Jan Różdżyński: Zapobiegliwi bogacze5 min czytania

()

nowi ruscy2013-10-21.

Niedawno w pewnym londyńskim nocnym klubie dwaj bogaci Rosjanie założyli się, kto więcej wyda w barze. Przy gorącym aplauzie wszystkich obecnych, którzy skwapliwie „pomagali” im w konsumpcji najdroższych alkoholi i przekąsek, po trzech godzinach tych zmagań uiścili rachunki na łączną sumę… 130 tysięcy funtów (ponad 640 tysięcy zł!). Londyn nigdy przedtem nie widział czegoś takiego. I chociaż rosyjscy bogacze znani są z szerokiego gestu i astronomicznych kwot wydawanych na przyjemności, to media brytyjskie, a za nimi moskiewskie tabloidy i plotkarskie portale miały o czym pisać, a deputowani – ze zgorszeniem dyskutować o tym w Dumie.

Tymczasem inne rosyjskie media zajęły się ostatnio znacznie istotniejszą dla skarbu państwa cechą prawie wszystkich oligarchów, czyli, nazywając ich oficjalnie, właścicieli największych firm niepaństwowych. Według portalu APN (Agentswo Politiczeskich Nowostiej), cechuje ich specyficzna zapobiegliwość wyrażająca się w takim usytuowaniu  prawnym ich własności za granicą, żeby rosyjskie państwo: fiskus, urzędnicy, organy, służby, a także nieuczciwa konkurencja, miały jak najmniej możliwości do wywierania na nich nacisku lub do „nierynkowej” ingerencji. Ludzie ci, potrafiący czasem kosztownie się zabawić, przenoszenie aktywów pod inną niż rosyjska jurysdykcję traktują jako dodatkowe zabezpieczenie swojej własności przed ryzykiem, które niesie ze sobą rosyjska polityka gospodarcza i pogmatwany system prawny.

W ubiegłym roku, na polecenie Władimira Putina, swoje aktywa, usytuowane za granicą, musieli przenieść z powrotem do Rosji wszyscy pracownicy państwowi, nie wyłączając ministrów, generałów i prezesów największych koncernów. Pod pretekstem walki z korupcją miało to doprowadzić do większej kontroli nad dochodami tychże pracowników (wtedy media pytały: skąd np. urzędnika średniego szczebla stać na postawienie willi wartej kilkaset razy więcej niż suma jego poborów w ciągu całego życia?). Polecenie nie dotyczyło jednak prywatnych  właścicieli. Tymczasem fakt, że nie zamierzają rezygnować z  zagranicznej jurysdykcji, w pro-kremlowskich środowiskach politycznych wywołuje niepokój i chęć do ograniczenia tej swobody. A jak najskuteczniej zwrócić na to uwagę opinii publicznej? Jak zwykle: zajrzeć bogaczom do kieszeni.

Oto, bezkrytycznie popierający wszystkie poczynania rosyjskiego prezydenta, portal Żiwoj Żurnał (wydawany pod dewizą: „Ojczyzna! Wolność! Putin!”) opublikował obszerny raport pod znamiennym tytułem „Kto włada Rosją”. Udowadnia w nim, że co najmniej 50 kluczowych prywatnych spółek ze wszystkich gałęzi gospodarki znajduje się w rękach…  zagranicznych osób prawnych. Raport oparty jest na wiarygodnych, jak twierdzi portal, danych zaczerpniętych z wykazu 200 najbogatszych biznesmenów Rosji w 2013 r. (Forbes), wykazu 200 największych niepublicznych przedsiębiorstw w Rosji w 2012 r. (Forbes),  100 przedsiębiorstw z największym kapitałem w 2013 r. ( RIA Reiting), publikacji dotyczących niedawnego kryzysu bankowego na Cyprze oraz tzw. Mapy Biznesu zamieszczonej przez portal RBK Daily.

Autorzy raportu mają za złe dwóm trzecim właścicieli rzeczywistych, że informacje o sytuacji prawnej udało się uzyskać tylko od jednej trzeciej badanych podmiotów. W większości przypadków albo ukrywano takie informacje, albo podawano informacje niepełne. Okazało się też, że prawie wszystkie podmioty, które dostarczyły takich informacji, są zarządzane przez spółki – pośredników zarejestrowane w rajach podatkowych i wolnych strefach ekonomicznych.

Listę 50 największych takich przedsiębiorstw otwiera Metałłoinwest,  z ponad 1,7 mld $ czystego zysku, zatrudniający ponad 60 tys. pracowników zajmujących się wydobyciem rudy żelaza i tzw. czarną metalurgią.

Kilka kolejnych przykładów z tej listy to np.: kombinat metalurgiczny, uralski UGMK, zatrudnia ponad 70 tys. pracowników w hutnictwie metali kolorowych, a jego zysk kształtuje się na poziomie 720 mln $; 10 tys pracowników ma Polus Zołoto, który z wydobycia złota czerpie zysk w wysokości 558 ml $; niewiele mniej, bo 445 mln$ przynosi Uralchim –  producent nawozów mineralnych, w którym pracuje 11,3 tys osób; więcej bo ponad 20 tys. pracowników ma kombinat spożywczy Czerkizowo o rocznym zysku 225 mln$; a Siłowyje Maszyny, producent urządzeń energetycznych, przy zatrudnieniu na poziomie 20 tys. osób przynosi ponad 377 mln $ zysku.

Dochody takich przedsiębiorstw „nie zatrzymują się długo w Rosji, lecz uciekają na konta zagranicznych banków”, twierdzą autorzy raportu. Nie odpowiadają jednak, co jest przyczyną takiego postępowania właścicieli wielkich podmiotów.

Częściową odpowiedź znaleźć można w innym portalu.  Gazeta.Ru, publikuje wyniki innego badania, przeprowadzonego przez Bank UBS i instytut Campden Research. Raport zatytułowano: „Rosyjska elita biznesu: problemy zarządzania kapitałem prywatnym”.  Autorzy stwierdzają na wstępie, że w Rosji biznes jest obarczony większym ryzykiem ale też w przypadku sukcesu jest bardziej dochodowy niż w krajach dojrzałych gospodarek. Respondenci w tym badaniu to grupa biznesmenów dysponujących własnymi majątkami poczynając od 50 mln $ oraz władających podmiotami  gospodarczymi z przychodem do 1 mld $ rocznie. Znaczna większość, bo 80% z nich mieszka w Moskwie. Jednak niezależnie od miejsca zamieszkania, wielkości majątku, czy rodzaju biznesu, wszyscy jak jeden mąż podkreślają, że w ich ojczyźnie szacunek dla własności prywatnej nie istnieje.

„W Rosji sposób dochodzenia do bogactwa bardzo się różni od sposobu jego utrzymania”, stwierdzają respondenci, którzy wśród podstawowych przeszkód w rozwoju biznesu na pierwszym miejscu widzą wywoływane lub wręcz tworzone przez państwo: urzędniczą korupcję i nieżyciowe regulacje prawne. Może dlatego  95% ankietowanych biznesmenów nie planuje w najbliższym czasie debiutu na moskiewskiej giełdzie, a wszyscy co do jednego, mówiąc o rozroście swojego biznesu, liczą na własne zasoby i tylko jedna trzecia z nich bierze również pod uwagę zaciąganie kredytów. Wybierając cel inwestycji najczęściej zastanawiają się nad nieruchomościami (85% chciałoby inwestować w Rosji, a 70% za granicą). Popularne są także akcje (80% za granicą i 60% w Rosji).  40% respondentów przechowuje za granicą także depozyty, a tylko 5% robi to w Rosji.

Portal Gazeta.ru powołując się na  rozmaite źródła, twierdzi, że przed kryzysem bankowym na Cyprze, tylko w bankach tej wyspy Rosjanie mieli ulokowanych ok. 15 mld EUR.  Kryzys ten spowodował, że obecnie najpopularniejszymi strefami, gdzie rosyjscy biznesmeni inwestują lub przechowują kapitał są Karaiby i Szwajcaria.

A jednym z miejsc, gdzie czasem mają ochotę ten kapitał minimalnie uszczuplić jest Londyn i jego nocne kluby.

Jan Różdżyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

6 komentarzy

  1. Jerzy Łukaszewski 21.10.2013
  2. daniel 21.10.2013
  3. Wrubel 21.10.2013
    • elkaem 21.10.2013
  4. Jerzy Łukaszewski 21.10.2013
  5. Jan Różdżyński 22.10.2013