06.07.2026
No i po rocznicy 250-lecia Ameryki. Mamy za sobą ogromną ilość tekstów i analiz dotyczących tego jakie były założenia umowy społecznej nazywanej pierwszą w historii Konstytucją – przypomnę, drugą była nasza Konstytucja uchwalona 3 Maja, ale jej szybki koniec nie stał się takim kamieniem węglowym polskiego państwa, jak ta amerykańska, napisana przez ojców założycieli, którzy będąc właścicielami niewolników pisali wzniosłe artykuły o wolności i równości wszystkich ludzi i ich prawach przez boga danych do szczęścia. Pobieżna nawet analiza tych tekstów potwierdza starą prawdę mówiącą o tym, że państwa, wszystkie państwa, a te wielkie szczególnie, potrzebują mitu, mitu założycielskiego, takich opowieści, w których brutalna walka o władzę i bogactwa przybiera kształt ewangelii kolejnej religii.
Tak było i z tym mitem o powstaniu Deklaracji Niepodległości i jej znaczeniu w utworzeniu, po wielu, wielu poprawkach, czegoś, co dziś pełni funkcję Konstytucji Stanów Zjednoczonych AP.
To piękne słowa, ale bez treści, ta wykuwała się przez stulecia i zaowocowała w końcu Donaldem Trumpem, który jest zaprzeczeniem tego, co stanowi fundament takiej Ameryki, jaką chciała być.
Oglądając migawki z tych uroczystości, i z Waszyngtonu, i z Nowego Yorku, chciałbym podkreślić, że dla prezydenta Trumpa 250 rocznica powstania Stanów Zjednoczonych była – jak zawsze – tylko kolejną okazją do promowania siebie, a jego długie przemówienie jest tego najlepszym dowodem. Trump nie mówił do wszystkich Amerykanów, mówił do swoich zwolenników tego ruchu MAGA, który traci poparcie, ale wszystkie instytucje państwa zostały zaprzęgnięte do tego, by na ekranach mediów widać było tłumy wiwatujące na każde słowo prezydenta.
Zastanawiam się jakie teraz sankcje nałoży Trump na klimat i kogo ukarze za to, że temperatura w Waszyngtonie sięgała 40 stopni, a deszcz skutecznie redukował ilość uczestników. Usłużne media pokazywały jednak zwarte tłumy, a nie puste miejsca. A to, że prezydent Trump musiał przełożyć swoje wystąpienie jest dla niego ostatecznym dowodem na to, że wrogowie Ameryki są czynni. Tymi wrogami są dla Trumpa przede wszystkim komuniści, rozumiem, że rodzimi komuniści, bo komunizm na świecie skończył się prawie pół wieku temu.
Ale gdy będzie potrzeba to zostanie ożywiony, by było wiadomo kogo bić.
Takim akcentem, co do którego nawet Trump nie miał pretensji było to, że w paradzie największych żaglowców, jaka odbyła się w Nowym Yorku, mogliśmy zobaczyć nasz Dar Młodzieży, na którego niezrefowanym żaglu widać było nazwę miasta i daty określające jego stulecie – tym miastem jest oczywiście Gdynia obchodząca w tym roku swoje stulecie. I to był dla mnie najlepszy punkt w tych nadętych obchodach 250 lecia Ameryki, Ameryki, która pod wodzą Trumpa może zgotować nam i światu smutny i bolesny koniec.
Oby nie – zobaczymy jednak czym skończy się ten szczyt NATO, który się właśnie zaczyna w stolicy Turcji, na którym swoją obecność zapowiedział prezydent Trump.
A co się stanie gdy powie on, że Ameryka wychodzi ze struktur NATO, bo przecież państwa NATO nie poparły go w tej awanturze jaką zaczął atakując Iran i wywołując światowy konflikt w walce o dostęp do światowych zasobów ropy?
Donald powie, że Stany wychodzą z NATO i co?
Kto mu zabroni, ma już swoje 80 lat i wielki majątek pochodzący z odcinania kuponów od swojej politycznej pozycji prezydenta największego kraju tworzącego pakt obronny, powtórzę obronny, jakim był i jest pakt NATO.
Zobaczymy…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
