2018-02-20.
Głupi mówi co wie, mądry wie co mówi. Przypominam to raz po raz, bo stale to aktualne. Przez CO należy rozumieć także; gdzie, kiedy, do kogo, po co.
Po przeczytaniu w Gazecie Wyborczej wywiadu z premierem Morawieckim, zauważyłem, że to inteligentny facet. Mówi przytomnie, trafnie reaguje na rozmówcę, jest przygotowany i ma w głowie to co należy powiedzieć, w tym fakty. A to co już jest nie do obrony zagaduje tak, że pytający już nie zadaje sobie trudu rozplątywania maskujących zawiłości.
A tu nagle ci żydowscy i inni sprawcy obok polskich! I z błota, w które wpakowała Polskę nieszczęsna ustawa, a które miejscami zdawało się nieco przysychać, trysnął potężny gejzer gnoju.
Gdyby nasz premier był nie tylko inteligentny, lecz również mądry, to nie byłby zadufany. Wiedziałby, że polityka nie jest mówieniem tego, co się samemu uważa za słuszne, lecz jest takim postępowaniem, które przynosi zamierzony skutek. I wyciągnąłby wnioski z tego, że wraz z nominacją na stanowisko polityczne umiejętności polityczne nie spływają na człowieka jak łaska uświęcająca. A zatem nie powinien improwizować w przekonaniu, że przecież jest inteligentny więc da sobie radę i jakoś to będzie. I było. A popularny bloger, Galopujący Major doradził, aby nie improwizował po angielsku. Bo perpetrators to SPRAWCY, a sprawcami byli Niemcy (i Austriacy).
Profesor Obirek przypomina, że obok tych „perpetratorów” są jeszcze w uznawanym nazewnictwie ofiary – victims– oraz świadkowie – bystanders. Jednakże w temacie ożywionym przez premiera ważne są dwie inne kategorie; uczestnicy – participants, participators, attenders – zbrodni, czy po prostu zbrodniarze – malefactors. Na „sprawców-Polaków”, w wystąpieniu – powiedzmy – Tuska, już po wejściu ustawy w życie, mógłby zastrzyc uszami prokurator Ziobry.
Zbrodniarze innej narodowości niż Niemcy, rzecz jasna, byli. Ale Polacy i Ukraińcy, a także Litwini i Łotysze i kto tam jeszcze, nie musieli nimi być. Przedwojenna polska policja – to było nieco ponad trzydzieści tysięcy ludzi. Granatowa w Generalnej Guberni zbliżała się do połowy tej ilości. Poboru nie było, a i to do trzydziestu procent granatowych współpracowało – ponoć – z konspiracją. Lecz Ochotnicza Straż Pożarna ochotniczo zajmowała się polowaniem na Żydów. Nie było przymusu szantażowania, wydawania i mordowania Żydów. Podobnie z Ukraińcami, którzy nie musieli być banderowcami czy melnykowcami, a do SS Galizien zgłaszali się sami.
Z Żydami było to bardziej skomplikowane, nawet bardziej niż z kapo w KZ. Każdy chciał przeżyć, ale nie każdy za każdą cenę. Kapo miał większe szanse przeżycia – i lepsze warunki w obozie – niż przeciętni więźniowie, ale był przez niech oceniany nie tyle za to, że był, ale za to jakim był kapo.
Żydowski policjant w getcie i członek Judenratu wiedział lepiej niż inni, że wraz nimi jest skazany na śmierć. Jednak instynkt samozachowawczy zmusza na ogół do dzikiej walki o przedłużenie egzystencji na ile się da. Chociaż nie wszystkich. Szef warszawskiego Judenratu, inżynier Adam Czerniaków, senator Rzeczpospolitej, skorzystał z chronionej porcji cyjanku, 23 lipca 1942 roku, by nie organizować wywózki do Treblinki. Jego łódzki odpowiednik, przedsiębiorca, Chaim Mordechaj Rumkowski posłusznie organizował te transporty, by w sierpniu 1944 roku pojechać na śmierć do Auschwitz ostatnim. Podobno w salonce, którą Niemcy mieli go uhonorować. I nawet on jest postacią niejednoznaczną, którą trudno osądzać na równi z policjantem Lesiem, współmordercą rodziny Ulmów i Żydów, których Ulmowie przechowywali.
Absolwent historii, Mateusz Morawiecki mógłby to wszystko wiedzieć, a Mateusz Morawiecki, szef rządu Rzeczpospolitej, miał obowiązek dowiedzieć się, korzystając z fachowej porady swoich doradców, czy powołanych ad hoc specjalistów.
Wymienienie jednym tchem przy zbrodniczych Polakach, zbrodniarzy żydowskich i innych mogłoby być użyte przed sądem jako słaba okoliczność łagodząca; takie, Wysoki Sądzie, to były czasy… Ale opinia to nie jest sąd kierujący się logiką i ustawami oraz zasadą, że dopóki ktoś nie jest skazany prawomocnym wyrokiem, to jest niewinny, a delikt to musi być prawda materialna, uznana po postępowaniu dowodowym przez sąd. I polityk, który nie stoi przed sądem – sądem, lecz przed sądem opinii, musi się liczyć z jego niepisanym kodeksem.
Nie przyszło to do głowy tym – pożal się Boże – politykom PiS, którzy forsowali ustawę i Morawiecki udowodnił, że mogą go uznać za swego.
Ernest Skalski

Konstanty Gebert:
Pan premier jest z wykształcenia historykiem. Jeżeli on zna się na ekonomii tak jak na historii to ja radzę aby szybciutko zamienić złotówki na byle co.
Studiowałem we Wrocławiu na Politechnice w latach '7x/’8x, w tym w istotnych ’81-’82. Wtedy znane, szanowane, a przede wszystkim imponujące nam osoby we Wrocławiu to Karol Modzelewski i oczywiście Władek. Kornel Morawiecki pojawił się wtedy, bo zniknął z uczelni. Taki paradoks: pojawianie się przez znikanie. Miało to miejsce, gdy za przyzwoleniem władzy ludowej powróciliśmy na uczelnię. Moi koledzy, matematycy stosowani, opowiadali wtedy o adiunkcie, który pozostawił magistranta i zniknął. Złośliwcy dodawali, że się nie rozliczył nawet z kluczy. Usłyszałem wtedy sporo cierpkich opinii o Kornelu Morawieckim. Nie chcę ich powtarzać, bo jako ktoś nie w temacie mógłbym coś przeinaczyć. Być może ktoś z roku, Rafała Dutkiewicza, matematyk lub lepiej fizyk stosowany, mógłby opisać Kornela. Rafałowi niezręcznie byłoby coś w temacie mówić, więc pytać nie warto. Ale może znać namiary na ludzi, którzy zechcieliby podzielić się wspomnieniami.
A co to ma do premiera? Moim zdaniem to, że u Morawieckich inteligencję dziedziczy się w linii męskiej, więc czemu się dziwić?
Może nie całkiem, a może całkiem na temat. Ja tu sobie czytam, a Moja oglądała TV . I przyszła – powiedziała : „byśmy nie musieli odpowiadać przed sądem, nie powinniśmy mówić polski rząd, tylko rząd w Polsce, bo przecież mogą nam to zarzucić… więc nie pisz i – broń Boże – nie podpisuj”. (22:47)
Sugeruję, żeby Pańską Moją przedstawić do odznaczenia za najdowcipniejszy komentarz polityczny;
może tegoroczny Nobel uśmiechu?!
A co jeżeli premier MM powiedział to, co powiedział, przewidując dokładnie to, co się zdarzy później? Poparcie dla PiS wzrasta dzięki takim wypowiedziom. To nie premier MM jest naszym problemem. Problemem jesteśmy my sami.
To poniżej, to fragment haniebnej prozy polskojęzycznej pisarki Zofii Nałkowskiej. Może też uda się jej pośmiertnie odebrać jakieś ordery i nagrody nadane przez zdrajców Polski, albo ukarać i zdegradować jeszcze inaczej ? Z pewnością udawała, że nie słyszała o żadnym Ausschwitzu.
„Jeżeli objąć myślą ogrom przyśpieszonej śmierci, jakiej miejscem – niezależnie od działań wojennych – stały się tereny Polski, to obok zgrozy najsilniejszym uczuciem, jakiego doświadczamy, jest zdziwienie.
Uduszono i spalono te nieprzebrane masy ludzkie w trybie najstaranniej przemyślanej, zracjonalizowanej, sprawnej i udoskonalonej organizacji. Nie wyrzekano się przy tym sposobów bardziej dowolnych, amatorskich, odpowiadających upodobaniom indywidualnym.
Nie dziesiątki tysięcy i nie setki tysięcy, ale miliony istnień człowieczych uległy przeróbce na surowiec i towar w polskich obozach śmierci. Oprócz szeroko znanych miejscowości, jak Majdanek, Oświęcim, Brzezinka, Treblinka, raz po raz odkrywamy nowe, mniej głośne.
Ukryte pośród lasów i zielonych wzgórz, nieraz z dala od torów kolejowych, pozwalały na rozwinięcie systemów jeszcze bardziej uproszczonych i oszczędnych.
Tak znaleziono całe złoża umarłych, zagrzebane w Tuszynku i Wiączynie pod Łodzią.
Tak wystarczył jeden stary pałac w Chełmnie, położony na wzgórzu, z przepięknym widokiem na rozkołysany trawami i zbożami krajobraz, jeden na pól zrujnowany spichrz, jedna w pobliżu rozległa, ściśle oparkaniona parcela młodego sosnowego lasu, by osiągnąć cyfrę ofiar sięgającą miliona.
Wystarczył mały czerwony budynek z cegły ………”
Z wielu opinii wyrażanych o panu M. Morawieckim, w skrócie zwanym PMM, jakie pojawiają się w polskich mediach mnie najbliżej jest do zdania wyrażonego przez Aleksandrę Pawlicką w Newsweeku: http://www.newsweek.pl/opinie/cyniczna-gra-premiera-morawieckiego,artykuly,423550,1.html?src=HP_Special_3poc Mówi ona ni mniej ni więcej tyle, że seria fatalnych wypowiedzi PMM nie jest błędem, nietaktem, niezręcznoscią, a oznaką politycznego wyrachowania w grze o władzę w pisie. Wyrachowanie przez skrajne wypowiedzi miałoby także przyciągać do pisu najbardziej skrajny, prawicowy elektorat. Na takim tle opinię Redaktora Skalskiego o zadufaniu jako przeciwieństwie mądrości należy uznać, za charakterystyczną nie tylko dla tego pana. Co zaś do funcji premiera, który jako absolwent historii ” mógłby to wszystko wiedzieć” a jako szef rządu ” miał obowiązek dowiedzieć się” jakie skutki jego wypowiedzi wywołają w relacjach międzynarodowych, trzeba z naciskiem podkreślić, że ten pan nie wykonuje rzetelnie swoich podstawowych obowiązków. Im szybciej przestanie być premierem tym lepiej dla Polski, ale lepiej także dla pisu. Zadufkom z tej formacji warto zadedykować słowa, które krążą po internecie: „wszystko mija, nawet najdłuższa żmija”.
@Slawek: Dziękuje za odnośnik do artykułu Aleksandry Pawlickiej. Mój komentarz po przeczytaniu artykułu: Jak dotąd, Prezes stawał na zwłokach ofiar katastrofy i z tego postumentu zalewał Polskę potokiem kłamstw, insynuacji, i absurdów. Morawiecki wzniósł się ponad poziom Prezesa i świadomie rozpala nienawiść rasową. O ile pierwszy topił Polskę w obłędzie, o tyle drugi chce ją podpalić. Przy całej ohydzie swojego procederu, Prezes jak dotąd nie doprowadził swoich zwolenników do fizycznego wyniszczania innych ludzi. Morawiecki może do tego doprowadzić, bo w Polsce jest taka tradycja i Morawiecki właśnie do niej nawiązuje. Robi to bardzo sprytnie i bardzo skutecznie. Jest jeszcze jedna różnica. O ile Prezes być może skończy swoją karierę w domu wariatów, o tyle Morawiecki ma szansę skończyć ją przed trybunałem w Hadze.
Autorka zwraca także uwagę na role episkopatu, cytuje: „Morawiecki wie jeszcze jedno: antysemicka karta, która być może wpadła mu w ręce przez przypadek, to rozgrywający atut w grze z biskupami. Polski Kościół swoim milczeniem pielęgnuje polski antysemityzm od czasów endecji. Rydzyk wprost zaciera ręce i gdy będzie trzeba wraz z betonową większością episkopatu chętnie poprze Morawieckiego, który może i nie ma klaskaniem obrzękłych prawic na wiecach w Toruniu, ale za to podpala antysemicki lont sprawniej niż cała gromada weteranów z PiS.”
Po przeczytaniu tego artykułu, poglądy wyrażane przez Redaktora Skalskiego należy uznać za naiwny optymizm.