01.10.2018

O ile mnie pamięć nie zwodzi to tylko „Pasja” Mela Gibsona wywołała przed laty tak ogromne poruszenie wśród polskiej widowni. Wtedy księża organizowali zbiorowe wyjścia do kina, a niektórzy proponowali wręcz film Gibson jako pretekst to wielkopostnych rekolekcji.
Niektórzy filmoznawcy odkładali inne obowiązki życiowe i zastanawiali się (pisząc sążniste artykuły, a nawet książki) czy kino może nawrócić. Byłem sceptyczny wobec tego ogólnonarodowego poruszenia i dopatrywałem się w tej chorobliwej fascynacji wizją Gibsona zgoła nie religijnych emocji. Pamiętam, że nawet papież Jan Paweł II był brany na świadka, bo podobno po specjalnej projekcji w Watykanie miał powiedzieć: „tak było”. Brałem udział w kilku debatach (wówczas jako jezuita) i dawałem wyraz swemu sceptycyzmowi. O ile pamiętam, wśród kleru byłem odosobniony.
Z filmem Wojciecha Smarzowskiego „Kler” jest podobnie, choć á rebours. Od chwili zapowiedzenia (słynne dyskusje wokół zmienionej sceny w zwiastunie) budzi skrajne emocje. Film ma już swoje hasło w Wikipedii, a każdy publicysta uważa za stosowne wypowiedzenie się na jego temat w sposób wyrazisty (niezależnie od tego czy film widział czy nie).
Otóż film zobaczyłem przy wypełnionej widowni w kinie Luna. Nie będę się wdawał w jego walory – czy ich brak – z punktu widzenia sztuki filmowej. Dla mnie to nie jest film ani o księżach (to raczej katalog patologii dobrze znany nam wszystkim), ani o politykach wiadomej partii (przypomnę, że związki księży z politykami sięgają głębokiego PRL-u). To przede wszystkim film o polskim społeczeństwie bezradnym wobec deprawującym go patologiom. Tak: to film o nas i naszej niechęci to mówienia o tym, co najbardziej bolesne, o bólu najsłabszych (dzieci, chorych), o przemilczaniu.
I jeszcze jednak analogia mi się nasuwa, bardziej oczywista niż film Gibsona. To oczywiście „Spotlight” Paula McCarthy’ego z 2015 roku. To był film o Kościele i jego niechęci do ujawnienia pedofilii księży. Ale był to też film o solidnej robocie dziennikarskiej.
„Kler” to film o słabościach polskiego społeczeństwa i klęsce polskich mediów, które nie potrafią (a może nie chcą) mu z tych słabości wyjść. Tak jak „Spotlight” uruchomił mechanizmu uzdrowienia i nawrócenia Kościoła w USA i w Irlandii, być może „Kler” uruchomi podobne mechanizmy w polskich mediach.
Na nawrócenie i uzdrowienie Kościoła trzeba nam poczekać, film, nawet tak mocny jak „Kler” to za mało.

Jestem zdecydowanie bardziej sceptyczny od Autora. Obawiam sie, że z oddziaływaniem „Kleru” na postawy społeczne będzie jak ze śmiercią JP II. Narodowa żałoba, czuwanie, wiele hałasu o „pokoleniu JP II” i co? I nic. JP II wyniesiony na ołtarze, tysiace pomników w całej Polsce, a Polacy nie zmienili sie ani o jotę. Nadal w pełnym samozadowoleniu pielęgnuja swoja hipokryzję, żaściankowość i strach przed otwartą Europą.
Obawiam się, że po obejrzeniu „Kleru” będzie podobnie. Przyzwyczajenie do swojej wygody w gnuśności, konformiźmie, nie wychylaniu się i powielaniu najgorszych wzorców pozostanie bez zmian. Już dzisiaj tysiące młodych ludzi ze zwykłego konformizmu posyła dzieci na religię, a po cichu, w domu ci sami ludzie narzekają, że indoktrynacja religijna na tych lekcjach niszczy psychikę dzieci – ich dzieci. W obawie o reakcję środowiska są w stanie poświęcic los swoich dzieci na ołtarzu własnej wygody. I „gra gitara” jak powiada Ferdek Kiepski.
Potrzeba wiary jest naturalna dla milionów ludzi, ale instytucjonalizacja tej potrzeby wpycha tych samych ludzi w pewien rodzaj niewolnictwa umysłowego i emocjonalnego, z którego nie potrafią ale też nie chcą się wyzwolić. Istota kościołów wszelkich, w tym zwłaszcza KRK polega na tym, żeby ci niewolnicy bali się wolności. Nie przypadkiem księza wmawiają ludziom, ze nie ma wiary poza KRK. Według tego rodzaju szantażu moralnego religijność bez KRK nie jest wiarą a pogaństwem. Jeżeli KRK podupadnie to chyba z innych przyczyn niż przyzwoitość wiernych. Właśnie brak przyzwoitości, zawiść i pazerność to będą wiodące przyczyny schyłku krk. Kiedy sam fakt udziału w celebrach krk zostanie powszechnie uznane jako obciach.
Ależ ja myślę dokładnie tak samo jak Pan, Panie Sławku i nie wiem gdzie Pan wyczytał ten mój optymizm. Przecież pisząc, że to film nie o klerze ani nie o Kościele tylko o społeczeństwie miałem na myśli dokładnie, to co Pan wyłuszczył. Dodałem też na koniec, że „na nawrócenie i uzdrowienie Kościoła trzeba nam poczekać, film, nawet tak mocny jak „Kler” to za mało”, więc gdzie tu optymizm? Jednak już sam fakt, że ja myślę tak jak Pan, a Pan tak jak ja oznacza, że nie wszyscy są niewolnikami. Poza tym ten milion, który już zobaczył film i kilka dalszych milionów, które go zobaczą oznacza chyba, że w naszym myśleniu nie jesteśmy odosobnieni.
@OBIREK – to po zakończeniu artykułu miałem wrażenie optymizmu: „„Kler” to film o słabościach polskiego społeczeństwa i klęsce polskich mediów, które nie potrafią (a może nie chcą) mu z tych słabości wyjść. Tak jak „Spotlight” uruchomił mechanizmu uzdrowienia i nawrócenia Kościoła w USA i w Irlandii, być może „Kler” uruchomi podobne mechanizmy w polskich mediach.” Jeżeli jednak źle zinterpretowałem podsumowanie to mój błąd wynikający, jak wiele innych, z pośpiechu. Przepraszam.
Z pewnoscią Pan Profesor nie jest niewolnikiem, zwłaszcza sądząc po drodze życiowej i świadomie dokonywanych wyborach. Podobnie niewolnikami nie jest jakaś część świadomej inteligencji polskiej, czego przykłady widzimy w poglądach autorów i komentatorów na SO. Pisząc o niewolnikach miałem na myśli miliony chodzące do kościołów w niedzielę i święta, korzystające z chrztów, komunii, bierzmowań, ślubów i pogrzebów. Wychowując się w katolickiej rodzinie na codzień miałem przykłady takich zachowań – wielu z moich bliskich, bliskich moich kolegów, znajomych miało i nadal ma świadomość ze z tym katolickim bogiem to totalna lipa. Nie może istnieć bóg, który jest zachłannym hipokrytą, za kasę odpuszcza grzechy, ma urzędników (księży i hierarchów) którzy są jawnym zaprzeczeniem nie tylko wiary, religii (ewangelii), ale elementarnej ludzkiej przyzwoitości. Przeciwnie są emanacją zepsucia, demoralizacji, knajactwa, czy wreszcie zwykłej przestępczości różnego kalibru. To dużo wcześniej widzieli światli katolicy – Hus, Kalwin, Luter i dali temu mocny wyraz.
Od czasu śmierci Jana Husa minęło ponad 600 lat a instytucja krk nadal niewoli i deprawuje ludzi ofiarując im iluzję -„zbawienie”. Rzadko odwołuje sie do przykładów osobistych, ale może warto. Na wiosne w rodzinie matka dziewczynki idącej do komunii wręczyła mi zaproszenie. Zapytałem ją czemu posyła dziecko na religię i czemu skłania córkę do pierwszej komunii. W odpowiedzi usłyszałem, że chciałaby aby dziecko miało wybór. Poniewaz matka jest głęboko niewierząca po kilku słowach przestała sie upierać w oszustwie. Nie chodziło o żaden „wybór” ale o fakt, że wszystkie dzieci w klasie idą do komunii, zatem po pierwsze córka chciałaby mieć piekna białą sukieneczke i prezenty, oraz przyjęcie w związku z uroczystością, a dziecko byłoby sekowane gdyby odstawało od klasy. Tak właśnie rodzi się niewolnictwo – dobrowolne, oszukańcze niewolnictwo hipokryzji, wygodnictwa, konformizmu. Podobnie ze ślubami, pogrzebami, etc. Nawiasem mówiąc znajomi rodzice młodego chłopca, którzy nie posyłali go na religie w szkole, musieli go dowozic na lekcje etyki na drugi koniec wielkiego miasta, a po pewnym czasie dzieci w szkole tak dokuczały ich synowi, że zabrali go ze szkoły i teraz dziecko chodzi do specjalnej szkoły społecznej gdzie takiego przymusu religii nie ma. Ci młodzi ludzie nie są wcale heroiczni – są konsekwentni i prawdziwi. Ale ilu jest takich ludzi? Jak silnie krk zwalcza wszelką przyzwoitość, otwartość i nonkonformizm. W imię czego? W imię dobrobytu instytucji, której celem jest trwanie i rozwój a zasady ewangelii są pokrętnym i oszukańczym uspawiedliwieniem interesu korporacyjnego. Jeżeli spojrzeć na wszelkie dogmaty wiary krk – one nie mają nic współnego z wiarą, ewangelią, biblią a są podyktowane wyłącznie interesem korporacyjnym krk. Wystarczy przywołać celibat czy równie idiotyczny dogmat o niepokalanym poczęciu. Postawa krk wobec wszelkich nauk, w tym np. gender studies, wobec homoseklsualizmu, chorób psychicznych i wielu innych zjawisk współczesności zaczyna być dla nas Polaków coraz bardziej groźna. Zespolenie się hierachii krk z pisem zaczyna grozić polexitem co jest równoznaczne z ryzykiem utraty niepodległości. Kwestia przebudzenia się mas społecznych to już nie jest tylko problem wiary. To zaczyna być podstawowy problem przyszłości Polski i egzystencji milionów ludzi. Nawiasem mówiąc nie byłoby problemu dzisiejszego pisu gdyby nie oszukańcza hipokryzja kleru i hierarchów, doszczętnie zdemoralizowanych w interesie własnej korporacji.
Film widziałem. Uważam, że jest wybitny, na miarę „Popiołu i diamentu”, „Kanału” i „Człowieka z marmuru” Andrzeja Wajdy. Tak jak one podejmuje tematy o fundamentalnym znaczeniu dla życia Polaków.
Co do wpływu filmu na społeczeństwo podzielam sceptycyzm Autora i @Slawka. Ale jest to, być może, kropla drążąca skałę.
Nie zgadzam się natomiast ze stwierdzeniem Autora, że jest to film o społeczeństwie, chyba że kler potraktujemy jako część społeczeństwa, co jest oczywistością, i w takim znaczeniu to tak. Pojawia się przedsiębiorca od asfaltu, podejrzani inwestorzy, dziennikarka ulegająca korupcyjnej propozycji. I oczywiście zgadzam się z powyższymi opiniami na temat nas, Polaków. Ale jest to jednak przede wszystkim film o hierarchii kościelnej, o księżach „dołowych” (by użyć języka ubeckiego), o zakonnicach. I nie wiem, czy oni są tworem tego społeczeństwa, czy oni społeczeństwo kształtują. Autorzy filmu chyba nie mają wątpliwości – to kler pociąga za sznurki i on jest zbiorowym bohaterem filmu. Nie społeczeństwo. Ratunek jest jeden – wyjście z instytucji, tak jak to czynią ks. Trybus (porzucenie sukienki) i ks. Kukuła (samospalenie). No właśnie, mam pytanie do prof. Obirka. Jak Pan interpretuje ostatni obraz filmu? Ludzie otaczający płonącego księdza tworzą nie naturalny, w przypadkach nadzwyczajnego zdarzenia, okrąg, a nienaturalny trójkąt. Trójkąt – a w środku gorejący ksiądz zamiast… Czy to przypadek? Czy ma to znaczenie?
Tak to scena symboliczna, płonący kapłan nie bez powodu płonie w formie krzyża… wierni tworzą trójkąt wskazujący na ołtarz gdzie sprawuje mszę skorumpowany i zdeprawowany biskup wygłaszający obłudne kazanie na temat prześladowań, ofiar itd. To czytelne przesłanie – nie wierzcie hierarchii, ale miejcie oczy otwarte…
Ja to kojarzę z Okiem opatrzności.
Dla chętnych polecam moje dopowiedzenie w rozmowie z dziennikarzem portalu na temat.pl: https://natemat.pl/250697,co-po-klerze-prof-obirek-to-dobry-czas-na-terapie-spoleczna
@WEJSZYC
Cyt. :“I nie wiem, czy oni są tworem tego społeczeństwa, czy oni społeczeństwo kształtują.”
.
Proponuję lustrzane ujęcie tego zdania
– też jest prawdziwe: wiem, że oni są tworem tego społeczeństwa i oni społeczeństwo kształtują.
To dokładnie tak, jak po szacie roślinnej ocenia się właściwości gruntu i odwrotnie: znając rodzaj gruntu można dość dokładnie oceniać, co w nim wyrośnie.
Stąd Autor ma prawo oceniać tak, jak ocenia, przypominając jednocześnie, że ta zależność nie jest jednostronna.
.
Gdy przyczyna ze skutkiem mocno się przeplata, to już mamy prawie pewność, że mamy do czynienia z realnym zjawiskiem. Ludyczna religijność do tego typu zjawisk należy. To dość symbiotyczny układ ludu z klerem, na miarę wzajemnych potrzeb.
Autor kładąc akcent na sprawstwie społecznym (mocnego osadzenia tego typu religijności) słusznie przypomina, że nie w każdej glebie przyjmie się dowolne ziarno.
Gdy zaś już zakiełkuje, to po tym, jak się kształtuje i jak szybko wzrasta, poznać można rodzaj gleby, w której roślina jest już (zazwyczaj) mocno zakorzeniona.
.
To nawet nie uwaga, raczej refleksja.
@MarekJ Naturalnie zgoda. Zawsze społeczeństwo. Tylko że każdy film – o hutnikach, rolnikach, lekarzach, nauczycielach, prawnikach, a nawet dokument o schroniskach dla zwierząt – możemy skwitować: to społeczeństwo, a nie hutnicy, rolnicy… itd. Ale to niczego nie wyjaśnia. Wydaje mi się, że prof. Obirek w swym felietonie skupił się na miejscach niedookreślonych (pojęcie za Ingardenem) w filmie Smarzowskiego. A w tym filmie chodzi o miejsca jak najbardziej określone.
Nie ma nic złego w tropieniu miejsca niedookreślonych, owszem, trzymając się Ingardena, to one pozwalają określić jakość percepcji. Miejsca określone narzucają się swoja oczywistością i to już było wiadomo przed Ingardenem.
A społeczeństwo jest jakie jest.
http://ako.poznan.pl/8704/
Filmu nie widziałem, więc właściwie mógłbym się swobodnie wypowiedzieć 🙂
Bezwład myślowy i brak odwagi cywilnej to cechy większości narodu (co o czym napisał @SŁAWEK). Ale też brak inicjatywy u tych którzy się domagają zmian. Już pisałem, ale raz jeszcze: Tyle narzekania naukowców, że nie ma dobrego podręcznika do etyki ani do nauki o religiach. A co przeszkadza tym domagającym się napisać takie podręczniki i umieścić je w internecie?
Pewnie niewiele to pomoże ale próbowaC trzeba, kropla drąży skałę.
Podpisz petycję:
https://secure.avaaz.org/campaign/pl/break_the_silence_52/?fpla
Skoro sobie polecam to i owo, to myślę, że prof. T. Bartosia zawsze można z pożytkiem przeczytać: https://wiadomo.co/prof-tadeusz-bartos-kosciol-nie-moze-byc-sedzia-we-wlasnej-sprawie/ zwłaszcza, że to co mówi jest mi bardzo bliskie.
SO tworzone jest przez inteligentów i dla inteligentów. A t.zw.suwerenowi ( cokolwiek to znaczy i jakkolwiek jest rozumiane przez tegoż suwerena) jest dobrze z tym jak jest – no, może ponarzeka byle nie publicznie na proboszcza czy wikarego ale ” tradycji” w formie t.zw. pobożności ludowej przestrzega= ludowi trzeba igrzysk a te organizuje i znacznie poszerza ofertę własnie Kościól- chwilowy szok wywołany filmem minie, wszystko wróci do normy- czy samospalenie ostatnio dokonane wywołało jakąś reakcję ? jak słusznie pisał poeta- chodzi o to aby buty nam smierdziały jak smierdziały przed stu laty. Jak szybko PiS wzbudził nienawiśc do t.zw.elit, widocznie taka potrzeba drzemała w suwerenie , jak kłamstwa PiS gładko lud łyka i aprobuje, jaka obojętność okazuje na podłe czyny rządzących Kościół – żadnych złudzeń ,panowie- no ale milczec tez nie można .
Polecałem rozmowę z Tadeuszem Bartosiem na portalu wiadomo.co, te sam portal zapytał i mnie, dzięki czemu pewne rzeczy udało mi się dopowiedzieć, polecam zainteresowanym: https://wiadomo.co/prof-stanislaw-obirek-milczenie-bylo-najbardziej-przerazajace/
Przeczytałam tekst Stanisława Obirka: „To nie jest film o kościele i rozczarowalam się. Gdyż mało wniósł w temacie. W większości serwuje luźne myśli krążące wokół filmu, a nie skupia się na samym filmie i problemach w nim zawartych. Ponadto zawiera mylną tezę w tytule, bo gdy mówi się o patologii w kościele, co czyni film KLER, to siłą rzeczy mówi się właśnie o Kościele. O Kościele jako instytucji, a nie w pojęciu teologicznym. Jedynie ostatnie zdanie zdało mi się warte przemyślenia. Czyli: „Na nawrócenie i uzdrowienie Kościoła trzeba nam poczekać, film, nawet tak mocny jak KLER to za mało.”
Osobiście nie tyle zależy mi na uzdrawianiu Kościoła, bo do zajmowania się nim nie czuję powołania, co na uzdrowieniu relacji z nim, w kwestiach prawnych z obywatelskiego punktu widzenia. Zależy mi na uzdrowieniu polskich struktur społecznych uzależnionych od niego, zaprzestaniu gloryfikacji księży, na zniesieniu upokarzającego konkordatu, zmniejszeniu opasłego Funduszu Kościelnego, na zniesieniu wszelkich przywilejów, w tym finansowych Kościoła, które świadczą o nierówności społecznej w demokratycznym państwie prawa.
A dlaczego ten film to za mało by Kościół uzdrowić?
Choć to bardzo mocno skondensowany obraz przykładów patologii w Kościele i drastycznych jej skutków rodzących nową patologię poza nim, ten film istotnie nie jest w stanie dźwignąć ciężaru tematu na tyle, by dotknąć głębszych warstw problemu w zinstytucjonalizowanym Kościele katolickim. Aby coś uzdrowić, trzeba to zrozumieć. A tego bez wprowadzenia w szersze zagadnienia wokół klerykalizmu światowego i jego oddziaływanie na klerykalizm polski nie da się zrobić. I nie to było zadaniem filmu KLER. Smarzowski podjął się przede wszystkim medialnego obnażenia i nazwania po imieniu istniejącego od lat kuriozum w Kościele polskim, czyli w specyficznych realiach polskich kształtowanych w ogromnej mierze przez tenże właśnie Kościół. Zawarte w scenariuszu niemal wszystkie szerzej znane objawy gangreny w pigułce, dały niebywałą mieszankę wybuchową, miejscami wręcz surrealistyczną, i choć na ekranie czasem upiornie śmieszną, to w sumie ogromnie gorzką w wymowie. Bo ofiarą tej patologii jesteśmy my sami. Czyli polskie społeczeństwo, włącznie z tymi, którzy decydują się na wstąpienie w struktury kościelne, czy to z powołania, czy z wyrachowania. Przerzucanie bezwiednie, czy rozmyślnie, odpowiedzialności za patologię w Kościele na społeczeństwo polskie, jest nie fair, choć i ono bierze jakiś procent tej odpowiedzialności na swoje sumienie, nie walcząc ze smokiem, ale w zaślepieniu kościelnymi doktrynami i uwikłaniu w interesy życiowe, niejako składając mu ofiary całopalne z własnych dzieci. Uczciwie można by więc rzec, że jest to film o patologii w Kościele i o krzywdzie ludzkiej z niej wynikającej, rozlanej na wszystkich. Film o władzy Kościoła w Polsce. I jak mówił KARLHEINZ DESCHNER w swoich książkach „propagowaniu przez niego religijności średniowiecznej, a nie stosownej dla ery nowożytnej. Kościoła strojącego swą politykę w wielkie słowa i gesty, ciągle mówiącego o „Bogu”, „Chrystusie”, i „zbawieniu duszy”, czyniąc tym samym historię zbawienia groźniejszą, bo bardziej obłudną od wszelkiej innej polityki.” I wreszcie jest to film o braku odpowiedzialności prawnej w Polsce za przestępstwa wynikłe z cichcem zalegalizowanej wewnątrz Kościoła pedofilii, i obraz Kościoła, który homoseksualizm oraz seksualne związki księży z kobietami skrycie aprobuje jako dopuszczalny wybór zamiast oficjalnego zniesienia celibatu. Jednakże, choć film KLER skupiony jest na czarnych, mrocznych charakterach i pogmatwanych chorych sytuacjach, niesie nadzieję na uzdrowienie, bo pomimo wielce obezwładniającego cynizmu, zdarzają się w nim dwa cudowne nawrócenia.
Ale jeżeli istotnie temat samego Kościoła interesuje kogoś dogłębniej, jaki wpływ na polski Kościół mają katolickie doktryny, teologia, polityka, problematyka powołań w ogólnym i regionalnym zasięgu, wymaga to analizy i znajomości historii polityki papieskiej, jeżeli nie na przestrzeni wieków, to przynajmniej XX wieku. Wymaga świadomości teologicznych przemian kształtujących młodsze kadry klerykalne oraz świadomości skutków wynikających z obu zagadnień. Trzeba więc sięgnąć do poważnych nazwisk i lektur, a dzięki tłumaczeniom m.in. ROBERTA STILLERA dostępnych od dawna w języku polskim. Są to na przykład:
1. KLER – Psychogram ideału.
Autorem jest doktor teologii, filozof i psychoanalityk, ksiądz EUGEN DREWERMANN. To jego najważniejsza książka, obejmująca wraz z przypisami ponad 700 stron, o której ks. Dariusz Oko w Tygodniku Powszechnym pisał: „Nie sposób czytać tej książki bez drżenia, kryzysów i walki wewnętrznej (…) Byłoby dobrze, gdyby przynajmniej ludzie odpowiedzialni za formację innych (mistrzowie nowicjatów, ojcowie duchowni) tę książkę znali.” Książka ukazała się w serii Biblioteka Club Voltaire w wydawnictwie URAEUS w 2002 roku.
2. I druga bardzo ważna pozycja, tym razem dwutomowa: POLITYKA PAPIESKA XX WIEKU autorstwa KARLHEINZA DESCHNERA, jednego z najostrzejszych krytyków oficjalnego Kościoła rzymskiego. „Deschner, to koncentrat pokarmu nie dla delikatnych żołądków (…) To, co głosi na podstawie obfitej, niepodważalnej dokumentacji zgromadzonej w dwóch tomach POLITYKI PAPIESKIEJ XX WIEKU, jest ważne i nieraz w kontekstach swych nowatorskie. To istna kopalnia, albo raczej kostnica urzędowych zbrodni Kościoła.” [Deutsche Volkszeitung, Dusseldorf] Dodam, że dwa tomy tej książki obejmują zwięzłą diagnozę instytucji Kościoła, opartą na jej historii w ostatnim stuleciu: Tom 1 zawiera pontyfikaty: Leona XIII, Piusa X, Benedykta XV, Piusa XI ; Tom II: Piusa XII, Jana XXIII, Pawła I, Jana Pawła II. Oba tomy książki ukazały się w serii Biblioteka Club Voltaire, w wydawnictwie URAEUS już (!) w 1997 roku.
[PNINA]