Marian Marzyński: Skręt w lewo2 min czytania

()

marzynski 32015-07-09.

W 1968 roku brat mojego ojczyma, który powinien mieć imię Icchak, ale miał Ignacy, i kierował Argedem, jedynym miejscem, w którym Polacy zaopatrywali się w importowane artykuły gospodarstwa domowego, został wyrzucony z partii za to, że radzieckie żelazka z czerwonym trzonkiem wycenił złośliwie drożej od innych. Towarzysze wyrzucili również z partii mojego ojczyma Daniela (oryginalne imię: Dawid), który musiał iść na wczesną emeryturę, bo jako były członek przedwojennej socjalistycznej partii żydowskiej Poalej-Syjon-Lewica, „okazywał pogardliwy stosunek do swoich polskich podwładnych” w Instytucie Techniki Budowlanej.

Pod koniec zebrania jeden z towarzyszy podniósł rękę: – Inżynier Marzyński ma syna na eksponowanym stanowisku w Telewizji, czy nie powinniśmy zawiadomić tamtejszej organizacji partyjnej, jakiego to on ma ojca? – Nie trzeba, odpowiedział sekretarz POP, towarzysze w telewizji sami będą wiedzieć co z nim zrobić.

Według polecenia towarzysza Gomułki, Polacy pochodzenia żydowskiego mieli decydować czy są za, czy przeciwko Egiptowi, któremu na pustyni synajskiej Izraelczycy rozgromili czołgi produkcji ZSRR. Do tego czasu odmawiało się im wyjazdów za granicę.

Jako ostatni test na to ile wolności pozostało nam w Polsce, wystąpiliśmy o paszporty turystyczne do Francji, dokąd jeździliśmy dotychczas bez przeszkód, powołując się na zapraszającego nas stryja Raphaela Marzynskiego, który będąc członkiem Komunistycznej Partii Francji, nigdy nie pozwoliłby nam prosić o prawo azylu. Zadzwoniłem do sekretarki dyrektora biura paszportów: – Co się dzieje z naszymi paszportami? – Chwileczkę, panie redaktorze, zapytam towarzysza Roszaka, a po chwili: -Paszport jest w drodze.

Ale cel naszej podróży był inny: pojechaliśmy do Kopenhagi, gdzie mieszkała już pierwsza grupa żydowskich emigrantów marcowych, a mój mentor z Wytworni Filmów Dokumentalnych Jerzy Bossak, był tam na paszporcie służbowym, konsultując duńską produkcję filmową. (O emigracji tak mówił: – Nie będę robił przyjemności swoim wrogom).

Po zaledwie trzech dniach w Kopenhadze dojeżdżaliśmy do autobahnu Berlin-Warszawa, z takimi wiadomościami: 1/ marcowi uważają, że duński jest nie do nauczenia, a adaptacja w Danii – niemożliwa, 2/ Bossak uważa, że w tym małym kraju nie ma miejsca dla polskiego filmowca.

Usiedliśmy przy kawie tuż przed zjazdem na autostradę; skręt w prawo miał oznaczać kolejne wakacje we Francji, skręt w lewo powrót do Warszawy i emigrację. Skręciliśmy w lewo.

cdn

Marian Marzyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.