Tak pisał Stanisław Staszic o szlachcie polskiej, uważając tę warstwę za główne źródło polskich klęsk. Wychowawca dzieci ex-kanclerza Andrzeja Zamojskiego, podobnie jak jego mentor, doskonale zdawał sobie sprawę zarówno z tego, że przyczyną polskiej słabości było przywiązanie szlachty folwarcznej do niewolnictwa, jak i tego, że w warunkach w jakich przyszło mu żyć – całkowitej dominacji sceny politycznej przez ignorancką i gardzącą „niższymi” warstwami szlachtę – nie ma innej rady jak próbować szukać sojuszników w tej właśnie warstwie. Pisał zatem jako anonim, bo apele jakiegoś mieszczanina miały mizerne szanse na zainteresowanie wśród szlacheckiej braci.
Historia jest nauką społeczną i aż nazbyt często bywa używana jak maczuga z klarownym zamiarem nie tyle poszukiwania odpowiedzi na pytania o przeszłość, co dla wzmocnienia szowinistycznych racji.
Pouczającym epizodem były niedawne spory historyków rosyjskich i niemieckich o interpretację paktu Ribbentrop-Mołotow. Przygotowując wspólny podręcznik dla szkół średnich Niemcy-Rosja. Przystanki wzajmenej historii – miejsca pamięci komisja nie mogła uzgodnić jednolitej interpretacji tego paktu. Nikt już nie przeczył, że miał on miejsce, ale strona rosyjska bardzo szukała usprawiedliwienia dla decyzji Stalina. Ciekawa jest zarówno ta potrzeba usprawiedliwienia samego paktu, jak i rozwiązanie w postaci publikacji podręcznika z dwoma odmiennymi interpretacjami. To ostatnie może być szokiem dla uczniów przyzwyczajonych do tego, że w podręcznikach szkolnych historia jest nieodmiennie wręcz do bólu jednowymiarowa i zgodna z aktualną linią ministerstwa oświaty w danym kraju.
Zupełnie bezpartyjny historyk, (podobnie jak bezpartyjny socjolog) to rara avis, stąd czytając opracowania historyków konieczna jest nie tylko świadomość, jaką opcję historyczną dany autor reprezentuje i gdzie może nas (świadomie lub nieświadomie) wprowadzać w błąd, ale również gdzie my sami możemy mieć skłonność do wybiórczego spojrzenia na udokumentowane fakty oraz gdzie możemy mieć tendencję szukania interpretacji zgodnych z naszymi oczekiwaniami.
Racjonalizm to przede wszystkim sceptycyzm, odrzucenie patrzenia przez pryzmat autorytetów, ale również, a może nawet przede wszystkim, świadomość tego, że naszym największym wrogiem może być nasz własny umysł, łapiący nas w pułapki lojalności wobec grup i idei, romantycznych marzeń, pogoni za sukcesem, a w efekcie wybiórczości i interpretacji dostępnych danych podporządkowanej naszym wstępnym założeniom.
Kościuszko i Staszic to w moim odczuciu dwa najwybitniejsze umysły polskiego oświecenia, zarówno dlatego, że ich system wartości moralnych wyprzedzał swoją epokę, jak i ich analizy ówczesnej sytuacji są nadal nad wyraz ciekawe. Tadeusz Kościuszko z jego natarczywą potrzebą likwidacji niewolnictwa w Ameryce i likwidacji przywilejów szlacheckich w Polsce, mówiący wprost „za samą szlachtę bić się nie będę” i Staszic wybijający kwestię uwolnienia polskich chłopów z pańszczyzny. Ta myśl o konieczności odejścia od koncepcji narodu szlacheckiego i przejścia do społeczeństwa bardziej egalitarnego skażona była u Staszica jego głębokim antysemityzmem. Niezdolnością dostrzeżenia powodów, dla których żydowska mniejszość dominowała w niektórych zawodach i wykorzystywana była przez szlachtę jako narzędzie utrzymywania warstwy chłopskiej z dala od szkół, własności prywatnej, handlu i rzemiosła.
Antysemityzm Woltera i Staszica różniły się, ale obydwa były mocno osadzone w powszechnych przesądach tamtej epoki i przy krytycznym podejściu do Kościoła katolickiego jednego i drugiego stanowiły przeniesienie katolickiej antysemickiej tradycji do oświeceniowej myśli narodowej. (Antysemityzm Staszica pomógł unarodowić tę postać, wymazać jego antyklerykalizm, zainteresowanie nauką oraz sceptycyzm i zaanektować jego wykoślawioną przez odbiorców myśl oświeceniową do potrzeb ksenofobicznego patriotyzmu. W kościołach przy niezliczonych ulicach Staszica wierni śpiewają „Patrz Kościuszko na nas z nieba…” nie trudząc się pytaniami, czemu ksiądz Staszic zrzucił sutannę i jak Naczelnik przed klerem ostrzegał.)
Aktywnych uczestników polskiego oświecenia dałoby się zapewne bez trudu pomieścić w sali konferencyjnej Pałacu Staszica. Ich pisma bardzo słabo docierały do mizernie wykształconej warstwy mieszczańskiej, która w dodatku, staraniem narodu szlacheckiego, była głównie pochodzenia niemieckiego lub żydowskiego.
Wśród lepiej wykształconej szlachty cherlawa myśl oświeceniowa szybko zaczęła przegrywać z romantyzmem, który z czasem miał dać solidne korzenie myśli narodowej. A jednak, decydując się na współpracę z zaborcą, ci nieliczni oświeceniowcy zajmowali wysokie stanowiska w Księstwie Warszawskim i w Królestwie Polskim, próbując tworzyć zręby siły gospodarczej i działając na rzecz przebudowy struktury społecznej. Nie była to gra łatwa ale nosiła znamiona sukcesu przerwanego bezmyślnym, romantycznym zrywem powstańczym.
Jak się wydaje, była to gra najtrudniejsza w warunkach braku suwerenności i przy braku zrozumienia i poparcia szlacheckich mas oraz znikomych możliwościach uzyskania solidnego wsparcia ze strony tzw. warstw niższych.
Czy warto dziś analizować publicystykę oświeceniową? Z pewnością tak. Wydane w 1790 roku „Przestrogi dla Polski”, poprzedziły wydane trzy lata wcześniej „Uwagi nad życiem Jana Zamojskiego”. O Janie Zamojskim właściwie nie ma tam wiele. Na początku jest przymilna dedykacja: „Stanowi rycerskiemu te uwagi ofiaruję. Niechaj szlachta sama o sobie myśli.” Od pierwszych stron idzie autor na przekór ideom Jana Zamojskiego, ale zgodnie z duchem Andrzeja Zamojskiego. pisząc. m. in. „lepiej jest powiększyć wolność innych spółmieszkańców dla powiększenia mocy całego kraju”. Tytułowy idol szlachty folwarcznej okazuje się być tylko wabikiem, a jego idea szlacheckiego narodu jest systematycznie rozbijana.
Chwali Staszic Jana Zamojskiego za zakładanie szkół, by natychmiast przypomnieć, jak szybko idea zmarniała dzięki staraniom biskupów, aby w nich nie naukę, a prawdy objawione nauczać. „Chcąc szukać światła obraliśmy sposoby, które nam wystąpić na krok z ciemnoty nie dozwalały.”
Staszic chce, by szkoła, a nie przywileje z urodzenia, otwierała drogę do urzędów i ostrożnie wspomina o potrzebie edukacji kobiet, „które przecież pierwsze myśli, pierwsze wychowanie nam dają”.
Autor „Uwag” szlachcie co i rusz schlebia, bowiem do niej adresuje swoje myśli. Kluczy w sprawie ordynacji elekcji króla, jakby o roli Jana Zamojskiego nie wiedział, oskarża go, udając, że chwali, faktycznie gromi głównego orędownika ordynacji viritim:
„Taki zły sposób, do odprawiania sejmów elekcyjnych obrany, bywał w początkach przyczyną obywatelów poróżnień; rzucał dalej królestwo w przepaść i zniecał wojny domowe.
Przez dopuszczenie cudzoziemców do tronu w wieku szesnastym sejmy elekcyjne zamieniały się w targowisko, na którym polska korona towarem bywała. W późniejszym czasie już nie Polacy obierali królów, już nie senatorowie przedawali korony, ale cudzoziemiec królów im dawał.”
Lektura publicystyki Staszica pokazuje jak trudną grą była próba pozyskania szlacheckich sojuszników dla idei narodu „wszystkich stanów”.
Z pewnością warto wracać do tekstów źródłowych i z ciekawością zareagowałem na wiadomość od starego czytelnika, że portal „Racjonalista” przypomniał „Przestrogi dla Polski”. We wstępie redaktor portalu pisze, że „upadek Rzeczpospolitej należy do tych zjawisk, które zafałszowane zostały najmocniej”. Dziwnie to zdanie pachnie populistyczną stylistyką Kaczyńskiego czy Macierewicza. Sporów o genezę upadku Rzeczpospolitej było bez liku i trwały ponad 200 lat. Nawet historycy z tych samych obozów politycznych rzadko bywali ze sobą zgodni, nie wspominając o różnych interpretacjach znaczących historyków. Kto zatem fałszował i w jakim celu? Kolejne zdanie w kontekście pism Staszica budzi takie samo zdumienie. „Do dziś tkwimy w klasowym okularze przez który opisuje się proces upadku.”
Ciekawa generalizacja, jak gdyby po jednej stronie byli historycy analizujący od 200 lat przyczyny upadku Polski, a po drugiej redaktor portalu przywołujący na pomoc Stanisława Staszica. Staszic mógł szlachcie tu i ówdzie schlebiać, bo była jego adresatem, ale zdanie o niej miał równie paskudne jak o klerze.
W tym redakcyjnym wstępie do „Przestróg dla Polski” poszukiwanie wroga jest wyczuwalne od pierwszych słów. Wróg znajduje się szybko i okazuje się nim być Władysław Bartoszewski, człowiek, któremu, jak czytamy, „media przypisały rolę autorytetu”… No cóż, Władysław Bartoszewski z wielu powodów cieszy się wielkim szacunkiem, a ten szacunek zupełnie nie przeszkadza w polemizowaniu z jego takimi czy innymi tezami. Nie ma tu jednak polemiki, jest atak.
„Dyżurny autorytet straszy dziś rzekomym warcholstwem Polaków, choć mamy internet i łatwo możemy porównywać różne kraje, z czego wychodzi nam, że strajki czy demonstracje w Polsce są grzeczne w porównaniu do tego, co dzieje się w Europie, że nasi kibice są grzeczniejsi, że ogólnie jesteśmy znacznie mniej skorzy do warcholstwa niż Europejczycy.”
Czytelnik odnosi wrażenie, że analiza wypowiedzi profesora Bartoszewskiego jest równie płytka jak analiza prac Stanisława Staszica, w pierwszym przypadku budzi mdłości w drugim śmiech. Opublikowany przez redaktora „Racjonalisty” tekst Staszica kończy się słowami:
„Ja z tych powodów uczyniłem do was tę przemowę, aby, przekonawszy was, jak wieleście Polsce szkodzili, nakłoniłem, żebyście jej to nadgrodzić starali się, żebyście nie czynili trudności, owszem, ułatwili następujące rady moje, które jedynie z najczystszej miłości ku mojej Ojczyźnie podaję, a których uskutecznienie od was najwięcej zawisło.”
Przekładając to na dzisiejszą polszczyznę zwraca się autor do szlachty, iżby skończyła z warcholstwem i przestała szkodzić, by nie czyniła trudności, bo od niej zależy wprowadzenie w życie koniecznych zmian. Dziś warstwa szlachecka szczęśliwie odeszła do lamusa historii, a tradycję szlacheckiego warcholstwa podchwycili inni.
Mówiąc zatem dość tego warcholstwa, panowie szlachta, zwracamy się dziś do szlachty z urojenia patrzącej z zazdrością i z niemym podziwem na niektórych historyków z Instytutu Pamięci Narodowej.
Andrzej Koraszewski



Generalnie gdyby sie stosowac do pana przemyslen, moze bysmy sie przemienili z brzydkiego kaczatka, w pieknego labedzia. Nie bylibysmy juz kaczka, ale to zadna strata przeciez. Nie udala sie proba wyhodowania radzieckiego czlowieka, ale jaki postep dokonal sie od tego czasu. Trzeba probowac.
„Rzekome warcholstwo Polaków”… może i jesteśmy lepsi od naszej opinii. Jaka ona jest, dowiedziałem się w ’76- tym, od Niemca z SPD (był burmistrzem Hamburga i z tymi JUSO (młodzi socjaliści) złożył wizytę J. J. Lipskiemu.
„Wy, Polacy, jesteście notorycznie nielojalni wobec waszej władzy”(człowiek był akurat wybrany na drugą kadencję, miał wyższe, i nawet doktorat.)
*
Autorytet Bartoszewskiego. Pamiętam jak w czasie Marca 68 Partia zażyczyła od jednego z profesorów UW, aby użył swego autorytetu dla spacyfikowania studentów. „Gdybym go w takich sytuacjach używał, dawno bym go nie miał”.
Bartoszewski jest dla mnie z tego samego gatunku: „NDND”.
Wyjaśniam termin: wczoraj w „Szkle” TVN jeden pan przypomniał Daukszewiczu, że go lubi m. in za to że jeden 90-latek (co przecież musi pamiętać) wygłosił, że Daukszewicz nikomu „Nigdy Dupy Nie Dał”. Ale nie tylko za to go szanujemy. Daukszewicza głównie za „nie przenoście nam stolicy…” a Barto… za wiele innych rzeczy.
@A. Goryński, a Tobie się Daukszewicz z Sikorowskim nie pomylił? 🙂
@Andrzej Koraszewski, „…Niezdolnością dostrzeżenia powodów, dla których żydowska mniejszość dominowała w niektórych zawodach i wykorzystywana była przez szlachtę jako narzędzie utrzymywania warstwy chłopskiej z dala od szkół, własności prywatnej, handlu i rzemiosła.”
Nie może pan zapominać, że nauki historyczne, które w ten sposób podchodziły do problemów to dopiero II połowa wieku XIX z fachową metodologią. Nie można więc Staszica obarczać odpowiedzialnością za to. A nawet i dziś wielu ludzi mówiąc o polskim antysemityzmie całkowicie pomija przyczyny zadowalając się „tradycyjnym polskim antysemityzmem”, co akurat źle rokuje walce z nim. Trudno żądać od Staszica antycypowania trendów, w tym myślowych, które wówczas nie istniały.
Dla porównania, do lat 20tych XX wieku angielscy historycy nie dawali się przekonać, że Wielkie Zimbabwe zbudowali czarni. Wg nich było to „absolutnie niemożliwe”.
Wszystko w historii ma swój czas. Jak na swój, Staszic i tak był „do przodu” bardziej, niż wielu innych.
Dostrzegając polskie warcholstwo też nie zagłębiał się w jego przyczyny, a przecież one były. Pisał jedynie o skutkach.
W przyjaznym sporze między Jeffersonem a Kościuszką, na temat tempa likwidacji niewolnictwa, Kościuszko używał dziwnie nie ówczesnych argumentów, tak niezrozumiałych, że Jefferson testamentu Kościuszki nigdy nie wykonał, chociaż generalnie się zgadzali, że sama instytucja jest nieludzka. Antysemityzm Staszica szedł dalej niż kilku innych jemu współczesnych.
@j.Luk. Dzięki. nigdy nie twierdziłem, że moja pamiącha jest eidetyczna. Ona jest raczej idiotyczna. Tzn. zapamiętuje raczej wszystko niepotrzebne. Np potrafię chyba w jakich 20 językach powiedzieć pier… się, ale również w 15-tu „na zdrowie”, co już czasem się przydaje. A jak byś (zum Beispiel) był w Nepalu i za tobą by się wlekli natrętniaki z ofertą: hasz, hasz, madżik maszróms, to się mówi „man pardajna”. A do pana D. mam sympatię, stąd przesunięcie (obsuwa).
@koraszewski, odmienny tok myślenia wypływa często z przyczyn bardzo osobistych (doświadczenie, miejsce pochodzenia itp.), dlatego nie wymagałbym go od każdego.
Na Pomorzu należącym do szlacheckiej Polski nie było klasycznego poddaństwa, bo „od zawsze” wiedziano, że ono się nikomu nie opłaca. Na Żuławach chłopi byli właścicielami ziemi i to większej, niż niejeden polski szlachcic.
A mimo to niewielu wyciągnęło z tego wnioski. Dlaczego? Ot, zagadka.
Nie przesadzałbym ze zbyt daleko idącymi wnioskami,ale badając przed laty wycinek drobny (zmiana struktury zawodowej w Szwecji w latach 1830-1840), krążyłem, szperając w literaturze dotyczącej okresów wcześniejszych, dot. Skandynawii, Niemiec, Polski, krajów bałtyckich i Rosji. Powracał tu czynnik kultury religijnej, prawosławie i katolicyzm z niewolnictwem rozstawało się niechętnie, a i sama pogarda wydawała się elitom dostarczać znacznie więcej radości.
Pogarda, ważne słowo. Zapomniałem je na chwilę, kiedy Studnia Opinii (wymyśliłem, podoba mi się) wystartowała tę swoją ankietę na temat nienawiści. Było od początku błędnie sformułowane, stąd mikry odzew. Bo nienawiść tu nie trafia. Najbardziej nienawidzę nudy i Związku Radzieckiego, odpowiedział kiedyś niezapytany Marek Hłasko. Do nienawiści trzeba młodych, niedojrzałych. Na pogardę i używanie cudzego grobu jako pisuaru stać każdego. Temat duży, jeśli się wzmogę, napiszę. Minimum 20 stron, więc może w maju?
@koraszewski, a to niestety, nie jest takie proste, jak by się chciało. Co do pogardy – zgoda, natomiast automatyczne przykładanie kalki religijnej nie sprawdza się w szerszym wymiarze. We Francji byli katolicy i w Polsce byli katolicy, a jakżeż różni.
Kiedyś pokazywałam nałożone na siebie dwie mapki Polski w XVI w. Jedna – największe zagęszczenie folwarków (nowoczesnych gospodarstw produkcyjnych) i druga – największe zagęszczenie szlachty przechodzącej na protestantyzm (w Polsce głównie kalwinizm, na Pomorzu luteranizm). Te mapki się pokrywały. To by świadczyło za tezą.
Proszę jednak pamiętać, że okres, w którym szlachta osiągnęła niemal szczyt swoich przywilejów to ten sam okres – reformacja. I to już się nie zgadza ze schematem.
Zwykle stosuję określenie „krąg kulturowy na bazie katolicyzmu” zamiast terminów ściśle religijnych, bo jeśli weźmiemy za przykład mennonitów lub Amiszów, to polski katolik przy nich to niemal niewierzący, a w każdym razie mniej związany nakazami swojej wiary, niż tamci. Rzadko się zdarza, by przyczyną zjawisk społecznych był tylko jeden element. Na ogół to są skomplikowane współrelacje.
Wie pan, że w dzisiejszych USA Amisze dzierżą prym jeśli chodzi o trafione inwestycje biznesowe? I religia im w tym nie przeszkadza. A kiedy czyta się ich religijne zasady, to wychodzi, że powinna i to bardzo. Ergo – nachodzą tu na siebie czynniki dodatkowe.
Do nienawiści trzeba młodych, niedojrzałych. Na pogardę i używanie cudzego grobu jako pisuaru stać każdego.
Trafne..
Niektórzy są niedojrzali do późnej starości.
@Magog: na temat dziecinności, niedojrzałości do późna i innych ewolucyjnych zalet i handicapów naszego gatunku znajdziesz dużo u K. Lorenza (Die Acht Todsuenden der Zivilisierten Menschheit, Piper, 1983) Może jest polskie tłumaczenie? Zamierzam Go obszernie cytować, jeśli wyjdę do maja z bieżących zaległości (czas się kur…czy).
Sumienność niewczesna zagnała mnie w Gogle, sprawdzić cz rzeczywiście tego Lorenza nigdy nie przetłumaczyliśmy. (nakład u Pipera – z 15-tu wydań 375 tysięcy!). I przypadkowo wdepnąłem we FRONDę. Tam jeden to przeczytał (po łebkach), zrozumiał co chciał, relacjonując podstawowe fakty przekręcił. Fejsbuk, gdzie spotykam cytaty z F. nie dawał jednak pojęcia o rzeczywistym, codziennym dnie. Ale, byłbym zapomniał. W komentarzu (jedynym, bo kogo tam interesuje jakiś noblista) znalazłem nowe osiągnięcie ortografii maluczkich: „płenta”. Ona była „smutna”. Się nie dziwię.
Jeszcze Polska nie zginęła póki linkujemy..
Strona foto, Optyczne, recenzja Nikona najnowszego i komentarz czytelnika.
„A może by redaktor się w końcu nauczył po polsku pisać? Co to za bzdety – customizowane i scrollowanie? W czym polskie dostosowanie i przewijanie są „gorsze”? Wstyd!”
Nieodżałowany Adam Sznaper napisał w swojej książce AKADEMIA CUDÓW … esej o przyczynach powolnego upadku języka polskiego.
Przykład był typowy, egzamin konkursowy na prezentera telewizyjnego, kandydat ma znać biegle jeden lub dwa języki obce. O biegłą znajomość języka polskiego nigdy nikogo nie pytano i nie sprawdzano. Mamy teraz skutki. Jak te matoły mówią przed kamerami po polsku to zgroza…
Nie ma obsuwy. Daukszewicz napisał tekst dla Czarnego Tulipana „Przenieście nam stolicę do Olsztyna”. Dodatkowo jest taki utwór tej grupy „Jeśli chcecie gdzieś przenosić to w Bieszczady”, do znalezienia na YouTube.
@Woziwoda, ale p. Goryński pisze o piosence „Nie przenoście…”
A poza tym jak już się przyznał, to co mu będziemy zmieniać? 🙂
Pomiesza się człowiekowi 🙂