Stefan Bratkowski, Sławomir Popowski: Już nie jest taka, jaka jest. Pytania o Rosję9 min czytania

()

putin2014-01-10.

Mimo Iskanderów do zainstalowania w Królewcu, mimo sprawności tak inteligentnych, imperialnych dyplomatów jak Ławrow, Rosja Putina już nie jest Rosją, jaką mu się wydaje. I nie ma w tym żadnego przytyku do niego jako polityka. Zachodnim partnerom Rosja też wydaje się taka, jaka się jemu wydaje: z miliardami dolarów za swój gaz i ropę, kupująca Ukrainę, mogąca kupić zatem, co zechce. Wydaje się takim tylko troszkę mniejszym Związkiem Radzieckim – mocarstwem, odrodzonym pod ręką Putina. Może tylko trochę mniej mocarstwem niż dawniej.

Swego czasu energetyka miała dać Rosji zbliżenie z Europą Zachodnią i szansę na rosnącą rolę w Europie, a w perspektywie być może nawet – na rolę jej hegemona. Teraz USA wejdą niezadługo na rynek europejski z tańszym gazem, zaś Europa Zachodnia jakby nie ma już złudzeń co do Putina i jego Rosji. To strata realna. Psuje stosunki i wpływy, każe zakwestionować sukces kupienia Ukrainy. Ale niebezpieczniejsza dla Rosji jest groźba, że dość szybko może stać się… Rosją bez Rosjan. To stwierdzenie, oczywiście, zawiera w sobie element świadomej prowokacji, ale to nie jest żart. To ponura rzeczywistość, która może zmienić geopolitykę kawału świata. Wbrew interesom Europy, która jest i powinna być zainteresowana Rosją – ewentualnym partnerem Europy.

Rosjanie to naród wymierający. Ilu ich jest naprawdę? W swoim czasie obowiązywało przekonanie – „u nas liudiej mnogo”. Pierwszy realny spis powszechny za czasów Chruszczowa przeprowadzony w roku 1959 wykazał, że na obszarze b. ZSRR  żyło 114,2 mln etnicznych Rosjan. W szczytowym okresie, w 1989 r, było ich 145,1 mln, w tym na obszarze dawnej RSFSR, (a więc w granicach dzisiejszej Federacji Rosyjskiej) – 119,8 mln. Ale już wówczas, w czasach radzieckich, gdy władze ZSRR i obywatele dumnie powtarzali, że tworzą największe państwo na świecie, zajmujące 1/6 powierzchni wszystkich kontynentów – znakomity demograf moskiewski, Borys Urłanis (1906–1981), alarmował: naród, w którym od 20 do 25 proc. niemowląt nie dożywa jednego roku – skazany jest na wymarcie.

Dziś prognozy te – ostrzegają rosyjscy demografowie – zaczynają się sprawdzać. Od 1989 r liczba Rosjan systematycznie maleje. Zarówno w grupie tych, którzy po rozpadzie ZSRR znaleźli się poza granicami dawnej RSFSR (ok. 20 – 25 mln), jak i – a nawet przede wszystkim – żyjących dziś na obszarze Federacji Rosyjskiej. Wg danych spisu powszechnego z 2002 r, liczba etnicznych Rosjan zamieszkujących FR wynosiła 115,8 mln i stanowili oni blisko 80 proc wszystkich obywateli. Po ośmiu latach, w 2010 r – jak wykazał kolejny spis powszechny – ich liczebność zmalała do 111 mln, a odsetek w ogólnej liczbie obywateli Federacji Rosyjskiej zmniejszył się do 77,7 proc.

Co najgorsze, proces ten postępuje – i to od lat – co potwierdzają oficjalnie podawane stopy degresji, tj. o ile procent w danym roku było mniej ludności w całym państwie rosyjskim: 1990 – 2,2%, 1992 – 1,3%, 1993 – 5,1%, 1995 – 5,7%, 2000 – 6,5%, 2001 – 6,5%, 2003 – 6,1%, 2004 – 5,6%, 2005 – 5,9%, 2007 – 3,3% (dane liczbowe z lat nie uwzględnionych proszę wstawić wedle średniej). Podane wielkości dotyczą oczywiście wszystkich obywateli FR, a nie tylko samych Rosjan. Jednakże biorąc pod uwagę wskaźniki rozrodczości innych grup etnicznych (głównie muzułmańskich), ubytki w liczbie Rosjan mogą być procentowo jeszcze większe. Potwierdza to zresztą porównanie danych dwóch ostatnich spisów powszechnych z 2002 i 2010 r. W tym czasie ubyło prawie 5 mln Rosjan, tj. ok 4,2 proc.

I nie może być inaczej, skoro noworodzący się Rosjanin ma szanse dożyć lat zaledwie 60, a śmiertelność niemowląt spadła tylko niewiele. Rosjan rodzi się coraz mniej. Wyniszczają naród rosyjski choroby, stare jak gruźlica i syfilis, i nowe, dziś także AIDS; wyniszcza go i nieuleczalny społecznie alkoholizm. Na dobitek z połowę gruntów uprawnych skaziły toksyczne odpady pochodzenia przemysłowego i militarnego. Oglądaliśmy wstrząsające reportaże telewizyjne z terenów, gdzie tysiące kilometrów kwadratowych zieją upiornymi wskaźnikami na licznikach Geigera–Muellera…

Władze Kremla, świadome procesów wyludnienia, instalowały od ponad 15 lat nowoczesne izby porodowe, by ograniczyć śmiertelność niemowląt, podejmowały też inne działania, aby zahamować proces degresji. Ale to wszystko kropla w morzu potrzeb. Bo też – na przykład – jak wytłumaczyć Rosjanom, że muszą przestać pić, że muszą się badać i leczyć z chorób także najbardziej wstydliwych, jeśli przypadłości te mają charakter wręcz kulturowy, cywilizacyjny i systemowy – są funkcją ogólnie niskiego poziomu życia. O wiele niższego od tego w wielkich centrach, jak Moskwa, czy Petersburg.

Najbliższe dwadzieścia lat zadecydują o przetrwaniu tak liczebnego ongiś narodu i fakt ten będzie miał znaczenie geopolityczne.  Ze statystyk wynika na przykład, że za te dwadzieścia lat Syberia Wschodnia może być chińska, tak wielka jest różnica między wielkością zaludnienia po obu stronach granicznych rzek Amuru, czy Ussuri. Już teraz strumyk chińskiego osadnictwa na Syberii staje się coraz szerszy i bardziej intensywny, a syberyjskie Rosjanki chętnie wybierają na mężów Chińczyków, bo… są bardziej pracowici i mniej piją…  I co najciekawsze, sami Rosjanie (nie tylko władze w Moskwie) mają tego świadomość, mówią o postępujących procesach i grożących konsekwencjach, a jednocześnie niewiele robią, aby im zapobiec.

Nie jest żadną satysfakcją dla europejskich sąsiadów, że Rosjanie wymierają i że jedynymi zadowolonymi wśród nich mogą być ludzie aparatu władzy – z ładownymi kontami w zagranicznych bankach. Zauważmy: wprowadzenie gospodarki rynkowej z prywatyzacją zrodziło głównie klasę wielkich cwaniaków, zwanych oligarchami. Drobnego i średniego biznesu tam po prostu nie ma (nie mówiąc już o systemie kredytowym dla niego), a jeśli się rodzi, to w wielkich bólach. Ktoś musiałby Rosjanom powiedzieć – „musicie  radzić sobie sami”. To jednak może wywołać odrzucenie zmian, odruch protestu przeciw gospodarce rynkowej ze strony już nie 25 % ludności jak zwolenników PiS–u w Polsce, ale blisko połowy Rosjan. Lub i więcej. Bo robić interesów nikt nie umie. Mogą ci zostawieni samym sobie Rosjanie, ta ich połowa, wręcz wywołać rewolucję na rzecz przywrócenia „socjalistycznej” gospodarki planowej, w której wszyscy mieli mało, ale – wszyscy mieli minimum na trudne, bo trudne, czasem głodowe, ale jakieś przeżycie. Państwo miało dawać – jak wedle PiS–u w Polsce – i dawać powinno także dzisiaj.

Dla samorządu, czyli dla rozwoju, brakuje w dzisiejszej Rosji gruntu wyobraźni. I po stronie władzy, i po stronie poddanych. Trzeba by długiego procesu kontaktów rosyjskich społeczności lokalnych z np. polskimi samorządami, by się przekonały, by się dowiedziały, jak się to zaczynało, jak działa dzisiaj i co z tego mają obywatele. A potem z wzorowymi samorządami Finów i Szwedów, w ślad których idą Polacy…

Poszukiwanie innej wyobraźni

Być może nadzieją Rosji są jej młodzi ludzie. Budzenie Rosji, „młodej Rosji” – do cywilizacji i zdrowia – może przebiegać szybciej niż się wydawało przed dziesięciu – piętnastu laty. Trzy czwarte młodych ludzi (albo i 90 %) będzie za rok, dwa, korzystało z Internetu, operując swobodnie łacińską czcionką, i żadna cenzura nie zdoła rozwoju Internetu ani kontaktów ze światem, choćby poprzez Facebooka, powstrzymać. Co najmniej jedna czwarta młodzieży – gdybyż tak zapraszana przez rówieśników! – będzie podróżowała, poznawała świat zachodni, jak kiedyś młody Gorbaczow i uczyła się innych ambicji niż ambicje mocarstwowe. Coraz więcej młodych Rosjan mówi po angielsku. Mogą stworzyć nowy potencjał cywilizacyjny. Świat zachodni może im pomóc przez Internet, wciągając w takie przedsięwzięcie swoją młodzież, w sporej części znudzoną, żyjącą głównie na koszt rodziców, awanturującą się od czasu do czasu. Nie brakuje i wspaniałej. Może to ona zaoferuje rówieśnikom rosyjskim alternatywę wobec rzeczywistości Rosji – zwykłą normalność cywilizacji, z wolnością inicjatywy, właściwą gospodarce rynkowej, z możliwościami samoorganizacji i samorządu, ze zmysłem jutra i godnością obywatelską. Także – z Orkiestrą Świątecznej Pomocy i Woodstockiem ludzi zdolnych się lubić wzajem. Perspektywa udzielenia komuś pomocy może być i dla młodych ludzi Europy atrakcją; człowiek inaczej żyje, kiedy czuje się komuś potrzebny. Czy obróci się to w doping aktywności – trudno wyrokować.

Pytaniem bez odpowiedzi pozostają natomiast przemiany wyobraźni Rosjan. Siedemnaście milionów kilometrów kwadratowych ziem Rosji z jej fascynującą przebogatą Północą nigdy nie zrodziło londonowskiego ducha przygody, z pionierskim wyzwaniem wobec dzielności ludzkiej. Odkrywcy, badacze i pionierzy Syberii nigdy nie zostali bohaterami rosyjskich mitów (polskich pionierów syberyjskich też nie ma w polskich mitach narodowych). Kto zna np. nazwisko Proncziszczewych, małżeństwa bohaterskich pionierów, którzy w XVIII w. próbowali od ujścia Leny dopłynąć Oceanem Lodowatym do Europy; ich zamarznięte zwłoki odnalazł na północy, na Tajmyrze, nasz badacz Syberii, Czekanowski. Jeśli w ogóle, to może młoda Rosja odkryje Północ jako doping moralny i legendę, potrzebną na północ od prawie „chińskiego” już Tobolska.

Kapitał trudny do uruchomienia

Rosja dysponuje innym jeszcze potencjalnym, dziś niedocenianym kapitałem społecznym. To, jak tu nie raz pisaliśmy, intelektualiści rosyjscy. Już nie filozofowie, pisarze i artyści rosyjskiego XIX wieku, zaczadzeni ideą imperium lub misją narodu “bogonośców”. Ani usługowe mędrki minionego reżimu. To ludzie umysłów niezależnych, świadomi, co najważniejsze, że nikt poza nimi nie poczuwa się do realnej odpowiedzialności za Rosję. Mamy w Rosji, nasi najbliżsi koledzy i my sami, niezwykłych przyjaciół, ludzi wspaniałych inteligencji. Uzyskanie przez nich pozycji autorytetów, władzy moralnej narodu, to może kwestia lat, zaś o co najtrudniej –zdolności współpracy, by z niej powstał program odrodzenia Rosji. Samo „nie” to za mało. Tradycją intelektualnej Rosji, karykaturowaną przez Dostojewskiego w „Biesach”, było tylko „nie” – bez pytania, co zrobić potem. Wychwycił to Kapuściński w „Imperium”…

Tak czy siak, trzeba o Rosji rozmawiać. Dlatego zapraszamy na te łamy z ich siedemdziesięcioma tysiącami naszych inteligenckich czytelników – Adama Rotfelda (jeśli uzna, że przyda się jakiś aktualny komentarz do jego tak ważnej książki o Rosji) , Andrzeja Brzezieckiego, Sławomira Dębskiego, Adama Eberhardta, Michała Książka (autora świetnej książki „Jakuck”), czy Annę Żebrowską i Wacława Radziwinowicza. Liczymy także na innych autorów, kompetentnych w sprawie. Oraz, mam nadzieję, naszych rosyjskich przyjaciół – Lilię Szewcową i Saszę Lipatowa.

Stefan Bratkowski, Sławomir Popowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

38 komentarzy

  1. MaSZ 10.01.2014
  2. Tadeusz Nowosad 10.01.2014
  3. Wrubel 11.01.2014
  4. Żzakałużyński 11.01.2014
    • andrzej Pokonos 11.01.2014
    • BM 11.01.2014
      • Też z Polonii 12.01.2014
        • andrzej Pokonos 12.01.2014
        • BM 12.01.2014
      • Klapaucjusz 14.01.2014
  5. Jerzy Łukaszewski 11.01.2014
  6. Marian. 11.01.2014
  7. elkaem 11.01.2014
  8. Kazimierz Kurz 12.01.2014
  9. andrzej Pokonos 13.01.2014
  10. kazekkurz 13.01.2014
    • andrzej Pokonos 14.01.2014
    • MaSZ 14.01.2014
  11. Marian. 13.01.2014
  12. kazekkurz 14.01.2014
  13. andrzej Pokonos 14.01.2014
  14. kazekkurz 14.01.2014
  15. andrzej Pokonos 15.01.2014
  16. ratus 15.01.2014
    • andrzej Pokonos 15.01.2014
  17. kazekkurz 15.01.2014
    • andrzej Pokonos 15.01.2014
  18. Kazimierz Kurz 15.01.2014
    • andrzej Pokonos 15.01.2014
  19. Kazimierz Kurz 15.01.2014
    • andrzej Pokonos 15.01.2014
  20. Kazimierz Kurz 16.01.2014
  21. Jerzy Łukaszewski 16.01.2014
  22. andrzej Pokonos 17.01.2014
  23. Kazimierz Kurz 19.01.2014
  24. andrzej Pokonos 20.01.2014
  25. Wrubel 20.01.2014