2014-02-28. kiedy śledzę reakcje polskich mediów (nawet w SO pobrzmiewa niekiedy ten ton) na wydarzenia wokół ukrainy, mam przed oczyma naszą sytuację sprzed dwudziestu lat.
w 1993 relacjonowałem dla „rzepy” przebieg kopenhaskiego szczytu UE, który zapoczątkował proces polskiej akcesji do Unii (sfinalizowany również w kopenhadze w 2002).
miałem wówczas swoje pięć minut. wieczorem przed rozpoczynającym się nazajutrz szczytem duński minister spraw zagranicznych niels helveg petersen odbył konferencję prasową. zadałem mu ambarasujące pytanie, na które nie potrafił znaleźć rozsądnej odpowiedzi. po zakończeniu konferencji zostałem nagabnięty przez telewizję BBC i telewizję irlandzką. dziennikarz z „newsday”- prestiżowego kanału brytyjskiej telewizji zapytał mnie co uważam za najważniejsze w kontekscie polskich dążeń do uzyskania członkostwa w UE.
– what is most urgently needed is a mental shift in the european societies approach to poland – odpowiedziałem – nie chamy być dłużej traktowani jak ubodzy krewni, ciężko doświadczeni przez los, którym należy okazać dobroć. bez tego mentalnego zwrotu w podejściu do polaków i zrozumienia że mamy być partnerami we wspólnej europie, a nie kimś, wobec kogo przybiera się paternalistyczną postawę w oczekiwaniu na dziękczynne hołdy, członkostwo polski w UE nie miałoby wielkiego sensu.
dziś, gdy obserwuję polskie reakcje na rozgrywający się dramat mam natrętne déjà vu o zwielokrotnionym natężeniu. dowiaduję się z polskich mediów, że ukraińcy nie dorośli do demokracji, że powinniśmy uważać z tymi banderowcami, że po wprowadzeniu bezwizowego ruchu licząca miliony ludzi tania ukraińska siła robocza zaleje polskę i spowoduje masowe bezrobocie wśród polskich robotników, a tym którzy zachowają swe miejsca pracy, obniży płace. tysiące polskich firm zbankrutują. ukraińcy zaflancują w unii swoje obyczaje z wszechogarniającą korupcją i gangsterstwem na czele, wskutek czego zdestabilizują europę. w dobrze pojętym interesie własnym polska winna więc dobrze uważać nim zaangażuje się w poparcie, a nawet gdyby nie było aż tak źle, to absorpcja ukrainy będzie na tyle kosztowna, że odbije się na naszej stopie życiowej.
nie są to na szczęście jedyne głosy, ale są one nader słyszalne. przebija się przez nie wyraźnie nasza pycha i pogarda dla ukraińców. podobnie argumentowano wobec następstw naszego członkostwa w unii. musieliśmy przełykać tego typu opinie na nasz temat. dziś odbijają się nam one czkawką, więc wyrzucamy je z siebie po dwudziestu latach, bo dzięki ukraińcom nareszcie trafił się nam ktoś, od kogo mogliśmy poczuć się lepsi.
podobno warunkiem szczęścia jest krótka pamięć i dobre zdrowie. z amnezją nie mamy zdaje się, większych kłopotów – módlmy się więc o zdrowie.
nathan gurfinkiel


To dość naturalne zjawisko, co nie znaczy, że ładne.
Był taki brytyjski serial „Pan wzywał, milordzie?”, a w nim jasno i klarownie wyłożona zasada lokajskiej hierarchii. Każdy lokaj musiał mieć kogoś niżej stojącego od siebie, bo to dodawało mu we własnym mniemaniu godności. Pan hrabia mógł sobie gawędzić z woźnicą, jak równy z równym, jego było na to stać. Lokaja nigdy. Kiedy się nie jest pewnym własnej wartości, trzeba znaleźć kogoś, kto wg nas ma tej wartości jeszcze mniej. To zwalnia od uciążliwej pracy nad sobą.
W psychologii jest taki termin: kolejnosc dziobania kur
@Autor:
O to to, podpisuję się wszystkimi kończynami pod diagnozą Gurfinkiela. Nie nam pouczać, zresztą nikt nie jest dobry do pouczania.