Mimo Iskanderów do zainstalowania w Królewcu, mimo sprawności tak inteligentnych, imperialnych dyplomatów jak Ławrow, Rosja Putina już nie jest Rosją, jaką mu się wydaje. I nie ma w tym żadnego przytyku do niego jako polityka. Zachodnim partnerom Rosja też wydaje się taka, jaka się jemu wydaje: z miliardami dolarów za swój gaz i ropę, kupująca Ukrainę, mogąca kupić zatem, co zechce. Wydaje się takim tylko troszkę mniejszym Związkiem Radzieckim – mocarstwem, odrodzonym pod ręką Putina. Może tylko trochę mniej mocarstwem niż dawniej.
Swego czasu energetyka miała dać Rosji zbliżenie z Europą Zachodnią i szansę na rosnącą rolę w Europie, a w perspektywie być może nawet – na rolę jej hegemona. Teraz USA wejdą niezadługo na rynek europejski z tańszym gazem, zaś Europa Zachodnia jakby nie ma już złudzeń co do Putina i jego Rosji. To strata realna. Psuje stosunki i wpływy, każe zakwestionować sukces kupienia Ukrainy. Ale niebezpieczniejsza dla Rosji jest groźba, że dość szybko może stać się… Rosją bez Rosjan. To stwierdzenie, oczywiście, zawiera w sobie element świadomej prowokacji, ale to nie jest żart. To ponura rzeczywistość, która może zmienić geopolitykę kawału świata. Wbrew interesom Europy, która jest i powinna być zainteresowana Rosją – ewentualnym partnerem Europy.
Rosjanie to naród wymierający. Ilu ich jest naprawdę? W swoim czasie obowiązywało przekonanie – „u nas liudiej mnogo”. Pierwszy realny spis powszechny za czasów Chruszczowa przeprowadzony w roku 1959 wykazał, że na obszarze b. ZSRR żyło 114,2 mln etnicznych Rosjan. W szczytowym okresie, w 1989 r, było ich 145,1 mln, w tym na obszarze dawnej RSFSR, (a więc w granicach dzisiejszej Federacji Rosyjskiej) – 119,8 mln. Ale już wówczas, w czasach radzieckich, gdy władze ZSRR i obywatele dumnie powtarzali, że tworzą największe państwo na świecie, zajmujące 1/6 powierzchni wszystkich kontynentów – znakomity demograf moskiewski, Borys Urłanis (1906–1981), alarmował: naród, w którym od 20 do 25 proc. niemowląt nie dożywa jednego roku – skazany jest na wymarcie.
Dziś prognozy te – ostrzegają rosyjscy demografowie – zaczynają się sprawdzać. Od 1989 r liczba Rosjan systematycznie maleje. Zarówno w grupie tych, którzy po rozpadzie ZSRR znaleźli się poza granicami dawnej RSFSR (ok. 20 – 25 mln), jak i – a nawet przede wszystkim – żyjących dziś na obszarze Federacji Rosyjskiej. Wg danych spisu powszechnego z 2002 r, liczba etnicznych Rosjan zamieszkujących FR wynosiła 115,8 mln i stanowili oni blisko 80 proc wszystkich obywateli. Po ośmiu latach, w 2010 r – jak wykazał kolejny spis powszechny – ich liczebność zmalała do 111 mln, a odsetek w ogólnej liczbie obywateli Federacji Rosyjskiej zmniejszył się do 77,7 proc.
Co najgorsze, proces ten postępuje – i to od lat – co potwierdzają oficjalnie podawane stopy degresji, tj. o ile procent w danym roku było mniej ludności w całym państwie rosyjskim: 1990 – 2,2%, 1992 – 1,3%, 1993 – 5,1%, 1995 – 5,7%, 2000 – 6,5%, 2001 – 6,5%, 2003 – 6,1%, 2004 – 5,6%, 2005 – 5,9%, 2007 – 3,3% (dane liczbowe z lat nie uwzględnionych proszę wstawić wedle średniej). Podane wielkości dotyczą oczywiście wszystkich obywateli FR, a nie tylko samych Rosjan. Jednakże biorąc pod uwagę wskaźniki rozrodczości innych grup etnicznych (głównie muzułmańskich), ubytki w liczbie Rosjan mogą być procentowo jeszcze większe. Potwierdza to zresztą porównanie danych dwóch ostatnich spisów powszechnych z 2002 i 2010 r. W tym czasie ubyło prawie 5 mln Rosjan, tj. ok 4,2 proc.
I nie może być inaczej, skoro noworodzący się Rosjanin ma szanse dożyć lat zaledwie 60, a śmiertelność niemowląt spadła tylko niewiele. Rosjan rodzi się coraz mniej. Wyniszczają naród rosyjski choroby, stare jak gruźlica i syfilis, i nowe, dziś także AIDS; wyniszcza go i nieuleczalny społecznie alkoholizm. Na dobitek z połowę gruntów uprawnych skaziły toksyczne odpady pochodzenia przemysłowego i militarnego. Oglądaliśmy wstrząsające reportaże telewizyjne z terenów, gdzie tysiące kilometrów kwadratowych zieją upiornymi wskaźnikami na licznikach Geigera–Muellera…
Władze Kremla, świadome procesów wyludnienia, instalowały od ponad 15 lat nowoczesne izby porodowe, by ograniczyć śmiertelność niemowląt, podejmowały też inne działania, aby zahamować proces degresji. Ale to wszystko kropla w morzu potrzeb. Bo też – na przykład – jak wytłumaczyć Rosjanom, że muszą przestać pić, że muszą się badać i leczyć z chorób także najbardziej wstydliwych, jeśli przypadłości te mają charakter wręcz kulturowy, cywilizacyjny i systemowy – są funkcją ogólnie niskiego poziomu życia. O wiele niższego od tego w wielkich centrach, jak Moskwa, czy Petersburg.
Najbliższe dwadzieścia lat zadecydują o przetrwaniu tak liczebnego ongiś narodu i fakt ten będzie miał znaczenie geopolityczne. Ze statystyk wynika na przykład, że za te dwadzieścia lat Syberia Wschodnia może być chińska, tak wielka jest różnica między wielkością zaludnienia po obu stronach granicznych rzek Amuru, czy Ussuri. Już teraz strumyk chińskiego osadnictwa na Syberii staje się coraz szerszy i bardziej intensywny, a syberyjskie Rosjanki chętnie wybierają na mężów Chińczyków, bo… są bardziej pracowici i mniej piją… I co najciekawsze, sami Rosjanie (nie tylko władze w Moskwie) mają tego świadomość, mówią o postępujących procesach i grożących konsekwencjach, a jednocześnie niewiele robią, aby im zapobiec.
Nie jest żadną satysfakcją dla europejskich sąsiadów, że Rosjanie wymierają i że jedynymi zadowolonymi wśród nich mogą być ludzie aparatu władzy – z ładownymi kontami w zagranicznych bankach. Zauważmy: wprowadzenie gospodarki rynkowej z prywatyzacją zrodziło głównie klasę wielkich cwaniaków, zwanych oligarchami. Drobnego i średniego biznesu tam po prostu nie ma (nie mówiąc już o systemie kredytowym dla niego), a jeśli się rodzi, to w wielkich bólach. Ktoś musiałby Rosjanom powiedzieć – „musicie radzić sobie sami”. To jednak może wywołać odrzucenie zmian, odruch protestu przeciw gospodarce rynkowej ze strony już nie 25 % ludności jak zwolenników PiS–u w Polsce, ale blisko połowy Rosjan. Lub i więcej. Bo robić interesów nikt nie umie. Mogą ci zostawieni samym sobie Rosjanie, ta ich połowa, wręcz wywołać rewolucję na rzecz przywrócenia „socjalistycznej” gospodarki planowej, w której wszyscy mieli mało, ale – wszyscy mieli minimum na trudne, bo trudne, czasem głodowe, ale jakieś przeżycie. Państwo miało dawać – jak wedle PiS–u w Polsce – i dawać powinno także dzisiaj.
Dla samorządu, czyli dla rozwoju, brakuje w dzisiejszej Rosji gruntu wyobraźni. I po stronie władzy, i po stronie poddanych. Trzeba by długiego procesu kontaktów rosyjskich społeczności lokalnych z np. polskimi samorządami, by się przekonały, by się dowiedziały, jak się to zaczynało, jak działa dzisiaj i co z tego mają obywatele. A potem z wzorowymi samorządami Finów i Szwedów, w ślad których idą Polacy…
Poszukiwanie innej wyobraźni
Być może nadzieją Rosji są jej młodzi ludzie. Budzenie Rosji, „młodej Rosji” – do cywilizacji i zdrowia – może przebiegać szybciej niż się wydawało przed dziesięciu – piętnastu laty. Trzy czwarte młodych ludzi (albo i 90 %) będzie za rok, dwa, korzystało z Internetu, operując swobodnie łacińską czcionką, i żadna cenzura nie zdoła rozwoju Internetu ani kontaktów ze światem, choćby poprzez Facebooka, powstrzymać. Co najmniej jedna czwarta młodzieży – gdybyż tak zapraszana przez rówieśników! – będzie podróżowała, poznawała świat zachodni, jak kiedyś młody Gorbaczow i uczyła się innych ambicji niż ambicje mocarstwowe. Coraz więcej młodych Rosjan mówi po angielsku. Mogą stworzyć nowy potencjał cywilizacyjny. Świat zachodni może im pomóc przez Internet, wciągając w takie przedsięwzięcie swoją młodzież, w sporej części znudzoną, żyjącą głównie na koszt rodziców, awanturującą się od czasu do czasu. Nie brakuje i wspaniałej. Może to ona zaoferuje rówieśnikom rosyjskim alternatywę wobec rzeczywistości Rosji – zwykłą normalność cywilizacji, z wolnością inicjatywy, właściwą gospodarce rynkowej, z możliwościami samoorganizacji i samorządu, ze zmysłem jutra i godnością obywatelską. Także – z Orkiestrą Świątecznej Pomocy i Woodstockiem ludzi zdolnych się lubić wzajem. Perspektywa udzielenia komuś pomocy może być i dla młodych ludzi Europy atrakcją; człowiek inaczej żyje, kiedy czuje się komuś potrzebny. Czy obróci się to w doping aktywności – trudno wyrokować.
Pytaniem bez odpowiedzi pozostają natomiast przemiany wyobraźni Rosjan. Siedemnaście milionów kilometrów kwadratowych ziem Rosji z jej fascynującą przebogatą Północą nigdy nie zrodziło londonowskiego ducha przygody, z pionierskim wyzwaniem wobec dzielności ludzkiej. Odkrywcy, badacze i pionierzy Syberii nigdy nie zostali bohaterami rosyjskich mitów (polskich pionierów syberyjskich też nie ma w polskich mitach narodowych). Kto zna np. nazwisko Proncziszczewych, małżeństwa bohaterskich pionierów, którzy w XVIII w. próbowali od ujścia Leny dopłynąć Oceanem Lodowatym do Europy; ich zamarznięte zwłoki odnalazł na północy, na Tajmyrze, nasz badacz Syberii, Czekanowski. Jeśli w ogóle, to może młoda Rosja odkryje Północ jako doping moralny i legendę, potrzebną na północ od prawie „chińskiego” już Tobolska.
Kapitał trudny do uruchomienia
Rosja dysponuje innym jeszcze potencjalnym, dziś niedocenianym kapitałem społecznym. To, jak tu nie raz pisaliśmy, intelektualiści rosyjscy. Już nie filozofowie, pisarze i artyści rosyjskiego XIX wieku, zaczadzeni ideą imperium lub misją narodu “bogonośców”. Ani usługowe mędrki minionego reżimu. To ludzie umysłów niezależnych, świadomi, co najważniejsze, że nikt poza nimi nie poczuwa się do realnej odpowiedzialności za Rosję. Mamy w Rosji, nasi najbliżsi koledzy i my sami, niezwykłych przyjaciół, ludzi wspaniałych inteligencji. Uzyskanie przez nich pozycji autorytetów, władzy moralnej narodu, to może kwestia lat, zaś o co najtrudniej –zdolności współpracy, by z niej powstał program odrodzenia Rosji. Samo „nie” to za mało. Tradycją intelektualnej Rosji, karykaturowaną przez Dostojewskiego w „Biesach”, było tylko „nie” – bez pytania, co zrobić potem. Wychwycił to Kapuściński w „Imperium”…
Tak czy siak, trzeba o Rosji rozmawiać. Dlatego zapraszamy na te łamy z ich siedemdziesięcioma tysiącami naszych inteligenckich czytelników – Adama Rotfelda (jeśli uzna, że przyda się jakiś aktualny komentarz do jego tak ważnej książki o Rosji) , Andrzeja Brzezieckiego, Sławomira Dębskiego, Adama Eberhardta, Michała Książka (autora świetnej książki „Jakuck”), czy Annę Żebrowską i Wacława Radziwinowicza. Liczymy także na innych autorów, kompetentnych w sprawie. Oraz, mam nadzieję, naszych rosyjskich przyjaciół – Lilię Szewcową i Saszę Lipatowa.



Wartościowa inicjatywa! Bliskość geograficzna i, pozwolę sobie nazwać, komplikacje polityczne tworzą kwestię rosyjską fundamentalnie istotną dla Polski, dlatego warto o Rosji rozmawiać.
Sądzę, że kluczowy problem to ogromne uzależnienie gospodarki rosyjskiej od jednej liczby: ceny baryłki ropy, na którą to cenę Rosja ma ograniczony wpływ. To bardzo niebezpieczny „single point of failure”, a tym samym czynnik definiujących wbudowaną słabość. Jeśli analizy opublikowane w 2013 roku chyba przez Citigroup mówiące o kończącym się wieloletnim megatrendzie wzrostu cen surowców sprawdzą się, a cena baryłki ropy spadnie poniżej $60, Rosja znajdzie się w poważnych tarapatach o konsekwencjach mocno nieobliczalnych.
Istotnie inteligencja rosyjska prezentuje wysoki poziom, sam miałem bardzo pozytywne doświadczenia w kontaktach z nimi, ale praktycznie nie ma żadnego wpływu na politykę. Postawię kontrowersyjną tezę, iż kluczem do zrozumienia polityki rosyjskiej jest ukryta słabość tego kraju, znacznie słabsza niż wydaje się władza centralna, plątanina interesów oraz inteligentna polityka zagraniczna starająca się ukryć słabości. Do tego dochodzi niezmiernie niski kapitał społeczny dramatycznie utrudniających budowę nowoczesnego kraju. Same „petroruble” nie wystarczą, tym bardziej, że ich przyszłość jest niepewna. Rosnący i już niebezpieczny, agresywny nacjonalizm wygląda na poszukiwanie wspólnego wroga. Bardzo niebezpieczna mieszanka.
Moje obserwacje z pobytów w Rosji to rosnące niezadowolenie i pesymizm wobec ekipy Putina. Jeśli użyjemy heglowską triadę tłumaczącą zmiany panujących trendów filozoficznych do polityki, można zdefiniować trzy etapy stosunku wobec wieloletnie panującej władzy: akceptacja, mniejsze zło i negacja. W dużych miastach to chyba późny etap „mniejszego zła”, ale zapewne na prowincji Putin ma bardziej pozytywne notowania. Tak długo jak cena ropy Ural jest powyżej $100, ten silnik jeszcze działa.
Pozdrawiam
MaSZ
W Polsce kompletna ignorancja nt. Rosji. Szkoda że dzieli nas mur biurokracji wizowej i różne obsesje…
W wielu dziedzinach Rosja jest państwem bardziej nowoczesnym (mniej zacofanym) niż Polska.
Rosjanie mają lepszych dyplomatów, mają lepszych specjalistów PR. Mały przykład: Putin ukazuje się narodowi w Wiadomościach TV codziennie. Stąd stabilny wysoki ranking Putina. Naprawdę warto by Tusk przyjrzał się tej kwestii.
Mnie się wydaje, że w Polsce dramatycznie brakuje wiarygodnej informacji z Rosji, do pewnego stopnia artykuł Popowskiego i Bratkowskiego jest tego świadectwem. Rosja kipi od pomyslów jak ją zmieniać i reformować, w mediach, w Internecie toczy się niewiarygodnie żywa dyskusja co robić, ścierają się poglądy, pojawia sie coraz więcej interesujących głosów, różnych, radykalnych i konserwatywnych, lewicowych i nacjonalistycznych. W Rosji jest kogo pytać o to jak sobie Rosjanie wyobrażają zmiany, przyszlość, życie. Bieda polega na tym, że mało kto w Polsce wie kogo z Rosjan o to pytać, Bratkowskiemu z Popowskim przyszły do głowy dwa nazwiska Lilii Szewcowej i Saszy Lipatowa. To są zasłużeni autorzy, blyskotliwi i inteligentni, ale te same pytania co im, winniśmy zadać także całej masie lnnych ludzi.
Od kilku miesięcy prowadzę blog „mediawrosji”. (wwww.mediawrosji.blogspot.com. Nasze możliwości są ograniczone, ale co jakiś czas publikujemy tam przekłady wyjątkowo ciekawych materiałów z rosyjskich mediów.
Zachęcam do lektury.
Już wkrótce niezwykle interesujące wystapienie byłego ministra finansów Aleksieja Kudrina na spotkaniu z inteligencją w Jekaterinburgu. Jest w nim mowa o reformach politycznych, gospodarczych, rosyjskich
elitach, rosyjskim federaliźmie, o gospodarce. Zdążymy z przekładem do poniedziałku, 13.01.
Blog „Mediawrosji”
wwww.mediawrosji.blogspot.com
Czytamy rosyjską prasę. Obserwujemy rosyjski Internet. Oglądamy rosyjską telewizję.
Za ostatnie kilkanaście-kilkadziesiąt lat cała polityka kierującego Stanami Zjednoczonymi izraelskiego ogona polega na skłócaniu, ryciu, fizycznym eliminowaniu pojedycznych osób czy wreszcie terrorystycznym napadaniu na całe państwa. Po to, aby zniszczyć jakiekolwiek przejawy zorganizowanej państwowości, rozbić jako-tako istniejące i działające mechanizmy w skali społeczeństw. Zamienić chociażby szczątkowe i ułomne zaczątki cywilizacji w horror pożogi, chaosu, sprowadzić wszystkich sąsiadów Izreala do poziomu barbarzyńców z neolitu.
Dlaczego taka polityka Izraela, czyli przedmiotu bałwochwlaczego uwielbienia niektórych przewidywalnych środowisk polskojęzycznych, środowisk schelbiających sobie uważaniem się za inteligenckie,- ma być dobra i wiernopoddańczo wspierana a opinia, że im mniejsza i słabsza Rosja to tym lepiej dla Polski uważana za niewłaściwą?
Dla Polski będzie świetnie, gdy Rosjan wódka, gruźlica i syfilis a także ich własna moralnośc radziecka wydusi do poziomu parunastu milionów. Im mniej tym lepiej. A najlepiej byłoby, gdyby po drodze ruska swołocz wzięła się jeszcze między sobą za łby. Dla Polski im gorsza rozróba w rusko-sowiecko-oligarchiczno-semicko rozkradanym burelu tym lepiej.
Nie się biali piorą tam po pyskach z czerwonymi, prawosławni z Żydami i ateistami, Rosjanie z mniejszościami, trzeźwi z pijanymi.
Należy uczyć się od starszych braci a nie koMPinować samodzielnie.
Idź sobie poKOmpinuj na stadion dobry człowieku. Pomyliłeś adresy.
Ten komentarz zostawiam jako świadectwo nędzy umysłowej części naszej Polonii. Jednocześnie za szowinizm i antysemityzm – autor dostaje dożywotniego bana.
Ban od takiego wiernego komucha, przez tyle lat liżącego dupę sowieckim okupantom Polski, do końca uniżenie noszącego w zębach legitymację złodziei i bandytów z pzpru (do dzisiaj brzmi ten skrót jak piardnięcie) to obowiązek każdego prawego Polaka.
Pokazywanie się na witrynie, która ma cokolwiek wspólnego z takim Polakożercą jak gnojek Marzyński, autor paszkwilu „Sztetl” jest rzeczywiście kompromitacją. Nie zauważyłem wcześniej z kim się tutaj zadają. Za autorytety ekonomiczne mają banksterów, jeszcze wczoraj zarabiających na życie wciskaniem wszystkim i każdemu kart kredytowych. „Rzetelny ekonomista” samo w sobie brzmi jak kiepski żart, ale plastic peddler pontyfikujący o zdrowiu ekonomicznym świata to taki sam żart jak „uczciwy dożywotni członek pzpru”.
Stary durniu, zdechniesz na wiele dziesiątek lat zanim ja umrę i szybko zabierzesz w swoją nicość te niby „poglądy” i zdolność do zabraniania czegokolwiek. Won do grobu, zbrodniczy komuchu z pretensjami do bycia inteligentem. Już nikogo w Polsce nie zamordujecie, czerwone skurwiele.
Taka „polonia” na pewno jest wspaniałą wizytówką dla naszego kraju. Spuść wodę po sobie człowieku bo nabrudziłeś. Już widzę jak sobie radzisz na tym zmywaku z takim pozytywnym nastawieniem do rzeczywistości.