renu „spore państewko”, które przetrwało kilkadziesiąt lat. Możliwe: spotykamy identyczne nazwy ziem i wysp w Danii i w Niderlandach: niderlandzka Zelandia może sygnalizować, że należała do Normanów z duńskiej Zelandii, a Normanowie z Hollandu,  duńskiej ziemi na szwedzkimi dziś brzegu, mogli być ojcami imienia Holandii. Ruryk, ponoć krewny (!) Godfreda, wedle innych wiadomości – zięć Haralda Klaka, w latach pięćdziesiątych wespół z Godfredem wygnał teścia z Danii; w 855 r. zagarnęli razem jego „państwo”, choć nie na długo; wkrótce je stracili, zaś w roku 867 Fryzyjczycy zdołali przepędzić samego Ruryka. Ostatnia o Ruryku-Reriku wiadomość w źródłach zachodnich pochodzi z roku 873. Nie wiem, skąd Else Roesdahl wzięła wiadomość, że zmarł między 872 a 882 rokiem, ale nawet i to by się zgadzało: Nestorowa data śmierci Ruryka, jeśli daty Nestora brać serio, to rok 879.

Można wysunąć zasadny kontr-argument przeciw utożsamieniu obu Ruryków. Gdyby ten nowogrodzki był wojownikiem tej miary, zapraszająca go starszyzna Nowogrodu, a potem kronikarze, byliby coś o nim więcej wiedzieli i mielibyśmy tego ślad w pamięci Rusi, w jej kronikach i baśniach. Ale ja myślę, że na odwrót – nie zaprosiliby jego i „całej Rusi”, gdyby o nim niczego nie wiedzieli. Zwłaszcza, że podobną taktykę „obrony wikingiem przed wikingami” stosowano i na Zachodzie Europy, nie był to pomysł wyjątkowy.

Samo zresztą wnioskowanie ex silentio jest nader zawodne… Pamięć Rusi nie obejmowała też wypraw na ziemie Bizancjum. Nie byłoby tych wypraw u Nestora, gdyby nie znał źródeł bizantyjskich. Ta pamięć nie obejmowała wielu innych szalonych, morderczych wypraw i wyczynów samych Rusów nowogrodzkich, które poznamy tu wyłącznie dzięki pamięci ich ofiar. Jeśli Nowogród Wielki żadnych przygód Ruryka nie znał i nie opowiadał, to może dlatego, że toczyły się one poza geografią przygód Nowogrodu?

Podał też al-Jakubi, że w roku 854/55 część kaukaskich górali, przeciwników tamtejszego arabskiego namiestnika, uciekła i zwróciła się o pomoc „do władcy Bizancjum, do władcy Chazarów i do władcy Słowian”, aż musiał interweniować sam kalif. Cóż to był za „sahib” Słowian – których al-Jakubi tak dobrze rozróżniał?

Arabowie, wedle prof. Henryka Łowmiańskiego, nazywali wtedy „Słowianami”, „as-Sakaliba”, wszystkich, z którymi można było porozumieć się w języku słowiańskim. Ja wywiodłem, wnioskując z arabskiej nazwy bursztynu, „sakal”, że byli tymi „Sakaliba” wszyscy przybysze z krain bursztynu. Nie mogli być „Sakaliba” al-Jakubiego Słowianami, osiedlonymi już wcześniej na ziemiach Chazarów, tymi, o których wspomina inny autor arabski z drugiej połowy IX wieku, al-Baladuri: ci nie mieli tak znacznego „sahiba”. Coś tu się więc również z datami Nestora nie zgadza. Nie zgadza się z jego datami „nowogrodzkimi”. Bo „kijowskie” wyznaczy kto inny.

Wiemy z niejaką teraz pewnością, że w 839 roku siedział w Nowogrodzie chakan-Rus, wiemy, że konung „Rerik”, „Ruryk”, najeżdżał ziemie zachodniej Europy i że jacyś „Rusowie” na okrętach-dłubankach z czarnymi żaglami dotarli w 844 roku aż do Sewilli. A w roku 860 napadli Bizancjum – w roku 860, więc w ogóle przed Nestorową datą przybycia Ruryka do Nowogrodu.

To i tak bardzo dużo. Pierwszy Latopis Nowogrodzki nie pozostawia żadnych wątpliwości, że jacyś Normanowie, po mojemu – Danowie, nie tylko napadali ziemie Słowienów i ich sąsiadów, ale ich „uciskali”. Przyjmijmy, że ich naprawdę wypędzono, a potem „zaproszono” Ruryka ze „wszystką Rusią”. Dzięki dacie z Ingelheimu wnioskować możemy, że „Rusowie” przybyli na ziemię nowogrodzką na pewno przed rokiem 839. Myślę, że stało się to w końcowych latach 20-tych albo we wczesnych 30-tych, po powrocie Ansgara z Birki. Bo zapewne Ansgar słyszałby w Birce, że niedalecy sąsiedzi Bioerna, jacyś pobratymcy z Upplandii, poszli w gronie największych zabijaków plemienia na wschód.

I mamy prawo do wniosku, że swój nowy gród, Nowogród, musieli Słowienie razem z pobliskimi Krywiczami i Czudzią budować co najmniej z końcem VIII stulecia, nim nastał u nich pierwszy Skandynaw, Brawlin (albo uciskający ich Dan, albo Ruryk). Bo żeby mógł nastać, musiał być najpierw sam Nowogród. I musiały być grody na ziemi przyszłej Rusi, by w „Eddzie” mogły zamieszkiwać je olbrzymy i żeby mógł Asom budować gród jako siedzibę wrogi im olbrzym.

Jak widać, warto się nawet i domyślać. Ale zaczepiwszy się na realiach…

Stefan Bratkowski

Nasza druga ankieta; weź udział koniecznie!

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Jerzy Łukaszewski 2013-08-19
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com